Rozdział dodaję z życzeniami dla mojej przyjaciółki, która właśnie dzisiaj obchodzi urodziny :) Sto lat, sto lat Weronika! ❤
- Hej widzieliście Lip? - wołały dziewczyny schodząc do jadalni.
- Nie, myśleliśmy że jest z wami, albo jeszcze śpi - odrzekł Lio.
- Kiedy się obudziłyśmy to jej nie było.
Chyba wiem już gdzie może być nasza 'zguba'. Odszedłem od stołu i wyszedłem na zewnątrz.Czyli tak jak myślałem, zasnęła na dworze.
- Wstawaj - powiedziałem z obojętnością w głosie.
Dziewczyna szybko się obruszyła, przez co o mało co nie spadła z huśtawki.
- Która godzina? - spytała zaspana.
- Po 10.Wszyscy cię szukają.Lepiej chodź do hotelu - oznajmiłem i zwróciłem się ku wejściu.
- Nie, myśleliśmy że jest z wami, albo jeszcze śpi - odrzekł Lio.
- Kiedy się obudziłyśmy to jej nie było.
Chyba wiem już gdzie może być nasza 'zguba'. Odszedłem od stołu i wyszedłem na zewnątrz.Czyli tak jak myślałem, zasnęła na dworze.
- Wstawaj - powiedziałem z obojętnością w głosie.
Dziewczyna szybko się obruszyła, przez co o mało co nie spadła z huśtawki.
- Która godzina? - spytała zaspana.
- Po 10.Wszyscy cię szukają.Lepiej chodź do hotelu - oznajmiłem i zwróciłem się ku wejściu.
Wcale nie chciałem być dla niej aż taki obojętny.Właściwie to nie mam pojęcia dlaczego tak było.Może po tym wczorajszym zajściu?Sam nie wiem.
- Ney nie kłóć się już ze mną, proszę.Przynajmniej nie w te wakacje - powiedziała ledwo słyszalnym głosem łapiąc mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się do niej, bo zauważyłem, że jest jakaś wystraszona choć sam nie wiedziałem dlaczego.
- Nie będę - mówiłem najspokojniej jak tylko umiałem.
Zupełnie niepotrzebne były nam te kłótnie, ale nawet bym się nie spodziewał, że Liplit sama podejmie taki krok.
- No uśmiechnij się - zaśmiałem się.
Od razu otrzymałem odpowiedź w postaci radosnej twarzy dziewczyny.
- Co zjesz na śniadanie?
- Hmm jakąś smaczną kanapeczkę.
- Robi się!
- Znalazła się zguba!Gdzie ty byłaś??
To Leo, który wręcz odchodził od zmysłów, szukając jej nawet po koszach na śmieci.
- Byłam w krainie jednorożców.
Ktoś tu się ewidentnie rozmarzył.
- Lip pytam poważnie!
- Oj spałam jeju!
- W pokoju cię nie było.
- Kto powiedział, że w pokoju?Na dworze.Zjesz ze mną?
- Już jadłem.
Bez zbędnych pytań z nią zawsze najlepiej.
- O której wychodzimy? - zapytałem kumpla.
- Za 15 minut.
- Oo a gdzie idziemy??
- Park linowy robaczku.
Ta automatycznie spojrzała na mnie wzrokiem mordercy, nienawidziła jak tak do niej mówiłem.
- Ee to było do Leo - wybroniłem się.
- Co? - zdziwił się - Ney ja wolę dziew..
- Zamknij się! - nadepnąłem mu na stopę - kochanie.
- To ja się pójdę przebrać - powiedziała podnosząc się z krzesła.
- O co ci chodzi??
- Oh nie denerwuj się skarbie.
- Poszła już,możesz nie robić z siebie idioty - zaśmiał się.
- A zrobiłem?
- Nie skąd.Zwołaj wszystkich, zbieramy się.
Jak zwykle musieliśmy zaczekać na nasze spóźnialskie i po jakiś 20 minutach wskoczyliśmy do aut.
- Neymar kocha Liplit, Liplit Neya kocha, zaraz nam wyskoczy z lasu dzika locha.
- Co ty robisz? - zareagowała Lip ściągając Sergiemu słuchawki.
- Tworzę.
Tak właśnie minęła nam cała droga, na słuchaniu piosenek Sergiego.Swoją drogą bardzo mi się podobały, ale uznajmy, że też mnie denerwowały.Żeby nie było.
- Ney nie kłóć się już ze mną, proszę.Przynajmniej nie w te wakacje - powiedziała ledwo słyszalnym głosem łapiąc mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się do niej, bo zauważyłem, że jest jakaś wystraszona choć sam nie wiedziałem dlaczego.
- Nie będę - mówiłem najspokojniej jak tylko umiałem.
Zupełnie niepotrzebne były nam te kłótnie, ale nawet bym się nie spodziewał, że Liplit sama podejmie taki krok.
- No uśmiechnij się - zaśmiałem się.
Od razu otrzymałem odpowiedź w postaci radosnej twarzy dziewczyny.
- Co zjesz na śniadanie?
- Hmm jakąś smaczną kanapeczkę.
- Robi się!
- Znalazła się zguba!Gdzie ty byłaś??
To Leo, który wręcz odchodził od zmysłów, szukając jej nawet po koszach na śmieci.
- Byłam w krainie jednorożców.
Ktoś tu się ewidentnie rozmarzył.
- Lip pytam poważnie!
- Oj spałam jeju!
- W pokoju cię nie było.
- Kto powiedział, że w pokoju?Na dworze.Zjesz ze mną?
- Już jadłem.
Bez zbędnych pytań z nią zawsze najlepiej.
- O której wychodzimy? - zapytałem kumpla.
- Za 15 minut.
- Oo a gdzie idziemy??
- Park linowy robaczku.
Ta automatycznie spojrzała na mnie wzrokiem mordercy, nienawidziła jak tak do niej mówiłem.
- Ee to było do Leo - wybroniłem się.
- Co? - zdziwił się - Ney ja wolę dziew..
- Zamknij się! - nadepnąłem mu na stopę - kochanie.
- To ja się pójdę przebrać - powiedziała podnosząc się z krzesła.
- O co ci chodzi??
- Oh nie denerwuj się skarbie.
- Poszła już,możesz nie robić z siebie idioty - zaśmiał się.
- A zrobiłem?
- Nie skąd.Zwołaj wszystkich, zbieramy się.
Jak zwykle musieliśmy zaczekać na nasze spóźnialskie i po jakiś 20 minutach wskoczyliśmy do aut.
- Neymar kocha Liplit, Liplit Neya kocha, zaraz nam wyskoczy z lasu dzika locha.
- Co ty robisz? - zareagowała Lip ściągając Sergiemu słuchawki.
- Tworzę.
Tak właśnie minęła nam cała droga, na słuchaniu piosenek Sergiego.Swoją drogą bardzo mi się podobały, ale uznajmy, że też mnie denerwowały.Żeby nie było.
*Liplit*
- Wreszcie! - krzyknęłam od razu po wyjściu z samochodu.
Miałam już serdecznie dość jęków Sergiego.Jakby było mało trafiłam z nim do jednej grupy - organizatorzy naszej wycieczki zaplanowali, że podzielimy się na kilka grup i zrobimy tu sobie tor przeszkód.
Nie powiem, bawiłam się świetnie jak chyba wszyscy.Zajęliśmy drugie miejsce po mimo tego, że nasza Shak była w szpilkach.Ona zawsze musi wyglądać perfekcyjnie, co wcale nie oznacza, że jest jakąś nadętą pustą lalą, bo nie jest nią ani odrobinę.
- Pierwsze miejsce, pani tylko drugie - szepnął mi do ucha Ney.
Ja aż podskoczyłam, kiedy lekko dźgnął mnie w żebra zachodząc od tyłu.
- Nie chwal się już tak.
- Dobrze, już dobrze.
- I życzę sobie drogi powrotnej bez tego idioty.Tak mam na myśli Sergiego - zaśmiałam się.
- Zaraz go pogonie - również się zaśmiał.
I tym o to sposobem szanowny Pan Roberto musiał szukać szczęścia w innym aucie.
- Widzę, że państwo w świetnych humorach.W takim razie przed powrotem do hotelu zrobicie zakupy - oznajmił nam Messi.
- Nie no proszę, nie chcę mi się - zaczęłam marudzić.
- Jeśli Lip nie chce to ja mogę ją zastąpić i pojechać z Neymarem.
Oczywiście Aleksandra musiała przypomnieć o swoim istnieniu.
- Nie ma takiej potrzeby - odburknęłam.
- Ale jeśli..
- Powiedziałam coś - uśmiechnęłam się sztucznie - To do zobaczenia w hotelu.
Wskoczyłam do samochodu na miejsce pasażera i czekałam na kierowce, który dołączył do mnie po upływie jakiejś minuty.
- To co my właściwie mamy kupić? - zapytał w trakcie drogi.
- Nie mam pojęcia.W każdym bąć razie coś do żarcia.
- Dobrze, ty wybierasz.
Kiedy dotarliśmy pod supermarket wyskoczyłam na chodnik i pociągnęłam Neya do wejścia.
Skoro tu już jesteśmy to nie mam zamiaru się tu nudzić.
- Eee wózek.
- Masz rację, może się przydać.
Wróciłam się po wózek i ponownie weszłam do sklepu.
- Hej, hej spokojnie, mamy czas - rozbawił się.
- Nic nie szkodzi.
No to zakupy czas zacząć!Wskoczyłam do wózka, a brazylijczyk pakował produkty.
- Weźmiemy jeszcze to i to, i może jeszcze tamto - wyliczałam.
- Jak sobie życzysz.
- Potrzebujemy jeszcze kawy - powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się ku końcowi.
- To ja pójdę jej poszukać, a ty tu poczekaj.
Podczas jego nieobecności ja postanowiłam sobie trochę pojeździć.W pewnym momencie jednak nabrałam niesamowitej prędkości i zatrzymałam się dopiero na skrzynkach z pomidorami, które niestety nie do końca przetrwały.Pomijając to, że byłam cała w czerwonym soku (bo to był akurat szczegół) to nie został tam chyba ani jedno całe warzywo, a skrzynki były połamane.
- O cholera... - wyszeptałam sama do siebie.
- Która kawa będzie le..Coś ty narobiła?!
Neymar nie wyglądał na zachwyconego.
- Co tu się stało?!! - wykrzykiwał jeden z pracowników.
Automatycznie wyszłam z mojego 'pojazdu' i starałam się naprawić szkody, ale co tu można zrobić.
- Bardzo za nią przepraszam.Ja pokryje wszystkie koszty - tłumaczył Ney.
- Mam nadzieję!Zniszczenia na szczęście nie są olbrzymie.
- Lip, idź do samochodu.
Bez słowa opuściłam budynek.
Nie wiedziałam, że to się tak skończy.Często bawiłyśmy się tak z Bruną, ale nigdy nie kończyło się to w taki sposób.Zazwyczaj tylko jakimś upomnieniem ewentualnie wyproszeniem.Nidy nie zrobiłyśmy żadnych szkód, a teraz proszę..
- Jesteś zły? - spytałam cicho po jego przyjściu.
- Nie jestem.Czasem mam tylko wrażenie, że mam do czynienia z małym dzieckiem a nie z osobą w twoim wieku.
- Nie to co z Olą co?
- Słucham?
- Nie nic.
Wymigałam się od powtórzenia widząc, że mnie nie dosłyszał.
- Jesteśmy - oznajmił Neymar, kładąc siatki z zakupami na blacie.
- To co?Robimy grilla.
- Robimy.
- Ja pójdę do siebie - poinformowałam wszystkich, kiedy ci wychodzili na zewnątrz.
- A co ty masz na sobie? - zdziwił się Messi.
- Noo właśnie dlatego muszę pójść się przebrać, wziąć prysznic czy coś..
Doskonała wymówka, żeby się wymiksować.No przynajmniej na chwilę.
- Co ty robiłaś? - zapytała Bruna.
- To co my zwykle robimy w sklepie - puściłam jej oczko.
Ta tylko się zaśmiała i poszła dalej.Ja natomiast jak już mówiłam powędrowałam do pokoju.Zdjęłam brudne ubrania, założyłam nowe i usiadłam na łóżku.
- Lewa kieszeń kurtki - coś mówiła do mnie w mojej głowie.
Zajrzałam tam - Nie, obiecałam im.
- Przecież nikt nie widzi, wyluzujesz się.
To było silniejsze ode mnie.Wyciągnęłam jednego papierosa, wzięłam zapalniczkę i wyszłam na balkon.Wiem, że już dawno miałam przestać, nawet mi się udało, ale w niektórych sytuacjach często nie można się opamiętać, a później to już z górki.Spokojnie znowu zaczniesz.
- Kurde teraz? - powiedziałam sama do siebie słysząc pukanie do drzwi.
Szybko zgasiłam papierosa, którego nie było dane mi dokończyć i zamknęłam balkon dla bezpieczeństwa.
- Proszę.
A jeszcze woda, tak jeszcze woda.Wypiłam kilka łyków z butelki co powinno zniwelować ten zapach, który tak łatwo jest rozpoznać.
- Nie zejdziesz?
Ney, myślałam, że to może ktoś inny, np.Bruna, albo któraś z dziewczyn.
- Nie wykąpałam się jeszcze.
- I już założyłaś czyste ubrania?
Gdyby go tu nie było pożądnie walnęłabym się w łeb.Serio mogłaś wymyśleć coś lepszego.
- O faktycznie, ale ze mnie ciamajda.To ja lecę się wykąpać - stwierdziłam szybko i pomknęłam do łazienki.
- W tej akurat nie ma wanny, ani prysznica - oświecił mnie, niepozwalając mi zamknąć drzwi.
Rozejrzałam się - rzeczywiście, to nie ta łazienka.Ile bym czasem oddała, żeby chociaż w niektórych sytuacjach być trochę bardziej ogarnięta.
- Chodź tu - wyciągnął mnie z powrotem - Czy ty myślisz, że zamykając balkon, chowając fajki i czego tam jeszcze nie wymyślisz nie zorientuje się, że paliłaś?Daj już spokój, rób co chcesz.To, że mi kiedyś obiecałaś to nic, zwalniam cię z tej przysięgi.W końcu ty sobie szkodzisz, nie mi.
- Przepraszam..
- Za co?
- Po prostu to nie jest takie łatwe jak tobie się może wydawać.Chciałam przestać, chce przestać, ale nie do końca mi to wychodzi - tłumaczyłam.
- Wiem, sam kiedyś paliłem.
- Więc dlaczego mi każesz przestać?
- Właśnie dlatego, bo kiedyś sam niszczyłem sobie zdrowie.Ty nie musisz.
Wstał z mojego łóżka i wyglądało na to, że już wychodzi.
- Aha i nie jestem na ciebie zły za tą akcje w sklepie, bo wydaję mi się, że właśnie tak myślisz.Zejdź jak będziesz miała ochotę.
Teraz już wyszedł.
A mieliśmy się więcej nie kłócić..
A może to wcale nie była kłótnia?Może on na prawdę nie jest zły?
"Zejdź jak będziesz miała ochotę" - no dobra nie bardzo mam ochotę, ale to zrobię.Nie będę zachowywać się jak jakaś smarkula, która nie wyjdzie do ludzi bo tak jej się właśnie w tej chwili podoba.
- O jesteś, dlaczego tak późno? - dopytywał Gerard.
- Rozmawiałam przez telefon.
- Mm z kim? - wtrącił się Da Silva.
No tak, wkop mnie najlepiej.Od razu widać, że zrobił to specjalnie.
- A wiesz umawiałam się z kolegą, który właśnie jest w pobliżu.
Oczywiście nie ma tu żadnego "kolegi" a już na pewno się z nim nie umawiałam, ale co tam niech ma.Sam się o to prosił.
- Chłopak? - spytała Ola.
- No widzisz tak się składa, że wolę chłopców - odpowiedziałam z ironią i usiadłam obok Bruny i Geriego.
Ta się już nie odezwała i dobrze, przynajmniej nie muszę robić spin.Chociaż jak na razie to i tak ciągle wychodzę na tę najgorszą, a ona jest miła dla całego świata.
- Ja posprzątam - oznajmiłam, kiedy stwierdziliśmy, że czas iść spać.
- Wpadniesz do mnie?Chłopaki jeszcze idą na pokera - usłyszałam głos za mną.
- Rezygnujesz z pokera dla mnie?
Odwróciłam się do niego i jak zwykle zaczęłam się z nim przekomarzać.
- Rezygnuję.
- W takim razie poczekaj, muszę to posprzątać.
- Nie mam ochoty czekać - powiedział i mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Ney! - zaśmiałam się.
- Ciii... - wyszeptał zarzucając mnie na ramię.
- Ty jesteś stuknięty - uderzałam piąstkami w jego plecy dalej nie powstrzymując śmiechu.
- Czekaj, czekaj kluczę.
Z całej siły oplotłam jego szyję, gdy poczułam, że mnie nie trzyma bo przewracał kieszenie szukając klucza.
- Bo mnie udusisz - rozbawił się - Nie bój się, nie spadniesz.
- Wcale się nie boję.
- Mhmm...
Kiedy już udało mu się otworzyć nam drzwi, zrzucił wszystko z szafki, posadził mnie na niej i zaczął namiętnie całować.
Co jak co ale nie tylko w kopaniu piłki był dobry.
- Neymar - ktoś nan przerwał otwierając drzwi.
O proszę, Ola.Cóż za idealny moment.Chrząknęłam znacząco tak aby jeszcze bardziej uświadomić jej czego była świadkiem i w sumie to mogłam już wychodzić.
Dziewczynę ewidentnie zatkało, ale w końcu zdołała sobie przypomnieć po co tu przyszła.
- Chciałam tylko, żebyś naprawił mi lampkę, ale widzę, że przyszłam nie w porę..
- Nie, nie, ja właśnie wychodzę.
- Nie Lip proszę, nie.
- W takim razie to ja już pójdę - pożegnała się i zniknęła.
- Przepraszam - zbliżył się do mnie i chwycił moje dłonie.
- Nie twoja wina, że ktoś ciągle Cię nachodzi.
- Tak wiem, trochę nam przeszkodziła.
- Nie lubię, kiedy ktoś mi przeszkadza.
Oderwałam się od niego i usiadłam na jego łóżku.Jeszcze znowu ktoś przyjdzie i tyle z tego będzie.
- Co jest? - zapytał próbując znowu mnie pocałować.
- Twoi współlokatorzy zaraz mogą wrócić.Może w coś zagramy? - zaproponowałam.
Zawsze miło spędzałam z nim czas, stąd ta propozycja.
- Co powiesz na 10 pytań?
- Może być.
- To zaczynam.Masz kogoś na oku?
Mm nie bez powodu wybrał tą zabawę.
- Nawet coś, rzęsę.
Trochę sobie zażartowałam, jednak szybko tego pożałowałam.Po chwili zaczęłam zwijać się ze śmiechu łaskotana przez mojego oprawcę - Ney proszę cię przestań, przestań - błagałam przez śmiech.
Moje prośby zostały wysłuchane niestety dopiero po upływie jakiś 5 minut. Zawsze wzbraniałam się przed tym, że mam łaskotki, co nie zmieniało faktu, że ten kto miał wiedzieć ten wiedział, że mam je dosłownie wszędzie. Po tym jak już się od niego uwolniłam, mogliśmy kontynuować.
- Dobra to teraz ja.Masz kogoś na ustach?
- Jesteś nienormalna czy nienormalna? - wyszczerzył się.
- Moje pytanie jest tak samo sensowne jak twoje.
- W takim razie na razie nie mam, ale jeśli chcesz to mogę mieć.
- To chcę.
Powiedziałam i po sekundzie poczułam delikatny pocałunek złożony na moich ustach.
- Zarumieniłaś się - stwierdził z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
Faktycznie poczułam, że chyba się rumienie.
- Uroczy jesteś.
- A ty przesłodka.
- Ja?Nie sądzę..
- Pomimo tego, że czasami, a raczej często jesteś wredna, mało miła i mało sympatyczna, masz swoje humorki to dla mnie i tak jesteś taką słodziutką dziewczynką.
- Daj już spokój z tą słodziutką - oburzyłam się.
- Dobrze, już dobrze.
Pograliśmy tak jeszcze trochę i minęliśmy już dawno 10 pytań.Swoją drogą z każdym pytaniem było coraz zabawniej i nie obyło się bez śmiechu.Tak to ja lubię.
- I znowu ja - zaczął Ney - Kochasz mnie?
Jak dobrze, że akurat siedziałam, bo to pytanie zwaliłoby mnie z nóg.Musiałam się jak najlepiej wymigać od odpowiedzi i to jak najszybciej.
- Słuchaj ja już się będę zbierać bo dziewczyny pewnie się zastanawiają gdzie się podziewam, a po za tym już było 10, a nawet ponad 10 pytań - pokierowałam się do wyjścia.
- Nie wykręcaj się - złapał mnie za nadgarstek.
- No dobra skoro tak bardzo tego chcesz - można powiedzieć, że już prawie krzyczałam - Tak kocham cię!Lepiej?!
W odpowiedzi otrzymałam jego cudowny, delikatny uśmiech.
- Ja ciebie też.
Miałam już serdecznie dość jęków Sergiego.Jakby było mało trafiłam z nim do jednej grupy - organizatorzy naszej wycieczki zaplanowali, że podzielimy się na kilka grup i zrobimy tu sobie tor przeszkód.
Nie powiem, bawiłam się świetnie jak chyba wszyscy.Zajęliśmy drugie miejsce po mimo tego, że nasza Shak była w szpilkach.Ona zawsze musi wyglądać perfekcyjnie, co wcale nie oznacza, że jest jakąś nadętą pustą lalą, bo nie jest nią ani odrobinę.
- Pierwsze miejsce, pani tylko drugie - szepnął mi do ucha Ney.
Ja aż podskoczyłam, kiedy lekko dźgnął mnie w żebra zachodząc od tyłu.
- Nie chwal się już tak.
- Dobrze, już dobrze.
- I życzę sobie drogi powrotnej bez tego idioty.Tak mam na myśli Sergiego - zaśmiałam się.
- Zaraz go pogonie - również się zaśmiał.
I tym o to sposobem szanowny Pan Roberto musiał szukać szczęścia w innym aucie.
- Widzę, że państwo w świetnych humorach.W takim razie przed powrotem do hotelu zrobicie zakupy - oznajmił nam Messi.
- Nie no proszę, nie chcę mi się - zaczęłam marudzić.
- Jeśli Lip nie chce to ja mogę ją zastąpić i pojechać z Neymarem.
Oczywiście Aleksandra musiała przypomnieć o swoim istnieniu.
- Nie ma takiej potrzeby - odburknęłam.
- Ale jeśli..
- Powiedziałam coś - uśmiechnęłam się sztucznie - To do zobaczenia w hotelu.
Wskoczyłam do samochodu na miejsce pasażera i czekałam na kierowce, który dołączył do mnie po upływie jakiejś minuty.
- To co my właściwie mamy kupić? - zapytał w trakcie drogi.
- Nie mam pojęcia.W każdym bąć razie coś do żarcia.
- Dobrze, ty wybierasz.
Kiedy dotarliśmy pod supermarket wyskoczyłam na chodnik i pociągnęłam Neya do wejścia.
Skoro tu już jesteśmy to nie mam zamiaru się tu nudzić.
- Eee wózek.
- Masz rację, może się przydać.
Wróciłam się po wózek i ponownie weszłam do sklepu.
- Hej, hej spokojnie, mamy czas - rozbawił się.
- Nic nie szkodzi.
No to zakupy czas zacząć!Wskoczyłam do wózka, a brazylijczyk pakował produkty.
- Weźmiemy jeszcze to i to, i może jeszcze tamto - wyliczałam.
- Jak sobie życzysz.
- Potrzebujemy jeszcze kawy - powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się ku końcowi.
- To ja pójdę jej poszukać, a ty tu poczekaj.
Podczas jego nieobecności ja postanowiłam sobie trochę pojeździć.W pewnym momencie jednak nabrałam niesamowitej prędkości i zatrzymałam się dopiero na skrzynkach z pomidorami, które niestety nie do końca przetrwały.Pomijając to, że byłam cała w czerwonym soku (bo to był akurat szczegół) to nie został tam chyba ani jedno całe warzywo, a skrzynki były połamane.
- O cholera... - wyszeptałam sama do siebie.
- Która kawa będzie le..Coś ty narobiła?!
Neymar nie wyglądał na zachwyconego.
- Co tu się stało?!! - wykrzykiwał jeden z pracowników.
Automatycznie wyszłam z mojego 'pojazdu' i starałam się naprawić szkody, ale co tu można zrobić.
- Bardzo za nią przepraszam.Ja pokryje wszystkie koszty - tłumaczył Ney.
- Mam nadzieję!Zniszczenia na szczęście nie są olbrzymie.
- Lip, idź do samochodu.
Bez słowa opuściłam budynek.
Nie wiedziałam, że to się tak skończy.Często bawiłyśmy się tak z Bruną, ale nigdy nie kończyło się to w taki sposób.Zazwyczaj tylko jakimś upomnieniem ewentualnie wyproszeniem.Nidy nie zrobiłyśmy żadnych szkód, a teraz proszę..
- Jesteś zły? - spytałam cicho po jego przyjściu.
- Nie jestem.Czasem mam tylko wrażenie, że mam do czynienia z małym dzieckiem a nie z osobą w twoim wieku.
- Nie to co z Olą co?
- Słucham?
- Nie nic.
Wymigałam się od powtórzenia widząc, że mnie nie dosłyszał.
- Jesteśmy - oznajmił Neymar, kładąc siatki z zakupami na blacie.
- To co?Robimy grilla.
- Robimy.
- Ja pójdę do siebie - poinformowałam wszystkich, kiedy ci wychodzili na zewnątrz.
- A co ty masz na sobie? - zdziwił się Messi.
- Noo właśnie dlatego muszę pójść się przebrać, wziąć prysznic czy coś..
Doskonała wymówka, żeby się wymiksować.No przynajmniej na chwilę.
- Co ty robiłaś? - zapytała Bruna.
- To co my zwykle robimy w sklepie - puściłam jej oczko.
Ta tylko się zaśmiała i poszła dalej.Ja natomiast jak już mówiłam powędrowałam do pokoju.Zdjęłam brudne ubrania, założyłam nowe i usiadłam na łóżku.
- Lewa kieszeń kurtki - coś mówiła do mnie w mojej głowie.
Zajrzałam tam - Nie, obiecałam im.
- Przecież nikt nie widzi, wyluzujesz się.
To było silniejsze ode mnie.Wyciągnęłam jednego papierosa, wzięłam zapalniczkę i wyszłam na balkon.Wiem, że już dawno miałam przestać, nawet mi się udało, ale w niektórych sytuacjach często nie można się opamiętać, a później to już z górki.Spokojnie znowu zaczniesz.
- Kurde teraz? - powiedziałam sama do siebie słysząc pukanie do drzwi.
Szybko zgasiłam papierosa, którego nie było dane mi dokończyć i zamknęłam balkon dla bezpieczeństwa.
- Proszę.
A jeszcze woda, tak jeszcze woda.Wypiłam kilka łyków z butelki co powinno zniwelować ten zapach, który tak łatwo jest rozpoznać.
- Nie zejdziesz?
Ney, myślałam, że to może ktoś inny, np.Bruna, albo któraś z dziewczyn.
- Nie wykąpałam się jeszcze.
- I już założyłaś czyste ubrania?
Gdyby go tu nie było pożądnie walnęłabym się w łeb.Serio mogłaś wymyśleć coś lepszego.
- O faktycznie, ale ze mnie ciamajda.To ja lecę się wykąpać - stwierdziłam szybko i pomknęłam do łazienki.
- W tej akurat nie ma wanny, ani prysznica - oświecił mnie, niepozwalając mi zamknąć drzwi.
Rozejrzałam się - rzeczywiście, to nie ta łazienka.Ile bym czasem oddała, żeby chociaż w niektórych sytuacjach być trochę bardziej ogarnięta.
- Chodź tu - wyciągnął mnie z powrotem - Czy ty myślisz, że zamykając balkon, chowając fajki i czego tam jeszcze nie wymyślisz nie zorientuje się, że paliłaś?Daj już spokój, rób co chcesz.To, że mi kiedyś obiecałaś to nic, zwalniam cię z tej przysięgi.W końcu ty sobie szkodzisz, nie mi.
- Przepraszam..
- Za co?
- Po prostu to nie jest takie łatwe jak tobie się może wydawać.Chciałam przestać, chce przestać, ale nie do końca mi to wychodzi - tłumaczyłam.
- Wiem, sam kiedyś paliłem.
- Więc dlaczego mi każesz przestać?
- Właśnie dlatego, bo kiedyś sam niszczyłem sobie zdrowie.Ty nie musisz.
Wstał z mojego łóżka i wyglądało na to, że już wychodzi.
- Aha i nie jestem na ciebie zły za tą akcje w sklepie, bo wydaję mi się, że właśnie tak myślisz.Zejdź jak będziesz miała ochotę.
Teraz już wyszedł.
A mieliśmy się więcej nie kłócić..
A może to wcale nie była kłótnia?Może on na prawdę nie jest zły?
"Zejdź jak będziesz miała ochotę" - no dobra nie bardzo mam ochotę, ale to zrobię.Nie będę zachowywać się jak jakaś smarkula, która nie wyjdzie do ludzi bo tak jej się właśnie w tej chwili podoba.
- O jesteś, dlaczego tak późno? - dopytywał Gerard.
- Rozmawiałam przez telefon.
- Mm z kim? - wtrącił się Da Silva.
No tak, wkop mnie najlepiej.Od razu widać, że zrobił to specjalnie.
- A wiesz umawiałam się z kolegą, który właśnie jest w pobliżu.
Oczywiście nie ma tu żadnego "kolegi" a już na pewno się z nim nie umawiałam, ale co tam niech ma.Sam się o to prosił.
- Chłopak? - spytała Ola.
- No widzisz tak się składa, że wolę chłopców - odpowiedziałam z ironią i usiadłam obok Bruny i Geriego.
Ta się już nie odezwała i dobrze, przynajmniej nie muszę robić spin.Chociaż jak na razie to i tak ciągle wychodzę na tę najgorszą, a ona jest miła dla całego świata.
- Ja posprzątam - oznajmiłam, kiedy stwierdziliśmy, że czas iść spać.
- Wpadniesz do mnie?Chłopaki jeszcze idą na pokera - usłyszałam głos za mną.
- Rezygnujesz z pokera dla mnie?
Odwróciłam się do niego i jak zwykle zaczęłam się z nim przekomarzać.
- Rezygnuję.
- W takim razie poczekaj, muszę to posprzątać.
- Nie mam ochoty czekać - powiedział i mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Ney! - zaśmiałam się.
- Ciii... - wyszeptał zarzucając mnie na ramię.
- Ty jesteś stuknięty - uderzałam piąstkami w jego plecy dalej nie powstrzymując śmiechu.
- Czekaj, czekaj kluczę.
Z całej siły oplotłam jego szyję, gdy poczułam, że mnie nie trzyma bo przewracał kieszenie szukając klucza.
- Bo mnie udusisz - rozbawił się - Nie bój się, nie spadniesz.
- Wcale się nie boję.
- Mhmm...
Kiedy już udało mu się otworzyć nam drzwi, zrzucił wszystko z szafki, posadził mnie na niej i zaczął namiętnie całować.
Co jak co ale nie tylko w kopaniu piłki był dobry.
- Neymar - ktoś nan przerwał otwierając drzwi.
O proszę, Ola.Cóż za idealny moment.Chrząknęłam znacząco tak aby jeszcze bardziej uświadomić jej czego była świadkiem i w sumie to mogłam już wychodzić.
Dziewczynę ewidentnie zatkało, ale w końcu zdołała sobie przypomnieć po co tu przyszła.
- Chciałam tylko, żebyś naprawił mi lampkę, ale widzę, że przyszłam nie w porę..
- Nie, nie, ja właśnie wychodzę.
- Nie Lip proszę, nie.
- W takim razie to ja już pójdę - pożegnała się i zniknęła.
- Przepraszam - zbliżył się do mnie i chwycił moje dłonie.
- Nie twoja wina, że ktoś ciągle Cię nachodzi.
- Tak wiem, trochę nam przeszkodziła.
- Nie lubię, kiedy ktoś mi przeszkadza.
Oderwałam się od niego i usiadłam na jego łóżku.Jeszcze znowu ktoś przyjdzie i tyle z tego będzie.
- Co jest? - zapytał próbując znowu mnie pocałować.
- Twoi współlokatorzy zaraz mogą wrócić.Może w coś zagramy? - zaproponowałam.
Zawsze miło spędzałam z nim czas, stąd ta propozycja.
- Co powiesz na 10 pytań?
- Może być.
- To zaczynam.Masz kogoś na oku?
Mm nie bez powodu wybrał tą zabawę.
- Nawet coś, rzęsę.
Trochę sobie zażartowałam, jednak szybko tego pożałowałam.Po chwili zaczęłam zwijać się ze śmiechu łaskotana przez mojego oprawcę - Ney proszę cię przestań, przestań - błagałam przez śmiech.
Moje prośby zostały wysłuchane niestety dopiero po upływie jakiś 5 minut. Zawsze wzbraniałam się przed tym, że mam łaskotki, co nie zmieniało faktu, że ten kto miał wiedzieć ten wiedział, że mam je dosłownie wszędzie. Po tym jak już się od niego uwolniłam, mogliśmy kontynuować.
- Dobra to teraz ja.Masz kogoś na ustach?
- Jesteś nienormalna czy nienormalna? - wyszczerzył się.
- Moje pytanie jest tak samo sensowne jak twoje.
- W takim razie na razie nie mam, ale jeśli chcesz to mogę mieć.
- To chcę.
Powiedziałam i po sekundzie poczułam delikatny pocałunek złożony na moich ustach.
- Zarumieniłaś się - stwierdził z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
Faktycznie poczułam, że chyba się rumienie.
- Uroczy jesteś.
- A ty przesłodka.
- Ja?Nie sądzę..
- Pomimo tego, że czasami, a raczej często jesteś wredna, mało miła i mało sympatyczna, masz swoje humorki to dla mnie i tak jesteś taką słodziutką dziewczynką.
- Daj już spokój z tą słodziutką - oburzyłam się.
- Dobrze, już dobrze.
Pograliśmy tak jeszcze trochę i minęliśmy już dawno 10 pytań.Swoją drogą z każdym pytaniem było coraz zabawniej i nie obyło się bez śmiechu.Tak to ja lubię.
- I znowu ja - zaczął Ney - Kochasz mnie?
Jak dobrze, że akurat siedziałam, bo to pytanie zwaliłoby mnie z nóg.Musiałam się jak najlepiej wymigać od odpowiedzi i to jak najszybciej.
- Słuchaj ja już się będę zbierać bo dziewczyny pewnie się zastanawiają gdzie się podziewam, a po za tym już było 10, a nawet ponad 10 pytań - pokierowałam się do wyjścia.
- Nie wykręcaj się - złapał mnie za nadgarstek.
- No dobra skoro tak bardzo tego chcesz - można powiedzieć, że już prawie krzyczałam - Tak kocham cię!Lepiej?!
W odpowiedzi otrzymałam jego cudowny, delikatny uśmiech.
- Ja ciebie też.
--------------------
Na początek chciałam was wszystkich baardzo przeprosić za to, że rodział macie dopiero teraz, po upływie miesiąca, albo i dłużej.Jest yo spowodowane brakiem czasu, jak i brakiem weny, aczkolwiek nic mnie nie usprawiedliwia.Mam tylko nadzieję, że rozdział chociaż w pewnym stopniu wam to wynagrodził.Na pewno wiem, że zakończył się tak jak wreszcie powinien się zakończyć :D
Chciałam jeszcze serdecznie podziękować wszystkim, którzy są tu ze mną i znajdą czasem odrobinę czasu, żeby przeczytać to co piszę.
No to moi kochani do następnego i oby nie trwało to znowu tak długo! :*
Chciałam jeszcze serdecznie podziękować wszystkim, którzy są tu ze mną i znajdą czasem odrobinę czasu, żeby przeczytać to co piszę.
No to moi kochani do następnego i oby nie trwało to znowu tak długo! :*
Boże, w końcu są razem! Masz cudowne opowiadanie. Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału i nie waż się ich skłócać, rozumiemy się?:D Życzę dużo weny. Jesteś najlepsza.(serduszko)XDDD
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana! <3
UsuńHaha jak ja lubię charakterek Lip ;) Dobrze, że w końcu, jakimś cudem, pomimo tych wszystkich kłótni udało im się znaleźć chwilkę czasu sam na sam i oczywiście, że Liplit powiedziała mu co czuje :) Świetny rozdział <3
OdpowiedzUsuńBaardzo dziękuję ;**
UsuńAwwwwww jak cudownie, jak cudownie. 💞💞💞💞
OdpowiedzUsuńNareszczie Lip się trochę zmieniła! Jeden z najlepszych rozdziałów :*
OdpowiedzUsuńOjejku 😍
UsuńNareszcie!😍😍😍💞💞 ale cudnie💞 czekam na next!💞
OdpowiedzUsuńThank you 😘😘
UsuńMega rozdział jak każdy!! Czekam na next!!
OdpowiedzUsuńDziękuję!! 😊😊
UsuńCudowny rozdział :) i sto lat dla przyjaciółki! :)
OdpowiedzUsuńOh dzięki :)
UsuńStrasznie mi miło! ❤
OdpowiedzUsuńO kurde końcówka!!!! Dzięki ci za ten koniec! :D ❤ jesteś wspaniałaa
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to bardzo ci dziękuję:)❤
UsuńJEJKU JEST WRESZCIE!!MYŚLAŁAM, ŻE UMRĘ!
OdpowiedzUsuńJak zawsze świetny <3 jak dobrze, że Lip mu powiedziała aaaa!! ♥ kocham ciebie i twojego bloga po prostu! ♥
Ojejku bardzo, bardzo dziękuję! ❤❤
UsuńBoski <3 kiedy kolejny ?? Kocham ten blog ��
OdpowiedzUsuń