1/19/2017

Rozdział 20

- Liplit? - powiedziałem cicho widząc na swoim łóżku dziewczynę.
Nie odpowiedziała.Niech śpi, nie będę jej budził.
Usiadłem obok i bez słowa wpatrywałem się w  nieruchomą istotę o ciemnych włosach.Aniołka to ona nie przypomina - pomyślałem i w duchu się zaśmiałem.Chociaż, kiedy śpi wygląda na prawdę uroczo.Jednak należało by podkreślić "kiedy śpi".
Często zastanawiałem się dlaczego właściwie to właśnie ona tak strasznie namieszała mi w głowie.Miła nie jest, taktowna też raczej nie, ani uczuciowa, a nie ma co ukrywać chyba żaden facet nie marzy o 165 cm czystej zawiści i wrednośći.
Widocznie ja potrzebuję kogoś takiego jak ona i choć ludzie mówili mi wcześniej, że potrzebuję grzecznej i wychowanej dziewczyny, która miałaby mnie zmienić to ja chyba powinienem teraz zmieniać ją.Jednak co najlepsze pod jej wpływem ja też się zmieniłem.Jak to zabawnie brzmi, osoba która jest prawie tak samo 'zepsuta' jak jeszcze ja nie dawno zmieniła mnie na lepsze..To chyba dla niej chciałem się poprawić, żeby teraz to samo zrobić z nią, nie wiem.Po prostu sam nie wiem jak to określić.
Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, co więcej nie mojego. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Psiapsi". Od razu wiedziałem, że to Bruna.Postanowiłem odebrać.Było już późno, więc mogła się martwić.
- Ney z tej strony, Lip jest u mnie.Zasnęła.
- Oh to dobrze - westchnęła z ulgą.
- Bez obaw, nie zrobię jej krzywdy.
- Już myślałam, że będę musiała po nią pójść.No dobra dobranoc.
- Kolorowych Bru.
Rozłączyłem się i odłożyłem komórkę na szafkę.Robiłem się zmęczony, dlatego przykryłem kocem mojego skarba, a sam położyłem się obok niej.

Następnego dnia
Obudziłem się wcześnie, gdyż zegar wskazywał godzinę 7:32.Liplit jeszcze spała i nie chciałem tego zmieniać.Rozejrzałem się po pomieszczeniu i co dziwne był pusty.Żadnych moich współlokatorów nie było.Chociaż ja wiem, może nie aż tak dziwne.Pewnie weszli tu w środku nocy i poszli spać gdzieś indziej widząc nas razem.W sumie też bym tak zrobił.
Nagle usłyszałem ciche "cześć".Spojrzałem na swoje ramie i zobaczyłem otwarte już oczy dziewczyny.
- O cześć kochanie - powitałem ją uśmiechem - Jak się spało?
- Hmm dobrze, a tobie?
- No przyznam, że nie miałem jeszcze tak dobrej maskotki do spania jak ty - wyszczerzyłem się.
- A ja tak dobrej poduszki.
Poleżeliśmy razem tak jeszcze z dobrą godzinę, aż w końcu trzeba było zejść na śniadanie.
- Głodna?
- Odrobinę, ale najpierw pójdę do siebie się ogarnąć.Widzimy się na dole.
Cmoknęła mnie w policzek i już jej nie było.


*Liplit*

Weszłam do pokoju i skierowałam się do szafy.Wyciągnęłam z niej czarne szorty i szarą koszulkę i nie zważając na to, że są wymięte poszłam z tym do łazienki.Zmyłam wczorajszy makijaż, który uległ już całkowitemu zniszczeniu, a następnie poszłam pod prysznic.
Stróżki ciepłej wody delikatnie spływały po moim ciele, a do po mojej głowie dopiero zaczęło świtać, po co wczoraj poszłam do Neymara.Wspaniale, że sobie w ogóle przypomniałam.No cóż, tę rozmowę trzeba będzie przełożyć na później, albo..na jutro.
Owinęłam się ręcznikiem i chciałam wysuszyć włosy, jednak zorientowałam się, że suszarkę zostawiłam na łóżku.Gdy otworzyłam drzwi do pokoju wparował Marc.
- Przepraszam, chciałem cię tylko zawołać na śniadanie - wytłumaczył się.
- Luz, w końcu nie wpakowałeś mi się do łazienki, a po za tym widzisz mnie codziennie w bikini.Nie widzę wielkiej różnicy - powiedziałam obojętnie.
- Zejdź zaraz - uśmiechnął się.
- Jasne, dajcie mi tylko chwilę.
Wróciłam z powrotem do swoich czynności i po założeniu ubrań oraz wysuszeniu włosów nie chciało mi się zbytnio malować.Pociągnęłam tylko rzęsy tuszem i nałożyłam korektor na moje sińce pod oczami, które są moją odwieczną zmorą po każdym przebudzeniu.
Kurde ta koszulka wygląda jakby była wyciągnięta spod pociągu - zauważyłam.No ale nie ważne nie mam już czasu na zmiany, z resztą jak ta tak wygląda to każda inna też.
- Cześć wszystkim! - krzyknęłam na powitanie.
- Cześć, to jakaś nowa moda? - powiedział Gerard wskazując na mój T-shirt.
- Jestem nowym arbitrem elegancji, radziłabym brać przykład.
Po wysłuchaniu jeszcze kilku jego uwag postanowiłam go olać i usiąść do stołu.
Przy odsuwaniu krzesła zupełnie niechcący zrzuciłam dżem, który jak się później okazało wylądował na sukience panny Majewskiej.
O kurde ja to wiem gdzie celować.
- Co ty narobiłaś?! - zaczęła panikować.
- Nie przesadzaj, sukienka i tak jest czerwona - podniosłam ręce w geście kapitulacji.
- Zrobiłaś to specjalnie!
- Masz racje, wszystko w czym robię ci na złość robię specjalnie, ale cholera to akurat było niechcący - oznajmiłam smarując sobie bułkę masłem.
- Ej co tu się dzieję? - wtrącił się Luis.
- Oblała mnie dżemem!
- Już od razu oblała..Przybrudziła tylko lekko.Do tego mówiłam już, nie specjalnie, ale w sumie gdybym na to wpadła wcześniej to chętnie bym to zrobiła tylko, że wybrałabym ten porzeczkowy.Trudniej się spiera - uśmiechnęłam się sarkastycznie, wzięłam sok i poszłam


*Luis*

- Ona jest po prostu bezczelna!Tolerowałam ją cały czas, choć nie była miła, nawet myślałam, że może się w końcu do mnie przekona, ale tego już jest za wiele.. - widziałem w jej oczach łzy.
- Posłuchaj strasznie cię za nią przepraszam.Zachowała się okropnie wiem, ale daj jej jeszcze szansę. Pogłaskałem ją lekko po plecach z troską i pobiegłem za Sejfl.
- Co ty wyrabiasz?!
- To poważnie było niechcący - powiedziała nawet się nie odwracając.
- I mam ci w to uwierzyć??
- Nie musisz - tym razem już się obróciła.
- Dobrze.Okej to było niechcący..ale po co jeszcze były te gadki?Nie mogłaś zwyczajnie przeprosić?
- Nie będę jej za nic przepraszać.Powiedziałam przecież, że chętnie zrobiłabym to samo z własnej woli, więc po co mam kłamać?
- Żeby być miłym.Czy ty wiesz co to znaczy?
- Wylałam kiedyś na ciebie dżem?
- Nie? - zapytałem ze zdziwieniem.
- No właśnie.Czyli wiem.
- Liplit uwielbiam cię, ale czasami zwyczajnie nie wiem jak mam z tobą rozmawiać..
- To kontaktuj się ze mną przez mojego adwokata - wzruszyła ramionami.
- Skończ na chwilę z tą ironią! - zaczynałem się denerwować.
- Jestem na wakacjach i po prostu dobrze się bawię.Też cię uwielbiam Luis! - machnęła mi ręką i zniknęła.
Ależ ona jest trudna.Nie mogę powiedzieć, że jest jakaś okrutna bo dla przyjaciół wcale taka nie jest.Już nie raz czy dwa mi pomogła, wspierała, z resztą nie tylko mi.Każde z nas wie, ze tak na prawdę ma dobre serce i dla ważnych dla niej osób jest w stanie zrobić wiele.Taki ma charakter, że nie potrafi być sztucznie miła, do tego jest to bólu szczera, ale bardzo w niej to cenie.
- O Neymar! - krzyknąłem - Akurat miałem do ciebie iść.
- Co jest stary?
- Chodzi o Lip..ja sam próbowałem z nią pogadać, ale wiesz jak z nią jest.Bo przed chwilą zaszła taka mało przyjemna sytuacja..Oblała Olę jakąś konfiturą czy czymś.Niby niespecjalnie, ale to co jej nagadała to..ja wiem, że ona jej strasznie nie lubi, ale mogła by chociaż odrobinę przyhamować.
Neymar tylko ciężko wypuścił powietrze i bez zbędnych komentarzy skierował się do mieszkania swojej dziewczyny.
Było mi go trochę szkoda.Lubił Olę, jednak miał też do siebie pewne wyrzuty, bo to w końcu on ją do nas 'sprowadził' i dlatego Liplit jest dla niej taka zła.
Co do Oli, nie jestem jej jakimś wielkim wielbicielem, ale nie mogę też pozwolić, żeby w czasie wypoczynku musiała przeżywać takie akcję.Nikt by tak nie chciał.


*Neymar*

- Co ty znowu wyrabiasz? - powiedziałem najspokojniej jak tylko umiałem, siadajac obok niej.
Wiedziałem, że krzykiem nic nie załatwię.Nawet nie próbowałem podnosić głosu.
- Majewska ci podkablowała tak? - obruszyła się.
- Nie, nikt mi nie podkablował.Luis zwyczajnie zareagował.
- Frajer.
- Wiem, że tak nie myślisz.
- Ja jej nic nie zrobiłam!
- Nie krzycz.Usiądź.Posłuchaj mnie, nie możesz zachowywać się w ten sposób względem Oli i ja nie mówię o tym, że przypadkowo ją pobrudziłaś.Ty cały czas jej dokuczasz.Zachowaj się porządnie i pójdź ją przeprosić, to będzie pierwszy dobry krok.
- Chyba sobie żartujesz.
- Wyglądam jak bym sobie żartował?
- Bez znaczenia.Nie przeproszę jej.
- Bo?Duma ci na to nie pozwala?
- Brawo.Trafiłeś w sedno.
- Dobrze.W takim razie jej chociaż nie dokuczaj, najlepiej wcale się do niej nie odzywaj.
Musiałem pójść na kompromis.Wiedziałem, że inaczej do niczego nie dojdziemy.
- Tyle jesteś w stanie zrobić?
- Taa...
- Jesteś?? - zapytałem jeszcze raz oczekując na lepszą odpowiedź.
- Tak jestem!
- Cieszę się i nie rozmawiajmy już o niej.
- Przykro mi, jeszcze jedną rozmowę na jej temat będziesz musiał przeżyć, ale to raczej nie teraz.
- Dobrze.Zostawiam cię samą i przemyśl to sobie.Za godzinę idziemy na spacer.
Szczerze nie oczekuję od niej zbyt wiele, bo wiem jaka jest.Jednak liczę na to, że może odrobinę przyhamuje.Jednego jestem pewien, rozmowa na pewno nie poszła na marne.


*Liplit*

O co im właściwie chodzi?Przecież mam prawo kogoś nie lubić i przecież nie będę udawać, że jest inaczej.Po jakiego grzmota miałabym się do niej mindrzyć tak jak to ona ma w zwyczaju skoro tak na prawdę, kiedy ją widzę mam ochotę wydłubać jej oczy!
- Hej co tu robisz? - do pokoju weszła Marquezine.
- Jeju jak dobrze, że jesteś...
Wreszcie osoba, która nie będzie mi robić żadnych wyrzutów.Ba, pewnie nawet mnie poprze.
- Co jest?
Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami od zdarzenia z Aleksandrą po rozmowę z Neymarem.Przyjaciółka oczywiście wysłuchała mnie od początku do końca przy czym obie wyśmiewałyśmy się z blondyny.
- Ty to masz jednak szczęście.Niby niechcący, ale w osobę, w którą trzeba - mówiła.
- Uwierz mi sama się dziwię.
- Ale z tym to się nie martw.Na razie jej odpuścisz, ale jak tylko wrócimy do Barcelony...damy jej w kość!
- Zawsze wiedziałam, że na ciebie to można liczyć.
Przybiłyśmy sobie piątkę, a potem cyknęłyśmy parę zdjęć.
Jedno trafiło nawet na mojego instagrama z dopiskiem.
"Podobne...może nie z wyglądu ale podobne<3"
Ten opis w stu procentach nas odzwierciedla.Z zewnątrz wyglądamy właściwie zupełnie inaczej, ale w środku bliźniaczki normalnie.Strasznie ją kocham i to moja jedyna prawdziwa przyjaciółka.Może was to zdziwić, że nie zaliczam o nich reszty dziewczyn, ale dla mnie przyjaciel to ktoś komu ufam w STU procentach.Nawet nie w 99.Prawda jest taka, że tą pełną liczbę zaufania osiąga tylko ona.Kiedyś była jeszcze Dorcas, ale teraz nie utrzymuje z nią żadnego kontaktu.Ponoć ani razu nie odwiedziła mnie w szpitalu.Raz tylko zadzwoniła zapytać czy ze mną w porządku.I to ma być przyjaciółka?Pisała do mnie kilka razy po moim wyjściu, ale jakoś nie miałam najmniejszej ochoty jej odpisywać.W sumie nie wiem nawet skąd dowiedziała się, że nie jestem już w szpitalu.
Po upływie niecałej godziny przyszedł po mnie mój chłopak i faktycznie chciał zabrać mnie na spacer.
- To co idziemy? - zapytał.
- A gdzie konkretnie mamy iść? - jak zwykle ciekawość przeważała.
- Gdziekolwiek, po prostu się przejść - uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę.
Podałam mu swoją i wyszliśmy.
Spacerując dużo rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, ale na same przyjemne tematy.Jak zwykle nie zabrakło śmiechu i żartów.Znowu czułam się przy nim jak kiedyś.Jak na początku naszej znajomości.Właśnie w tej chwili przed oczami przebiegły mi wszystkie te wspaniałe wspomnienia.Gala, na której się poznaliśmy, nasz pierwszy taniec, moja urodziny, pobudki, które mi fundował, nocne przejścia po mieście, wypady do kina czy nad wodę i to jak zrzucał mnie do wody, to jak chowaliśmy się przed wścipskimi fotoreporterami, mecze, na których dedykował mi bramki, albo wspólne oglądanie filmów.Każda spędzona z nim chwila była niesamowita i niepowtarzalna.
- O czym tak myślisz? - przywołał mnie do rzeczywistości.
- O nas - uśmiechnęłam się - Kocham Cię - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Mogłabym godzinami się w nie wpatrywać, kiedy to robiłam wręcz odpływałam.Widać w nich było takie szczere iskierki radości.Od niego samego aż tryskała taka pozytywna energia.
- Też cię kocham słońce - złożył na moim czole delikatny pocałunek.
- Ale muszę cię o coś zapytać.. - zaczęłam kiedy znaleźliśmy się przy plaży.
Usiadłam na piasku i poprosiłam go o to samo.Odruchowo chwyciłam do ręki kamyk i przerzucałam go sobie w dłoniach.Zawsze, gdy miałam rozmawiać o czymś ciężkim musiałam czymś zająć ręce.
Nie wiem dlaczego tak było.Było mi jakoś łatwiej.
- Jak poznałeś Olę? - wreszcie się przełamałam.
Po wydobyciu z siebie tych zaledwie kilku słów najzwyczajniej w świecie mi ulżyło.Poczułam, ze mam już to za sobą.
Teraz wystarczyło już tylko zaczekać na jego odpowiedź.
Usłyszałam drugi raz to samo co wcześniej.Dokładnie ro samo co powiedział mi Leo.Przynajmniej mam pewność, że mnie nie okłamał.
- Nigdy nic do niej nie poczułem - powiedział sam z siebie, choć o nic więcej go nie pytałam.
- Przecież nic nie..
- Wystarczy, że wiem o czym teraz myślisz - przerwał mi.
- Ja po prostu chciałam się upewnić..
- Wiem, rozumiem to.Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza i nikt ani nic tego nie zmieni.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko i nie mówiłam już nic.Chciałam tylko czuć, że jest blisko, czuć że jestem kochana.
- Zaraz przyjdzie reszta - odezwał się po paru minutach ciszy - to już ostatni dzień tutaj, wieczorem wyjazd.
Właściwie to byłam już prawie spakowana.Znam siebie i wiem, że odwlekała bym z tym na ostatnią chwilę, aż w końcu zrobiłabym to 5 minut przed odjazdem.W dodatku zostawiając jakieś rzeczy.To były świetne wakacje.Po mimo paru niedociągnięć (głównie z mojej winy) były na prawdę udane.Trochę szkoda, że już się kończą, ale z drugiej strony wracam do siebie.Znowu będę musiała zadomowić się w swoim własnym domu.Pierwsza noc od długiego czasu w moim łóżku.Trochę się za tym stęskniłam.
Po niedługim czasie faktycznie wszyscy do nas dołączyli.Po raz ostatni tutaj razem, całą naszą paczką bawiliśmy się cudownie.Na odchodne zrobiliśmy olbrzymi napis "WARIACI Z BARCELONY TU BYLI" i każde z nas zostawiło odcisk swojej dłoni.
Zrobiliśmy jeszcze jedno wspólne zdjęcie i powoli wróciliśmy do hotelu.
Każdy dopakowywał swoje walizki, aż wreszcie powsiadaliśmy do aut i ruszyliśmy w podróż powrotną.Przez całą drogę spałam.Byłam tak niemiłosiernie zmęczona, że nie było mowy o niczym innym.
To dziwne ale śniła mi się moja rodzina.Ja, rodzice i siostra.Wszyscy razem szczęśliwi kibicowaliśmy na Camp Nou.Rozmawialiśmy ze sobą, żartowaliśmy, a rodzice nie robili mi żadnych wyrzutów, że jestem Cule, a nie Madritiste.Wszystko w tym śnie było takie piękne i niewiarygodnie prawdziwe...
- Malutka wstajemy, jesteśmy na miejscu - usłyszałam.
- Tata? - wypowiedziałam otwierając oczy.
- No jeszcze nim nie zostałem - rozbawił się Neymar.
- Przepraszam, to tylko sen.. - wytłumaczyłam całkowicie już rozbudzona.
Szkoda, że to tylko sen...Czasami chciałabym, żeby było dokładnie tak jak w nim.No ale..nie jest tak i muszę się cieszyć tym co mam, a mam dużo.Cudownych przyjaciół, chłopaka, jest dobrze i nie ma na co narzekać.
- Już wysiadam - powiedziałam z uśmiechem stawiając stopę na chodniku.
Uściskałam wszystkich.. (No może prawie wszystkich..)
- A my się jutro widzimy - powiedziała radosna Bru.
- Zakupy? - odpowiedziałam także entuzjastycznie.
- Zakupy!Buźka.
Przytuliłam ją także bardzo mocno i został mi już tylko Ney.
- Jesteś pewna, że chcesz być tą pierwszą noc sama w domu? - zapytał z troską.
- Tak, jestem pewna.Dziękuję - cmoknęłam go w policzek i wzięłam od niego walizkę - poradzę sobie - zaśmiałam się, kiedy ten chciał mi pomóc.
- Dobranoc! - krzyknął.
- Kolorowych snów kochanie.
Opróżniłam tylko swoją skrzynkę na listy i weszłam do domu.Najpierw rzecz jasna otwierając drzwi.Tak, były zamknięte.
- No sporo się tego nazbierało - powiedziałam sama do siebie przeglądając koperty, gazety i ulotki.
Wzięłam pierwsze, lepsze czasopismo i rzuciłam się na kanapę.
Nie miałam w zwyczaju czytać takich gazet jednak z ciekawości ją otworzyłam.
Szybko pożałowałam, że w ogóle wpadłam na taki pomysł.


11/29/2016

Rozdział 19

- Gdzie ty znowu spałaś? - dopytywała Bruna, kiedy wróciłam nad ranem do swojego pokoju.
- U Neymara, nic szczególnego.
- Spałaś u, a raczej z Neymarem i mówisz, że nic szczególnego??
- No fajnie było - zaśmiałam się.
- Fajnie? - zrobiła to samo co ja - z ciebie to się niczego nie da wyciągnąć.
- Daj mi pójść pod prysznic.
- No idź, ale potem mi opowiesz!
- Masz szczęście, że jesteś moją psiapsi.
Wzięłam szybki i zimny prysznic, który automatycznie pobudził mnie do życia, wskoczyłam w czyste ubrania i byłam gotowa.Pogadałam jeszcze z dobrą godzinkę z Bruną, po czym stwierdziłyśmy, że zejdziemy na śniadanie.
- A gdzie Rafka i Chrissi?
- Już od dawna na dole - odpowiedziała mi przyjaciółka.
Przy pierwszym stoliku zastałyśmy pijących kakao Neymara, Marca i Daniego, którzy chyba byli zajęci jakąś dyskusją.
- Cześć chłopaki!
- Dzień dobry!Jak się spało? - puścił mi oczko Dani.
Czyli już wie.
- Ymm...słabo - skrzywiłam się specjalnie.
- Ej! - oburzył się Ney.
Ja z Bru chichotałyśmy jak najęte.
- Żartowałam, żartowałam - powiedziałam i upiłam łyk z jego kubka, a Marquazine zrobiła to samo z napojem Alvesa.
- Jak ja bym chciał, żeby mi ktoś tak upijał kakao.. - westchnął Marc.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - zapytałam siedząc już na kolanach klubowej 11.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - powtórzyła Bruna, a za nami Ney i Dani.
- Nie mogę znaleźć tej odpowiedniej.
- Wracamy do Barcelony i zaraz ci kogoś znajdziemy, nie Bru? - kiwnęłam głową w jej stronę.
- Będzie casting, nie bój się dla ciebie wszystko co najlepsze.
- A propo, wy już jesteście razem prawda? - wskazał na nas.
- Tak.
- Nie - powiedziałam równocześnie razem z nim.
Ten spojrzał się na mnie pytająco.
- Zdecydujcie się - chyba trochę się rozbawił.
- Wykorzystał mnie seksualnie, a nawet nie zapytał czy będę jego dziewczyną - udawałam zawiedzioną.
Cała reszta wybuchła śmiechem.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał, kiedy zeskoczyłam z jego kolan.
- Poczekaj, muszę wykonać telefon do przyjaciela.
- Tu masz całe grono przyjaciół.
- Świetnie.Oszczędze kase na koncie.
- My ci pozwalamy - powiedzieli prawie chórkiem.
- Skoro oni się zgadzają, no to ja też się zgadzam.
- Stawiasz flaszkę - powiedział Dani.
- Stawiasz dwie - dodał Bartra.
- I sok pomarańczowy, będzie na popitkę.
Boże jak ja ich kocham.Nie dość, że mam wspaniałego chłopaka to jeszcze skorzystam na tym w sprawach alkocholowych.I czego chcieć więcej?
- Dobra moi mili ja lecę spakować torbę i idziemy na plażę.Mam olbrzymią ochotę na słońcę i wodę - oznajmiłam i już mnie nie było.
Coś czuje, że to będzie dobry dzień.Ba.. To już jest dobry dzień.Ostatnio to trochę mało ich było, ale może teraz wreszcie się to zmieni.Przynajmniej tak mi się wydaje.Podczas mojego szacowania jak to teraz wszystko będzie wyglądać, moje myśli wpadły na Olę.Hmm ciekawe co zrobi, kiedy dowie się, że NEYMAR jest ZE MNĄ.W sumie jest pare opcji.Albo będzie udawać jak nam to życzy szczęścia, zdrowia i radości, albo w końcu pokaże pazurki, o ile w ogóle to potrafi.
- Liplit - usłyszałam za mną ten cudowny, troskliwy głos mojego przyjaciela.
- Tak? - odwróciłam się do niego z promiennym uśmiechem.
- Po pierwsze życzę szczęścia i gratuluję nareszcie pobudzonego zapłonu do związku z Neyem - aż się zaśmiałam - a po drugie, rozumiem twój 'napięty grafik' dlatego pytam, kiedy znajdziesz czas dla przestarzałego kumpla?
Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie jak mało czasu ostatnio mu poświęcam..Właściwie pod czas tych wakacji nie spędziłam z nim chyba ani razu żadnej chwili sam na sam, a przecież przyjaźń nie polega tylko na zabawach grupowych.Trzeba też chociaż czasami porozmawiać w cztery oczy.Tego niestety zabrakło.
- Strasznie Cię przepraszam Lio..
- Nie przepraszaj.
- Wtrącasz mi się, akurat wtedy kiedy zebrałam słowa na bardzo dobre wytłumaczenie.
- Wybacz, ale w zasadzie chętnie bym posłuchał jak się jąkasz - mówił przez śmiech.
- Bardzo śmieszne.
- Kino dzisiaj wieczorem?
- A potem kakao i pogaduszki?
- Plan doskonały.
- Jestem za.
- No, a teraz idź gdzie miałaś iść.
Wyszczerzyliśmy się do siebie i obydwoje poszliśmy każde w swoją stronę.
Wparowałam do pokoju, wyciągnęłam torbę i zaczęłam pakować do niej wszystkie potrzebne rzeczy, śpiewając przy tym jakąś piosenkę, którą usłyszałam w radiu.Jednak szybko się uciszyłam słysząc głos Aleksandry rozmawiającej...Z TER STEGENEM??!
- Przykro mi Ola, ale nie przejmuj się masz jeszcze szansę.Lubię Lip, ale ona nie pasuje do Neymara.On potrzebuje jakiejś cichej i miłej dziewczyny.Właśnie takiej jak ty, a ona zupełnie się różni.
Co?!Czyżby on wolał tą lafiryndę, którą zna raptem kilka miesięcy ode mnie?!Myślałam, że się przyjaźnimy a tymczasem widzę, że Majewska w niesamowicie szybkim tępie zdobywa sobie sympatię moich znajomych.
- O hej Lip - powiedział, po tym jak wyszłam z za drzwi, a jego towarzyszka wróciła do siebie.
- Hej Marc! - powiedziałam z uśmiechem.
Nie chciałam kompletnie nic po sobie poznać.
- Co słychać? - zapytałam.
- W porządku.Ogólnie chciałbym ci życzyć dużo szczęścia.
- Dziękuję, na bank się przyda.Miło z twojej strony.
- To co ja idę, widzimy się na plaży.
- Do zobaczenia.
Co za dwulicowy i fałszywy idiota!Nie chciałam tak o nim myśleć, nigdy nawet nie przyszło by mi do głowy, żeby coś takiego pomyśleć.Jednak sytuacja mnie do tego zmusiła.Ewidętnie.Czasami tak już jest, że robicie coś wbrew sobie, bo po prostu coś, a w tym przypadku ktoś was do tego zmusza.Do tego wyobraźcie sobie, że nie mam z tego powodu jakich kolwiek wyrzutów sumienia.Jest mi jedynie strasznie przykro...no chyba, że to ta złość tak namieszała mi w głowie i wydaję mi się, że tak bardzo to przeżywam.
Nie ważne, nie będzie mi psuł humoru.Miałam iść na plaże to idę na plażę.
Zbiegłam radośnie ze schodów jakby nic się nie stało i zobaczyłam Neya.
Czy ja na prawdę do niego nie pasuję?Patrzyłam na niego wzrokiem przemokniętego kundla i czekałam tylko na to jak się odwróci.A serio to nie, wcale nie chciałam, żeby się odwrócił, bo pewnie jak zwykle czymś walnę swoim nie wyparzonym językiem.
- O jesteś, czekałem ma ciebie.
Oj nie masz szczęścia Sejfl.
- No to jestem.Idziemy?
- Teraz już tak.
- Właściwie to jadłaś coś dzisiaj? - zapytał tuż po naszym wyjściu.
- Wypiłam tylko twoje kakao.
- Raczej się napiłaś bo większość wypilem ja - zaśmiał się.
- Pomińmy ten fakt, ale spokojnie nie jestem głodna.
- Mam nadzieję, że nie jesteś umówiona na żadne pogaduszki z dziewczynami dzisiaj wieczorem.
- Tak się składa, że jestem, ale nie z dziewczynami tylko z Leo - zahihotałam.
- O ile mnie wyprzedził?
- O jakieś 15 minut.
- Uduszę go, przysięgam.
- Żeby tylko w tym cię znowu nie wyprzedził.
- Bardzo zabawne Liplit.
- Bardzo dziękuje Neymar.
- Ja to bym ci radził być dla mnie miłą, bo zaraz ci przypomnę jak skakałem z tobą z rampy.
- Już się boję.
- Tak?To popatrz co tam jest - powiedział wskazując na...rampę właśnie.
Ooo cholera.
- Nie Neymar, nie..!Ja już będę grzeczna.No proszę cię noo! - zaczęłam histeryzować, a ten tylko się ze mnie naśmiewał.
- No to do zobaczenia na dole malutka.
Właśnie w tym momencie zaczęłam jeszcze raz przeżywać to samo wydarzenie.Tylko, że tym razem już nieco bardziej emocjonalnie, bo wtedty miałam jeszcze nadzieję, że żartuje.Teraz już tej nadziei nie było.
- Nee..ney... - jąkałam się - aaale..tu jest dwwa razy wywyżej...
- Tak skarbie i dwa razy niebezpieczniej, ahaaa i woda jest tez dwa razy głębsza.
- Nienawidzę cię.
Mówiąc to słyszałam jak mój głos się roznosi.Chyba nie muszę mówić dlaczego.Dokładnie, właśnie spadaliśmy CO?!Ja leciałam sama!
- Neymar!!! - krzyczałam spadając jak oszalała.
On mnie zrzucił.Samą!
Tyle myśli przewijało mi się przez głowę, że nie wiedziałam nawet, że coś takiego jest możliwe.
Umiesz pływać przecież.Kurde ale nie po 'skoku' z takiej wysokości.
- Żyjesz? - usłyszałam głos, nie wiedząc do kogo należy.
To mnie w tej chwili akurat najmniej interesowało.Jeszcze nawet nie zdążyłam się ocudzić, że tak powiem, bo wciąż dławiłam się wodą.
- Gdzie jest ten psychopata?! - zaczęłam krzyczeć, gdy udało mi się dotrzeć na brzeg.
- Ręcznik - uśmiechnął się do mnie owijając kolorowym materiałem.
- Nawet nie będę na ciebie wrzeszczeć.
Jesteś nienormalny.
- I bardzo mocno cię kocham - przytulił mnie, a ja choć wcale tego nie chciałam, zostałam w jego uścisku, bo było mi po prostu cieplej.
- Jesteś zła? - zapytał.
- Nie, nie jestem.Czuję, że muszę przywyknąć.W sumie to chyba jest dość bezpieczne, bo nic mi się nie stało.
- Kochanie, rampy są po to, żeby z nich skakać - oznajmił z pełną ironią.
- No właśnie skakać, nie być z nich zrzucanym.
- Ty lepiej zdejmij te przemoczone ubrania bo się jeszcze przeziębisz.
- A co ty się taki troskliwy zrobiłeś?
- Zrobiłeś?
- Najpierw mnie zrzucasz z wysokości do wody, a teraz się martwisz, że się przeziębie.
- Będę ci później robił ciepłe herbatki i przynosił leki do łóżka.
- Yhmm jasne już to widzę.
- Dobra przestań się już ze mną przekomarzać tylko się przebierz.
- Tak jest..
- Będę musiał cię trochę przytemperować, bo z tobą się nie da wytrzymać - zaśmiał się.
- Kazał ci ktoś?
Pokręcił przecząco głową - serce nie sługa.
- Skoro już o tym mówimy to muszę cię o coś zapytać - wykrztusiłam niepewnie.
I powoli zaczynałam żałować, że się na to zebrałam.Żebym później tylko nie żałowała.
- Pytaj - uśmiechnął się, chyba po to, żeby dodać mi otuchy.
- Hej chodźcie do nas! - krzyknęła Rafa z wody.
To chyba znak.Dobrze się stało.
- Chwila, idziemy się przejść - odpowiedział jej brat.
- Co? - zapytałam.
- Chciałaś o coś zapytać, a wnioskuje, że na krótkiej odpowiedzi się nie skączy.
- To może w sumie zaczekać..
- Jak mówisz, że może zaczekać to już wiem, że to coś poważnego.Chodź - wziął mnie za rękę i pociągnął delikatnie, abym zrobiła krok do przodu.
- No więc?
- Neymar czy ja jestem dla ciebie odpowiednia?
Walnęłam prosto z mostu i powiem szczerze, że mi ulżyło.Teraz tylko czekać na to co powie on.
- Skąd to pytanie? - zdziwił się.
- Nie ważne skąd.Po prostu mi odpowiedz.
- Tak jesteś.
Odetchnęłam z ulgą gdzieś tam w środku, jednak nie wiem dlaczego czułam niepewność.
- A teraz ty mi odpowiedz.Czy ty mi nie ufasz?
- Dlaczego miałabym...
- Posłuchaj.Kocham cię, dlatego z tobą jestem i nie zadawaj głupich pytań.
- Przepraszam..
- Nie masz mnie za co przepraszać.Decydując się na ten związek, wiedziałem na co się decyduję i wiem, że nie będzie lekko.
- Z Olą pewnie byłoby ci lepiej..
- Zamknij się już.
Zbliżył swoje usta do moich i w ten sposób mnie uciszył choć miałam jeszcze wiele do powiedzenia.


*5 godzin później*
 
- Liplit wyłaź z tej łazienki, Leo dzwoni do ciebie już 6 raz! - krzyczała Bru.
- Już - powiedziałam otwierając drzwi od toalety, jednocześnie susząc włosy.
- Muszę jakoś wyglądać bo Lio ostatecznie wybrał teatr, a to miejsce dla przyzwoitych ludzi przecież jest - sprostowałam.
- Dlatego dalej zastanawiam się dlaczego ty tam idziesz.
- Dobry żart Marquezine, punkt dla ciebie.
- Mogę coś jeszcze powiedzieć?
- Wal śmiało.
- Nie włączyłaś suszarki.
- 2:0 dla ciebie - pstryknęłam palcami w jej kierunku i podłączyłam sprzęt do prądu.
- Coś jeszcze chciałabyś dodać?
- Nie.
- A ja tak.Umówiłaś się z Danim na 19:30, a jest 19:48.
- 2:1.Cześć - zabrala kurtkę i wybiegła.
- Na razie bejbe.
- No to już mnie nikt nie będzie pośpieszał - powiedziałam sama do siebie i uśmiechnęłam się w lustrze do swojej osoby.
- Pięknie wyglądasz Liplit.
- Ymym.. - usłyszałam za sobą chrząknięcie - Ile można się do ciebie dobijać o piękna?
- Cześć brat, już idę.A i dzięki za piękna.
- Tylko szybko idź, bo mamy już tylko pół godziny do spektaklu.
- Jasne, spoko.
- Mówiłem ci kiedyś, że jesteś dziwna?
- Milion razy, możemy iść - dałam mu symbolicznego buziaka w policzek i poszłam do wyjścia.
Na zewnątrz czekała już na nas taksówka, która zawiozła nas prosto na miejsce.Weszliśmy dosłownie minutę przed rozpoczęciem, także można powiedzieć, że mieliśmy szczęście.
Teraz chwila szczerości.Nie to, że nie lubię teatru, ale to było tak nudne, że tylko patrzyłam na drzwi, z nadzieją, że zaraz się otworzą i ktoś mnie  stamtąd zabierze.Nawet nie mogłam się odezwać, bo Leo był tak zapatrzony, że brak słów.Z resztą zaczęło mi się nawet wydawać, że to ze mną jest coś nie tak, bo cała sala wykazywała tak głębokie zainteresowanie, że ja nie wiem czy serio to im się podobało czy tylko udawali.
- W życiu nie byłem na tak dobrej sztuce - odezwał się Messi, gdy wyszliśmy z budynku.
- Nooo ja tak samo.To było świetne.
- A co sądzisz o scenie z figurą? - wypytywał.
- O to była chyba najlepsza scena.. - starałam się udawać na maksa wkręconą i zachwyconą.
- Daj spokój, przecież wiem, że nie oglądałaś - zaśmiał się.
- Nie no, tylko na tym jakoś tak się zamyśliłam.Rozumiesz.
- Jasne, rozumiem.
- Dobra, a tak serio to o czym to było, bo nic nie ogarniałam..
- Następnym razem pójdziemy klasycznie, do kina.
Po powrocie poszliśmy się przebrać w jakieś luźniejsze rzeczy i zeszliśmy na dół do głównego pokoju naszego hotelu.Ja zajęłam się wybieraniem filmu, a Leo przygotowywaniem kakao i popcornu.
No to jest już coś bliższego memu sercu.
- Może być to? - zapytałam wskazując na płytę.
- Jest okej.Odpalaj.
Tradycyjnie zajęliśmy się bardziej rozmową, a nie oglądaniem filmu, ale coś tam w tle musi lecieć.
Opowiedziałam mu nawet o tym co usłyszałam i o mojej rozmowie z Neymarem.
- Jak na to patrze to wyglądam jak bym miała jakiś kompleks z jej powodu, a wcale tak nie jest.
- Doskonale cię rozumiem.Pewnie też cały czas bym o niej nawijał gdyby tak truła mi życie, a wszysvy w okół byliby jej zwolennikami.
- W ogóle możesz mi powiedzieć jak to się stało, że ona poznała Neya?
- To się stało kompletnie nie spodziewanie.Właściwie sam do końca nie wiem jak to tam było, ale powiem ci to co wiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Pewnie pamiętasz ten wyjątkowy mecz z Realem..
- A co ma z tym wspólnego mecz z Realem?
- Mogłabyś nie przerywać?
- Dobrze, już dobrze..
- No więc, wtedy chyba trochę się pokłóciliście i Neymar był trochę podbity stąd jakoś tak wyszło, że podczas rozdawania autografów podał jej swój numer czy tam adres.To było pod wpływem chwili, on potem sam o tym zapomniał.I któregoś dnia, kiedy ty już byłaś..no wiesz.. To ona przyszła do niego.Na początku ją wyrzucił, ale potem doszło do kolejnego spotkania i tak to właśnie było.
- Czyli, ze on sam...
- Tak, ale nie możesz myśleć, że on coś wtedy do niej poczuł.Rozmawiałem z nim wiele razy na ten temat i wież mi on ani razu nie pomyślał, że mógłby nią ciebie zastąpić.Po za tym uważam, że to z nim powinnaś o tym porozmawiać.
- Tyle, że ja nie wiem jak..
- Najlepiej jak najprościej.Przedewszystkim się nie bój, bo coś mi się wydaję, że obawiasz się tego co ci powie.Musisz o czymś pamiętać, gdyby Neymar czuł coś do Oli, cokolwiek, nie ważne co, nie byłby teraz z tobą.
- No dobrze w tej chwili może i miałabym odwagę ale ale co z tego jak jutro już jej nie będzie..
- Więc zrób to teraz
- Jak to teraz?Jest po północy.
- Normalnie, teraz.Nie obawiaj się jeszcze nie śpi.
Choć strasznie się wahałam w końcu skierowałam się na górę, gdzie znajdował się pokój chłopaków.
- Neymar u siebie? - zapytałam Daniego wchodzącego właśnie do pomieszczenia obok.
- Wyszedł na chwilę się przejść, ale powinien zaraz wrócić.Wejdź jest otwarte i chyba nawet nikogo nie ma - powiedział obdarowując mnie promiennym uśmiechem.
- Dzięki - odpowiedziałam mu tym samym.
Usiadłam na łóżku piłkarza i po upływie jakiś 20 minut najzwyczajniej zasnęłam.


--------------


Wiem, że 3 miesiące to bardzo długo na czekanie na nowy rozdział.Przepraszam, że trwało to aż tyle.
Dziękuję, że jesteście :*

8/26/2016

Rozdział 18

Rozdział dodaję z życzeniami dla mojej przyjaciółki, która właśnie dzisiaj obchodzi urodziny :) Sto lat, sto lat Weronika! ❤ 

- Hej widzieliście Lip? - wołały dziewczyny schodząc do jadalni.
- Nie, myśleliśmy że jest z wami, albo jeszcze śpi - odrzekł Lio.
- Kiedy się obudziłyśmy to jej nie było.
Chyba wiem już gdzie może być nasza 'zguba'. Odszedłem od stołu i wyszedłem na zewnątrz.Czyli tak jak myślałem, zasnęła na dworze.
- Wstawaj - powiedziałem z obojętnością w głosie.
Dziewczyna szybko się obruszyła, przez co o mało co nie spadła z huśtawki.
- Która godzina? - spytała zaspana.
- Po 10.Wszyscy cię szukają.Lepiej chodź do hotelu - oznajmiłem i zwróciłem się ku wejściu.
Wcale nie chciałem być dla niej aż taki obojętny.Właściwie to nie mam pojęcia dlaczego tak było.Może po tym wczorajszym zajściu?Sam nie wiem.
- Ney nie kłóć się już ze mną, proszę.Przynajmniej nie w te wakacje - powiedziała ledwo słyszalnym głosem łapiąc mnie za rękę.
Uśmiechnąłem się do niej, bo zauważyłem, że jest jakaś wystraszona choć sam nie wiedziałem dlaczego.
- Nie będę - mówiłem najspokojniej jak tylko umiałem.
Zupełnie niepotrzebne były nam te kłótnie, ale nawet bym się nie spodziewał, że Liplit sama podejmie taki krok.
- No uśmiechnij się - zaśmiałem się.
Od razu otrzymałem odpowiedź w postaci radosnej twarzy dziewczyny.
- Co zjesz na śniadanie?
- Hmm jakąś smaczną kanapeczkę.
- Robi się!
- Znalazła się zguba!Gdzie ty byłaś??
To Leo, który wręcz odchodził od zmysłów, szukając jej nawet po koszach na śmieci.
- Byłam w krainie jednorożców.
Ktoś tu się ewidentnie rozmarzył.
- Lip pytam poważnie!
- Oj spałam jeju!
- W pokoju cię nie było.
- Kto powiedział, że w pokoju?Na dworze.Zjesz ze mną?
- Już jadłem.
Bez zbędnych pytań z nią zawsze najlepiej.
- O której wychodzimy? - zapytałem kumpla.
- Za 15 minut.
- Oo a gdzie idziemy??
- Park linowy robaczku.
Ta automatycznie spojrzała na mnie wzrokiem mordercy, nienawidziła jak tak do niej mówiłem.
- Ee to było do Leo - wybroniłem się.
- Co? - zdziwił się - Ney ja wolę dziew..
- Zamknij się! - nadepnąłem mu na stopę - kochanie.
- To ja się pójdę przebrać - powiedziała podnosząc się z krzesła.
- O co ci chodzi??
- Oh nie denerwuj się skarbie.
- Poszła już,możesz nie robić z siebie idioty - zaśmiał się.
- A zrobiłem?
- Nie skąd.Zwołaj wszystkich, zbieramy się.
Jak zwykle musieliśmy zaczekać na nasze spóźnialskie i po jakiś 20 minutach wskoczyliśmy do aut.
- Neymar kocha Liplit, Liplit Neya kocha, zaraz nam wyskoczy z lasu dzika locha.
- Co ty robisz? - zareagowała Lip ściągając Sergiemu słuchawki.
- Tworzę.
Tak właśnie minęła nam cała droga, na słuchaniu piosenek Sergiego.Swoją drogą bardzo mi się podobały, ale uznajmy, że też mnie denerwowały.Żeby nie było.

 
*Liplit*

- Wreszcie! - krzyknęłam od razu po wyjściu z samochodu.
Miałam już serdecznie dość jęków Sergiego.Jakby było mało trafiłam z nim do jednej grupy - organizatorzy naszej wycieczki zaplanowali, że podzielimy się na kilka grup i zrobimy tu sobie tor przeszkód.
Nie powiem, bawiłam się świetnie jak chyba wszyscy.Zajęliśmy drugie miejsce po mimo tego, że nasza Shak była w szpilkach.Ona zawsze musi wyglądać perfekcyjnie, co wcale nie oznacza, że jest jakąś nadętą pustą lalą, bo nie jest nią ani odrobinę.
- Pierwsze miejsce, pani tylko drugie - szepnął mi do ucha Ney.
Ja aż podskoczyłam, kiedy lekko dźgnął mnie w żebra zachodząc od tyłu.
- Nie chwal się już tak.
- Dobrze, już dobrze.
- I życzę sobie drogi powrotnej bez tego idioty.Tak mam na myśli Sergiego - zaśmiałam się.
- Zaraz go pogonie - również się zaśmiał.
I tym o to sposobem szanowny Pan Roberto musiał szukać szczęścia w innym aucie.
- Widzę, że państwo w świetnych humorach.W takim razie przed powrotem do hotelu zrobicie zakupy - oznajmił nam Messi.
- Nie no proszę, nie chcę mi się - zaczęłam marudzić.
- Jeśli Lip nie chce to ja mogę ją zastąpić i pojechać z Neymarem.
Oczywiście Aleksandra musiała przypomnieć o swoim istnieniu.
- Nie ma takiej potrzeby - odburknęłam.
- Ale jeśli..
- Powiedziałam coś - uśmiechnęłam się sztucznie - To do zobaczenia w hotelu.
Wskoczyłam do samochodu na miejsce pasażera i czekałam na kierowce, który dołączył do mnie po upływie jakiejś minuty.
- To co my właściwie mamy kupić? - zapytał w trakcie drogi.
- Nie mam pojęcia.W każdym bąć razie coś do żarcia.
- Dobrze, ty wybierasz.
Kiedy dotarliśmy pod supermarket wyskoczyłam na chodnik i pociągnęłam Neya do wejścia.
Skoro tu już jesteśmy to nie mam zamiaru się tu nudzić.
- Eee wózek.
- Masz rację, może się przydać.
Wróciłam się po wózek i ponownie weszłam do sklepu.
- Hej, hej spokojnie, mamy czas - rozbawił się.
- Nic nie szkodzi.
No to zakupy czas zacząć!Wskoczyłam do wózka, a brazylijczyk pakował produkty.
- Weźmiemy jeszcze to i to, i może jeszcze tamto - wyliczałam.
- Jak sobie życzysz.
- Potrzebujemy jeszcze kawy - powiedziałam, gdy zbliżaliśmy się ku końcowi.
- To ja pójdę jej poszukać, a ty tu poczekaj.
Podczas jego nieobecności ja postanowiłam sobie trochę pojeździć.W pewnym momencie jednak nabrałam niesamowitej prędkości i zatrzymałam się dopiero na skrzynkach z pomidorami, które niestety nie do końca przetrwały.Pomijając to, że byłam cała w czerwonym soku (bo to był akurat szczegół) to nie został tam chyba ani jedno całe warzywo, a skrzynki były połamane.
- O cholera... - wyszeptałam sama do siebie.
- Która kawa będzie le..Coś ty narobiła?!
Neymar nie wyglądał na zachwyconego.
- Co tu się stało?!! - wykrzykiwał jeden z  pracowników.
Automatycznie wyszłam z mojego 'pojazdu' i starałam się naprawić szkody, ale co tu można zrobić.
- Bardzo za nią przepraszam.Ja pokryje wszystkie koszty - tłumaczył Ney.
- Mam nadzieję!Zniszczenia na szczęście nie są olbrzymie.
- Lip, idź do samochodu.
Bez słowa opuściłam budynek.
Nie wiedziałam, że to się tak skończy.Często bawiłyśmy się tak z Bruną, ale nigdy nie kończyło się to w taki sposób.Zazwyczaj tylko jakimś upomnieniem ewentualnie wyproszeniem.Nidy nie zrobiłyśmy żadnych szkód, a teraz proszę..
- Jesteś zły? - spytałam cicho po jego przyjściu.
- Nie jestem.Czasem mam tylko wrażenie, że mam do czynienia z małym dzieckiem a nie z osobą w twoim wieku.
- Nie to co z Olą co?
- Słucham?
- Nie nic.
Wymigałam się od powtórzenia widząc, że mnie nie dosłyszał.
- Jesteśmy - oznajmił Neymar, kładąc siatki z zakupami na blacie.
- To co?Robimy grilla.
- Robimy.
- Ja pójdę do siebie - poinformowałam wszystkich, kiedy ci wychodzili na zewnątrz.
- A co ty masz na sobie? - zdziwił się Messi.
- Noo właśnie dlatego muszę pójść się przebrać, wziąć prysznic czy coś..
Doskonała wymówka, żeby się wymiksować.No przynajmniej na chwilę.
- Co ty robiłaś? - zapytała Bruna.
- To co my zwykle robimy w sklepie - puściłam jej oczko.
Ta tylko się zaśmiała i poszła dalej.Ja natomiast jak już mówiłam powędrowałam do pokoju.Zdjęłam brudne ubrania, założyłam nowe i usiadłam na łóżku.
- Lewa kieszeń kurtki - coś mówiła do mnie w mojej głowie.
Zajrzałam tam - Nie, obiecałam im.
- Przecież nikt nie widzi, wyluzujesz się.
To było silniejsze ode mnie.Wyciągnęłam jednego papierosa, wzięłam zapalniczkę i wyszłam na balkon.Wiem, że już dawno miałam przestać, nawet mi się udało, ale w niektórych sytuacjach często nie można się opamiętać, a później to już z górki.Spokojnie znowu zaczniesz.
- Kurde teraz? - powiedziałam sama do siebie słysząc pukanie do drzwi.
Szybko zgasiłam papierosa, którego nie było dane mi dokończyć i zamknęłam balkon dla bezpieczeństwa.
- Proszę.
A jeszcze woda, tak jeszcze woda.Wypiłam kilka łyków z butelki co powinno zniwelować ten zapach, który tak łatwo jest rozpoznać.
- Nie zejdziesz?
Ney, myślałam, że to może ktoś inny, np.Bruna, albo któraś z dziewczyn.
- Nie wykąpałam się jeszcze.
- I już założyłaś czyste ubrania?
Gdyby go tu nie było pożądnie walnęłabym się w łeb.Serio mogłaś wymyśleć coś lepszego.
- O faktycznie, ale ze mnie ciamajda.To ja lecę się wykąpać - stwierdziłam szybko i pomknęłam do łazienki.
- W tej akurat nie ma wanny, ani prysznica - oświecił mnie, niepozwalając mi zamknąć drzwi.
Rozejrzałam się - rzeczywiście, to nie ta łazienka.Ile bym czasem oddała, żeby chociaż w niektórych sytuacjach być trochę bardziej ogarnięta.
- Chodź tu - wyciągnął mnie z powrotem - Czy ty myślisz, że zamykając balkon, chowając fajki i czego tam jeszcze nie wymyślisz nie zorientuje się, że paliłaś?Daj już spokój, rób co chcesz.To, że mi kiedyś obiecałaś to nic, zwalniam cię z tej przysięgi.W końcu ty sobie szkodzisz, nie mi.
- Przepraszam..
- Za co?
- Po prostu to nie jest takie łatwe jak tobie się może wydawać.Chciałam przestać, chce przestać, ale nie do końca mi to wychodzi - tłumaczyłam.
- Wiem, sam kiedyś paliłem.
- Więc dlaczego mi każesz przestać?
- Właśnie dlatego, bo kiedyś sam niszczyłem sobie zdrowie.Ty nie musisz.
Wstał z mojego łóżka i wyglądało na to, że już wychodzi.
- Aha i nie jestem na ciebie zły za tą akcje  w sklepie, bo wydaję mi się, że właśnie tak myślisz.Zejdź jak będziesz miała ochotę.
Teraz już wyszedł.
A mieliśmy się więcej nie kłócić..
A może to wcale nie była kłótnia?Może on na prawdę nie jest zły?
"Zejdź jak będziesz miała ochotę" - no dobra nie bardzo mam ochotę, ale to zrobię.Nie będę zachowywać się jak jakaś smarkula, która nie wyjdzie do ludzi bo tak jej się właśnie w tej chwili podoba.
- O jesteś, dlaczego tak późno? - dopytywał Gerard.
- Rozmawiałam przez telefon.
- Mm z kim? - wtrącił się Da Silva.
No tak, wkop mnie najlepiej.Od razu widać, że zrobił to specjalnie.
- A wiesz umawiałam się z kolegą, który właśnie jest w pobliżu.
Oczywiście nie ma tu żadnego "kolegi" a już na pewno się z nim nie umawiałam, ale co tam niech ma.Sam się o to prosił.
- Chłopak? - spytała Ola.
- No widzisz tak się składa, że wolę chłopców - odpowiedziałam z ironią i usiadłam obok Bruny i Geriego.
Ta się już nie odezwała i dobrze, przynajmniej nie muszę robić spin.Chociaż jak na razie to i tak ciągle wychodzę na tę najgorszą, a ona jest miła dla całego świata.
- Ja posprzątam - oznajmiłam, kiedy stwierdziliśmy, że czas iść spać.
- Wpadniesz do mnie?Chłopaki jeszcze idą na pokera - usłyszałam głos za mną.
- Rezygnujesz z pokera dla mnie?
Odwróciłam się do niego i jak zwykle zaczęłam się z nim przekomarzać.
- Rezygnuję.
- W takim razie poczekaj, muszę to posprzątać.
- Nie mam ochoty czekać - powiedział i mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Ney! - zaśmiałam się.
- Ciii... - wyszeptał zarzucając mnie na ramię.
- Ty jesteś stuknięty - uderzałam piąstkami w jego plecy dalej nie powstrzymując śmiechu.
- Czekaj, czekaj kluczę.
Z całej siły oplotłam jego szyję, gdy poczułam, że mnie nie trzyma bo przewracał kieszenie szukając klucza.
- Bo mnie udusisz - rozbawił się - Nie bój się, nie spadniesz.
- Wcale się nie boję.
- Mhmm...
Kiedy już udało mu się otworzyć nam drzwi, zrzucił wszystko z szafki, posadził mnie na niej i zaczął namiętnie całować.
Co jak co ale nie tylko w kopaniu piłki był dobry.
- Neymar - ktoś nan przerwał otwierając drzwi.
O proszę, Ola.Cóż za idealny moment.Chrząknęłam znacząco tak aby jeszcze bardziej uświadomić jej czego była świadkiem i w sumie to mogłam już wychodzić.
Dziewczynę ewidentnie zatkało, ale w końcu zdołała sobie przypomnieć po co tu przyszła.
- Chciałam tylko, żebyś naprawił mi lampkę, ale widzę, że przyszłam nie w porę..
- Nie, nie, ja właśnie wychodzę.
- Nie Lip proszę, nie.
- W takim razie to ja już pójdę - pożegnała się i zniknęła.
- Przepraszam - zbliżył się do mnie i chwycił moje dłonie.
- Nie twoja wina, że ktoś ciągle Cię nachodzi.
 - Tak wiem, trochę nam przeszkodziła.
 - Nie lubię, kiedy ktoś mi przeszkadza.
 Oderwałam się od niego i usiadłam na jego łóżku.Jeszcze znowu ktoś przyjdzie i tyle z tego będzie.
 - Co jest? - zapytał próbując znowu mnie pocałować.
 - Twoi współlokatorzy zaraz mogą wrócić.Może w coś zagramy? - zaproponowałam.
 Zawsze miło spędzałam z nim czas, stąd ta propozycja.
- Co powiesz na 10 pytań?
 - Może być.
 - To zaczynam.Masz kogoś na oku?
 Mm nie bez powodu wybrał tą zabawę.
 - Nawet coś, rzęsę.
 Trochę sobie zażartowałam, jednak szybko tego pożałowałam.Po chwili zaczęłam zwijać się ze śmiechu łaskotana przez mojego oprawcę - Ney proszę cię przestań, przestań - błagałam przez śmiech.
 Moje prośby zostały wysłuchane niestety dopiero po upływie jakiś 5 minut. Zawsze wzbraniałam się przed tym, że mam łaskotki, co nie zmieniało faktu, że ten kto miał wiedzieć ten wiedział, że mam je dosłownie wszędzie. Po tym jak już się od niego uwolniłam, mogliśmy kontynuować.
 - Dobra to teraz ja.Masz kogoś na ustach?
 - Jesteś nienormalna czy nienormalna? - wyszczerzył się.
- Moje pytanie jest tak samo sensowne jak twoje.
- W takim razie na razie nie mam, ale jeśli chcesz to mogę mieć.
- To chcę.
Powiedziałam i po sekundzie poczułam delikatny pocałunek złożony na moich ustach.
- Zarumieniłaś się - stwierdził z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
Faktycznie poczułam, że chyba się rumienie.
- Uroczy jesteś.
- A ty przesłodka.
- Ja?Nie sądzę..
- Pomimo tego, że czasami, a raczej często jesteś wredna, mało miła i mało sympatyczna, masz swoje humorki to dla mnie i tak jesteś taką słodziutką dziewczynką.
- Daj już spokój z tą słodziutką - oburzyłam się.
- Dobrze, już dobrze.
Pograliśmy tak jeszcze trochę i minęliśmy już dawno 10 pytań.Swoją drogą z każdym pytaniem było coraz zabawniej i nie obyło się bez śmiechu.Tak to ja lubię.
- I znowu ja - zaczął Ney - Kochasz mnie?
Jak dobrze, że akurat siedziałam, bo to pytanie zwaliłoby mnie z nóg.Musiałam się jak najlepiej wymigać od odpowiedzi i to jak najszybciej.
- Słuchaj ja już się będę zbierać bo dziewczyny pewnie się zastanawiają gdzie się podziewam, a po za tym już było 10, a nawet ponad 10 pytań - pokierowałam się do wyjścia.
- Nie wykręcaj się - złapał mnie za nadgarstek.
- No dobra skoro tak bardzo tego chcesz - można powiedzieć, że już prawie krzyczałam - Tak kocham cię!Lepiej?!
W odpowiedzi otrzymałam jego cudowny, delikatny uśmiech.
- Ja ciebie też.


--------------------

Na początek chciałam was wszystkich baardzo przeprosić za to, że rodział macie dopiero teraz, po upływie miesiąca, albo i dłużej.Jest yo spowodowane brakiem czasu, jak i brakiem weny, aczkolwiek nic mnie nie usprawiedliwia.Mam tylko nadzieję, że rozdział chociaż w pewnym stopniu wam to wynagrodził.Na pewno wiem, że zakończył się tak jak wreszcie powinien się zakończyć :D
Chciałam jeszcze serdecznie podziękować wszystkim, którzy są tu ze mną i znajdą czasem odrobinę czasu, żeby przeczytać to co piszę.
No to moi kochani do następnego i oby nie trwało to znowu tak długo! :*


7/16/2016

Rozdział 17

Z samego rana Dani razem z Marciem i Sergim poszli do siebie, żeby się przebrać.Całą noc spędzili u reszty chłopaków na grze w fife, piciu piwa i różnych, innych rzeczach.
- Ma ktoś klucz?Bo zamknięte - odezwał się Marc.
- Ja mam - wyjął klucz z kieszeni i otworzył im drzwi.
- A kogo ja tu widzę! - krzyknął cały w skowronkach na widok Neya i Lip.
- Co się tu dzieje?! - wyskoczył Sergi.
- Ciii... - No i co zrobiliście! - krzyknął Neymar gdy dziewczyna się obudziła.
- Boże nie mogliście wcześniej?!On mnie tu zamknął!
Chłopaki zaczęli się śmiać jak najęci, jednak Lip nie podzielała rozbawienia.Zabrała swój niepełny telefon i wyszła.Zbiegła jeszcze na dwór po baterię i wróciła do siebie.

*Liplit*
- Gdzie ty byłaś przez całą noc? - wyparowały.
- Mogłyście mnie poszukać.
- Myślałyśmy, że jesteś u Neya, więc...
- Bo byłam!Tylko, że ten idiota mnie tam zamknął!
- To słodkie - rozmarzyła się Chrissy.
- Oo tak to bardzo słodkie, kiedy ktoś zamyka pokój na klucz i wyrzuca go przez okno razem z twoją baterią od telefonu.
Moje towarzyszki powiedziały jeszcze parę rzeczy od siebie aż w końcu udałyśmy się na śniadanie.
- Zła jesteś? - ktoś mnie zatrzymał, gdy nakładałam sobie owoce.
- Wiesz gdybyś był kimś innym miałbyś już w mordę.
- Ale jestem zbyt cenny?
- Po prostu nie biję słabszych.
Ten uśmiechnął się tylko i pokręcił głową.Ja zabrałam swoją tackę i poszłam do stolika.
- Dzień dobry - powiedziałam do chłopaków obok.
- Jak się spało?
- Wspaniale.
- To wspaniale, bo za chwilę wybieramy się popływać - oznajmił Gerard.
- Super, jestem za.
Poszliśmy na plażę całą naszą grupką przy okazji podziwiając mijające miejsca.Pięknie tu, na prawdę tu pięknie.Ja i Bru tradycyjnie musiałyśmy sobie pyknąć parę fotek i wrzucić na kilka portali społecznościowych.Lubiłyśmy uwieczniać wspólne chwile.Mamy już miliony, a może miliardy wspólnych zdjęć.Chłopcy oczywiście też musieli wciąć się na parę ujęć.
- Dziewczyny, tylko nie opalamy się godzinami, a idziemy popływać - nakazał Pique.
- Nam nie musisz dwa razy powtarzać - wyszczerzyłam się.
- Oj do was to nawet nie mówiłem.
- Sugerujesz coś??
- Nie skąd...
Znalazłyśmy właśnie pierwszy pretekst, żeby zrobić z kimś bitwę i zaczęłyśmy obrzucać go piaskiem.Olbrzym choć był sam doskonale sobie radził.Szybko nasza 'wojna' przeniosła się na tereny wodne.
Z Gerim nad wodą zawsze było fajnie.Był o wiele, wiele od nas wyższy, więc robiłyśmy sobie z niego wyskocznie lub inne podobne atrakcje.Tak, to może brzmieć dosyć zabawnie.Zdaję sobie z tego sprawę.
- Kurde zapomniałam płetw! - wypaliłam po wyjściu na piach.
- Nie możesz się obyć bez nich?
- Akurat dzisiaj chciałam popływać w nich.Wybaczcie ale skocze po nie do hotelu.
- Sama? - zapytał Leo, tak jakby nie chciał mnie nigdzie samej wypuścić.
- Ja z nią pójdę - wtrącił się Da Silva.
- Nie jestem małym dzieckiem, a po za tym to nie jest daleko.
- Idź z nią.
Tradycyjnie wszyscy starsi ode mnie muszą się zachowywać jak matki do specjalnej troski.Ja też jestem już pełnoletnia jeśli nie zauważyli!
- Ktoś tu chyba nie bardzo miał chęci iść ze mną.
Z moich wrzasków w swojej własnej głowie, nie wiadomo na kogo wyrwał mnie mój 'opiekun'.
- Ależ skąd, przecież ktoś musi się o mnie zatroszczyć na wypadek...hmmm...no nie wiem, gdyby ktoś chciał mnie zgwałcić, przejechać, porwać, okraść?Właściwie po co ty ze mną idziesz? - wymieniałam z irytacją.
- No właśnie po to.
- To wyobraź sobie, że sama potrafię o siebie zadbać.
- No czasem pokazujesz tego dowody.
- Masz coś konkretnego na myśli??
- Idź już po te płetwy - powiedział, kiedy staliśmy już przed budynkiem.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale prawie każda nasza wspólna rozmowa kończy się czymś mało przyjemnym.
Drogę powrotną spędziliśmy w całkowitej ciszy.Nie lubię tego, ale tak się składało, że jakiś nie miałam ochoty tego zmieniać.
- Jestem i nic mi się nie stało - oznajmiłam głośno, tak aby Pan Messi usłyszał to z daleka.
- Świetnie.Mamy lody, masz ochotę? - zapytał.
- Nie, dziękuję.Popływam.
Oddaliłam się trochę od tej całej zgrai, z którą tu przyjechałam i w spokoju się zrelaksowałam.
Pływanie to dla mnie kompletny relaks, a w samotności to już nic dodać nic ująć.
Na moje oko minęła już jakaś dobra godzina, dlatego postanowiłam wracać do reszty, żeby znowu się nie martwili.
Wszyscy dalej bawili się doskonale, także pewnie nie zauważyli nawet, że mnie nie ma.
- O jesteś Lip!Chodź do nas, budujemy zameczek z piasku - zawołał mnie Sergi, bawiący się razem z Marciem.
Od razu szeroko się uśmiechnęłam na widok ich obok czegoś przypominającego początek budowli.
- W takim razie się przyłączam!
- Wy kończcie bramę, a ja przyniosę fundamentu do naszej wieży.
Tak więc ja i Bartra zajęliśmy się bramą.W trakcie doszła do nas jeszcze Bruna.Ona również zajęła się budową, a reszta dziewczyn patrzyła na nas z szerokim uśmiechem.
Szybko uporaliśmy się z całością i powiem szczerze, że w jakimś tam stopniu przypominało to zamek.
Dla dobra ogółu Roberto poszedł jeszcze po muszle, które miały robić za smoki obronne.
- Na krzywą mordę Neya co to było?!
To Dani, który wyłożył się jak długi potykając się o koc i przewracając w nasze dzieło.A "na krzywą mordę Neya" to jego typowy tekst, tacy sobie przyjaciele.
- Co ty narobiłeś?!! - zaczął krzyczeć Sergi, który właśnie wrócił - Zniszczyłeś nasz zamek!!
Zaczął bić go łopatką jak małe dziecko, któremu rozwaliło się zamek z piasku.Yy nie, to słabe porównanie, przecież właśnie rozwalono mu zamek z piasku.
- Spokojnie Sergi!Mamy zdjęcie - uspokajał go Marc.
- Tak?!Pokaż!
- A masz jeszcze z lewego profilu?A  prawego?A z tyłu?? - No dobra wybaczam Ci - poklepał Daniego po ramieniu, kiedy upewnił się, że ma zdjęcia od każdej strony.
- Dobra dzieciaki zbieramy się! - zawołała nas Anto.
Zebraliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się do hotelu.Sergi wziął jeszcze odrobinę piasku z zamku "Na pamiątkę" - powiedział.
- Przecież jeszcze tu wrócimy - stwierdził Marc.
- Ale ktoś mógłby go rozdeptać, a to musi być dokładnie ten piasek.
Doskonale rozumiałam co teraz czuje...
Dobra starczy bo mówimy tak jakby co najmniej stracił kota.
Po powrocie przebrałam się i zeszłam na obiad, gdzie byli już wszyscy.
- Co dobrego dzisiaj? - zapytałam schodząc z ostatniego stopnia schodów.
- Krewetki.
- O fuuuu...
Nienawidziłam krewetek czy jakichkolwiek innych owoców morza.
- A zupa?
- Jakaś nieznana - powiedział Rafinha.
Okazało się, że ta ' nieznana zupa' była całkiem smaczna i można było się najeść.Po skończonym posiłku mieliśmy dwu godzinną siestę i zamierzałam ją spędzić w naszym pokoju.Okazało się jednak, że wszystkie się gdzieś rozeszły, więc stwierdziłam, że nie będę przez tyle czasu siedziała tu sama.Tym bardziej, że nie lubię, a nawet nie potrafię spać w środoku dnia.Po dłuższym namyśle postanowiłam wybrać się do Neya.Nie rozmawialiśmy już potem na plaży, dlatego można by to zmienić.Zapukałam lekko i uchyliłam drzwi.
- To ja nie będę przeszkadzać - powiedziałam cicho i chciałam zamknąć drzwi widząc u niego Olę.
- Nie przeszkadzasz!Wejdź - wyszedł w moją stronę.
- Ola po prostu się nudziła i wpadła.
- W takim razie ja z tego samego powodu też wpadnę, ale do kogoś innego.
Odwróciłam się i chciałam już iść w kierunku pokoju Munira i Rafinhy, gdy poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- Zamierzasz tak cały czas uciekać to z tego powodu, to z tamtego i tak w kółko?
- Jakie uciekać?Przecież właśnie do ciebie przyszłam, a to że masz innych gości to już nie moja wina.
- A to, że mam innych gości nie oznacza, że ty nie możesz wejść.Z resztą nie chcę mi się wierzyć, że gdyby zamiast Oli był tu dajmy na to Leo lub Bru to byś wyszła.
- Brawo za spostrzegawczość, punkt dla ciebie, a teraz wybacz, ale mam już zamiary na inne pomieszczenie, po za tym ktoś tam chyba na ciebie czeka - skończyłam swoją wypowiedź i ruszyłam tam gdzie miałam ruszyć już kilka minut wcześniej.
Tam spotkałam już zdecydowanie lepszy widok.Wraz z właścicielami pokoju byli jeszcze Sergi, Marc, Dani i Bru.
- Same vipy jak widzę - pokazałam szereg swoich ząbków.
- Jak już przekroczysz próg to będzie w całości - odezwał się Alves.
Wszyscy rozłożyli się na obu łóżkach, a ja dołączyłam się kładąc na brzuchu Bartry i Roberto.
- Wygodnie? - zapytałam.
- Od kąt tu leżysz zdecydowanie wygodniej.
Doskonale minęły mi te 2 godziny.W takim składzie opowiadaliśmy sobie śmieszne historie z naszego życia, których uwierzcie mi, było mnóstwo i słuchaliśmy dobrej muzyki.
- O tu jesteście - wszedł Leo - za półtorej godziny wszyscy na dole i lecimy do klubu.
- Tak jest!
Ja i Bru nie potrzebujemy zbyt dużo czasu, żeby się wyszykować, dlatego zostałyśmy jeszcze pół godziny.Z resztą Raf i Chrissy na pewno zajęły już łazienki, więc co za różnica czy zaczekamy tam, czy zaczekamy tu.
W końcu każde z nas wróciło do siebie i za niecałą już godzinę mieliśmy wychodzić.
Wzięłam bardzo szybki prysznic, przebrałam się w coś bardziej odpowiedniego na tego typu wyjście, a zarazem wygodnego, także możecie byś pewni, że nie jest to sukienka ani szpilki, zrobiłam lekki makijaż, podkręciłam włosy i opuściłam toaletę.
- Bru odwróć się! - rozkazałam jej widząc coś podobnego do koszulki jaką miałam na sobie.
- Czy my zawsze musimy założyć to samo? - zaśmiała się na mój widok.
- Mogłaś chociaż jeszcze pokręcić włosy - skarciłam ją.
- Już się robi szef.
Wróciła do mnie można powiedzieć jako moja bliźniaczka.
- Idealnie?
- Idealnie.
Dotarłyśmy pod drzwi hotelu jak zwykle ostatnie.Nasze spóźnienie wynosiło 12 minut, a dlaczego skoro szykowałyśmy się o wiele krócej niż reszta dziewczyn przed nami?A dlatego, że dziewczynki musiały sobie zrobić zdjęcie.Poprawka - dużo zdjęć.
Tak czy inaczej weszłyśmy do klubu jako pierwsze.Leo i Geri jako najodpowiedzialniejsi zarezerwowali dla nas loże, do której zmierzyłyśmy tuż po zamówieniu czegoś do picia.
- My idziemy tańczyć - podniosłyśmy się obie.
- Ney, my też - wyciągnął do niego rękę Dani.
- My tańczymy same.
- My też tańczymy sami.
W stu procentach stwierdzam, że tańczyłyśmy o niebo lepiej i każdy by to przyznał.
Według Alvesa nadszedł czas na odbijanie i tańczył teraz razem z Bru, a ja miałam iść  spowrotem się napić.
- Hej nie tańczysz ze mną?
- A nie ma koło ciebie jakiejś innej laski?
Rozejrzał się.
- Nie ma.
- To tańczę.
Specjalnie zaczęłam deptać mu po stopach.
- Co ty odstawiasz?
- Nic, po prostu nie umiem tańczyć.
- Bruna jakoś nie ma całych podeptanych butów - wskazał na dziewczynę.
- A tobie nikt nie kazał ze mną tańczyć.
Uwielbiałam się z nim tak przekomarzać, nie ma nic piękniejszego.
- Trudno, przeżyje.Tylko tańcz ze mną dalej.
- Cóż za poświęcenie.
- AŁAA!! - syknął z bólu, bo właśnie, skoczyłam mu jedną nogą na but.Chyba można to tak nazwać.
- O co ci chodzi?
- O nic, o nic, tańczmy dalej.
Ja chichotałam już pod nosem, bo nie mogłam się opanować.
- O co ci chodzi? - pomałpował mnie.
- O nic, o nic, tańczmy dalej - nie mogłam być gorsza i zrobiłam to samo.
- Przepraszam - powiedział mężczyzna, który chciał tędy przejść.
- Kochanie, przepuść pana.
- Jakie kochanie?!
Ten się tylko zaśmiał i tańczył dalej.Ja natomiast chciałam się odegrać.
- Oj, oj przepraszam za mojego brata.On jest po prostu innej orientacji, a pan mu się bardzo spodobał - udałam niewinną po tym jak popchnęłam Neya na jakiegoś faceta.
- Co to miało być??
- Nic kochanie - posłałam mu słodki uśmiech i poszłam do reszty.
- Skarbie zatańcz ze mną jeszcze.
Widzę, że bawimy się w skarbie, kotku i te inne słodkości.Nie ma problemu.
- Zatańcz teraz z siostrą a ja idę się przejść kochanie - przyciągnęłam do niego Rafkę i zeszłam z pola widzenia.

*Neymar*
- Kochanie?
- Oj chodź w balet.
- No już idę - wzruszyła ramionami.
Odtańczyłem jeden symboliczny utwór z własną siostrą i poszedłem szukać Lip.Znalazłem ją na pobliskiej plaży puszczającą kaczki na wodzie.Sam już nie wiedziałem czy woli towarzystwo czy raczej samotność.W ogóle trudno jest odkryć ile ma w sobie tajemnic.Może właśnie to tak do niej ciągnie.
- Słaba jesteś, tylko 2 za jednym razem.
- Łap i mnie przebij - rzuciła mi kamień.
- 3.
- Spokojnie, ja się dopiero rozgrzewam.
- Dobra remis i może pozostańmy na tym - powiedziałem, kiedy udało jej się zrównać mój rekord.
Ta jednak rzecz jasna nie odpuściła i rzuciła jeszcze raz.Dla niej nie ma czegoś takiego jak remis.
- A teraz chodź, mam dla ciebie niespodziankę.
- No zaskoczyłaś mnie troszeczkę - uśmiechnąłem się.
- Gdzie ty właściwie idziesz? - zapytałem, gdy byliśmy już daleko od plaży.
- Nigdzie, po prostu bez wody nie pobijesz już mojego rekordu kotku, a przypominam, że mam o 1 więcej - wyszeptała mi do ucha.
- Jesteś niemożliwa...
- Ale i tak mnie kochasz - powiedziała obojętnie idąc na przód.
- A ty i tak jesteś już moja.
- Śmieszne - prychnęła, przeskoczyła schodki i weszła do klubu.
- Długo masz zamiar się tak jeszcze ze mną przekomarzać? - zapytałem juz w środku.
- Tak długo jak będę chciała, ale jak byś chciał kogoś tak wiesz, szybciej to tam jest jedna chętna - wskazała palcem na siedzącą z tyłu Aleksandrę.
- Tak się składa, że akurat to baaardzo miła, sympatyczna i do tego piękna osóbka.
Chciałem ją odrobinkę wkurzyć, bo z daleka widać, że za nią nie przepada, nie przepada to nawet mało powiedziane, ona jej nie znosi.
- Z tą piękną to bym tak nie przesadzała.
Krzywe i grube nogi, które stawia jak jakaś pokraka, ręka jedna dłuższa od drugiej, do tego te niesymetryczne palce.Twarz jak jakieś niesformowane warzywo, usta jak u karpia, widać, że trochę wydała na botox, z resztą nie tylko na tą część ciała, a o jej wyblakło-białych, farbowanych z milion razy włosach to już nie wspomnę.
Przez całą jej wypowiedź ledwo co powstrzymywałem śmiech.Myślę, że zdajecie sobie sprawę, że Ola wcale tak nie wygląda.
- Zabawne?Dodać coś jeszcze?
- Nie, nie.To ja już do niej pójdę.
Nie zaszkodzi jak trochę ją podenerwuje.
- Na razie.Tylko jak już będziesz miał ją całować to uważaj, masa chemikalji nie sprzyja zdrowiu - puściła mi oczko.
Ależ to małe potrafi być wredne.Dobrze, że nie mówi jej takich rzeczy prostu w twarz, ale doskonale wiem, że i do tego jest zdolna.
- Kochani spadamy, bo już po trzeciej - zarządził Leo.
Wszyscy byli już gotowi do wyjścia.Przez drogę rozmawiałem z Olą, którą później odprowadziłem do pokoju.Rozglądając się po pensjonacie nigdzie nie zobaczyłem Lip, co oznaczało, że musi być na zewnątrz.
- Zdaje się, że rzuciłaś jeszcze dwa tygodnie przed twoim pobytem w szpitalu - powiedziałem zabierając jej papierosa z ręki.
- Stęskniłam się za swoimi przyjaciółmi.
- Zrozum wreszcie, że to ci szkodzi.
- I szkodzi także osobom w moim otoczeniu, także możesz już stąd iść - oznajmiła wskazując na napis na opakowaniu i wyjęła sobie drugiego.
- Ile jeszcze?Jeden?Dwa?Trzy?
- Skończyło by się na jednym gdybyś pozwolił mi go skończyć.
- I jak do ciebie dotrzeć... - westchnąłem po minucie ciszy.
- Nikt cię o to nie prosi, a teraz dobranoc - wypuściła dym prosto w moją twarz i weszła do hotelu.
Mogłem jednak nie zaczynać z denerwowaniem jej, bo teraz ciężko będzie to stłumić.A przecież nie tak dawno rozmawialiśmy normalnie.Jak to łatwo można wszystko zepsuć i to czasem zwykłym gadaniem.Do tego jak jeszcze natrafi się na taką osobę jak Sejfl to już w ogóle nie polecam.
Przeszedłem się kawałek na lepsze samopoczucie i za chwilę byłem spowrotem.W lażdym oknie nie było już ani jednego promienia światła.Wszyscy śpią.Może ja też powinienem.Wchodząc do środka usłyszałem skrzypienie dochodzące  z drugiej strony.To nie kto inny jak znowu ta sama dziewczyna huśtająca się na huśtawce.Czyli nie tylko ja nie śpię.Stwierdziłem, że nie ma sensu tam iść i jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bo pewnie nic innego bym nie zrobił.Zwyczajnie wróciłem do siebie.

---------------------------------

Wreszcie jest ta 17 :D
Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że musieliście tak długo czekać, ale wakacje, wyjazdy, sami rozumiecie.Rozdział też taki średni, ale chociaż zebrałam się i coś napisałam :D
DO NASTĘPNEGO!

6/19/2016

Rozdział 16

Bardzo proszę o przeczytanie notki na końcu :)


Następnego ranka obudziły mnie mocne promienie słońca wpadające do mojego pokoju.Poczułam jakąś pozytywną energię bez względu na to co wydarzyło się wczoraj.Nie wiem, może to dlatego, że po prostu znowu mam życie?"Po prostu" to w sumie chyba słabe określenie, przydałoby się może "aż".Tak czy inaczej wiedziałam, że to będzie cudowny dzień.Na pewno dla mnie, bo mam zamiar nawiedzić wszystkich moich przyjaciół.Najlepiej zrobić to tak, żeby ich za bardzo nie przestraszyć, ale to może być trudne.Trochę mi to pewnie zajmie, dlatego staczanie się z łóżka czas zacząć.Postanowiłam, że najpierw coś zjem.Nie mam zbyt dużego wyboru, bo jak na razie mogę jeść tylko lekkie rzeczy, więc postawię na jogurt czy coś w tym rodzaju.Założyłam kapcie o podobiźnie niedźwiedzi i w samej pidżamie zeszłam na dół.W kuchni czekała mnie pewna niespodzianka..
- Co ty tu..?
- Mam jeszcze kluczę.
- Rozumiem, że przyszedłeś mi je oddać, łącznie z psem.
- Nie do końca.Chciałbym coś wyjaśnić.
Wstał i znowu poczułam jak jestem mała.
- Nie musisz - słabo się uśmiechnęłam - Jest jak jest i tak jest dobrze.Nikt Ci nie zabrania mieć dwuch przyjaciółek na raz.Dziewczynę też możesz mieć.Co w tym złego?
- To dlaczego wczoraj płakałaś?
- Nie płakałam.
- Płakałaś.
- Nie.
- Nie kłam.
Doskonale wiedziałam, że brnę w coś co i tak jest oczywiste.Wiem, że z moich oczu wczoraj popłynęło kilka łez.
- Wcale nie płakałam.
Odeszłam od niego i zajrzałam do lodówki.Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że świeci ona pustkami.
- Możesz już iść, bo właśnie wychodzę na zakupy.
Nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak jakbym chciała go wygonić, bo wcelę tego nie chciałam, więc posłałam mu coś podobnego do uśmiechu i otworzyłam drzwi.
- Emm pidżama..
- Ughh.. - westchnęłam spoglądając na siebie.
- Miałem nadzięję, że obudziłaś się trochę bardziej ogarnięta - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne - skarciłam go wzrokiem.
- Wiesz, to może ty się przebierz, a ja w tym czasie pójdę kupić ci coś do żarcia.
- Jogurt.
- Na jednym jogurcie to ty raczej długo nie pożyjesz.
- To dwa.
- Dobra, dobra już ja się o Ciebie zatroszczę.
- A ktoś przypadkiem na Ciebie nie czeka...?
- Ty na mnie czekasz - pocałował mnie w czoło - Zaraz będę i nie burmusz się tak.
Po jego wyjściu skoczyłam na górę po ciuchy i poszłam pod prysznic.Kiedy zeszłam na dół czekało już na mnie śniadanko.
- Dzięki.
- Jedz, a ja pójdę już do siebie.
- Ney - zatrzymałam go - Mogę mieć prośbę? - spytałam niepewnie.
- Pewnie.
- Mógłbyś obdzwonić wszystkich, żeby wpadli do Ciebie za jakiś czas?Nie bardzo chcę mi się wpadać do każdego do domu.Oczywiście nie mów im o co chodzi.
- No jasne.Za 2 godzinki u mnie?
- Mhm - uśmiechnęłam się.
- To na razie.Łap kluczę - krzyknął zza drzwi rzucając mi moją własność.
Siadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie.Po posiłku zostało mi jeszcze jakieś półtorej godziny.Postanowiłam pobawić się z Syriuszem, stęskniłam się za nim.
- Syri, piesku - przywołałam czworonoga, który zaraz przybiegł z kijem.
- A więc tak się dzisiaj bawimy?To leć. Wyrwałam mu badyl z paszczy, rzuciłam daleko do ogrodu i tak parę razy.Byłam pewna, że na tym się nie skończy.Pies przybiegł do mnie, pociągnął za koniec kijka i zaczął zbliżać się do basenu.Nie mogłam mu odmówić, wskoczyłam razem z nim.Wychodząc z wody spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 13:58.
- No wystarczy na dzisiaj, idę się wysuszyć.
Ściągnęłam przemoczone ubrania, wysuszyłam się i założyłam nowe, tysiąc razy sprawdzając czy aby na pewno nie mam czegoś tył na przód lub dwóch różnych skarpetek na przykład.Gdy uznałam, że wszystko jest świetnie mogłam wyjść z domu.Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę willi piłkarza.Na miejscu zobaczyłam 2 samochody, jeden należący do Messiego, jeden do Sergiego i motor, nie mam pojęcia czyj.Stanęłam przed mieszkaniem i zastanawiałam się jak by tu wejść.Hmm no może normalnie?Drzwiami?Nie, nie to za proste.To może oknem?W duchu zaczęłam się śmiać, ale jednak sięgnęłam po tę pierwszą opcję.
- DZIEŃ-DO-BRY - przesylabowałam jak to robią dzieci w przedszkolu i weszłam do salonu, a wszystkim dosłownie opadły szczęki.
- LIP!! - krzyknęli równocześnie Bruna i Leo rzucając się na mnie.
Po chwili, kiedy już się uspokoił dołączył do nich Marc, potem Dani.Po jego 'naskoku' leżałam już na ziemi.Wszyscy mówili coś w stylu "Jak to możliwe" "Ty żyjesz", ale byłam trochę odcięta od świata, więc nie bardzo słyszałam.
- Zejdźcie ze mnie!Błagam..Pliiis!!
Zeszli jedni, weszli drudzy.Taka mała wymiana.
- Dajcie jej odetchnąć - zaśmiał się Ney, kiedy widział, że już nie wytrzymuję.
Wszyscy usiedli na kanapie, krzesłach czy fotelach i zwyczajnie się na mnie patrzyli.
- Co się tak gapicie? - zarechotałam.
- Aj lof ju Lip - powiedział Sergi.
- Aj lof ju tuu - zaśmiałam się.
Każdy rzecz jasna musiał wypytać mnie kiedy się obudziłam, jak się czuję i tak dalej.Oczywiście odpowiedziałam na ich pytania.
- Jak Ci się spało?
- A wiesz, śniłam o Tobie Sergi.
- My się właściwie jeszcze nie znamy - powiedziała blondynka, którą widziałam tu wczoraj.
Nawet nie zauważyłam jej obecności.
- Znaczy ja Ciebie znam, ale ty mnie raczej nie - kontynuowała - Majewska Aleksandra, dla przyjaciół Ola - uśmiechnęła się.
Bez obaw, nie będę nazywać Cię Ola, nie zamierzam się z Tobą przyjaźnić.Nie musiałaś dodawać - pomyślałam.
- Skoro już mnie znasz chyba nie muszę się przedstawiać.
Nie podałam jej ręki, choć ona ją do mnie wyciągnęła.
- A czyja to ta granatowa fura co stoi przed wejściem? - zapytałam z radością.
Uwielbiałam motory.
- Kupiłem nową - powiedział Bartra.
- Aaaa Marcuś kupił nowy motor!! - zaczęłam piszczeć - Dasz się przejechać?! - krzyknęłam wskakując mu na kolana.
- Dam, ale najpierw ja prowadzę.
- Dobra, stoi - przybiliśmy piątkę i wylecieliśmy na zewnątrz.
Właściwie to ja wyleciałam zabierając mu kluczę, a on szedł za mną.
- Kask.
- Już zakładam.
- No, a teraz trzymaj się mocno - powiedział, gdy już siedziałam za nim.
- Tylko uważać tam! - krzyknął Leo.
- Tak jest! - zasalutowaliśmy oboje.
Marc nie jechał zbyt szybko, bo jak to wcześciej ujął w słowa, nie chcę mnie znowu w szitalu, ale i tak było super.
- Czekaj, zaparkuje w garażu.
- Czyja jest ta maszyna?! - krzyknęłam na widok następnego ścigacza.
- To Neya.
- Też chcę się przejechać.
- To już jego proś.
Wystrzeliłam jak z procy z powrotem do mieszkania i rzuciłam się właścicielowi na szyję.
- Przewieziesz mnie? - zapytałam ze słodką minką.
- Już widziałaś? - westchnął.
Zachichotałam.
- Prooooszę.
- A co będę z tego miał?
- A co chcesz?
- Buziaka - uśmiechnął się łobuzersko i odrobinę się schylił.
- No dooobra..
Weszłam na jego buty, stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta.Oczywiście była to tylko forma przekupstwa, nic więcej.
- Chodź - pociągnęłam go za rękę i wybiegłam.
- No wskakuj.
Teraz siedziałam już na czarno-czerwonym, idealnym ścigaczu.
Jechaliśmy ulicami miasta w średnim tempie, wolałam jednak szybką jazdę.
- Teraz ja.
- Marc też Ci pozwolił?
- Tak - skłamałam.
- No to masz - zamienił się ze mną miejscami.
Jechałam coraz szybciej i szybciej, to mnie właśnie kręciło.
- Mała zwolnij.
- Już zwalniam.
Zamiast zwolnić przyspieszyłam.
W końcu dojechaliśmy na miejsce, gdzie rozpalano ognisko.
- Dałeś jej prowadzić? - spytał Neya Bartra.
- Mówiła, że ty też jej pozwoliłeś - spojrzał się na mnie - O ty cwaniaro!
Tym razem to ja cwaniacko się uśmiechnęłam.
- Kłamczucha! - zaczął mnie ganiać do o koła ustawionych krzeseł.
- Co za dziecko - westchnął Leo, kiedy się za nim schowałam.
- Neymar upieczesz mi kiełbaskę? - zapytała milutko Aleksandra.
- Nie mogę, teraz jestem zajęty - i zaczął dalej za mną biegać.
Byłam bardzo zadowolona, że tak ją potraktował i wolał zająć się mną.Niech zjeżdża ta wyblakła blondyna.
- Dobra Lipliś, wystarczy tego, idę coś zjeść.
- No okej, okej.Wygrałam.
- Niech Ci będzie - zaśmiał się.
W czasie, kiedy on poszedł do chłopaków coś zjeść ja skoczyłam do Bruny.
- A upieczesz mi kiełbaskę?? - zaczęła naśladować Majewską.
- Ty też jej nie lubisz??Jacie kocham Cię! - przybiłyśmy żółwika.
Bru opowiadała mi co się działo pod moją nieobecność i powiem szczerze, że jeszcze bardziej znienawidziłam tą laskę.
- Dziewczyny, jeść coś! - zawołał nas Geri.
- Spoko wielkoludzie!
Zerwałam z miejsca przyjaciółkę i pobiegłyśmy po talerzyki.Po chwili miałyśmy na nich również kiełbaski.
- To teraz siądźcie wszyscy, bo mamy coś do powiedzenia - zaczął Pique, a po chwili dołączył do niego Marc, Neymar, Leo i Dani.
- Wszyscy z chłopakami ustaliliśmy, że pojedziemy sobie na wspólne wakacje.
Czyli musi być koniec sezonu - pomyślałam sobie.
- I teraz tak, są 3 opcje Grecja, wyspy Kanaryjskie i Meksyk.
- Kto chcę Grecję?! - krzyknął Dani.
Widziałam jak mu się oczy świeciły, to znaczy, że chcę Grecje.Ja w sumie też, dlatego podniosłam rękę, a Bruna razem ze mną.
- Kto chcę wyspy?! - tym razem wrzasnął Leo.
- A kto Meksyk?
Do Meksyku chciały tylko Shak i Anto, nie licząc Geriego, którego zmusiła jego partnerka.Wychodzi na to, że te wakacje spędzamy w Grecji!Juhuuu!
- Kiedy wyjazd? - zapytała Marquezine.
- Jutro, godzina trzecia.
- Coo?!!
- Rano - zaśmiał się Rafaninha.
- Także, za góra 2 godziny się zbieramy, żeby trochę odpocząć, a jutro spotykamy się na stacji o trzeciej, żeby sobie zatankować.Stwierdziliśmy, że pojedziemy na 5 samochodów.Kieruje ja, Neymar, Leo, Rafaninha i Luis - skończył Pique.
- Ja, Dani, Lip, Bruna i Sergi jedziemy z Neyem! - krzyknął Marc - zmieścimy się, nie grubasy?
- Pewnie!
- Z kim mogę pojechać? - zapytała Majewska.
- Z nami - uśmiechnęły się Shak i Anto, które miały jechać razem z Messim.
On najwyraźniej nie wydawał aż takiej chęci jak dziewczyny, ale niestety nie miał nic do gadania.
- Wszystko obgadane? - zapytałam.
Chłopaki pokiwali głowami co oznaczało, że tak.
- To idziemy tańczyć!
Porwałam pierwszego z brzegu chłopaka jakim był Munir i zaraz ruszaliśmy się w rytm muzyki.Szybko dołączyła do nas Bruna i Sergi, aż w końcu wszyscy bawiliśmy się na całego.Po 2 godzinach zostałam tylko ja i kilku chłopaków, ośmiu dokładniej.
- Co, a ty nie idziesz już spać? - zapytał Sergi.
- Coo ty, ja będę jutro spać, w czasie drogi - machnęłam ręką.
- W tej chwili do domu!Już!Do łóżka! - zaczął mnie pchać w kierunku swojego auta.
- O co Ci chodzi?
- Ty masz jutro ze mną żarty odstawiać, odpały, przypały, a nie spać! - wpakował mnie do środka.
- Zaraz wracam chłopaki tylko odstawie tego dzieciaka pod dom.
- Siedź tu i nie ruszaj się nigdzie.
- No nie bardzo mam jak, bo drzwi mi zamknąłeś.
- Pod kołdrę! - powiedział już w moim pokoju i popchnął mnie na moje legowisko.
- Dobra, dobra..
- Śpij.
Już kierował się do wyjścia, kiedy nagle go zatrzymałam.
- Bajkę chcę - odparłam głosem małego dziecka.
- Co chcesz?? - zapytał zdziwiony.
- Baaajkeee.
Roberto westchnął tylko ciężko i zaczął zmyślać jakieś głupoty, które nawet kupy się nie trzymały tylko po to, żebym zasnęła.
Chyba lekko przysnęłam bo nie pamiętałam końcówki, jednak obudziły mnie jego kroki.
- Seergi.
- NO NIE!Spałaś przecież!
Ja tylko się zaśmiałam.
- Śpię już, śpię tylko poproszę jeszcze cmok w czółko.
Dostałam to o co prosiłam i faktycznie odpłynełam.


*Neymar*
- Sory, że tak długo, ale Liplit chciała bajkę - wyjaśnił nasz towarzysz.
- Co chciała? - zaskoczyliśmy się.
- Bajeczkę, ale mam chyba słaby talent, bo zaraz się obudziła.
- Która godzina?
- 23:46.
- Chodźcie się na tą chwilę położyć, żeby się jutro nie pozabijać - zaproponowałem i skierowałem się do środka.
- Dobry plan.
Następnego dnia około godziny 2 zszedłem na dół i zrobiłem nam kawę, trochę nas pobudzi.Z resztą i tak nie jestem zmęczony, nie potrzebowałem nawet budzika.Podejrzewam jednak, że Sejfl śpi sobie teraz jak zabita i nie ma opcji, że się obudzi.Zwołałem chłopaków, a sam pojechałem po dziewczynę.
Nie pukałem nawet, bo byłem pewien, że i tak nikt mi nie otworzy.Na szczęście Roberto zatroszczył się o to, żeby zamknąć mieszkanie i włożył kluczę do doniczki.
- Halo robaczku wstajemy - szturchnąłem ją lekko.
Ta ziewnęła tylko i kopnęła mnie wynurzając nogę z pod koca.
- Nie mów do mnie robaczku!To tak jak byś nazywał mnie dżdżownicą.. - burknęła zaspanym głosem.
- Luzik, luzik w żartach tylko - zaśmiałem się.
- No tak czy inaczej wstawaj skarbie.
- Która jest godzina?
- Po 2.
- Wstaje, wstaje..
- Dobra to ty wstawaj, a ja zaniosę twoją walizkę do samochodu.
- Co jak...O BOŻE JA SIĘ NIE SPAKOWAŁAM!!
- Żartujesz?
- Nie!
W tym momencie zerwała się z łóżka i zdjęła, a w zasadzie próbowała ściągnąć walizkę z szafy.Pomogłem jej odrobinę, to znaczy zdjąłem to co chciała i przyglądałem się z uwagą temu co robi.Otworzyła olbrzymią szafę, gdzie nic nie było poukładane i wyrzuciła wszystko na podłogę.Chwila, chwila to już ja mam większy porządek.Gdyż ubrania nie mieściły jej się w torbie zaczęła upychać rzeczy, a na koniec usiadła na zamknięciu i zapięła to jakoś z trudem.
- Gotowa - powiedziała dumnie.
- Nie bierzesz żadnego ręcznika, szczoteczki do zębów?
- O szit..
Momentalnie otworzyła pokrywę na której przed chwilą siedziała i pobiegła do łazienki, ale zaraz była z powrotem z kilkoma drobiazgami.
- Pomóc?
- Nie, nie.Dam radę.
W końcu jakoś sobie poradziła i mogliśmy jechać.
- Śniadanie zjesz u mnie.
- Yhm.
- To może teraz pomóc? - zaoferowałem się widząc jak świetnie radzi sobie ze znoszeniem bagażu po schodach.
Nie czekając na odpowiedź zabrałem jej go z rąk i zniosłem na dół.
- Wskakuj.
Pojechaliśmy jeszcze po chłopaków i Brunę i ruszyliśmy na stację, gdzie byli już wszyscy.
- 3:14, spóźniliście się.
- To wina tego śpiocha - wskazałem na zaspaną jeszcze Sejfl.
- Niech się prześpi w trakcie jazdy.
- Oo tak to dobry pomysł - ziewnęła.
- Nie!Ona nie będzie spać! - wtrącił się Sergi.
- A właśnie, że będę.
- Nie!
- Zamknij się Sergi i daj mi tą kanapkę, bo ja jeszcze nic nie jadłam!
- Dobra słuchajcie - odezwał się Leo - przystanki robimy mniej - więcej co 2 godziny.My jedziemy pierwsi.
Wszyscy na znak naszego 'kierownika wycieczki' powsiadali do aut i zaczęliśmy naszą podróż.
Lip i Bru spały przez jakąś połowę drogi, a my zmienialiśmy się co jakiś czas, aby można było odpocząć od kierownicy.
Na miejscu stwierdziliśmy, że najpierw rozpakujemy rzeczy, a potem pójdziemy pozwiedzać okolicę.
Byłem w stu procentach pewny, że pierwsi, którzy rzucą się do drzwi będą Roberto i Sejfl.Nie pomyliłem się.Przepychali się tylko od ściany do ściany, żeby znaleźć jak najlepszy pokój.
*Liplit*
- Ten jest mój!
Krzyknęłam, kiedy znalazłam się na łóżku czteroosobowego pokoju, który miałam dzielić z Bruną, Rafaellą i Chrissy.Balkon, 2 łazienki, wygodne łóżka, telewizor i ładne umeblowanie.To jasne, że musi być mój.
- Ej no!A ja?!
- Leć szukać dalej - zachichotałam.
Ten szybko wyskoczył z pomieszczenia i po chwili słyszałam już głośne stukanie na schodach.
Zawiesiłam na drzwiach karteczkę z napisem "NIE WCHODŹ NAWET TU JUŻ ZAJĘTE" i poszłam po dziewczyny.
- No laski jak wam się podoba?
- Ty to umiesz polować - powiedziała z uznaniem Welow.
- Rozpakujmy się i chodźmy na dół - zaproponowała siostra klubowej 11.
Plan był taki, że całą grupą połazimy po mieście, aby zapoznać się z terenem, jednak wyszło nieco inaczej.Dziewczyny oprócz mnie, Bru i Chrissy poszły szukać najciekawszych galerii handlowych, gdyż zamierzały wybrać się w najbliższych dniach na zakupy, a resztą wybraliśmy się na spacer.
Znaleźliśmy kilka fajnych klubów, do których na pewno się wybierzemy, rozpracowaliśmy też sporo miejsc, które koniecznie musimy zwiedzić.
W drodze powrotnej spostrzegłam na wiecznie wesołej twarzy Neymara smutek.Nie lubiłam tego.W ogóle nie lubiłam, kiedy ktoś z moich bliskich był przygnębiony.
- Stało się coś? - spytałam cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie, dlaczego?
- Ja nie jestem już na Ciebie zła...nawet nie byłam - wyjaśniłam mu.
- Nie dałaś mi niczego wytłumaczyć.Skąd mogę wiedzieć co sobie teraz o mnie myślisz?Że jestem tępym frajerem, szukającym sobie pocieszenia w pierwszej, lepszej lasce?
- Że jesteś przecudownym i troskliwym facetem - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Ja?
- Ty.
- Na prawdę tak myślisz?
- Tak, właśnie tak myślę.Chodź ze mną na gofra.
Pociągnęłam go za rękę w kierunku budki, bo niespecjalnie lubiłam takie długie, szczere rozmowy.
- 2 gofry z dżemem, bitą śmietaną, owocami, czekoladą i polewą truskawkową.A i niech Pani nie żałuje tej bitej śmietany - powiedział Ney.
Po paru minutach dostałam gofra wzbogaconego o dodatki na pół metra.
- Żartujesz sobie ze mnie?Jak ja mam się teraz do tego zabrać? - zapytałam robiąc olbrzymie oczy na widok jedzenia.
- Sama chciałaś - wyszczerzył się - Pomóc Ci może?
- Pomóc.
Szybko tego pożałowałam, gdyż miałam cały ubabrany nos i koszulkę.
- Głupku!
Pędziłam za nim z gofrem w ręku, a ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów.Jedynie nasi znajomi traktowali to za całkowicie normalne, gdyż byli już przyzwyczajeni do tego widoku.
- To się spierze! - krzyczał błagalnym głosem.
- Żebym ja zaraz Ciebie nie sprała!
Do hotelu dotarliśmy obydwoje cali brudni, ale uśmiechnięci od ucha do ucha.
- Idę się umyć - powiedziałam śmiejąc się.
- To ja też pójdę - zrobił to samo.
Poszłam powoli do swojego pokoju, zabrałam czyste ubrania i wzięłam szybki prysznic.Po wyjściu z łazienki usłyszałam wibracje mojego telefonu.
Od : Neymar
Wpadnij do mnie jak Ci się nudzi :)
Do : Neymar
Może potem na 20 jestem umówiona na 'ploteczki' z dziewczynami.
Włożyłam komórkę do kieszeni i zrobiłam sobie 2 dobierane warkoczyki.Zeszłam na dół do pokoju Shakiry, Antonelli i Aleksandry z nadzieją, że tej ostatniej może jednak nie będzie.Nie przepadałam za czymś takim jak plotki lecz dziewczyny jak to większość dziewczyn lubiły tego typu rzeczy, więc musiałam się trochę dostosować.Okazało się, że były już wszystkie, łącznie z blondyną.
- No jesteś wreszcie - odezwały się.
- Sory, musiałam się trochę ogarnąć.
- Spoko rozumiemy, siadaj.
Usiadłam rzecz jasna obok Bruny, która właśnie przeglądała instagrama i chichotała pod nosem.
- Co tam masz skarbie? - zapytałam wpakowując się jej na kolana.
- A popatrz tylko.
Podała mi urządzenie, na którym widać było zdjęcie opublikowane przez Aleksandrę wraz z dziewczynami z podpisem "Nowe przyjaciółki na zawsze <3".Supi, znają się zaledwie z 2 tygodnie, a już takie przemyślenia.Zaczęłam śmiać się wraz z przyjaciółką na co reszta szybko zwróciła uwagę.
- Co tam macie?
- Nic, nic - mówiłam przez śmiech.
- W porządku.
Za chwilę zaczęły się rozmowy na temat tutejszych galerii i tego co każda kupiła sobie na te wakacje.Osobiście mało mnie to interesowało, więc postanowiłam po jakiejś godzinie się stamtąd zmyć.
- Słuchajcie trochę boli mnie głowa także jeśli nie będziecie miały nic przeciwko to wrócę już do siebie.
- Jasne idź, wypocznij, ale na pewno nic Ci nie jest? - zaniepokoiła się Anto.
- Nie, nie.Jest okej.
Puściłam jeszcze oczko do Bru, żeby wiedziała o co chodzi i wyszłam.Wyszłam tuż po pannie Majewskiej, która musiała zadzwonić do mamusi.Hehe to nawet całkiem śmieszne.Miałam wpaść do Neya i wpadnę.
Wchodząc do jego pokoju wpadłam na ową dziewczynę, która akurat z niego wychodziła.
- Co ona tu robiła? - zapytałam bez przywitania.
- Ty jesteś zazdrosna - uśmiechnął się przekornie.
- Śmieszne - prychnęłam.
- Spokojnie, przyszła tylko na chwile.Myślałem, że jeszcze jesteś u dziewczyn.
- Wyrwałam się pod pretekstem bólu głowy.
- Aż tak chciałaś do mnie przyjść?
- Mogę sobie pójść, lajt.
- Ej, ej nie - zerwał się z kanapy.
- Na razie - skierowałam się do wyjścia.
- Obawiam się, że nigdzie się nie ruszysz.
Wyprzedził mnie i zamknął drzwi na klucz zabierając go ze sobą.
- Co ty robisz?Otwórz!
- Nie.
- Oddaj mi klucz.
- Zaraz go nie będzie - powiedział wyciągając rękę za okno.
- Nie zrobisz tego..
- Zrobię.
- Nie.
- Chcesz się przekonać?To patrz.
- Nie! - krzyknęłam widząc, że nie trzyma już nic w ręce.
Wychyliłam się i widać było klucz leżący w trawie.
- Hej hej, bo wypadniesz - chwycił mnie w biodrach.
- Puść mnie!
Wyrwałam się z jego objęć i wyciągnęłam telefon.Chciałam napisać do kumpeli, żeby mnie ratowała.
- Błagam Cię - zaśmiał się i zabrał mi komórkę.
- Ney no weź!
- Nie chcę Ci niszczyć telefonu, więc wyrzucę samą baterię.
- Ty jesteś chory!
- Tak, chory na Ciebie.


--------------------------------------------------

Mam nadzieję, że miło się czytało. :)
Teraz pytanie do was WAŻNE!
Jaka jest wasza ulubiona postać? (nie licząc Neymara i Liplit) Piszcie w komentarzach :)





Chyba poznajecie te Panie :D

5/29/2016

Rozdział 15

*2 miesiące później*

Obudziłem się z okropnym bólem głowy i jeszcze lekko pijany.Pewnie myślicie, że znowu zapiłem się z bólu, tęsknoty i rozpaczy.Zaskoczę was, otóż nie.Rafaninha miał wczoraj urodziny, trzeba było to oblać, oczywiście nie mogło się obyć bez porządnej imprezy.Od jakiegoś czasu staramy się robić ich jak najwięcej, żeby jakoś wrócić do dawnego stanu i chyba jest coraz lepiej.Podniosłem się z łóżka, wziąłem zimny prysznic i stwierdziłem, że pójdę trochę pobiegać.To powinno dobrze mi zrobić.
- Poker!Syriusz! - krzyknąłem na psy.
Jednak ani jeden, ani drugi nie okazywał dzisiaj żadnego zachwytu na słowo "spacer".Syriusz teraz jest u mnie.Przypomina mi czasem o Lip, ale przywykłem już do tego.
- Nie to nie, idę sam.Spaślaki..
Czworonogi gwałtownie się oburzyły i zaczęły szczekać.
- No co?Prawdę mówię.
Chwyciłem butelkę wody, zamknąłem dom i już mnie nie było.
- Oh przepraszam - powiedziała dziewczyna, która przypadkowo, a może i nie, na mnie wpadła.
- Mhmm, cześć Olu - uśmiechnąłem się.
- Neymar! - zorientowała się w kogo wbiegła i mocno mnie przytuliła.
Jestem w stu procentach pewny, że właśnie zastanawiacie się o co chodzi.Jakiś czas temu znowu złożyła mi wizytę, więc zdecydowałem, że w końcu ją wpuszczę i okazała się bardzo miłą dziewczyną.
- Wpadniesz do mnie?
- Wiesz co?Teraz nie mogę, ale może wieczorem, co ty na to?
- Będę czekał.
*Messi*
Właśnie przygotowywałem sobie śniadanie, kiedy do mojej kuchni wparował brazylijczyk.
- O siema Ney.
- Cześć, co pichcisz? - zapytał zdyszany.
- Coś na szybko, a Ciebie co sprowadza?
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że zawitam.
- Siadaj, napijesz się czegoś?
- Sok.
- Co u Oli? - zapytałem od niechcenia podając mu szklankę z sokiem pomarańczowym.
Nie polubiłem jej ani trochę.Nie wiem dlaczego, niby była miła, sympatyczna i tak dalej, ale nie przypadła mi do gustu.Wszystkich jakoś do siebie przekonała, no z wyjątkiem Bru, ta to jej nie znosi.Często przychodzi tu do mnie i gadamy jaka to ona nie jest.
- A w porządku, właśnie przed chwilą się widzieliśmy.
- To fajnie.
- Zagramy w coś?Fifa?
- Jestem za, raz, dwa na kanapę i czekaj aż cię zniszczę.
- Ha!To dowaliłeś.
- O ile zakład?
- O tą kiełbe co ją masz na stole, w sumie to już trochę zgłodniałem.
- W takim razie mogę spokojnie zrobić sobie z nią kanapkę - stwierdziłem, wpakowałem kawałek mięsa w bułkę i zacząłem się opychać.
- Ej!Ona miała być moja!
- Bierz pada i graj!
Podczas naszej 'walki' ktoś, wpadł do mojego mieszkania i raptownie wyskoczył zza ściany.
- Robię dzisiaj ognisko!I będzie bez O.. - li... - dokończyła cicho kiedy zobaczyła Neymara.
To Bru oczywiście.
- Hej Ney...
- Co ty do niej masz?
- My..mamy - starałem się obronić koleżankę.
- Ahaa, wy macie.Wszyscy ją polubili, wszyscy!Tylko wy nie możecie jej zaakceptować, zrobiła wam coś?!Rozumiem, że ja jestem zaproszony, tak?W takim razie przyjdę razem z nią.Ciał i do zobaczenia wieczorem - poszedł do drzwi i za chwilę się wrócił.
- A i moja wygrana - powiedział podnosząc ostatni kęs, gdyż wygrywał ze mną 1-0.
- No to się wpakowaliśmy... - oznajmiłem po wyjściu przyjaciela.
- Mhmm..i będzie Ola - skrzywiła się.
- I od razu beznadziejne ognisko..
- To miała być moja biba!I to ja miałam zapraszać gości!Wezmę przykład z..Zamknę jej drzwi przed nosem - powiedziała hardo.
- Pomóc ci w przygotowaniach czy poradzisz sobie?
- Dam radę, to widzimy się o 17.
- To do zobaczenia.
*W tym samym czasie*
- Wreszcie wyszedłeś z tego szpitala
- Trochę tam posiedziałem, ale warto było.Rodzice Nadii przynosili mi wszystko co sobie tylko zażyczyłem - zaśmiał się.
- Trochę inaczej to miało wyglądać.
- Grunt, że stamtąd zwiałem.
- I jak to sobie teraz wyobrażasz?Wszędzie powywieszane są listy gończe z twoim zdjęciem.
- Przeczekamy.
- A co zamierzasz zrobić z tą dziunią?
- Wyciągnę od niej jeszcze trochę kasy i kopnę ją w dupę.
- Mam nadzieję, że jak najszybciej.Nie jest nam do niczego potrzebna.
- Trzeba jeszcze tylko załatwić Neymara i Bartre.
- Ciekawe w jaki sposób, przecież to taka sama gangsta jak i my.
- Była.
- Była czy jest, co za różnica?Kto raz w to wszedł to już nie wyjdzie.Z resztą sam widziałeś, że z bronią się dalej nie rozstali.Zostawiamy ich na razie w spokoju.
- Jak sobie chcesz.
*Bruna*
Zbliżała się już 17.Latałam to od kuchni do ogrodu, to od ogrodu do kuchni, bo chciałam, żeby wszystko było super.No przynajmniej w pewnej części.Stawiałam właśnie szklanki na stole kiedy ktoś prawie, że na mnie skoczył.
- BU!
- Marc!Idioto!
- Spokojnie - zaśmiał się ze mnie.
- Odkupujesz - wskazałam na kawałki szkła.
- Jakie szczęście, że na to mnie jeszcze stać.Jestem pierwszy? - zapytał rozglądając się po otoczeniu.
- Tak, tylko ty przychodzisz przed czasem.
- Pomóc Ci?
- Napraw to co nabroiłeś.
- Nie ma problemu - pobiegł po zmiotkę i za chwilę był z powrotem pogwizdując sobie pod nosem.
- W ogóle gdzie Chris?Myślałam, że przyjdzie z Tobą.
- Jest u Shak, przyjdą razem.
O godzinie 17:20 byli już prawie wszyscy.Nie czekaliśmy na tą dwójkę tylko rozpoczęliśmy grilla.Tradycyjnie przygotowywaniem smakołyków na ogniu zajęli się Pique i Leo.Nasi najlepsi kucharze.Anto i partnerka Geriego zaczęły spotkanie od ploteczek, które tak uwielbiały, a chłopcy oczywiście nie mogli odbiec od tematu piłki.Ja w sumie nie wiedziałam kogo mam słuchać.Interesowało mnie i to kto kiedy strzelił bramkę jak i to co dziewczyny sobie ostatnio kupiły.
- Komu szaszłyka? - krzyczał do nas Leoś.
Jednak jego głos lekko zakłucały śmiechy dobiegające z drugiej strony mojego mieszkania.Już wiadomo kto przyszedł.
- Witamy - przywitał się Ney zdejmując kapelusz z głowy i kłaniając się wszystkim.
- Cześć spóźnialski - wyszczerzył szereg swych śnieżnobiałych zębów Dani.
Aleksandra obleciała każdą dziewczynę obsypując je całusami (na kilometr śmierdzi, że chcę się przylizać) aż w końcu poszła zając miejsce.
- Nie siadaj tam! - krzyknęłam.
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Tu zawsze siedziała Liplit.
- To co mam sobie znaleźć inne miejsce? - uśmiechnęła się nadwyraz grzecznie.
- Tak.
- Co ty siadaj - wtrącił się da Silva.
Odwróciłam się od nich i z niesmakiem weszłam do budynku pod pretekstem przyniesienia napoju, choć na stole było go pełno.
- Tylko się nie denerwuj - odparł Messi, który najwyraźniej przyszedł za mną.
- Mhm.
- Myślisz, że oni razem będą? - wypaliłam sama nie wiem dlaczego.
- Kto?
- Ola i Neymar.
- Nie wiem, ale i na to powinniśmy być gotowi.Przecież Ney nie będzie do końca życia sam.
- No tak..ale czemu akurat ona?Czemu akurat ta?Wtargnęła po między naszą paczkę nie wiadomo skąd i nie wiadomo poco i próbuje skraść serca wszystkich.
- Właściwie to już to zrobiła..widziałaś chyba jak ciepło ją przywitali.
- To mnie najbardziej martwi, traktują ją jakby była z nami od paru lat! - nie mogłam powstrzymać emocji.
Kompletnie nie potrafiłam pogodzić się z tym, że pojawił się ktoś nowy i do tego próbuje zająć miejsce Lip.Przynajmniej ja to tak widziałam.Ale nie, do mnie się nie wkupi, mam jeszcze swój rozum i nie pozwolę jej na to, żeby na wszystko sobie pozwalała.Niech wie, że nasza ekipa nie potrzebuje żadnych nowych ludzi, a już na pewno nie takiej idiotki jak ona.
- Leć już bo Geri sobie tam nie poradzi - powiedziałam powoli polepszając sobie humor.
- Masz racje - uśmiechnął się do mnie i pociągnął na taras.
Rozmawiali akurat o przyszłym meczu.Jak słyszałam jej teksty to aż mnie mdliło.Głupia blondi.Widać, że nie miała kompletnego pojęcia o tym o czym mówi."Jesteście najlepsi", "Wygracie, bo jesteście cudowni"...Tyle komplementów w jednej wypowiedzi, a oni łykali to jak kaczki chleb.
- Śliczna bluzka Bru - zwróciła się do mnie z przemiłym wyrazem twarzy.
Posłałam jej najsztuczniejszy uśmiech jaki tylko można, wcale nie kryjąc tego, że jest udawany.
- Może wybierzemy się kiedyś razem na zakupy?Chciałabym bliżej Cię poznać - dalej mówiła przyjaźnie.
- Mam strasznie mało czasu, wybacz.
Po tym poczułam szturchnięcie przy moich żebrach.To mój ukochany Dani, który siedział obok mnie i mierzwił mnie wzrokiem.
- Ale może kiedyś - dodałam.
- Było by super!Naprawdę świetnie się ubierasz.
Taa teraz jeszcze mi praw komplementy.
Spoko laska, jestem wystarczająco dowartościowana.
- Może potańczymy?! - zaproponował Sergi włączając muzykę i ciągnąc mnie i Rafę do tańca.
- Co słabeusze?Ja już mam dwie, a was żadna nie chce? - zabawiał się dalej.
Ach ten Sergi, doskonały żartowniś i dusza towarzystwa.
Po takich słowach chłopcy najwyraźniej poczuli się urażeni i od razu wzięli swoje partnerki, lub też nie, w obroty.Tańczyliśmy we trójkę z dobre 5 minut, ale nie mogłam już patrzeć na ten jakże cudowny taniec jedenastki i Oli.
- Odbijamy - krzyknęłam i popędziłam w ich kierunku.
'Biała' dołączyła się teraz do reszty,a ja tańczyłam z brazylijczykiem.
- Jak się bawisz?
- Fenomenalnie! - zaczął mną kręcić 240 na minute.
Tak, był pijany.No może nie aż tak jak to potrafił, ale był.Można to jednoznacznie stwierdzić.
- Cieszę się bardzo.
Przy naszym szalonym tańcu wpadliśmy w grilla przez co delikatnie sfajczyłam sobie szorty.No takiego Neya to ja lubię!Wiecznie szalony, z którym zawsze można się dobrze bawić.Pewnie byłoby tak długo gdyby znowu nie przypałętała się ta kicia..
- Zbierajmy się już co? - powiedziała.
- Chcesz to już idź.On się dobrze bawi - wskazałam na Neymara.
- Wybacz Bru, ale też już pójdę.Super impreza - przytulił mnie i zaczął żegnać się z resztą.
Majewska poszła w jego ślady.Musiałam długo wycierać swoje policzki po jej krwisto czerwonej szmince.Ona ode mnie nie dostała ani jednego całuska i niech tak pozostanie.Nie będę się fatygować.
Poza tym moje szminki na pewno są o wiele droższe, nie będę ich marnować na jakąś tam lafiryndę.
- Co to miało być? - zapytał Alves po wyjściu ostatnich gości.
- Co masz na myśli? - pociągnęłam łyk wody z butelki.
- Doskonale wiesz co mam na myśli.
- Em nie wiem - włączyłam telewizje i nic nie robiłam sobie z tego co do mnie mówił.
Długo jednak nie nacieszyłam się tępym serialem, gdyż 'ktoś' mi go wyłączył.
- Słuchasz mnie? - powiedział chyba delikatnie zirytowany.
- Słucham, słucham - odburknęłam.
- Ona jest miła, chcę się zaprzyjaźnić, a ty nawet w najmniejszy sposób nie potrafisz tego docenić.
- Docenić?Docenić to, że próbuje się wkupić do naszej paczki?
- Jakie wkupić, o czym ty mówisz?!
- Och jacy wy jesteście cudowni, a jacy wspaniali.. - naśladowałam blondynkę.
- Po prostu jest miła.W przeciwieństwie do ciebie.
- Ciesz się, że nie mówiłam tego co bardzo chciałam powiedzieć, bo by dziewczyna wyszła stąd z płaczem.
- Ale mogłaś się chociaż odrobinę wysilić na jakieś miłe słowo.
- I tak dałam wystarczająco dużo od siebie.Zaczynając od tego, że jej w ogóle miało tutaj nie być.
- Nie zaprosiłaś jej? - zapytał z niedowierzaniem.
- To takie dziwne?Byłoby o niebo lepiej gdyby tutaj nie przychodziła i ty nie miał byś wtedy do mnie pretensji, że jestem nie miła.
Stwierdziłam, że wystarczy już tej wymiany zdań, więc podniosłam się z kanapy i poszłam na górę.Denerwowało mnie to, że robi mi wyrzuty.
*Aleksandra*
- Masz naprawdę przesympatycznych przyjaciół - mówiłam wracając ze spotkania.
- Prawda?
- Wszyscy tak ciepło mnie przyjęli.Dziewczyny są takie dobre i uczynne, a chłopcy tacy przyjacielscy.Nigdy bym nawet nie pomyślała, że poznam piłkarzy mojej ukochanej drużyny, a tu proszę.Do tego panuje u was taka wspaniała atmosfera.
- To też dzięki Tobie.To ty jesteś taka miła, przyjazna i grzeczna - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech.
- Jednak ty przyjąłeś mnie chyba najlepiej.
- Cóż jesteś wspaniałą osobą, jak miałbym Cię przyjąć?
Dogadywałam się z nim świetnie.Był cudowny.Niespodziewałabym się, że aż tak.Każdy z osobna traktował mnie w niesamowity sposób.Chyba Bruna jeszcze nie zdążyła mnie zaakceptować, ale będę się starać znaleźć z nią wspólny język, ona na pewno też jest bardzo wartościowa.
- Mogłabym dzisiaj u Ciebie zostać?Trochę źle się czuję, a jestem jak zwykle sama w domu - spytałam niepewnie.
- Jasne, nie ma problemu.Czyli co nie odprowadzam Cię tylko idziemy do mnie?
- Tak - odpowiedziałam.
- W porządku.
Przeszliśmy jeszcze kawałek cały czas rozmawiając aż doszliśmy na posesję piłkarza.Otworzył mi drzwi i zaprosił do środka.
- Jesteś już zmęczona?
- Odrobinę.
- W takim razie zaraz przyniosę Ci jakąś pidżamę.Moja siostra czasami jest u mnie, więc mam trochę takich rzeczy - zaśmiał się.
- Okej, zaczekam.
- Możesz pójść wybrać sobie, któryś z pokoi gościnnych, a ja zaraz do Ciebie przyjdę.
Byłam już tu kilka razy, ale nigdy jeszcze nie widziałam całego domu.Zawsze byłam tylko w kuchni, salonie czy w ogrodzie.Bardzo ciekawiło mnie to jak mieszka, ale było mi głupio pytać czy mnie oprowadzi.To przecież nie na miejscu.Teraz miałam okazję trochę pozwiedzać.Weszłam na górne piętro i lekko mnie zatkało.W głowie mi się nie mieściło, że można mieć aż tyle pokoi gościnnych.I jak tu teraz wybrać jeden.Ja mieszkałam raczej dosyć skromnie, a w tej chwili znajdowałam się w nie byle jakim mieszkaniu, jednak czemu się dziwić to światowej klasy piłkarz.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie właśnie gospodarz.
- Może być ta? - zapytał pokazując mi długą szarą koszulkę i spodnie w kotki.
- Pewnie - powiedziałam z uśmiechem.
- Powinna być dobra.
- A Rafaella nie będzie zła?
- No co ty, leć się przebierz, a ja może zrobię Ci jeszcze herbatę jeśli masz ochotę.
- Poproszę.
Skierowałam się do łazienki i postanowiłam, że wezmę jeszcze szybki prysznic.Umyłam się, ubrałam i zeszłam na dół gdzie czekał już na mnie gorący napój.
- Chyba jednak odrobinę za mała - zachichotał.
Spojrzałam na dół i faktycznie, nogawki kończyły mi się sporo przed kostkami.Tak samo było z resztą z rękawami.
- No trudno - odpowiedziałam i poczułam, że chyba się czerwienie.
W sumie sama nie wiem dlaczego.
- No nieważne, siadaj.
Obydwoje wypiliśmy po kubku ciepłej herbaty oglądając przy tym powtórkę jakiegoś wywiadu.
- Halo co się tak zapatrzyłaś - śmiał się ze mnie.
Cały czas wpatrywałam się w niego w telewizji i słuchałam tego co mówi.
- To tylko wywiad.
- Przepraszam, dla ciebie to tylko wywiad, a dla mnie..
- A dla Ciebie?
- No wiesz, jestem waszą fanką, twoją fanką - mówiłam zmieszana, a on tylko się uśmiechnął.
- Ja się już może położę.
- Dobrze się już czujesz? - zapytał kiedy byłam na schodach.
- Co..?Aa tak, lepiej - odpowiedziałam, gdy zrozumiałam o co mu chodziło.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
*W tym samym czasie.Szpital*
Z sali numer 26 zaczął dochodzić charakterystyczny pisk z aparatów.Co to mogło oznaczać?Tylko to, że czyjś oddech i bicie serca zaczęło się znacznie zmieniać, że ktoś właśnie wraca do żywych.Lekarze zerwali się na równe nogi.Wiedzieli, że to co się w tej chwili dzieje jest wręcz niemożliwe.Ona miała się już nie obudzić, miała przespać tak już resztę swojego życia.
- Obudziła się!
- Jak to się obudziła?!
- Halo, słyszysz mnie? - pytali stercząc nad nią i świecąc jej w oczy.
- Słyszę - odpowiedziała na początek ledwo słyszalnie.
- Jak się nazywasz??
- Liplit..Sejfl.
- Ile masz lat?
- 19.
- Pamięta!
- Jaki mamy dzisiaj dzień?
- Piątek, dziecko piątek - wszyscy tryskali radością.
To w końcu lekarze.To nie zwykła praca, a powołanie.Cieszą się z każdego uratowanego życia, a takie przypadki to jak cud.
- Jak się czujesz?
- Dobrze, bardzo dobrze, ale chce już do domu.
Pytaniom nie było końca, badania też były rzeczą niezbędną.
- Zadzwonię po twoich rodziców.
- Nie, po nich nie.
- W takim razie po twoich przyjaciół.
- Nie, niech Pani nie dzwoni, chcę im zrobić niespodziankę.Jutro sama złoże im wizytę - uśmiechnęła się.
- No dobrze, a teraz śpij.Wypocznij, a jutro skoro tak bardzo chcesz wypuścimy Cię, bo badania są dobre.
Następnego dnia, z samego rana ze szpitala wyszła dziewczyna, która spędziła tam prawie pół roku i do tego cały ten czas była zmuszona przeznaczyć na sen.Nikt by się nawet nie spodziewał, że w ogóle stamtąd wyjdzie.
*Liplit* 
Schodząc z ostatniego stopnia schodów zaczęłam krzyczeć jak oszalała i śmiać się jak ktoś kto usłyszał najśmieszniejszy żart na świecie o ile istnieje taki, który rozbawiłby do takiego stopnia.Pewnie dziwi was taka reakcja, ale ludzie, ja od 6 miesięcy nie widziałam światła dziennego!Jak tu jest pięknie, to słońce, ten lekki wiatr, ta ziemia, po której wreszcie stąpam.Przyklękłam na chodniku i po moich policzkach zaczęły spływać łzy.Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Miałam olbrzymie szczęście, że nikt tędy nie przechodził i mogłam dać ponieść się emocjom.Nie chciałam zamawiać taksówki.Chciałam przejść się o własnych nogach nie ważne czy metr czy 3 kilometry, ale po prostu poczuć, że idę, poczuć, że żyje.Nie będę wracać do domu, pójdę do nich, do moich najlepszych na świecie przyjaciół, ale pierwszy będzie chłopak o tych cudownych oczach i z tym szczerym, rozbrajającym wszystkich uśmiechem.Sami chyba wiecie o kim mówię.
Idąc tak obserwowałam z wielkim skupieniem wszystko co spotkałam na swojej drodze, aż znalazłam się pod jego drzwiami.I co ja mam powiedzieć?Boże nie wiem..może się przestraszy, może pomyśli, że ma jakieś zwidy, że mu się przyśniło.Kolejne pytanie, zadzwonić?Zapukać?Czy wparować jak zwykle? - zaśmiałam się.Ja cię dziewczyno!To jak zwykle było dawno temu!Może jednak zapukam..
Zrobiłam jak pomyślałam i czekałam na otworzenie drzwi.10 sekund, 20 nie to już dla mnie za długo.Sami wiecie, że z reguły jestem mało cierpliwa.Wchodzę!
Wchodzę, a na schodach widzę..jakąś blondynkę, nie Neya.
- Em przepraszam chyba pomyliłam..nie no to jest dom Neymara..
- Tak to dom Neymara - powiedziała zdziwiona, ale uśmiechała się.
- Ty tutaj..
- Spałam.
Do moich oczu napłynęły łzy, ale czego się spodziewałam, że będzie czekał?Na co?
Poczułam pierwszą kroplę na moim policzku i wybiegłam z mieszkania.Nienawidzę, kiedy ktoś widzi jak płacze.
- JEZU LIPLIT!! - usłyszałam krzyk.
Wiem czyj krzyk, doskonale pamiętam ten głos.
- Jak to..przecież ty...
- Żyje.
- Ale dlaczego pła...Zaraz posłuchaj mnie ja z nią nie jestem.To koleżanka.
- Nie spokojnie, ze mną też nie byłeś.To łzy szczęścia.Wiesz po prostu cieszę się, że żyje.
*Narrator*
W tym momencie dziewczyna trzasnęła furtką i wsiadła do taksówki, która na jej szczęścia akurat była w pobliżu.
- Kto to był? - spytała Ola.
- Idź już.
- Ale..
- Proszę Cię idź już!
- Już wychodzę..
Jak to możliwe?Przecież miała się już nie wybudzić..A teraz myśli, że..że już o niej nie pamiętam, że pocieszyłem się inną.Chociaż miała rację, tak naprawdę nigdy nie byliśmy parą.Wszystkie jego myśli były tak zagmatwane, że ciężko jest to sobie wyobrazić.Z jednej strony zaskoczenie, ale i szczęście, że ją zobaczył, a z drugiej złość i żal, że był to akurat taki moment.Postanowił jednak pójść do niej i porozmawiać, zamknął dom i ruszył w jej kierunku.
A Lip?Lip siedzi teraz w parku i z olbrzymią złością uświadamia sobie, że znowu musi tam pójść po swojego psa.
Neymar zauważając, że jej nie ma siada na schodach jakby miał płakać, a Lip patrząc na jego dom, w którym kiedyś się śmiali, robi dokładnie to samo co on, a kiedy po godzinie uświadamiają sobie, że nie ma sensu już dłużej czekać wracają innymi drogami nawet nie wiedząc o tym, że gdyby skręcili w inną ulicę spotkaliby się i mogli jeszcze raz powiedzieć sobie o swoich uczuciach.

--------------------
 
Tak wiem, że musieliście długo czekać na ten rozdział, ale mam nadzieję, że chociaż odrobinę się opłacało. :)
Jak wrażenia?Podejrzewam, że wiele osób uszczęśliwiłam tym, że 'przywróciłam' główną bohaterkę.Z resztą..siebie też :D
A teraz proszę o komentarze, też chcę coś sobie poczytać :D

---------------
Rozdział z dedykacją dla mojej ukochanej siostry Julci i drugiej, w zasadzie też siostry Weroniki, które są czytelniczkami :D <3 i oczywiście dla wszyystkich, którzy to czytają. ♥