Liplit w jednej chwili oderwała się ode mnie i wsiadła do samochodu.Nie mogłem jej zatrzymać, widziałem tylko jak odjechała.Sam nie wiedziałem co zrobić więc po prostu poszedłem na taras.Tam zastałem Jenny siedzącą na schodach.
- Nie przejmuj się tą laską - powiedziała pocieszającym głosem.
- To nie jakaś tam zwykła laska..
- Chodź zatańczymy - zwyczajnie zmieniła temat.
W zasadzie nie miałem nic lepszego do roboty, dlatego wziąłem dziewczynę za rękę i weszliśmy do mieszkania gdzie nadal brzmiała głośna muzyka, do której wszyscy się bawili.Dołączyliśmy do reszty i balowaliśmy do rana.
Równo o 13:26 wstałem z nieswojego łóżka ze strasznym bólem głowy.Rozejrzałem się po pokoju i ujrzałem tylko olbrzymi bałagan.Podniosłem się i postanowiłem zejść na dół.Chwiejnym krokiem zszedłem po schodach do kuchni gdzie byli Pique i Shak, bo przecież właśnie u nich w domu się znajdowałem.
- O wreszcie wstał nasz królewicz - usłyszałem Gerarda.
- Dasz mi coś do picia?
- Jasne - powiedział wręczając mi butelkę niegazowanej wody.
- Jak się czujesz?Sporo wczoraj wypiłeś. - spytała Shakira.
- Głowa.
- Do 16 musi Ci przejść.
- Czemu do 16? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Trening.Musisz być.
- To ja może przyniosę jakiś lód - powiedziała blondynka i wróciła z woreczkiem lodu, który położyła mi na czole.Od razu było mi trochę lepiej.
Już po ponad godzinie czułem się świetnie, także spokojnie mogłem iść na trening.Na miejscu byli już prawie wszyscy z wyjątkiem trenera.Jak się okazało było jeszcze prawie pół godziny do rozpoczęcia treningu.Geri zawsze przychodził wcześniej, a ja wybrałem się razem z nim.Zrobiliśmy sobie obydwoje jedną rundkę.Po kilku minutach przy bramce zobaczyłem Liplit kopiącą piłkę razem z Messim.Widocznie przyszła obejrzeć jak gramy.Musiałem wykorzystać sytuację.
- Zaraz wracam.
Pobiegłem w ich kierunku i kopnąłem w bramkę piłkę, którą grali.
- Niezły strzał.Szkoda tylko, że w łóżku taki dobry nie jesteś.
Posłałem jej znaczące spojrzenie.
- Jenny mi wspominała - dorzuciła. Wzięła piłke i odeszła.
- O czym ty mówisz? - zapytałem zaskoczony doganiając ją.
- Dobrze się wczoraj, a w sumie to i dzisiaj, bawiłeś co?
- Ej po między mną, a nią do niczego nie doszło.
Tak naprawdę niczego z tamtej nocy nie pamiętałem, ale przecież gdyby coś było pamiętałbym.To niemożliwe.
- Ona coś sobie wymyśliła.
- Po co? - odpowiedziała natychmiastowo.
- Bo to idiotka, która się we mnie zakochała, albo leci na mój hajs, a wczoraj pewnie poczuła się wykorzystana.
- Hmm..nie dziwie jej się - dalej mówiła tym samym tonem.
- Z tym wszystkim wyszło jak wyszło, ale przecież mówiłem Ci, że ja nic do niej nie czuje - wciąż tłumaczyłem się jak mogłem.
- Dobra, daj już spokój.Co mnie to właściwie obchodzi, jak ty i tak nikim dla mnie nie jesteś.
- Shak mówiła, że...
- Trening Ci się chyba zaczyna.
Nie mogłem nawet dokończyć.Faktycznie Enrique właśnie wszedł.
- No chłopaki, do mnie - usłyszeliśmy donośny krzyk rozlegający się po stadionie.
Ja poszedłem na zbiórkę, a Sejlf na trybuny.
- Jak wiecie za 4 dni bardzo ważny mecz z Realem Madryt.Musimy się do niego perfekcyjnie przygotować, więc mam nadzieję, że są wszyscy.
Całą drużyną jeszcze coś omawiali, ale ja nie bardzo słuchałem, bo byłem zajęty czymś innym.Myślami byłem zupełnie gdzie indziej.
- Ney ogarnij się!
Poczułem jak Alves szturchną mnie łokciem.
- No przecież żyje!
Zagraliśmy 2 mecze.Szło nam rewelacyjnie, tak też powiedział trener.Musimy to wygrać.
Kiedy dobiegł już koniec zostaliśmy z chłopakami żeby pograć jeszcze trochę, a Luis poszedł do domu.
- Liplit!Chodź do nas! - zawołał Leo.
Dziewczyna zbiegła na dół po krzesłach i włączyła się do koła, w którym grali Messi, Pique, Alves, Tello i Bartra.Niestety nie ja, ale postanowiłem to zmienić.
- Można się przyłączyć?
- Pewnie, wbijaj - powiedział Marc.
Piłka akurat była u Liplit.Ta zamachnęla się i z całej siły kopnęła mi w twarz.
- Ałaa! - krzyknąłem.
- Ja się przebiegnę.
Pobiegłem za nią.Serio, miała uderzenie.
- A panienka długo zamierza się gniewać?
- Zależy.
- Od czego?
- Jak długo będziesz żył - odburknęła i przyspieszyła.Szybka też była, ale nie będę odpuszczał.Też przyspieszyłem.- A można Cię jakoś przekupić?
- Słucham.
- Pare wejściówek na mecz?
- Myślisz, że tylko ty mi proponujesz wejściówy? - prychnęła.
- No dobra, to było słabe - zaśmiałem się.
- Dobra kup mi cukierka i będzie git.
- Poważnie?
- Tak, poważnie - wyszczerzyła się.
Ona jest idealna.Inna to już by się na kolanach kazała przepraszać, a ta mi o cukierku mówi.Podoba mi się to dziewcze.
- Kupie ci całą siatkę cukierków.
- Jestem za, a teraz choć pokopać ze mną piłke.
- Znowu dostanę w twarz?
- Może nie.
* 3 dni później *
Dzisiaj nie mam treningu, bo jutro mecz, więc Enrique dał nam trochę odpocząć.Postanowiłem z samego rana pojechać do Liplit.Odkąd dałem jej tego cukierka, wszystko między nami w pożądku.Może nawet więcej niż w pożądku.No w każdym razie widujemy się codziennie.
Zadzwoniłem do drzwi kilka razy, ale nikt nie otworzył.Pociągnąłem za klamkę i sam sobie otworzyłem.Czyżby już nie spała?Krzyknąłem do niej, jednak też nie otrzymałem odpowiedzi.Wbiegłem na góre po schodach i wszedłem do jej pokoju.Spała jak zabita.Poduszki na podłodze, przescieradło skręcone na końcu łóżka, a kołdra przykrywała ją tak do połowy.Cyknąłem jej fotkę, którą oczywiście zamieściłem na instagramie, a potem zacząłem ją budzić.
- Coo, kto... - mamrotała coś pod nosem.
- Neymar - śmiałem się.
Ta podniosła się z łóżka.
- O cześć.
- Masz coś takiego jak klucz do mieszkania?
- Eee tak, gdzieś powinnam mieć - nadal mówiła zaspanym głosem, a ja teraz już wcale nie mogłem powstrzymać śmiechu.
- No co?
- Nie nic, nic.Dzisiaj naucze Cię zamykać drzwi.
- Ale ja umiem zamykać drzwi - powiedziała ze zdziwieniem w głosie.
- I jak tu wszedłem?
- Jak tu wszedłeś? - zapytała zaskoczona i zerwała się z łóżka.
- Drzwiami skarbie - po prostu turlałem się ze śmiechu.Jaka ona jest nie ogarnięta.
Moja towarzyszka zrobiła się lekko głodna, więc poszliśmy coś zjeść.Wlaściwie to ona, ja usiadłem przy blacie.
- Co będziesz jeść?
- Płatki.
Wsypała płatki do miski i sięgnęła do lodówki.
- Płatki z wodą?
- Oj to nie ta butelka - powiedziała zmieszana.
- Strasznie zakręcona jesteś - uśmiechnąłem się.
- Zacznij się przyzwyczajać - także się uśmiechnęła.
Słodko wyglądała w trochę za dużej piżamie, roztrzepanych włosach i kapciach w kształcie kaczek.Aż nie mogłem się napatrzeć.
- Kurde nie mogę znaleźć mleka!
- Pomogę Ci.
Podszedłem pod lodówkę, przy której stała i stanąłem za nią.Byłem od niej wyższy o ponad głowę, także bez problemu wszystko widziałem.
- Oj chyba nie zjesz tych płatków.
Po chwili objąłem ją w pasie, posadziłem na stole i zacząłem namiętnie całować.Przy tym zrzuciliśmy i rozbiliśmy miske, w której były płatki.
- Teraz to już napewno nie zjem - powiedziała nabierając oddech.
--------------------------------
Wiem, że rozdział nie jest zbyt długi i ukazał się dosyć późno, ale ferie, wyjazd.Mam nadzieję, że rozumiecie.Następny postaram się napisać szybciej. :)
No i mam nadzieję, że się podoba. :*

Omg awwww jaka kochana końcówka ❤❤ i cukierek haha genialne *.* czekam na następny skarbie ;**
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana! ;* ❤
UsuńAwwww , ale fajny !!! Czekam na next :) i zapraszam do siebie http://amoryamistad.blox.pl/2016/02/Rozdzial-22.html
OdpowiedzUsuńDziękuję! :) twój również zaczęłam czytać :*
Usuń"podoba mi sie to dziewcze " - najlepsze zdanie :)
OdpowiedzUsuńKochana boski i zapraszam do siebie <33
OdpowiedzUsuńDziękuję :** Czytam <3
Usuńświetny ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
Usuńkiedy pojawi się next?
OdpowiedzUsuńNa pewno w tym tygodniu :)
UsuńJejciu genialny <3
OdpowiedzUsuńLiplit i Ney ♥
OdpowiedzUsuńJejku Super💕💕💓💓 Zapraszam do mniee 😘😍💕💕💓
OdpowiedzUsuń