- Wstawaj Ney!Wstawaj! - ktoś krzyczał na de mną i szturchał mnie na wszystkie strony.
Podniosłem twarz z poduszki i na widok tak uroczej dziewczyny jaką była Liplit od razu się uśmiechnąłem.
- Może mi jeszcze przyłożysz? - zadrwiłem sobie.
- Chyba nie będzie już takiej potrzeby.Wreszcie wstałeś.
- Może by tak jakieś śniadanko?
- To ty mi powinieneś robić śniadanka głąbie! - krzyknęła i zaczęła mnie okładać poduszką.
Przez ponad godzine toczyliśmy bitwę.Był niezły bałagan, więc stwierdziliśmy, że trochę tu ogarniemy.
~dzwonek telefonu~
*Liplit*
- O, przepraszam na chwilę.
Nieznany numer.Nie miałam zielonego pojęcia kto to mógł być, ale tak czy inaczej wyszłam na taras i odebrałam.
*rozmowa telefoniczna*
- Tak, słucham?
- Obserwuje Cię przez cały czas.
- Proszę?
- Lepiej uważaj ślicznotko.Nie czeka Cię nic dobrego.
- Halo, kto mówi? - nie usłyszałam już żadnej odpowiedzi.Bo mój rozmówca się rozłączył.
Strasznie się wystraszyłam, ale starałam się nie dać nic po sobie poznać.Tak, żeby Ney nic nie zauważył.
- Już jestem - powiedziałam z uśmiechem.
- Okej.To co, może coś zjemy?
- Bardzo chętnie.
Zrobiliśmy tosty.Przeżuwając jedzenie trochę się zamyśliłam i Neymar najwidoczniej musiał to zauważyć.
- Coś nie tak?
- Co?Nie, wszystko w pożądku.Tak sobie tylko myśle.
- I co tam wymyśliłaś?
- Że zaraz musisz iść na trening - wyszczerzyłam się do niego.
- No nie, a chciałem jeszcze z Tobą posiedzieć - wstał od stołu i zaczął pakować torbę.
- Jeszcze się nasiedzisz.To ty leć, a ja spadam do siebie.Widzimy się prawdopodobnie dopiero na meczu.
- Daj buziaka i zmykam - uśmiechnął się.
Podeszłam do niego, stanęłam na palcach i cmoknełam go w policzek.Był odemnie wyższy o ponad głowę, dlatego nawet moje stawanie na palcach nie wystarczało.Musiał się jeszcze lekko schylić.
- No to hej.
Wyszliśmy razem, a potem obydwoje poszliśmy w inne strony.On na stadion, a ja do domu.Przez całą drogę myślałam o tym dziwnym telefonie, a jakby tego było mało na miejscu zastałam pod drzwiami kartke z napisem "ZGINIESZ".Teraz przeraziłam się do reszty!Kto to i czego ode mnie chce?!
Nie chciałam nikogo martwić tą sytuacją, a równocześnie nie bardzo wiedziałam co mam sama zrobić.Jedyną osobą, którą mogłabym o tym teraz poinformować był Bartra, bo przecież i tak już był świadkiem jak jakiś psychopata mnie zaatakował.W zasadzie to gdyby nie on może by mnie już nie było.Postanowiłam do niego zadzwonić, chociaż nie byłam pewna czy dobrze robię.Jemu też wolałabym nie zaprzątać sobą głowy.No nic, wybrałam już numer.
*rozmowa telefoniczna*
- Halo, Marc?
- O cześć Liplit.
- Bo chciałam z tobą porozmawiać, tylko to nie na telefon - mówiłam niepewnym głosem.
- Wiesz co, właśnie idę na trening to przy okazji wpadne do Ciebie, za 5 minut będę.
Faktycznie, po 5 minutach był już u mnie.Chłopak nie chciał już wchodzić do domu więc usiedliśmy na schodach i wszystko mu opowiedziałam.
- Boję się Marc.
- Spokojnie, pomogę Ci.Wszystko będzie dobrze - obiął mnie delikatnie ramieniem i pogłaskał po głowie.
- Wszystko będzie dobrze - powtórzył i zamilkliśmy na kilka minut.
- Dzisiaj po meczu przyjdę do Ciebie, nie powinnaś być sama w domu, a już na pewno nie w nocy.Potem załatwie Ci ochronę.
- Jak?
- Mój kumpel to glina.
- Tylko...ja nie chcę, żeby ktoś się dowiedział..
- Zrobimy to dyskretnie.No, a teraz ja pędze na trening i ty razem ze mną.
- Nie, ja może pójde do Bruny.To wasz ostatni trening przed meczem.Nie chcę przeszkadzać.
- No dobra, odprowadze Cię.
Wzięłam tylko ciuchy, w które przebiorę się wieczorem i poszliśmy.
- Tylko uważaj na siebie! - krzyknął, kiedy znajdował się już w sporej odległości ode mnie.
- Jasne!
Zadzwoniłam do drzwi, ponieważ dom był zamknięty.Zaczekałam chwilę i zaraz otworzyła mi przyjaciółka.
- Uu kogo ja widzę!Wbijaj! - przytuliła mnie na przywitanie Bru.
- Nie miałam co ze sobą zrobić, to pomyślałam, że wpadnę.
- I świetnie, bo ja pewnie też bym się zanudziła do meczu.
Przeszłyśmy do salonu i włączyłyśmy jakiś serial.W sumie leciał tylko w tle, bo my byłyśmy zajęte rozmową.
- Chyba trzeba będzie się powoli szykować, co?
- Racja, racja.
Ja poszłam do łazienki na górze, a Bru na dole.Po jakiejś godzinie byłam już gotowa.Założyłam czarne rurki, trampki, szalik kibica i oczywiście koszulke FCB należącą do Neymara.Schodząc na dół zobaczyłam jakby swoje odbicie.Bruna była ubrana dokładnie tak samo jak ja, tyle że miała koszulke Alvesa.
- Przypadek?
- Nie sądzę! - zaśmiałyśmy się obie.
- Idziemy z buta czy bierzemy autko? - spytała.
- Pewnie, że z buta.Daleko to my nie mamy.
Po zaledwie 5 minutach byłyśmy na Cam Nou.Miałyśmy miejsca w 1 rzędzie.Cały stadion był pełny.Tłumy kibiców Barcelony.Coś pięknego.Po 20 minutach chłopaki weszli na murawę.Rozpoczął się mecz.Gra była niesamowita, w końcu grały 2 wspaniałe kluby.Lepsza jednak okazała się być Barça.Wynik 4-1.Dwie bramki Messiego, jedna Suàreza i Neymara.W drużynie przeciwnej strzelił Ronaldo.
Po meczu jak zwykle do piłkarzy zeszły się miliony fanów, po zdjęcie czy też autograf.
- Piękna bramka co?Strzelić Ci autograf piękna? - pytał Ronaldo.
- Na dupie sobie strzel autograf! - powiedziałam i odeszłam.
Jak ja go nienawidziłam...
*Neymar*
Rozwaliliśmy ich.Dokładnie tak jak miało być.Zanim będę mógł pójść do szatni muszę jeszcze rozdać te autografy.
No wreszcie ostatnia.Pomyślałam, kiedy podeszła do mnie jakaś całkiem ładna blondynka.Cyknęła nam zdjęcie i byłem wolny.W szatni byli już prawie wszyscy.Śpiewali, tańczyli i tryskali radością.Ja dołączyłem do nich.
- No chłopcy gratuluję! - krzyknęła Liplit wchodząc do nas.
Przytuliła każdego po kolei i przyszła kolej na mnie.
- Byłeś najlepszy - wyszeptała mi do ucha, a ja dałem jej całusa.
Potem wyszła, bo tak naprawdę nie powinna przebywać w naszej szatni.
*Liplit*
Na parkingu czekał już na mnie Bartra.Wyszedł wcześniej.
- Wsiadaj - otworzył mi drzwi, ja wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy pod mój dom.
- Masz już naszykowane łóżko w pierwszym pokoju gościnnym - powiedziałam, gdy siedzieliśmy już u mnie na kanapie.
Nie chciało nam się spać, więc zagraliśmy w jakąś planszówkę.
- Widzisz jak Cię niszcze? - śmiałam się do niego bo wychodziłam na prowadzenie.
- Tak, tak.Chciałabyś.
Ostatecznie wygrałam.To było przecież pewne.Po grze każde z nas wzięło prysznic i poszliśmy do swoich łóżek.
*Neymar*
Po 2 godzinach świętowania z kolegami naszej wygranej wybrałem się do Lip.Z nią też chciałem jakoś uczcić to zwycięstwo.Zadzwoniłem i czekałem aż mi otworzy.
~w mieszkaniu~
Zobaczyłam Marca na korytarzu.Też musiał wstać.
- Ja otworze.Tak na wszelki wypadek.
Pokiwałam głową, a chłopak zszedł na dół i otworzył drzwi.
Zamiast swojej dziewczyny, w drzwiach zobaczyłem Marca w samych bokserkach.Myślałem, że go zabije!
- Jak mogłeś?!! - przycisnołem go do ściany.
- I ty się nazywasz moim przyjacielem??!
- Ney to nie tak..
- Zejdź mi z oczu!
Potrząsnąłem nim i popchnąłem w korytarz.Nie chciałem na niego patrzeć ani sekundy dłużej.
*Liplit*
Zbiegłam ze schodów i chciałam go zatrzymać, ale na dworze zobaczyłam już tylko odjeżdżający samochód.Załamałam się.Próbowałam do niego zadzwonić, ale słyszałam tylko sygnał.
- Idę się przejść.
Założyłam szybko bluze i pierwsze, lepsze spodnie, nasunełam buty i wyszłam na zewnątrz.
- Liplit nigdzie nie idziesz.Wiesz, że teraz to niebezpieczne!
- Mało mnie to obchodzi - zamknęłam mu drzwi przed nosem i poszłam.Chciałam być sama.Zawsze kiedy coś było nie tak, pomagał mi taki spacer.
*Obserwator*
- No i nasz obiekt właśnie wyszedł z domu.Kieruje się w strone parku.
- Nie przestawaj jej śledzić.Ja już jadę do tego opuszczonego domu.Tam ją zabierzesz.
*Bartra*
Nie mogłem pozwolić na to, żeby spacerowała w nocy po mieście teraz, kiedy grozi jej niebezpieczeństwo.Bez wahania ubrałem się i wybiegłem za nią.Była bardzo daleko ode mnie, ale grunt, że miałem ją na oku.Ona spokojnie się przejdzie, a ja będę jej pilnował tak, że nawet się o tym nie dowie.
Przy parku coś zaczęło się szeleścić w krzakach.Myślałem, że to pies czy jakieś inne zwierze.Jednak się pomyliłem.Ktoś wyszedł zza drzew i był już za Sejfl.
Pędziłem jak oszalały, żeby tylko jej nic nie zrobił.
- Zostaw ją psychopato! - krzyknąłem, kiedy byłem już prawie obok nich.
Napastnik dusił ja grubym sznurem.
Wykręciłem mu ręce i uderzyłem w twarz.Dziewczyna upadła na ziemie i trzymała się za szyję.Dzięki temu mi zwiał.Musiałem zająć się nią, a nie obijaniem mu mordy.
- Wszystko w pożądku? - zapytałem i schyliłem się do niej.
Była strasznie przerażona.Przytuliła się do mnie i zaczęła płakać w moje ramie.Ja objąłem ją mocno, tak żeby czuła się bezpiecznie.Siedzieliśmy tam chwilę, a potem zaniosłem ją do mieszkania i położyłem do łóżka, zasnęła.Zamknąłem dom, a sam położyłem się na podłodze w jej pokoju.
-----------------------
No i macie nowy rozdział.
Jak się podoba? :)
Cuudo *.* ale znowu ich kłócisz ? Ty byś chyba nie wytrzymała :D zapraszam do siebie http://amoryamistad.blox.pl/2016/02/Rozdzial-23.html
OdpowiedzUsuńHaha dziękuję :D :*
UsuńBoski :) ale Neymar jak zawsze nie wie wszystkiego i odrazu wyobraża sobie niewiadomo co. Mam nadzieje że szybko ich pogodzisz :)
OdpowiedzUsuńJeju martwie sie o Lip!
OdpowiedzUsuńA Bartra taki kochany ♥ on powinien byc z Liplit ♥♥ Ney jak zawsze zawalil.. co on sobie mysli..
Rozdzail fenomenalny!! ;* pisz szybciutko nexcik ;**
rozdział zajebisty <333 ale nie kłuć ich tak :(((
OdpowiedzUsuńCo za tępa dzida chce ją skrzywdzić? ;-; kij mu w oko kimkolwiek jest :") i wgl Ney owwh niech sobie wszystko wytłumaczą ❤ czekam na następny ;**
OdpowiedzUsuńCudo cudo cudo!! <3
OdpowiedzUsuńMasz talent, to trzeba przyznać :)
OdpowiedzUsuńAle dlaczego ich tak kłócisz??? :( no ja nie wytrzymam!
Przepraszam, że się tak o to czepiam ale zakochałam się w tej parze :( <3
Dziękuję :)
UsuńAkcja musi być :D
Coraz lepsze :)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! :)
UsuńMasz świetny styl pisania :) / Zuza
OdpowiedzUsuńdziękuję! :)
Usuń