3/10/2016

Rozdział 10

Obudziły mnie jakieś dziwne dźwięki.Nie zważając na to, przekręciłam się na drugi bok i miałam zamiar spać dalej.To jednak tylko zamiary, nie było mi dane.
- Wstawać!Nie ma spania!
Jak się później okazało te hałasy i krzyki wydawali nie kto inny jak Ney i Marc.Tłukli się jak tylko mogli.Rozumiem, że chcieli mnie obudzić, ale żeby aż tak drastycznie?
- Zamknijcie ryje! - krzyknęła Rafaella, która najwidoczniej też chciała sobie jeszcze trochę pospać.
- Wstajemy ślicznotki.
- Która jest godzina? - zapytałam.
- Równo 6:32 -oznajmił ze swoim szyderczym uśmieszkiem Bartra.
- Co??!! - krzyknęłyśmy obie.
- To co słyszycie.Marsz się myć, potem śniadanie, aa później pogramy sobie w nogę - przedstawili nam plan działania.
- Obawiam się, że sami sobie pogracie, bo ja nie zamierzam zrywać się z łóżka o 6.
- 6:32 - poprawił mnie obrońca.
- Co za różnica...
Zarzuciłam sobię na głowę kołdrę, położyłam poduszkę i kątem oka patrzyłam na nich.Rafa zrobiła to samo.Chłopaki spojrzeli na nas, potem na siebie, a następnie wyjęli z za siebie butelki i oblali nas zimną wodą.
- Pogięło was?! - zerwałam się i zaczęłam okładać ich pięściami.
Ci tylko się ze mnie śmiali.Żeby tego było mało, wrzucili mnie do wanny i dopiero wtedy naprawdę poczułam zimno na całym ciele.Darłam się jak opętana.Rafaella szybko przybiegła mi na ratunek, ale cóż mogła zrobić.Zaraz podzieliła mój los.
- Same nie chciałyście wstać, więc wam pomogliśmy.Przy okazji macie już z głowy poranną kąpiel.
Śmiali się jak jacyś idioci.Z resztą co ja mówię?To są idioci.
Po naszej 'kąpieli' nie było już wyjścia.Spać już przecież nie pójdę.Zeszłam z nimi na dół i odziwo na stole zobaczyłam śniadanie.Co za widok!Neymar Junior i Marc Bartra zrobili śniadanie!O tym powinni w gazetach pisać.Jednak to zdziwienie nie mogło trwać zbyt długo...podchodząc bliżej można było stwierdzić, że są to kanapki.Tak, tylko kanapki i do tego z masłam.Dobra wycofuję ten artykuł.
Podsunęłam im talerz pod nos i ruchem ręki pokazałam, że mogą zjeść.Mi i siostrze piłkarza zrobiłam tosty.To, że omało nie poparzyłam sobie ręki to jeszcze nic nie znaczy.No może tylko to, że jestem ułomna.My zajadałyśmy pyszne (lekko przypalone) ale pyszne, tosty, a oni mogli tylko patrzeć z zazdrością i przeżuwać swoje pyszne kanapeczki z samym masłem i to jeszcze na czerstwym chlebie, bo tym jakże ofermom nie chciało się wyjąć świeżego.
- Teraz idziemy grać - Marc potarł ręką o rękę z wyraźną radością i zabrał piłkę.
Ney zaraz poszedł za nim.My nic sobie z tego nie robiłyśmy i jadłyśmy dalej.Długo to niestety nie trwało, bo kiedy zobaczyli, że nie podzielamy tej radości i nie idziemy za nimi, po prostu sami nas odciągneli od stolika.
- To kto na bramęczkę? - spytała kopiąc piłkę klubowa 11.
- Ja pójdę - oznajmiła dziewczyna.
Widać było, że wolała sobie spokojnie postać niż ganiać za piłką.
- No co ty Raf?Nie zostawiaj mnie!
- Wybacz skarbie.
- No to co gramy!Spokojnie mała, nie zabijemy Cię - zaśmiał się Ney.
Łaaaał dzięki za litość.Jakiż on kochany.To teraz nie muszę się już niczego bać. * czujecie ten sarkazm *
Biegałam za nimi, wskakiwałam na nich, robiąc wszystko, żeby tylko zabrać im tą piłkę.Oczywiście dwaj nesamowici piłkarze nie potrafili pochamować śmiechu.Dla mnie to nawet lepiej, bo wtedy było mi łatwiej.
- Brawo! - dostałam olbrzymie oklaski po strzeleniu bramki.
Jestem genialna!Strzeliłam gola dziewczynie w butach na koturnie, piszącej sms-y i układającej sobie włosy.Czy to nie cudowne?Gdyby bramkarze na meczach też tak się angarzowali to nie miałabym żadnych zastrzeżeń.
- Wystarczy już tej zabawy chłopaki! - oznajmiła.
- Nie widzę głębszego zainsteresowania z twojej strony siostrzyczko, więc niech Ci będzie.Możemy skończyć.
- Po za tym musimy już wracać do domu.Zaraz mamy gości.
- No cóż.W takim razie musimy się pożegnać - westchnął Brazylijczyk.
- Siema Marc.
- Cześć malutka - dał mi całusa w czoło.
- Hej piękna - przytuliłyśmy się obie, a potem dołączył do nas Bartra.
- Ja też chcę!Ja też! - krzyczał jak małe dziecko.
My tylko się zaśmiałyśmy.
- No to i ja dam ci już odpocząć - oznajmił, gdy rodzeństwo już odjechało.
- Skoro nalegasz.
- A i tego..dzisiaj za jakieś 2-3 godzinki przyjeżdża moja młodsza siostra, Chrissy.Nikogo tu nie zna, a jest w twoim wieku, więc pomyślałem, że może was zapoznam.
- O super, wpadajcie wieczorkiem - powiedziałam z uśmiechem.
- To przyjdziemy po Ciebie tak około 18.Chciałem pokazać jej miasto.
- Okej, to do zobaczenia.
Byłam trochę głodna, bo zjadłam tylko jednego tosta.Poszłam się przebrać i postanowiłam pójść do Lio.Hmm dziwnie to brzmi "Jestem głodna.Idę do Messiego".Nie moja wina, że wszystko co zrobi smakuje mi najlepiej.Do tego uwielbiam spędzać z nim czas.
Jedzenie zrobione przez Messiego + Messi = wspaniałe jedzenie i wspaniały Messi.
Jak pomyślałam tak też zrobiłam.Po 10 minutach byłam na miejscu.Tradycyjnie, bez pukania wparowałam do mieszkania.
- Eloszka śmierdzielu! - krzyknęłam, zrzuciłam buty i rozłożyłam się na kanapie.
Już po chwili ze schodów zbiegł nie kto inny jak Leo.
- No wreszcie!Mogłabyś chyba czasem znaleźć czas dla starego przyjaciela co?! - zasadził mi porządnego kuksańca w bok.
Faktycznie dawno mnie już u niego nie było.Sama nie wiem jak do tego doszło, ale jakoś dawno go nie odwiedzałam.Przyjaźnie się z nim od lat.Także spokojnie może się nazwać moim "starym przyjacielem".W zasadzie to można wziąć też pod uwagę różnicę wieku, bo jest naprawdę spora, ale tu raczej nie o to chodziło.
- Wybacz, jakoś tak wyszło.
- No dobra, dobra.Opowiadaj co u Ciebie.Albo zaraz, jadłaś coś? - wszystko wypowiedział bardzo szybko.
Chyba serio mega się cieszył na mój widok.
Pokręciłam przecząco głową i lekko się uśmiechnęłam.
- Świetnie, nie było cię u mnie przez ponad 2 tygodnie, a ty przychodzisz tylko dla mojego śniadania - zaśmiał się.
- Niee, no co ty.Nie tylko.
- Powinnaś sobie wynająć kucharkę.
- Ale po co mam tracić pieniążki, skoro w każdej chwili, kiedy jestem głodna mogę przyjść do Ciebie? - powiedziałam przymilnym głosem.
- Dobra siadaj i jedz - mówiąc to dał mi talerzyk z tortillą.
- Mmm pycha.
- Opowiadaj jak leci Lipliś.
- Emm fajnie.
- Może jakoś rozbudujesz swoją wypowiedź? - zaśmiał się.
- Jak pies je to nie szczeka, bo mu miska ucieka - posłałam mu buziaczka w powietrzu.
- A od kiedy ty psem jesteś?
- Od kiedy pamiętam.
- O w ogóle to nie zechciałabyś ze mną pójść do kina jutro wieczorem?Miałem iść z Anto, ale coś jej wypadło.
- No pewnie.Z tobą zawszę.O której?
- 17 będę u Ciebie.
- Super.
Cieszyłam się, że gdzieś razem wyskoczymy.Nawet bardzo.
- A teraz przydałoby się może trochę pobiegać co?
- Zdecydowanie, chodź lecimy.
Podczas biegu dużo rozmawialiśmy.Naszym głównym tematem niestety był Ney, ale doskonale rozumiałam, że Leo też chciał coś o tym wiedzieć.W końcu mówiliśmy sobie o wszystkim.No właśnie, o wszystkim.Trochę głupio mi było, że on nawet nic nie wiedział o tym, że ktoś próbuje mnie zabić.Próbowałam sobie jednak wmówić, że to inna sytuacja, że to po to żeby się nie martwił, ale było ciężko.Już Neya musiałam na to skazać, a napewno nie było mu łatwo z myślą, że coś może mi się stać.Już po samej jego reakcji można było to stwierdzić.A Leo?On zamartwiał by sie tak samo.Dniami i nocami.Posiedzieliśmy jeszcze trochę w parku, a potem musiałam się już zbierać.Miałam sporo do ogarnięcia w domu, po tej idealnej pobudce.
- Będę już spadać - uśmiechnęłam się.
- Już??Myślałem, że dzisiaj to już na cały dzień Cię zaklepie.
- Chciałabym, ale jestem umówiona z Bartrą i jego siostrą.Dzisiaj przyjechała, nikogo tu nie zna i pierwszą osobą do nowej znajomości jestem ja - zaśmiałam się.
- A to co innego - również się zaśmiał.
- Za to jutro jestem twoja - dalej się śmiałam, a on razem ze mną.
- Trzymam Cię za słowo.
Pożegnałam się z piłkarzem ciepłym przytulasem i poszłam, a raczej pobiegłam do domu.Tam czekał na mnie mój kochany psiak, którego nakarmiłam.
- Co Syri?Może wybierzemy się na jakiś spacerek? - mówiłam głaszcząc go.
Pies tylko znacząco zaszczekał i zamerdał ogonem.Od rezu wiedziałam, że odpowiedź brzmi "Tak".
- Dobra, ale potem pomagasz mi sprzątać.
Pospacerowaliśmy po dworze, a po powrocie zabrałam się za porządki.Mój towarzysz zamiast mi pomagać, wywalił wszystkie moje ubrania z szafy na podłoge.Co więcej wysypał mi na głowę całe pudło ścinków papieru, które nawet nie wiem skąd się tam wzięły.No teraz to sobie i pozamiatam.Uporałam się z tym wszystkim całkiem szybko, bo w nie całą godzinkę.Przebrałam się w jakieś wyjściowe ciuszki i przed przyjściem rodzeństwa postanowiłam 'obczaić' siostrę mojego kolegi.Wpisałam w necie "Chrissy Bartra" i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nie znalazłam jej ani na fejsie ani na IG ani nigdzie indziej.Z mojego poszukiwania wyrwał mnie dzwonek do drzwi.Byłam pewna kto to, więc wyłączyłam laptopa, zgasiłam światło i zabrałam telefon.Za drzwiami nie spotkałam jednak spodziewanych gości, a Neymara.
- Hej, zaskoczona? - zaśmiał się.
- No nie powiem.
- Marc kazał mi po Ciebie przyjść oni czekają już przed jego domem, my do nich dołączymy i lecimy na miasto.No ruszaj się, bo Ci pomogę!Albo w sumie, pomoge ci.
Zarzucił mnie na plecy jak worek ziemniaków i pobiegł ze mną w kierunku domu Bartry.
- Jesteśmy - powiedział stawiając mnie na ziemię.
Usłyszałam wtedy śmiech dziewczyny.
- Chrissy Welow - przedstawiła się podając mi rękę.
Co?Welow?Jaka Welow...przecież to siostra Bartry.No nic, teraz nie będę pytać dlaczego mają inne nazwisko.To raczej mało taktowne.
- Liplit Sejfl.
- Dobra, wszyscy już się znają to teraz lecimy na miasto - oznajmił brat nowo poznanej dziewczyny.
Pokazaliśmy jej pobliskie sklepy, galerie, restauracje i tak dalej.Dla zorientowania się.Zobaczyła też stadion, na razie tylko z daleka bo jest zbyt późno aby go zwiedzić, ale to się nie długo zmieni.Spacerowaliśmy po centrum miasta w doskonałych humorach krzycząc na całe gardło "Visça el Barça".Ludzie patrzyli na nas krzywym wzrokiem, ale nam to nigdy nie przeszkadzało.Powiem szczerze, że Chrissy przypadła mi do gustu.Była taka w moim typie.
- Teraz czas na jakiś fajny klub, w końcu też musisz wiedzieć gdzie można się dobrze bawić.
Weszliśmy do najbliższego klubu, gdyż chłopaki stwierdzili, że można by trochę pobalować.My oczywiście nie miałyśmy nic przeciwko.Po długotrwałym tańczeniu zostawiłam całą trójkę na parkiecie, a sama poszłam do barku.
- Sok pomarańczowy poproszę.
Po chwili przysiadł się do mnie jakiś facet.
- Zamówić Ci coś?
- Nie dzięki, dobrze u mnie z hajsem -
odpowiedziałam.
- To może chociaż zatańczymy?
- No okej.
W sumie dlaczego nie.Przyszłam się dobrze bawić to zatańczyć z nim mogę.
Wszystko było fajnie, dopuki ręce tego typa nie znalazły się na moim tyłku.Odciągnęłam jego dłonie i chciałam tańczyć dalej, jednak ten szedł w zaparte.
- Wiem, że tego chcesz - wyszeptał mi do ucha i zaczął obmacywać.
W końcu udało mi się go odepchnąć.Po tym poczułam mocne uderzenie na moim policzku.
- Przeproś ją skurwysynie! - krzyknął Neymar i przyłożył mu z pięści w twarz.Jego aż odrzuciło w stronę Marca, od niego automatycznie też dostał.Okładali go tak na zmiane, a mnie uspokajała Chris.
Ochrona oczywiście od razu zareagowała i byliśmy zmuszeni opuścić klub.Trochę słabo, że Chrisi już pierwszego dnia pobytu tutaj musiała patrzeć na coś takiego.
- Już dobrze mała - przyciągnął mnie do siebie Ney i przytulił chyba jak najmocniej tylko mógł.

*Neymar*

Po całym tym wydarzeniu poszliśmy do domu Marca.Najlepiej byłoby gdyby Liplit poszła spać.Dlatego położyłem się obok niej na kanapie w salonie i czekałem aż zaśnie.Trochę to potrwało, ale w końcu usnęła.Była już 3 nad ranem, a ja musiałem wracać do domu.Delikatnie zdjąłem z siebie głowę dziewczyny i jak najciszej wyszłem z pomieszczenia.
- Ja muszę już jechać, mam odwieść Rafę na lotnisko - oznajmiłem Marcowi.
- Zasnęła?
- Tak.
- To widzimy się jutro na treningu, siema stary.

*Liplit*

Kiedy się obudziłam Neya już nie było.Spojrzałam na zegarek, 10:38.Okej, trzeba wstać, tymbardziej że nie jestem u siebie.Poszłam do łazienki, szybko się ogarnełam i poszłam so kuchni.Tam siedział i pił kawę Bartra.
- Nie ma Neya?
- O wstałaś.Musiał odwieść Rafaelle na lotnisko.Zmył się jakoś w nocy.
Stwierdziłam, że zrobie mu poranną wizytę.
- Dzięki, pójdę do niego.
- Nie zostaniesz na śniadanie?
- Nie, dziękuję.Skoczę jeszcze do Chrisi.Wstała już?
- Tak, była tu.Także wstała.
Pobiegłam na górę, żeby się pożegnać.
- Hej mała, ja już spadam.
- Już?No jak to?Myślałam, że sobie jeszcze pogadamy czy coś - powiedziała z lekkim smutkiem.
Polubiłam tą dziewczynę, więc szybko coś wymyśliłam, aby poświęcić jej dzisiaj trochę czasu.
- Tak wyszło, ale zabierz się razem z Marciem na trening chłopaków, ja też wpadnę.Pogadamy i przy okazji zobaczysz jak grają.
- Idealnie, to do zobaczenia bejbe.
Uścisnęłyśmy się mocno i znowu zbiegłam na dół.
- Cześć piłkarzyku! - krzyknęłam na odchodnę.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi gdyż byłam już na zewnątrz.Zahaczyłam jeszcze o swój dom, żeby się w coś przebrać i przespacerowałam się do mojego celu.
- Dzień dobry.Niezapowiedziana wizyta - powiedziałam z uśmiechem po wejściu do mieszkania.
- Kogo ja widzę!No powiem Ci, że całkiem szybko wstałaś jak na Ciebie - zaśmiał się.
- Widzisz ja też potrafię.
- A ja zaraz muszę jechać na trening skarbuś.
- A ja jadę z tobą - oznajmiłam wskakując mu na plecy.
- A kto tak powiedział? - droczył się ze mną.
- Ja, a ty mnie tam zabierzesz - dałam mu całusa w policzek.
- Skoro tak to masz tu klucze, wskakuj do samochodu, a ja pójdę po torbę i zaraz do Ciebie zchodzę.
- Tak jest! - zasalutowałam i pobiegłam do auta.
Nie musiałam długo czekać na mojego kierowce.Rozsiadłam się na przednim siedzeniu, włączyłam radio i zaczęłam śpiewać.
- Nie za wygodnie Ci? - zaśmiał się.
- Nie, a tobie? - powiedziałam obojętnie.
Ten tylko uśmiechnięty pokręcił głową.
Wyobraźcie sobie jak musiało mu się jechać wysłuchując przez całą drogę mojego wycia.Niee to nie mogło być przyjemne.Wierzcie mi.Ale co poradzę, że tak lubię.
- Wieczorem przychodzisz do mnie, musimy pogadać.
- Jestem umuwiona z Leo, do kina.
- W takim razie po kinie.
- Musi być dzisiaj?
- Musi.
Zastanawiałam się trochę o czym on chcę ze mną rozmawiać, że to takie pilne i nie może nawet poczekać do jutra.Ale chyba nie będzie do nic strasznego, przynajmniej taką mam nadzieję.
Na parkingu akurat wysiadali Welow i Bartra.Chłopaki zamienili kilka słów, a my od razu pobiegłyśmy na stadion.

*Neymar*

- Trzeba je pilnować co?
- Czuję się jakbym zamiast dziewczyny miał małe dziecko - zaśmiałem się.
- Małe dziecko, o które cały czas trzeba się troszczyć co? - także się zaśmiał.
- Dokładnie.

*Liplit*

Podczas treningu chłopców dużo rozmawaiałyśmy, zrobiłyśmy sobie sporo zdjęć, które później znalazły się na różnych portalach społecznościowych, oprowadziłam ją po stadionie, no i przedewszystkim jeszcze bliżej ją ppoznałam.Czy mówiłam już, że bardzo się polubiłyśmy?Jeśli tak to nówię to drugi raz, a jeśli nie to teraz już będziecie wiedzieć.
- Ej laski!Zchodźcie na dół - krzyknął do nas Marc po zakończeniu treningu.
Obie zerwałyśmy się z krzeseł i zbiegłyśmy do piłkarza.
- Zwijamy się.Panna Sejfl do samochodu da Silvy, a Pani (tu zwrócił się do siostry) ze mną.
Szybko odszukałam jeszcze Messiego i oznajmiłam, że za góra godzinę u niego będę, a następnie poszłam do Neymara, który już na mnie czekał.
- Jedziemy?
- Jedziemy.
- Jedziesz do mnie czy mam Cię odwieść do ciebie? - zapytał w takcie drogi.
- Do mnie.
- Okej to jedziemy do mnie.
- Znaczy do ciebie - zaśmiałam się.
- Trzeba było tak od razu - także się zaśmiał.
Dlaczego on musi tak sobie ze mnie żartować.
Po powrocie do domu szybko wskoczyłam w czarną, zwiewną sukienkę z ćwiekami, założyłam trampki, rozpuściłam włosy i lekko je podkręciłam.Na koniec zrobiłam delikatny makijaż i zaraz byłam u Lio.Mieliśmy jeszcze prawie 2 godziny do seansu i postanowiliśmy je wykorzystać na pójście na kręgle.To był perfekcyjny pomysł!Wygrałam z nim jak należy.Co jak co, ale w kręglach byłam dobra.
Kupiliśmy popcorn oraz cole i weszliśmy na sale.Film był nienajgorszy, aczkolwiek widziałam lepsze.Jednak w dobrym towarzystwie i pierwsze, lepsze badziewie będzie do przeżycia.Po wyjściu z kina zostałam poinfornowana o tym, że Leo wyjeżdża na 2 tygodnie do Argentyny, aby odwiedzić rodzinę razem z Anto.
Mamy do siebie dzwonić codziennie, conajmniej dwa razy dziennie.Zostałam przez niego odprowadzona pod sam dom Neymara, gdyż stwierdził, że jest zbyt ciemno i sama iść nie będę.Kochany jest, taki mój starszy braciszek, który nigdy nie oszczędza mi swojej troski.
Teraz czekała mnie "rozmowa".Stałam przed drzwiami i zastanawiałam się o czym to ona będzie.
- Wchodź - zaprosił mnie do środka Ney.
Napiliśmy się herbatki takiej jak lubię, a potem usiedliśmy na kanapie.
- A więc o czym to chciałeś rozmawiać? - spytałam wesoło.
- Usiądź.Bo..chodzi o tą sytuację w klubie.Po tym jak on Cię dotykał i uderzył ty szybko nie mogłaś dojść do siebie..nawet w nocy dalej cała się trzęsłaś i nic nie mówiłaś.Wybacz, że zabytam w prost, ale..czy ktoś Cię kie..
- Nie, nikt mnie nigdy nie zgwałcił jeśli o to Ci chodzi - podniosłam się z siedziska i skierowałam do drzwi.
Nie chciałam o niczym takim rozmawiać.A już napewno nie dzisiaj.
- Jesteś zła, że Cię o to zapytałem tak? - zapytał zmylony z tropu.
- Nie, po prostu chcę już wrócić do domu.Cześć.
- Poczekaj, odwiozę Cię.
- Nie dzięki, przejdę się.
- Wsiadaj do samochodu i nie gadaj tyle - powiedział otwierając mi drzwi.
Chyba nie miałam wyjścia.
Przez całą drogę nikt się nie odezwał.Panowała głucha cisza.Taka, jakiej nienawidzę.
Pod domem od razu, wyszłam z auta i skierowałam się ku mojej willi.Poczułam lekki uścisk na moim nadgarstu, odwróciłam się i zobaczyłam te idealne oczy chłopaka, który darzy mnie tak wielkim uczuciem, ale czasem o tym zapominam.
- Wiesz, że mi możesz o wszystkim powiedzie?.
Spojrzałam na niego i bez słowa poszłam do siebie.


-------------------------

I o to 10 rozdział.Jak wrażenia?Jak myślicie dlaczego siostra Marca ma inne nazwisko?
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.Miałam dodać go wcześniej, ale kończyłam go tak i kończyłam i nie mogłam skończyć. :D Zawsze musiało mi coś wypaść.Mam nadzieję, że wybaczycie :)

13 komentarzy:

  1. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny ❤❤❤ zapraszam do siebie ;)
    http://amoryamistad.blox.pl/2016/03/Rozdzial-27-Tell-me-black-or-white-what-colour-is.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Idealny <3 i jeszcze taki dłuugi *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje opo jest genialne! :)♥ informuj mnie na bieżąco o nowych rozdziałach :) napisałam na asku w pytaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez przesady :)❤ a co do pytania, dotarło.Będę informować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku błagam ja chcę już następny :( <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, kiedy nowy rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz :)