Z samego rana byłam umówiona z Chrissy na kawę.Wskoczyłam w pierwsze lepsze buty i wybiegłam.Dopiero w połowie drogi zorientowałam się, że nie zamknęłam domu.Często mi się to zdarza, ale zdecydowanie żadziej mi się o tym przypomina.Że mnie jeszcze nikt nie okradł..Weszłam po klucz i zastałam bardzo miłą niespodziankę.Jaka szkoda, że to tylko sarkazm.
- Em..Cześć mamo.. - wykrztusiłam z siebie.
- Cześć córciu!Już myślałam, że Cię nie ma.Co ty domu nie zamykasz? - powiedziała wyraźnie uradowana.
- Y tak wyszło, ale co ty tu robisz?
- Jestem, po prostu jestem.Tata i Nadia ze swoim nowym chłopakiem też tu są.Znaczy w Barcelonie.Wszystko ci opowiemy, jak przyjdziemy na obiad.Teraz tylko tak wpadłam.
- Obiad?Jaki obiad?
- No chyba mi nie powiesz, że nas do siebie nie zaprosisz?!
- E tak, jasne.
- To widzimy się koło 13.No ładnie się tutaj urządziłaś, ładnie - dodała i wyszła.
Co to miało znaczyć?Skąd ona się tu wzięła?A raczej oni.Już bym się prędzej ducha spodziewała.Od kąd tu mieszkam jeszcze ani razu mnie nie odwiedzili, a tu proszę.
Kurde!Przecież ja już jestem spóźniona!Wyleciałam z mieszkania jak poparzona i popędziłam w stronę kawiarni.Znowu nie zamknęłam drzwi, ale teraz już nie miałam zamiaru się wracać.Po pierwsze nie mam już czasu, a co już mówiąc o tym ile bym się spóźniła jak bym się teraz wróciła.A po za tym, może znowu zechce mnie nawiedzić jakiś tajemniczy gość.
- Hej!Wybacz spóźnienie, ale tak wyszło, że..
Co?!Przecież tu nikogo nie ma?!Pusty stolik i krzesła, a ja gadam jak idiotka nie wiadomo do kogo.Rozejrzeć się można i zobaczyć jak ludzie się na mnie patrzą.Chyba zrobiłam głupią mine, bo sama to poczułam.Usiadłam i zadzwoniłam do koleżanki.
*rozmowa telefoniczna*
- No gdzie ty jesteś??
- Co?Jakie jesteś?Jesteśmy umówione na 10, a jest dopiero 9:12.
- Na 9!Na 9 byłyśmy umówione! - mówiłam niedowierzając.
- Marc chyba jednak dobrze mówił z tym, że jesteś nieźle zakręcona - usłyszałam śmiech z drugiej strony.
- Nie no znowu..? - złapałam się za głowę.
- Dobra ja zaraz do Ciebie przychodzę - dalej się chichrała.
Ja już po prostu nie wierzyłam w swoje umiejętności.Przez ten czas który mi został mogłabym tak jeszcze z tysiąc razy nie zamknąć drzwi, wrócić się, znowu nie zamknąć i tak w kółko.W końcu może bym i zamknęła.
- Siemka kręciołku - powiedziała wreszcie osoba, na którą czekałam.
- Hej, hej.
Przywitałyśmy się i zamówiłyśmy dwie kawy i ciastko.
- A więc myślałaś, że umuwiłyśmy się na 9. - w tym momęcie dziewczyna zajrzała pod stół.
Co ona robi?Zdziwiłam się trochę, ale kto co lubi.
- To prawda, że zdarza Ci się założyć dwa inne buty?
Teraz już wiedziałam po co to zrobiła..
- A, tak.Czasami.
- Wszystko okej?Jesteś jakaś zamyślona - spytała.
- Eee tak!W pożądku - zaśmiałam się strasznie nienaturalnie.
Sywierdziłam, że to byłoby błędem gdybym powiedziala o przyjeździe swoich rodziców.Bo chwila, ja jej praktycznie nie znam.Po za tym, po co to jej.
Po kawie poszłam razem z Chris do domu jej brata.
- Cześć.
- Hej - dał mi buziaka w policzek.
- Myślałem, że trochę dłużej was nie będzie.Soku?
- Poproszę.
Usiedliśmy we trójkę przy stoliku i piliśmy bananowy nektar.
- Co mogę zrobić na obiad? - zapytałam po chwili.
- Co?! - krzyknął wypluwając sok na koszulkę. - Ty?!Na obiad?!
- No tak...
- Czyli gotować też nie umiesz - zaśmiała się Welow i poszła do kuchni umyć szklanki.
- Marc, przyjechali moi rodzice.
- Jak to?Tutaj?
- Mhm.
- Po co?
- Nie mam pojęcia.Tak czy inaczej wprosili się dzisiaj do mnie na obiad.A ja..no sam rozumiesz.Kanapkami ich przecież nie poczęstuję.
- Raczej nie.Nie no spoko, wbijamy do Ciebie z Chrissy i coś się ogarnie.
Uśmiechnęłam się na jego słowa.
Lekko przed godziną 13 rodzeństwo poszło do siebie, zostawiając mnie na pożarcie swojej rodzinie.Pewnie to dla was dziwne, ale odczuwam dużo większy stres przed spotkaniem z rodzicami niż z kimś zupełnie mi obcym.A niby w rodzinie mamy się czuć swobodnie.Równo 13:04.Już są.Czarne audi podjechało pod mój dom.Tata, mama i Nadia kierowali się do mojego domu, a za nimi jakiś chłopak.To pewnie ten chłoptaś mojej siostry jak mniemam.
Rodzice weszli do mieszkania, przywitałam się też z siostrą, a za nią...O Boże...Nie, Liplit.Masz zwidy, zwykłe omamy czy jakieś tam inne.
- Cześć - powiedział wysoki brunet.
A więc moja siostra chodzi z moim byłym.Czy ja jeszcze żyje, czy może już nie?Podeszłam do blatu, wypiłam całą butelkę wody, zgniotłam opakowanie i dopiero wtedy mogłam funkcjonować dalej.
- Bardzo smaczne, sama przygotowałaś? - zapytała mama w trakcie spożywania posiłku.
- Yyy...yhyyy - wymamrotałam wyrwana ze swoich przemyśleń.
- To znaczy nie!Nie sama! - krzyknełam po jakiś 5 minutach przerwy.
- Ale co? - zapytała zdziwniona.
- Nie już nic, nie ważne.
Następne kilkanaście minut ciszy, tylko z lekkim odgłosem stukania sztudźcy o talerze.
- Długo już jesteście parą? - zadałam pytanie trochę od niechcenia.
- Już 4 miesiące - uśmiechneła się w stronę Majcela i chwyciła go za rękę.
- Dzieciaki teraz będą tu mieszkać, w Barcelonie.Całkiem nie daleko.Są razem tacy szczęśliwi.
Nie no bomba!Jeszcze ich mi tu brakowało!Mało jest miast na świecie, żeby akurat tutaj mieszkać?!To właśnie chciałam powiedzieć, ale skończyło się na czymś mniej drastycznym.
- Fajnie.
Po skończeniu dania głównego zaprosiłam gości na taras, a sama poszłam zmyć naczynia i przygotować deser.
- Niezła willa kotku - powiedział Majcel przychodząc do mnie do kuchni.
- Kotku?Kotka to masz na zewnątrz.
- Wiesz, po twoim wyjeździe musiałem znaleźć sobie trochę słabszą wersje Ciebie.
- Tak?I tą słabszą wersją jest akurat moja siostra?
- W zasadzie w niczym Cię nie przypomina..ale jak to się mówi, lepszy rydz niż nic, co? - musnął mnie delikatnie po policzku.
Zaraz zabrałam jego dłoń i wykręciłam mu rękę.
- Popierdoliło Cię?!
- Nie pierdole się z pierwszym lepszym, w przeciwieństwie do niektórych.
Wyszłam z pomieszczenia i poszłam do reszty.Okazało się, że na deser już nie zostaną.
- Widzę, że nie chcesz być grzeczna, trzeba będzie Cię postawić do pionu - szepną mi do ucha chłopak, gdy wychodzili.
Było już sporo po 15, kiedy opóścili moje mieszkanie.
Nie miałam co ze sobą zrobić, więc wzięłam telefon i zadzwoniłam do Messiego.
*rozmowa telefoniczna*
- Cześć kuchareczko.Stało się coś, że dzwonisz?Rozmawialiśmy już dzisiaj rano dobrą godzinę, po za tym jutro wracam.
- Nie..tak tylko dzwonie.
- A to jak tak to ja zadzwonie jakoś pod wieczór, bo właśnie idziemy z rodzicami na spacer.
- Jasne, okej.
Nie było już żadnej odpowiedzi, gdyż Leo się rozłączył.
Poskakałam chwilę po kanałach i zaczęłam oglądać jakąś mało śmieszną komedię, tak dla zabicia czasu.Przerwał mi dzwonek do drzwi.Nikogo się nie spodziewałam i za nim otworzyłam zerknęłam przez 'lupkę'.W prawdzie nigdy tego nie robiłam, ale ostatnio musiało wejść mi to w nawyk.Zerknęłam i ujrzałam Nadie.Dziwne, tym bardziej, że przed chwilą u mnie była.
- Nie miałam co robić w domu, rodzice na mieście, Majc poszedł do jakiś tam kumpli, którzy że to się też nie dawno wprowadzili.Także pomyślałam, że wpadnę jeszcze do Ciebie.Mało gadałyśmy.
- To wchodź - wskazałam ręką na korytarz.
- Oglądam jakąś słabą komedię.Możesz się dołączyć.
- Nie moje klimaty, ale niech leci w tle.
- A.
Nigdy nie mogłam się z nią dogadać.Niby miała sporo przyjaciół i ciepło o niej mówili, ale jakoś ja nie potrafiłam znaleźć u niej tych wszystkich zalet, które żekomo miała posiadać.
Tradycyjnie zapadła cisza.Fajna siostrzana pogawentka no nie?Postanowiłam wykorzystać sytuacje i powiedzieć jej, że jej chłopak tak na prawdę wcale jej nie kocha tylko wziął ją sobie po prostu jako tak zwaną wersje zamienną.Musi wiedzieć.
- Ty jesteś chora!Zawsze to wiedziałam!Nie możesz się zwyczajnie pogodzić z tym, że nie jesteście już razem!
Aani trochę nie zdziwiłam się jej reakcją.Ba!Byłam pewna, że właśnie to usłyszę.Nawet najlepszej kumpeli by tak odpowiedziała, a co już mówiąc o mnie.
Nie miałam już jak kontynuować wyjaśnień, ponieważ zakochana lalka sobie poszła.Cóż, niech żyje w błędzie, a potem kona z bólu.Live is brutal. (I ten mój perfect English)
Mój idealny rozmówca mnie opuścił, tak więc musiałam nacieszyć się tą marną i żałosną komedią.
*Neymar*
Siedzieliśmy z Alvesem na kanapie grając w Fifę i nie mieliśmy absolutnie, żadnego pomysłu na wieczór.W końcu jakiś plan się znalazł.Robimy imprezę.
- No to Dani, obdzwoń wszystkich, ja zamawiam pizze i pruje po alko.
- Tylko nie żałuj.Mam zamiar się nieźle schlać.
- A u kogo są zawsze najlepsze melanże?
- U NEYMARA! - krzykneliśmy obaj.
Po godzinie wszystko już było jak trzeba.Nawet kolorowe baloniki kupiłem.Łooł jak szaleć to szaleć.Weźmy pod uwagę to, że mam mało pieniędzy, a taki balonik to dla mnie olbrzymi wydatek.No przecież tak jest, nie inaczej.
- No i jest moja dama! - krzyknąłem na widok wchodzącej Liplit w czarnej, krutkiej sukience.
- Nie mam ochoty na imprezę.Daj mi jogurt i idę na górę. - powiedziała oschle rzucając torbę na fotel.
- No to się pobawiłem.. - szepnąłem do Alvesa i rzuciłem dziewczynie jogurt pitny.
- Co jest? - zapytałem dziewczyny już u siebie w pokoju.
- Gówno jest!Przynieś mi drugi jogurt i wywalaj.Jak będę chciała to zejdę.
Jak kazała tak zrobiłem.Wcale nie czułem się odtrącony ani nic, trudny charakterek i tyle.
-Jest nasz gospodarz! - krzyknął ktoś z tłumu.
- Już do was schodzę tylko skocze jeszcze do mało dzisiaj zabawowej Sejfl.
- Co ty?Sejfl dziś odpada?Nie wieżę...
- No widzisz.Coś jej odbiło chyba.Laski..
Wręczyłem jej następny napój i chciałem ją namówić, żeby zeszła ze mną, ale bezskutecznie.
- Idź już!
- Dobra...już się nie dżyj..idę, idę.
Nie można zbędnie denerwować wściekłego zwierza.Dlatego dla własnego dobra zostawiłem ją w spokoju.Z moją dziewczyną nie było szans się dziś bawić, więc postanowiłem potańczyć z innymi dziewczynami.
- Oo zeszła nasza maruda - podszedłem do Liplit zostawiając dwie blondynki.
- Tylko po telefon.
- Ej chciałem zatańczyć z tą ślicznotką - objąłem ją w pasie z myślą, że może się uda.
- Masz tu dużo ślicznotek, jedna mniej żadna strata.
Wbiegła na schody i już jej nie było.
- Co jej jest? - zapytał Ter Stegen.
- Nie mam pojęcia, odwaliło jej coś i tyle.
- Odwaliło...ty już trochę zpity jesteś.Nie ma co gadać.
Wróciłem do zabawy i stwierdziłem, że przynajmniej na razie nie ma co się tym przejmować.Miałem olbrzymią ochotę na tę impręzę.
- Kurde wróciłem raptem dzień wcześniej a tu już potańcówa - śmiał się.
- O Leo!Już wróciłeś!Cześć stary - od razu podbiegłem do kumpla.
- To co, chyba nie mam innego wyjścia tylko do was dołączyć.
- Masz racje, nie masz innego wyjścia.
- Ludzie!Messi przyszedł! - krzyknąłem do wszystkich.
- Liplit nie ma? - zapytał, kiedy już trochę rozejrzał się po otoczeniu.
- Jest, na górzę.Jakaś nie w sosie dzisiaj.
*Liplit*
- Cześć Lipliś - uśmiechała się do mnie jedna z moich ulubionych twarzy.
- Leo!Miałeś być jutro!
- Spodziewałem się, że rzucisz mi się na szyję, zaczniesz witać czy coś.A tu tylko "Miałeś być jutro!" - przedrzeźniał mnie.
W tym momęcie podbiegłam do niego i obwiesiłam się na jego szyji.Dokładnie tak jak chciał.
- Zostajesz na imprezie?
- Co ty.Zmęczony trochę jestem, zaraz spadam do domu.A co już się humorek poprawił?
- Na twój widok?Zawsze!
- Dobra, a tak serio.Co jest?
- Nic, po prostu nie miałam ochoty na impre.
- Ty?Ty??No tego to mi nie wmówisz słońce.Coś z Neyem?
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc?
- Nie no nie będę Cię już dzisiaj męczyć idź i połóż się.
- Bez przesady, nie jestem aż tak zmęczony.
- Serio.Idź się wyśpij, a jutro ci wszystko na spokojnie opowiem.
- No dobra.Tulko się nie wykręcaj!
- Jasne, jasne - zaśmiałam się.
- W takim razie jutro dam znać, a jak coś to dzwoń.
- Ookej.
- Skocze jeszcze na chwilę do chłopaków, bo im obiecałem i znikam.Dobranoc.
- Kolorowych.
Kiedy wszyscy opuścili dom Neymar przyszedł do swojego pokoju i usiadł koło mnie.
- Co Ci odpierdala skarbie?
Widać było, że był już nieźle wstawiony.
- Nie masz już z kim pić?
- Niestety.Wszyscy mnie opóścili.Do tego tobie się jeszcze w głowie poprzewracało.
- Zamknij się wreszcie!
- O co Ci chodzi?Co okresu dostałaś?
- Żebyś ty zaraz okresu z nosa nie dostał!
- Dobra no..już..przepraszam.
- Zrób coś ze sobą i odezwij się jak wytrzeźwiejesz.
Nie miałam ochoty z nim dłużej rozmawiać, dlatego zabrałam swoje rzeczy i poszłam do siebie.Było już koło trzeciej.Zrzuciłam szpilki i w ubraniu rzuciłam się na łóżko.
- Cześć - usłyszałam głos, kiedy otwierałam oczy.
Na moim łóżku, obok mnie siedział Ney.Tak ten Ney, który wczoraj denerwował mnie samym sobą.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
Znowu widziałam ten cudowny wzrok, którym zawsze na mnie patrzył.
- Przepraszam.Wczoraj za dużo wypiłem, a sama wiesz jak to czasem jest jak się trochę zanadto pobaluje.
- W pożądku.Ej czekaj czy ja znowu nie zamknęłam drzwi?! - złapałam się za głowę, a Neymar się zaśmiał.
- Tym razem nie było tak źle, po prostu zostawiłaś u mnie zapasowe klucze.
- Tak źle i tak niedobrze - powiedziałam cicho, a ten dalej się śmiał.
- Z czego się śmiejesz?!
- Z Ciebie - posłał mi buziaka i nie przestawał się chichrać.
- W ogóle, która jest godzina?
- W półdo czwartej.
- Co??Już tak późno???
- Mhmm.
Zerknęłam na telefon i nie było żadnego połączenia od Leo.Za to miliony sms'ów od Majcela..Skąd on ma mój numer?Y..no tak głupia jestem.Przecież chodzi z moją siostrą.
- Okej?
- Co?Tak.A czemu miałoby być nie okej?
- Nie wiem, patrzysz tak w ten telefon jak byś widmo zobaczyła.
- Haha aż tak fatalnie?
- Wybacz mała, ale musze iść.
- Wybaczam.Trening?
- Nie, już dzisiaj miałem.Muszę podpisać pare papierów.
- Okej, leć - uśmichnęłam się.
- A i wstaw kwiaty do wazonu - powiedział w wejściu.
- Jakie kwiaty?
- W kuchni.No i wazon powinien być z wodą.
Zrobiłam tak zwanego face palma.
- No co ty??
- Tak tylko powiedziałem...
Po wyjściu chłopaka stwierdziłam, że przydałoby się zadzwonić do Messiego, bo dziwne, że sam jeszcze nie dryndnął.Nie odebrał ani jednego mojego telefonu.Wzięłam prysznic, przebrałam się w ciuchy na dzisiaj, zmyłam wczorajszy makijaż, zrobiłam nowy i zeszłam do kuchni.Na stole stał największy bukiet róż jaki kiedykolwiek widziałam.Co prawda nie lubiłam kwiatków, ale tak czy inaczej mnie zaskoczył.Włożyłam bukiet do wazonu (z wodą oczywiście) i w środku zobaczyłam karteczkę.
"Cichy wielbiciel ~ NJR"
Mmm mam wielbiciela.
Zjadłam jakieś małe śniadanko w stylu jogurt, pokręciłam się trochę po domu, a telefonu od Lio tak nie było i tak nie było.
Dobra, dosyć czekania.Sama do niego pójdę.Zobaczyłam go przez okno oglądającego telewizję.Telewizja lepsza niż ja?Zapukałam w szybę, a potem weszłam do środka.
- Nie odzywałeś się, więc sama musiałam zrobić Ci najście - wyszczerzyłam szereg swoich ząbków.
Co jak co, ale dzisiaj byłam w doskonałym nastroju.Nie jestem jednak pewna czy na długo.
- Możesz mi powiedzieć co zrobiłem źle, że nie miałaś do mnie dość zaufania żeby mi powiedzieć?! - krzyknął
- Ale o czym...?
- O no może o tym, że ktoś próbuje Cię zabić?
- Skąd..
- Nic trudnego.Wystarczy pijany Neymar i pijany Bartra.Co takiego zrobiłem??Zawsze mówiłaś mi o wszystkim!O wszystkim, a teraz co?Im powiedziałaś, a ja już chyba faktycznie poszedłem w odstawkę.
- Leo nie mów tak..
Poczułam się okropnie.To nie miało tak wyjść.Przecież to nie dlatego, że mu nie ufam.Ufam mu bezgranicznie, tak jak nikomu innemu, ale ja nie chciałam go martwić, w jaki kolwiek sposób narażać.
- To nie jest tak!Mam do Ciebie pełne zaufanie, wiesz o tym!A to że Ney i Marc wiedzieli to zupełnie inna sprawa.Bartra uratował mi życie przed nimi, a Neymar dowiedział się właściwie przypadkiem.Nie chciałam Ci mówić, bo wiedziałam, że będziesz się martwił, że.. - nie mogłam dokończyć bo zaczęłam płakać jak oszalała.
- Ciiiii..już dobrze, nie płacz - przytulił mnie i zaczął uspokajać.
- Nie wiedziałem, pomyślałem sobie, że może straciłaś do mnie zaufanie.
- Chyba żartujesz.Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
- Ale musimy coś z tym zrobić, nadal grozi Ci niebezpieczeństwo.
- Marc załatwił mi ochrone.Ma jakiś kumpli gliniarzy.
- Gliniarzy...
- Coś nie tak?
- Nie, nie dlaczego.
- Teraz mi lepiej powiedz co się wczoraj stało.
Powiedziałam mu wszystko, o przyjeździe rodziców, o tym, że mój były jest z Nadią, wszyściutko.
- A twoja siostra mu wierzy...
*3 godziny później w mieszkaniu Neymara*
- Kumple gliniarze? - skierowałem się do Marca.
- A co miałem zrobić?
- Dobra ty się teraz zamknij, ale ty Ney?!Tak chcesz budować związek?!Kiedy wy zamierzacie jej powiedzieć?!Albo inaczej, Czy wy w ogóle zamierzacie jej powiedzieć?!
----------------------
Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak późne dodanie rozdziału, ale będę się bronić nawałem nauki.Poprawianie ocen i tak dalej..W ogóle jest tu ktoś? :D Odzywać się, nie gryzę xD A każdy komentarz cieszy jak nie wiem.Jakieś wrażenia?
Buziaczki dla każdego kto czyta :) :*

Super :) bardzo mi sie podoba a końcówka mnie zaintrygowała :)
OdpowiedzUsuńKochanie szybciej dodawaj te rozdziały bo nie mam co czytać a jest super ten blog <3<3
OdpowiedzUsuńPostaram się wreszcie przyspieszyć tępo :D Dziękuję kochana <3
UsuńGad demyt 😍😍😍 Kicia aj lof ju ❤ ~ Madridistka Neymarzete^^
OdpowiedzUsuńMoja najwspanialsza czytelniczka! ❤❤
UsuńO czym mają jej powiedzieć???Boniu boniu pisz następny bo umrę z ciekawości!!
OdpowiedzUsuńPiszę piszę ! :D
UsuńJEJU JEJU!! Kłanie się fanka Liplit&Marc! <3 Liplit maaa być z Bartrą <3 on jej zawsze we wszystkim pomaga, jest dla niej taki dobry i wszystko <3 Chociaż opowiadanie nosi tytuł Neymar&Liplit to ja i tak wierzę w przerodzenie akcji :')
OdpowiedzUsuńWybacz, że pytam, ale kiedy następny rozdz ? :)
OdpowiedzUsuńPostaram się dodać go jak najszybciej :)
UsuńCzekam z niecierpliwością na następny ;)
OdpowiedzUsuńJuż niedługo się ukarzę.Cieszę się, że wpadła nowa osóbka :)
UsuńTrafiłam na Twojego bloga przypadkiem. Opłacało się, tym bardziej, że bardzo lubię czytać blogi o Neymarze. Jest pod wrażeniem. Blog jest super. Ney i Liplit świetna para :) Ciekawe co oni mają jej powiedzieć. Czekam na kolejny. Powodzenia w pisaniu :D
OdpowiedzUsuńJest mi naprawdę bardzo miło, że tutaj trafiłaś, a jeszcze bardziej, że masz ochotę tu zostać.Dziękuję :) ;*
UsuńPuźne dodanie mogę ci wybaczyć kochana , ale zakończenia?! Zakończenia nie wybaczę ci jak w następnym rozdziale tego nie wyjaśnisz 😁 czekam kochana i w międzyczasie chętnych zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńhttp://amoryamistad.blox.pl/2016/04/Rozdzial-32-Ona-jest-ze-snu.html 😉
Ojej...to chyba muszę szykować się na najgorsze..;( Ale spokojnie w końcu Ci to wyjaśnię XD Wpadamy wszyscy! ;**
UsuńSuper! :) czekam na next i zycze wenki :* ;)
OdpowiedzUsuńOo dziękuję! :) ;*
UsuńŚwietny :) Będę czytać dalej <3 Szybciutko next :*
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło :) :*
Usuń