3/02/2016

Rozdział 9

- Halo - usłyszałem cichy głosik, kiedy powoli się rozbudzałem.
- Spałeś na podłodze?
- Yy tak wyszło - mówiłem jeszcze lekko  zaspany.
- Zrobiłam śniadanie.W prawdzie nie jest ono zbyt wykwintne ani nic, bo przecież wiesz, że kompletnie nie umiem gotować, ale się starałam - uśmiechała się.
Mówiła tak jakby w ogóle nie pamiętała wczorajszego wydarzenia.Pewnie nie chciała pamiętać.Z resztą kto by chciał pamiętać o tym, że ktoś próbował go zabić?To chore.O takich rzeczach każdy chce zapomnieć.
- Ogarnij się i przychodź na dół - powiedziała i wyszła.
Słyszałem jeden krok za drzwiami, zatrzymała się, a potem cofnęła.
- Marc...dziękuję - po tym już faktycznie sobie poszła.
Wziąłem szybki prysznic, przebrałem się i zszedłem na śniadanie.W trakcie jedzenia nie chciałem już drążyć tego tematu, ale nie miałem wyjścia.
- Od dzisiaj będziesz miała ochronę.
- Nie chcę.
- Jak to?Musisz..
- Nie chcę!Nie wyobrażam sobie czegoś takiego.Będę sobie spokojnie siedzieć przed telewizorem, a jacyś ludzie będą kręcić się przez cały czas w okół mojego domu, albo zastanawiać się kto mnie odwiedził i czy nie stwarza dla mnie zagrożenia.Marc nie!Po prostu nie!
- Za pierwszym razem niby nic ci się nie stało, za drugim omało co Cię nie udusił, trzeciej próby możesz już nie przeżyć, rozumiesz?
- Rozumiem - odpowiedziała twardo.
- O 11 tu będą.
- Ale..
- Już postanowione - nie dałem jej dokończyć.
- Nie będziesz za mnie decydować!
- Idę na trening.Cześć.
- Obraziłeś się?
- Nie, ale ty nie rozumiesz, że ktoś się zwyczajnie o Ciebie martwi! - mówiąc to opuściłem jej dom.
*Liplit*
Ma racje, nie rozumiem.Kiedy byłam mała to raczej nikt się o mnie nie martwił.Rodzice mieli mnie gdzieś.W zasadzie to dalej mają, ale to taki szczegół.Nikogo nie obchodziło, że źle się czuję, że może czegoś potrzebuję, że męczą mnie ciągłe przeprowadzki...Tak, cały czas zmienialiśmy miejsce zamieszkania.Zarówno dla mamy, jak i dla taty liczyły się tylko pieniądze.Dostali lepszą ofertę gdzieś daleko, to nic.Jedziemy, żeby tylko nie przepóścić okazji.Moje zdanie się nie liczyło.Jak coś postanowili to tak już musiało być.Jeśli chodzi o siostrę, jej to odpowiadało.Lubiła zmiany, no i...kase.Przedewszystkim.Najlepiej taką, dla której nie musiała się napracować.Do dziś żeruje na rodzicach.
Oj, trochę za długie przemyślenia.
Przypomniałam sobie o Neyu.Chciałam mu wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć.W sumie Marca też wypadałoby przeprosić.Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji było złapanie ich na treningu.
Na stadionie spotkałam Shak i Anto, dopingujące swoich chłopaków.Dołączyłam do nich.
- Hej dziewczyny!
- Liplit! - krzyknęły na mój widok i obie mnie wyściskały jak tylko mogły.
Uwielbiałam je.Na ich widok uśmiech sam pojawiał się na twarzy.Media i wszystkie plotkarskie gazety mówią, że to zarozumiałe paniusie, ale to wcale nie prawda.Wystarczy tylko spędzić z nimi trochę czasu i lepiej je poznać.
- Przyszłaś obejrzeć Neymara co? - zapytała Shak z błyskiem w oczach.
- Ee właściwie tak.
Nie chciałam im mówić, że jesteśmy pokłóceni, musiałabym wszystko wyjaśniać, a przy okazji opowiedzieć o swoich prześladowcach.
- W ogóle to świetnie, że Cię widzimy.Dzisiaj wybieramy się na plaże całą ekipą.Miałyśmy do Ciebie zadzwonić, ale skoro jesteś.
- Super, o której?
- Odrazu po treningu.
- W takim razie zajdę jeszcze po rzeczy.
Cieszyłam się z tego wspólnego wypadu.Kochałam ich wszystkich, a spędzanie z nimi czasu to czysta przyjemność.
Trening wreszcie się skończył.Teraz musiałam tylko wypatrzeć Neymara i wszystko mu wyjaśnić.To przecież nic wielkiego.Tak sobie mówiłam, a naprawdę byłam strasznie zdygana.Dobra, to może jednak zaczne od Bartry...
- Marc! - krzyknęłam za nim, bo właśnie zbierał piłki.
Odwrócił się, ale nie przerywał swojego tak fascynującego zajęcia.
- Chciałam Cię przeprosić.Głupio się zachowałam.Wiem, ale po prostu nie jestem przyzwyczajona do aż takiej troski - wyjawiłam z dość nietęgą miną.
- Powiedzmy, że się nie gniewam.
- Powiedzmy?
- Oj co ty!Jasne, że się nie gniewam! - i przyjacielsko uderzył mnie w ramię.
- To super!Widzimy się na plaży!
Ałtomatycznie było mi lepiej.
No, teraz pozostał mi już tylko Ney.Tylko..
Spotkałam go tuż przy szatni.Niepewnym krokiem podeszłam do niego i jakoś udało mi się zacząć.
- Ney, możemy porozmawiać?
- Nie widzę potrzeby.
Miałam nadzieję, że chociaż pozwoli mi na kilka słów.Nie oczekiwałam jakoś mega dużo, ale tego, że otworzy sobie drzwi i pójdzie się nie spodziewałam.
Pierwsza próba: Porażka.
Cóż porażki też się zdarzają.Taa...i już miałam doła.
Na stadionie nie było już nikogo.Nie licząc mnie oczywiście.Wdrapałam się na trybuny i usiadłam wlepiając oczy w murawę.Rozejrzałam się i zobaczyłam trenera chłopaków.Jednak nie byłam sama.Jak się później okazało, zmierzał w moim kierunku.
- Co jest złotko? - powiedział takim ojcowskim głosem, takim jakiego nigdy nie zaznałam od swojego prawdziwego taty..
- Nic takiego.A raczej nic wielkiego.
- Czyżby Pan da Silva?
- Skąd Pa..
Delikatnie się zaśmiał.
- Niby jestem tylko ich trenerem, ale zdążyłem ich poznać tak dokładnie, że widzę co ich trapi, z czego się cieszą i co przeżywają.Chociaż każdy ma odmienny charakter.Neya ostatnio coś gryzło.Zdążył się nawet pokłócić z Crisem.Łatwo było dojść do tego, że chodzi o dziewczyne - tu też się zaśmiał - A stwierdzić można, że mogło chodzić tylko o Ciebie moja droga.Teraz z nim rozmawiałaś, więc to proste, że musi chodzić o niego.
- Rozmową to bym tego raczej nie nazwała.
- Co się wydarzyło?Mów, mów.Nie gryzę.
Dobrze mi się rozmawiało z Enrique.Nawet nie zauważyłam różnicy wieku.Prawie go nie znałam, bo nigdy nie miałam okazji z nim porozmawiać, ale wzbudzał moje zaufanie.Chłopaki też bardzo ciepło o nim mówili.Opowiedziałam mu wszystko (oczywiście bez wzglądu na to z jakiej przyczyny był u mnie Marc)
- Z Neymarem się patyczkować nie można.Walnij prostu z mostu, a nie pytaj czy możecie porozmawiać, bo tak to Ci nigdy nie pozwoli dojść do słowa.
- Dziękuję! - krzyknęłam zrywając się z krzesła i pobiegłam.
- Leć, leć - słyszałam jak śmiał się w oddali.
Ale miałam szczęście.I jeśli chodzi o to, że spotkałam tak dobrego doradce i to że wszyscy jeszcze byli na parkingu, łącznie z Neyem.
Akurat rozmawiał z Alvesem i Messim.Nie obchodziło mnie to wcale.Podeszłam pod nich i odciągnełam Neymara za rękaw pod jakieś drzewo.
- Nic mnie z Marciem nie łączy, rozumiesz?Był u mnie tylko dlatego, że jacyś idioci mnie straszął i już dwa razy mnie zaatakowali z czego dwa razy Marc uratował mi dupe.A tobie o tym nie mówiłam, bo po prostu nie chciałam, żebyś się martwił - wszystko wypowiedziałam na jednym tchu, i wreszcie mogłam odetchnąć.
- Dlaczego mi do cholery jasnej nie powiedziałaś??!Nie pozwoliłbym Ci wtedy nigdzie wychodzić dla twojego bezpieczeństwa!A potem zatłukłbym tych sukinsynów na śmierć!!
- No, właśnie dlatego - zaśmiałam się.
- Kurde, mogłem tego nie mówić - oboje zaczeliśmy się śmiać.
- Ale zaraz, oni nadal są na wolności??
- Dajmy już z tym teraz spokój, jedźmy na tą plaże.
Pojechaliśmy na kilka samochodów, bo przecież cała nasza banda nie zmieściłaby się w jednym aucie.
Na miejscu jak zwykle wspaniale się bawiliśmy.Z nimi wszystkimi czułam się tak rodzinnie.Myśle, że sami rozumiecie.
- Widzisz tych dwuch w kolorowych kapelusikach? - zapytał mnie Bartra gdy obydwoje wyszliśmy z wody.
- No tak, całkiem śmiesznie wyglądają w tych hawajskich spódniczkach - zahihotałam.
- To twoja ochrona - pokazał szereg swoich zębów.
- Żartujesz?!
- Nie - zaśmiał się. - Doskonale wtapiają się w tłum co?
- Tak, doskonale.No bomba!
- A teraz chodź.Wracamy do zabawy.
Chłopak wziął mnie na ręce i pobędził w kierunku morza.
- Ney, przekazuję Ci swój łup.
Już po chwili znalazłam się na drugich rękach.
- Zrób z nim co chcesz - zażartował.
- Zaraz, zaraz!Ja tu mam coś do powiedzenia?
- Eee nie.
- Co chcę?
- Co chcesz.
W tym momęcie Brazilijczyk pobiegł ze mną w kierunku ramp i wspioł się po schodkach ku górze.Wdrapał się na największą z nich.Nie wyobrażacie sobie nawet jak tam było wysoko.Wieża Eifla normalnie..
- Nie zrobisz tego! - krzyknęłam, kiedy zorientowałam się co on chce zrobić.
Swoją drogą mam niezły zapłon, nie?
- A co, boisz się? - zapytał z cwaniackim uśmieszkiem, gdy stał ze mną już na krawędzi.
- Chyba sobie żartujesz - powiedziałam nie zważając na to, że tak naprawdę cholernie się bałam.
- To skaczemy, a w trakcie Cię puszczę.
Chciałam krzyknąć coś, aby go powstrzymać, ale w tym momęcie spadaliśmy już w dół.
Jeszcze nie dawno każdy z plażowiczów był czymś zajęty, jednak teraz wszystkie spojrzenia były skierowane na bombę spadającą do morza.Mój strach był niemożliwy.Nie dość, że mam lekki...co ja mówie ja mam OKROPNY LĘK WYSOKOŚCI!To jeszcze nienawidzę takich mocnych uderzeń o wodę.Cała się trzęsłam.Neymar najwidoczniej to wyczuł, bo zwiększył swój uścisk i był tak dobry, że puścił mnie dopiero jak już się wynużyliśmy.Udławiłam się i na lądzie wypluwałam strumyki wody.Shak i Anto biegły do mnie z ręcznikami i przyprowadziły wciąż jeszcze wystraszoną do miejsca, w którym się rozłożyliśmy.Usiadłam na kocu i z wściekłością patrzyłam tylko jak Ney i Marc przybijają sobie piątkę.A to śmiecie!Jeszcze tego pożałują.
- Doigrasz się kretynie! - krzyknęłam przez zęby.
Ten w odpowiedzi posłał mi buziaka.
- Wpędzisz ją do grobu przez takie numery.Ona omało nie dostała zawału - mówił Leo nie ukrywając śmiechu.
- A co by było gdyby nie umiała pływać?! - wykrzyknęła jego partnerka już nie co innym tonem i nie ze śmiechem a ze złością.
- No przecież z nią byłem.Nie przesadzaj nic by się jej nie stało - uśmiechał się i usiadł koło mnie, a potem mnie objął.
- A idź! - teraz i ja się śmiałam.
Co jak co, ale nie obrażam się o to, że ktoś mnie wrzuca do wody.Tak..i niezależnie od tego z jakiej wysokości.
*Neymar*
Kiedy wszyscy znowu zaczeli schodzić się do wody ja stwierdziłem, że chyba muszę jeszcze coś załatwić.
- Słuchaj..bo wszystko fajnie, ale nawet nie zdążyłem Cię przeprosić - powiedziałem siadając obok Bartry.
- Co ty stary, przecież się nie gniewam! - krzyknął i walnął mnie z pięści w ramię.
To jest dopiero kumpel.Co by się nie działo i tak zawsze mówi z uśmiechem, że jest w pożądku.No i bez uderzenia rzecz jasna też się nie obejdzie.
- No i tego, dzięki, że się tak zatroszczyłeś o Lip.
- Jakie dzięki?Lubię ją bardzo i nie wyobrażam sobie, że ktoś mogłby ją skrzywdzić i tak samo jak ty zaraz ukatrupiłbym gościa, który by ją tknął.
*Liplit*
Zobaczyłam chłopaków siedzących razem przy drzewie i stwierdziłam, że do nich pójdę.Hmm...a raczej na nich wskocze!Tak też zrobiłam.Rozpędziłam się i po chwili leżałam już na tych dwuch cymbałach.
- Hej chłopaki - uśmiechałam się, wcale z nich nie schodząc.
Ci jednak ani odrobinę nie zwrócili na mnie uwagi tylko wlepili swój wzrok w zupełnie inne miejsce.Zaciekawiłam się co tak przykuło ich uwagę, ale za nim tam spojrzałam usłyszałam tylko zaniepokojone "O ku*wa" wypowiedziane przez obu z nich.Teraz to już musiałam się obkręcić w tę stronę.Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam jakąś kobietę ubraną na zielono.Spodziewałam się czegoś bardziej zdumiewającego.Ani to ładne, ani zgrabne, ani nic.Dopiero potem dostrzegłam, że zielona Pani zmierza w naszym kierunku.
- Oh chłopcy, znowu się spotykamy - westchnęła.
- Oj...ojej..cóż to za niewiasta - spojrzała w moją stronę. - Katherina Rosmery - wyciągnęła do mnie dłoń.
- Yyy Liplit, Liplit Sejfl - wymamrotałam zmieszana.
- Oh oczywiście, przecież wiem kim jesteś moja panno!
Wszystko mówiła takim przesłodzonym głosem, chora czy jak?
- To dziennikarka - wyszeptał Marc.
Najwidoczniej nie chciał, aby to usłyszała.Chłopaki dalej patrzyli na nią z szokiem.O co im chodzi, rozumiem jakby ktoś nie był przyzwyczajony do wywiadów, ale oni?
- A coż tu się wyrabia...czyżby trójkącik? - spytała wyciągając notes z torebki ze skóry krokodyla.
W tym momęcie przestałam prześwietlać jej ubiór.Po tym pytaniu kopara mi opadła.
- Tak publicznie?Bez zabezpieczeń?
W tym momęcie przypomniałam sobie, że na nich siedzę.Taktownie zsunęłam się na bok i dalej wpatrywałam się w nią już takim samym wzrokiem jak moi towarzysze.
- Ty moja droga jesteś od nich sporo młodsza.Uważasz, że to już czas na dziecko?
- Ee ja niczego nie...
- Niczego nie wyklucza! - przerwała mi i zaczęła zapisywać coś w swoim notesiku.
- Nie powiedzia..
- Który Cię bardziej pociąga?
Z każdym pytaniem coraz bardziej mnie zadziwiała.
- Obaj to moi..
Chciałam powiedzieć, że obaj to moi przyjaciele, ale oczywiście znowu musiała mi wejść w słowa.
- Ma dwuch kochanków!Co za szok!
- Ona nic takiego nie powiedziała! - wtrącił się Ney.
- Nie przerywaj mi kochaneczku - odepchnęła ich obaj, a mnie wypytywała dalej.
- Cieszysz się, że ich znasz?
- Tak, cieszę się to bardzo warto...
Machnęła ręką na znak, żebym nic dalej nie mówiła.
- Jesteś bardzo ładną dziewczyną, możesz to wykorzystać.
- Ej ja wcale nie spojrzałam się w swoje cycki, kiedy to Pani powiedziała! - krzyknęłam, kiedy zobaczyłam co ona zapisuję w swoim zeszycie.
- I wcale nie powiedziałam, że kręcą mnie ich mięśnie!
- A wam, a wam.Podoba się ta istotka co? - pytanie skierowała tym razem nie do mnie.
Na całe szczęście w tym samym czasie wkroczył Pique i oznajmił, że jedziemy do domu.Zapewne też zna już tą babe i był tak dobry, że zechciał uratować nam dupy.
- Ojej...to ty...taki przystojniak...może to tego wolisz co???
Wtedy szybko się z tamtąd zawinęłam i ruszyłam do auta.Reszta zrobiła to samo.
- Kto to był do jasnej cholery??! - zapytałam, gdy znajdowaliśmy się już w samochodzie.
- Jak ja ci zazdroszczę, że jeszcze się z nią nie spotkałaś... - oznajmił Bartra.
- Przeprowadzi z tobą wywiad i pododaje sobie różnych durnot, a tobie nawet nie da nic wyjaśnić, a potem opublikuje to w swoich artykułach.Ludzie lubią czytać takie bzdety.
- Ona jest jakaś psychiczna!Napisała, że patrzyłam się w swoje cycki jak mówiła, że jestem ładna!
- Kiedy ją widzisz, wiedz, że zaciekawie nie będzie.
- Macie szczęście, że przyszłem w odpowiednim momęcie.Co i tak nie zmienia faktu, że jutrzejsza prasa będzie się sprzedawać jak nigdy.Połowe sobie jeszcze dopisze.
- Już widzę ten nagłówek "Liplit Sejfl i jej dwaj piłkarze - kochankowie"
Każdy dorzucił coś od siebie na temat tej wstrętnej ropuchy.Chyba muszę zacząć odkładać na nową gazetę.
Po skończeniu tego tematu zorientowałam się, że pod sam mój dom jechała za nami czerwona ciężarówka.Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że to pewnie ta moja 'ochrona'.Zapowiada się niesamowicie.Będę pod stałą obserwacją...no na szczęście nie psychiatry.Taaak, to bardzo pocieszające.Razem ze mną wysiadł też Marc.Miał mnie zapoznać z tymi sympatycznymi Panami w kapelusikach.Po za tym i tak mieszka zaledwie 5 kroków ode mnie.
Ci dwaj okazali się być całkiem mili jak i zabawni.Ale najbardziej frustrujące było to, że założyli mi podsłuch w telefonie.To uczucie, kiedy z kimś rozmawiasz i nie możesz powiedzieć o pare słów za dużo, bo wiesz, że ktoś praktycznie ci obcy tego słucha...
- To wszystko nie brzmi zbyt sympatycznie, ale będę zmuszona jakoś przeżyć - odezwałam się, po wyjściu dwuch Panów.
- Dasz radę!Kto jak nie ty.
No, to co, ja będę się zbierał.
- Posiedź jeszcze chwilę, bo się zanudzę.Dryndnę po Neya i Rafę i coś obejrzymy.
Cały wieczór spędziłam doskonale, w ich towarzystwie, głównie nabijając się z fascynującej Dziennikarki z torebką z krokodyla.


------------------
I macie 9 rozdział.Jakiś fenomenalny to on nie jest (jak wszystkie z resztą XD) ale jest :D

15 komentarzy:

  1. Oooo pogodziłaś ich to dobrzee <3<3<3 pisz już następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze że są pogodzeni :) z tą dziennikarka super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg ja to bym takiej dziennikarce chyba oczy wydrapała albo cycki urwała no ja nie moge ;---; genialny czekam na następny ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo jaki cudny , szybko pisz . A w międzyczasie zapraszam do siebie http://amoryamistad.blox.pl/2016/03/Rozdzial-25.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj zaczełam czytac od począdku i boniuu jak się wciągnełam! :) A ten rozdział powalający haha ta dziennikarka :D Będę czytelniczką czeekam na next :* / Zuza

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny :) pisz szybko next

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojejuuu <3 uroczo z tym skokiem do wody :D jednak i tak wolę Liplit z Marciem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram :) Liplit&Marc <3

      Usuń
    2. Ja myślałam, że wszyscy chcą żeby była z Neyem a tu proszę :D

      Usuń
  8. Zakochałam się<3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz :)