4/10/2016

Rozdział 12

- Idę!Idę! - krzyknęłam, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć skarb.
Pewien wielkolud o imieniu Neymar wparował do mojego mieszkania i podniósł mnie na swoją wysokość jak to często robi.
- Puszczaj!
- Zaniosę Cię do auta i wtedy puszczę.
Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Mam niespodziankę.
- Jaką?
- Fajną.
- To fajnie - powiedziałam z ironią.
- Dobra ucisz się sknerusie i chodź ze mną.
- Miło by było jak dałbyś mi chociaż założyć buty.
Wziął pierwsze, lepsze trampki i wręczył mi je już w samochodzie.
- Założysz po drodze.
- Gdzie jedziemy?
Należałam raczej do tych ciekawskich ludzi, którzy chcieli by wiedzieć o niespodziance zanim jeszcze byłaby niespodzianką.Tak, to dokładnie ja.
- Czy ty zawsze musisz zadawać tyle pytań?
- Mów, bo ci zaraz coś zrobię!
- Łoł, łoł, łoł teraz to się nawet przestraszyłem - zaśmiał się.
- Przestań się śmiać! - walnęłam go w ramię.
- Życie Ci nie miłe?Zaraz nas zabijesz.
- Ciebie chętnie.Mnie by tylko było trochę szkoda.
Ten pokręcił z uśmiechem głową.
Przez całą drogę już się nie odzywałam.W końcu nie można rozpraszać kierowcy.Przykleiłam swoją twarz do szyby i starałam się zaobserwować gdzie to my możemy jechać.Plaża?Nie, nie ta ulica.Basen?Niee, też nie.To drugą stroną.Zastanawiałam się tak jeszcze dobrą chwilę, kiedy nagle staneliśmy.
- No, wysiadka mała.Jesteśmy na miejscu.
Postawiłam nogę na ziemi i zorientowałam się, że jesteśmy w lesie.
- Zabrałeś mnie do lasu??
- Ojej...inna od razu wypaliłaby "Oh jak tu romantycznie!Jak pięknie!Jesteś uroczy, kocham Cię!" - naśladował dziewczynę.
- Bo widzisz, nie jestem jakąś romantyczką, a po za tym wcale Cię nie kocham.
- Powiedz chociaż, że tu ładnie czy coś.
- Może być.
- Wyobrażałem to sobie trochę inaczej, ale niech będzie..Przyjeżdżam tu czasami, lubię to miejsce.
- I co tu robisz?
- Porywam i gwałce małe dziewczynki.
Spojrzałam na niego jak na psychopate.
- Tak, z Tobą zrobię dokładnie to samo.
Powoli się odsunęłam, jednak ten zaczął mnie gonić.
- Aaaa ratunku!! - piszczałam.
- Nie krzycz i tak Cię nikt nie usłyszy.
W końcu mnie złapał, rzucił na trawę i zaczął łaskotać, a ja śmiałam się niczym oszalała.
Po kilkunastu minutach wreszcie się ogarneliśmy.Jeszcze bardziej rozejrzałam się po okolicy i szczerze mi się tam spodobało, ale co tam.Nie będę mu mówić.
- Widzisz tamto drzewo? - zapytał.
- Oczy mam dobre.
- Pod nim niecałe 2 lata temu razem z Marciem i Leo zakopaliśmy skarb - zaśmiał się.
- I co tam schowaliście?
- Piwo.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.Ludzie spodziewaliby się może jakiegoś złota czy czegoś w tym rodzaju, a nie piwa.Bo piwo jest przecież niesposób cenne.
- Co się śmiejesz?! - przewrócił mnie.
- No nie z was przecież!
- W ogóle to, co się stało że masz rozwalony nos?
- Nic takiego, zaliczyłam zderzenie ze ścianą.
- A serio?
- No sam rozumiesz...czasem jak mnie ktoś zdenerwuje ładnie mówiąc to aż mnie coś bierze!
- Czyli ktoś teraz leży z połamanymi kończynami - zaśmiałem się.
- Tylko z jedną.
Wytrzeszczyłem na nią oczy..Myślałem, że tylko zażartowałem sobie z tymi złamaniami, a tu proszę.
- Ładnie Ci z takim lekko pocharatanym noskiem.
- Mi jest ze wszystkim ładnie.
Posiedzieliśmy tam jeszcze jakieś 3 godziny.Wystarczająco długo, żeby już się zbierać.Czas strasznie szybko zleciał.
- Jedźmy już - powiedziałam.
- Faktycznie, już po 16.Wskakuj do auta.
- Odwieź mnie do siebie.
- Skoro tak sobie życzysz.
Kiedy byliśmy obok mojego domu pod mieszkaniem zobaczyłam Majcela.Trochę się przestraszyłam.Szczególnie po tym co ostatnio usłyszałam, a wiem, że po nim mogę się wszystkiego spodziewać.
- Jednak zmieniłam zdanie.Jedziemy do Ciebie - uśmiechnęłam się.
- W pożądku.Żebyś mi tylko zaraz znowu nie zmieniła zdania.
- Da się zrobić.
U Neya nie byłam zbyt długo, zaledwie godzinę.Stwierdziłam, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie tyle czekał bezczynnie na czyjejś posiadłości.Najwyraźniej jestem jeszcze zbyt głupia i nie dostrzegłam tego, że on wcale nie ma zdrowych zmysłów.
- Wreszcie jesteś.Ile można na Ciebie czekać?Myślisz, że nie widziałem tutaj fury tego jak mu tam, Neymara jakąś godzinę temu? - powiedział ostro.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy byli umówieni.
- To bez znaczenia.Masz być na każde moje zawołanie.Nawet telefonu nie raczyłaś odebrać.No, nie zaprosisz mnie na kawę?
- Nie, nie zaproszę.
- Trudno.Sam sobie wejdę.
W tym momęcie zabrał mi torebkę, wyciągnął klucze i rzucił ją na ziemię.
- Wchodź, wchodź, zabawimy się.Wciągnął mnie do mieszkania i zasunął drzwi.Byłam przerażona.Nie miałam jak uciec.Postanowiłam narazie nie robić żadnych ruchów, które za chwilę mogłyby mi zaszkodzić.
Majc był akurat zajęty szukaniem wina, chciałam wykorzystać sytuację dlatego chwyciłam za telefon i napisałam krutką wiadomość do Neymara o treści "POMOCY".Już miałam nacisnąć "wyślij", kiedy ten wyrwał mi telefon.
- Nie bądź głupia - uderzył mnie w policzek.
Zaraz wykasował sms'a i zaczął pisać swoje do tego samego odbiorcy.Mówił na głos wszystko co pisał.
"Wcale Cię nie kocham.Tylko się Tobą bawię"
"Odczep się ode mnie.Interesował mnie tylko twój hajs.Bawiłam się twoim kosztem."
Gdy to słyszałam łzy same napływały mi do oczu.Ile bólu musiały sprawić chłopakowi, który tak strasznie mnie kochał takie wiadomości?Powoli zapominałam nawet o tym w jakiej sytuacji się teraz znajduję, a interesowało mnie tylko to co poczuje Ney.Lecz ktoś zaraz musiał oświecić mój umysł i pokazać czym powinnam się teraz zajmować.
- A teraz patrz co zrobię z tym miśkiem od twojego piłkarza.
Wziął nóż i dużymi zamachnięciami dźgał i rozdzierał olbrzymiego, pluszowego niedźwiedzia, którego kiedyś dostałam od Neya.Jak by tego było mało wyjął z ramki moje zdjęcie z Marciem, Neymarem i Bruną, a potem rozdarł je na malutkie kawałeczki.
- Całkiem fajnie się bawię wiesz?Zniszczę jeszcze te koszulkę, ten plakat, ooo i jeszcze to zdjęcie.Dlaczego się nie odzywasz słońce??
Przez ten cały czas, kiedy niszczył moje rzeczy nie odezwałam się ani słowem.Po prostu nie byłam w stanie z siebie nic wykrztusić.Teraz tylko pojawiało się pytanie, Czy będzie w stanie mi coś zrobić?Odpowiedź pojawiła się bardzo szybko, aż za szybko..
- No i wreszcie jesteś tylko moja - pogładził mnie po policzku i przyciągnął za rękę.
- Chyba sobie żartujesz - wreszcie się odezwałam.
- Należysz do mnie, rozumiesz?! - krzyknął i pchnął mnie na stół.
- Nie.
Pożałowałam tego co powiedziałam.Tym razem nie ciął już pluszaka, zdjęć, ani niczego innego, a mnie.Po prostu przejechał nożem po mojej ręce.Zasyczałam z bólu.
- Rozumiesz?!
- Nie..
 Jęknęłam po raz drugi, a na moim ramieniu pojawiła się kolejna czerwona linia.Potem następna i następna.Miałam doczynienia nie z byłym chłopakiem, a z psycholem.Zwyczajnym chorym psychicznie idiotą, który powinien być całkowicie odcięty od świata.
Po upływie zaledwie kilku sekund po moich rękach krew spływała już strumieniami.
*Neymar*
- Oj słaby jesteś Marcuś - śmiałem się z niego po skończonym treningu.
- Jeszcze się zrewanżuje.Zobaczysz!
- Proponuję rundkę w pokera, dzisiaj, dwudziesta.
- Za dobry jesteś...
- Ktoś tu tchórzy - zagwizdałem.
- Ej, ej nie pozwalaj sobie!Przyjdę.
- To jesteśmy umówieni łajzo - powiedziałem z radością.
- Sam jesteś łajza flejtuchu!
- A wam co znowu? - zaśmiał się Leo.
- Wyzywam go na pojedynek po prostu.
- Fajny mi pojedynek w pokera.
- Marc nie pisz się na to, on Cię załatwi - powiedział Bartrze na ucho.
- Dam radę.
Ja tylko na to prychnąłem.
W szatni zerknąłem na telefon, aby sprawdzić godzinę i zobaczyłem kilka wiadomości o Liplit.
- Chyba nie dzisiaj ten nasz pojedynek...
- Ha!I kto tu tchórzy!
- Ney co jest? - spytał Leo.
Pokazałem mu komórkę.
- Co..nie to nie mogła być ona...nie napisałaby czegoś takiego!
- Więc?!Samo przyszło??
- Pojadę do niej.
- Nie!To ja do niej pojadę.
- W takim razie jedziemy razem.
- Jedziecie do Sejfl?W takim razie zabiorę się z wami - wtrącił się Marc.
Po paru minutach byliśmy na miejscu.Zastaliśmy drzwi, jak i bramę otwarte na rozcierz.
- Nie wydaję mi się, żeby było tak ciepło - powiedział Leo.
To co zobaczyłem w środku sprawiło, że serce zaczęło bić mi milion razy mocniej.Ta mała, niewinna, przesłodka, ale zadziorna istotka leżała na ziemi cała we krwi w całkowicie zdemolowanym pomieszczeniu.Boże, ile bym dał, abym nigdy w życiu nie musiał znosić takiego widoku.
- Lip?!Mała błagam odezwij się!! - krzyczałem klęczoc nad nią.
- Dzwońcie po pogotowie!Szybko!Już! -
wrzeszczałem coraz głośniej.
W tym momęcie do mieszkania wbiegli Bartra i Messi.
- Co z nią?!Co jej się stało?Kto jej to zrobił?!! - panikował tak samo jak ja Marc.
Leo jednak starał się ze spokojem zadzwonić po pomoc.Chyba wiedział, że panika w takim momęcie tylko pogorszyła by sprawę.Ktoś musiał zachować opanowanie. Choć wiem, że on również martwił się nie mniej niż my.
- Lip proszę Cię otwórz oczy.. - mówiłem teraz już cichym, błagalnym głosem.
Karetka przyjechała od razu.
- Macie ją uratować!Jasne?!Jak nie to was zabije!Zabije was! - szturchałem jednym z ratowników.
- Ney uspokój się.Nie pomagasz - odciągał mnie Lio.
- Ona ma przeżyć! - krzyknąłem jeszcze gdy już odjeżdżali.
Nie chcieli mnie nawet zabrać ze sobą.Mówili, że w takim stanie nie ma opcji.Ona ma żyć..
- Kto jej to zrobił?!
- Ostatnio do Barcelony przyleciał jej były chłopak..niezła gangsta..
- Nazwisko! - nie dane było mu dokończyć.
- Majcel Sparow.
Spojrzeliśmy się z Marciem na siebie.Kierowaliśmy się już do wyjścia, kiedy zatrzymał nas nasz kumpel.
- Znacie go tak?Wiem co chcesz zrobić, ale nie rób tego Ney.Ona by tego nie chciała.
Nie słuchałem.
- Ona teraz walczy o życie, a ty sam chcesz wymierzać sprawiedliwość?
Obruciłem się i poszedłem dalej.
- NEYMAR DO CHOLERY!!
Przed odjazdem wstąpiliśmy jeszcze do domu Marca, zabraliśmy potrzebne rzeczy, a potem pojechaliśmy do miejsca, w którym powinien znajdować się ten sukinsyn.
*Messi*
Wskoczyłem do auta i pojechałem za nimi.Doskonale wiedziałem do czego zmierzają.Nie mogłem pozwolić, aby zniszczyli sobie życie.Zadzwoniłem do Geriego, Alvesa, Sergiego i Luisa z prośbą aby pojechali do starej, opuszczonej fabryki, bo tam właśnie zmierzali.Oczywiście opowiedziałem im o wszystkim.Każdy z nich, nie ważne czym był zajęty, rzucił wszystko i zrobił to o co prosiłem.To jest właśnie przyjaźń.Dałem znać też Anto, Shak, Bru i Chrissy, że Liplit jest w szpitalu.Te tak samo bez gadania tam ruszyły.Dla nas wszystkich Liplit jest bardzo, ale to bardzo ważna.Z resztą jak każdy dla każdego z osobna.Dalibyśmy się za siebie pokroić.
*Neymar*
- Gówniara nie chciała współpracy.
- Zabiłeś?
- Dostała tak, że nie trzeba było długo, żeby nie była przytomna.Straciła dużo krwi, więc jestem pewien, że podczas podróży do szpitala zdechnie.
- O ile ją ktoś znajdzie w odpowiednim czasie.Bo jeśli nie, to będziemy mieli trupa na miejscu - usłyszałem śmiech.
Nie wytrzymałem.Kopnąłem drzwi, których zaraz tam nie było i zacząłem okładać Sparowa pięściami.Marc natomiast wyciągnął pistolet i przyłożył go do skroni drugiego.
- Zabije Cię śmieciu! - wykrzyczałem mu w twarz podczas oddawanych ciosów.
Ten tylko dławił się i śmiechem i krwią, która powoli sływała z jego warg.W końcu się ocknął i ja też dostałem kilka uderzeń.
- Dosyć już.Ney załatwmy ich raz a pożądnie.
Kiwnąłem tylko głową na znak, że się zgadzam, a potem wziąłem do ręki pistolet i bez wachania strzeliłem mu prosto w serce.
- Stój! - usłyszałem głos Alvesa.
Za moment pojawił się i Leo, Sergi, Pique i Suárez.Marcowi już nie pozwolili strzelić.
- Co wy tu kurwa robicie?! - krzyknął.
- Czy ty go..? - spytał Messi.
- Tak zabiłem go!
- Garard dzwoń po pogotowie.
- Co?Przecież..
- Anonimowo.
- Coś ty narobił!Czy ty wiesz jaka jest za to kara??A po za tym Liplit Cię znienawidzi.Ty zabiłeś człowieka!Zabiłeś człowieka!
- Wiem co zrobiłem!
Dani stwierdził, że pojedziemy do szpitala.Chcieliśmy dowiedzieć się co z nią.Szczególnie ja.Nie bardzo wiedziałem jeszcze co jej powiem jak się obudzi.Ale na razie myślmy o tym, żeby się w ogóle obudziła..co ja mówię!Ona musi się obudzić!Nie ma innej opcji.
Przez całą drogę słuchałem rozmów co się teraz stanie.Czy się dowiedzą.Ile lat dostanę.On miał racje, Lip mnie znienawidzi.Nie wybaczy mi tego.Ale co niby miałem zrobić?Czekać, aż wyjdzie ze szpitala i stanie jej się to samo?Nie mógłbym tak.Nie potrafiłbym.
- Co z nią? - zapytałem lekarza już na miejscu.
- Kim Pan jest?
- Neymar!Kurwa Neymar!Meczy nie oglądasz człowieku?!
- Wiem kim Pan jest.Pytam kim Pan jest dla poszkodowanej.
- Przepraszam..yyy nażeczonym.
- Stan krytyczny.
- Ale wyjdzie z tego??
- Trzeba mieć nadzieję.
- Mogę do niej wejść?Bardzo Pana proszę.
- Sekunda, góra dwie.
- Dziękuję.
Na łóżku w sali leżała ciemno - włosa dziewczyna, bez której nie wyobrażałbym sobie życia.Na począdku brałem to tylko jako przelotne zauroczenie.Ładna, zgrabna i w ogóle. Jednak z upływem czasu robiła się dla mnie coraz ważniejsza.Nigdy jeszcze nie czułem czegoś takiego do żadnej innej.Zawsze traktowałem je jako zabawki.Przelecieć i wyrzucić.Nie wiedziałem z kim zasypiałem a z kim się budziłem, a ona?Ona tak namieszała w moim życiu, że niesposób było to określić.
- Kocham Cię.. - wyszeptałem, choć wiedziałem, że i tak mnie nie słyszy.
- Nawet nie wiesz jak strasznie mi na Tobie zależy.Nigdy Ci tego wszystkiego nie mówiłem, ale..od kąd się pojawiłaś całe moje życie się zmieniło.Jak to możliwe, że jedna mała osóbka potrafi aż tyle zmienić?Teraz gdy mnie wcale nie słyszysz, owiele łatwiej mi to mówić.Nie wiem chyba jeszcze nie potrafię w pełni mówić o swoich uczuciach, ale w porównaniu do Ciebie to nic - lekko się zaśmiałem. - Ty nigdy o tym nie mówisz, starasz się nawet tego nie pokazywać, ale jak ktoś potrafi patrzeć to widzi to wszystko co w sobie kryjesz i ja akurat widzę.Wiesz, jesteś strasznie trudna.Z twoim charakterem i temperamentem często trudno jest Cię znieść, ale jakoś daję sobię radę.Potrzebujesz cierpliwości, więc staram się Ci ją dawać, bo jesteś dla mnie takim..nieidealnym ideałem..
- Musi Pan już wyjść, przykro mi.
- Tak, już wychodzę.
- Kocham Cię wredotko - dodałem cicho, tak aby lekarz tego nie słyszał.
- Jesteś już - powiedział Sergi.
- Gdzie Leo? - rozejrzałem się po korytarzu.
- Była tu policja..on wziął całą winę na siebie..
- Co?!


---------------------
No to macie już za sobą 12 :D Tak wiem, że niektórzy to mnie zabiję za taki przebieg wydarzeń, ale zbyt kolorowo też być nie może. To jak wrażenia?Jak myślicie, skąd chłopaki znali Majcela?Teraz pożądny tydzień...no może troszkę krucej, przemyśleń na temat rozdziału.A co wydarzy się w następnym?Już niebawem! ;D Im więcej wyświetleń, im więcej komentarzy tym prędzej.Motywujcie!


--------------------
I jeszcze.Ostatnio miałam kilka pytań na asku o mojego snapa, instagrama, a nawet fejsa, a więc wszystko (prócz fb) znajdziecie w zakładce 'kontakt', ale tak gdyby komuś nie chciało się tam zaglądać to podam tu.
Snap : lidaas9 IG : lidasnjr Ask : Lizia246
A co do fejsa, to też go gdzieś tam szybko znajdziecie :) Śmiało możecie pytać, pisać i co tam jeszcze chcecie, nie gryzę xd

18 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział. Jestem bardzo ciekawa co będzie z Leo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG!!! Juz sie nie moge doczekac na next! Mega ciekawy rozdzial! Prosze o nastepny rodzial <3 <3 i zycze weny! <3 :* uwielbiam Twojego bloga :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow. Strasznie namieszałaś. Rozdział jest mega. Cudowny, boski i tak dalej. Oby był to tylko sen i Ney nikogo nie zabił, a jeżeli nie, to żeby Liplit mu wybaczyła. Czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski, jak zawsze! A ja zapraszam do siebie:) http://youreadangerouslove.blogspot.com/2016/04/00-heroes.html#_=_

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju cudo 😍 uwielbiam cię ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju Lip ;c Co z nią będzie??! :( A Ney?Leo??Co się z nimi stanie!Szybko pisz next bo tu umieram:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Boski! :) Szybciutko next ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy pojawi się kolejny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam napisać go już wczoraj, ale coś mi wypadło.Jest już zaczęty.Myślę, że dzisiaj się pojawi :)

      Usuń

Dziękuję za twój komentarz :)