4/20/2016

Rozdział 13

- Więc przyznaję się Pan do wszystkiego?
- Tak - byłem pod presją.Zrobiłem to pod wpływem emocji.Przez niego moja przyjaciółka leży w szpitalu i walczy o życie.Jedyne co wtedy chciałem zrobić to go zabić - tłumaczyłem wszystko jak tylko mogłem z nadzieją, że w to uwierzą.
Ney nie mógł trafić do więzienia.
- Ale go Pan nie zabił.
- Co?
- Sparow żyje.Kula przeszła na wylot, obok serca.
- Dzięki Ci Boże... - wyszeptałem.
- Ma Pan szczęście.W takiej sytuacji zatrzymamy Pana na kilka dni ze względu na to, że Sparow był przez nas poszukiwany już przez kilka lat, a Pan w zasadzie tylko pomógł nam go złapać.Gdyby nie żył byłaby już nieco inna sytuacja i na pewno owiele gorsza...
- Na kilka dni?To znaczy ile?
- Może nawet do miesiąca.To zależy od sądu, ale biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące podejrzewam, że będą to jakieś 2 - 3 tygodnie.
*Neymar*
Od razu, kiedy się dowiedziałem wsiadłem do auta i pojechałem na komisariat.Usiadłem na ławce i czekałem, aż Messi wyjdzie z sali przesłuchań.
- Leo! - krzyknąłem, gdy zobaczyłem go na korytarzu.
- Co ty tu robisz?
- Jak to co?!To ja powinienem tu teraz siedzieć nie Ty!
- Obiecaj mi, że się nie przyznasz.
- Nie przyznam?A myślisz, że po co tutaj przyjechałem?Żeby popatrzeć jak wsadzają Cię za kratki?!
- Obiecaj, bo nigdy Ci tego nie wybacze.
- Nie.. - Ten przerwał mi jednoznacznym spojrzeniem - Obiecuję... - powiedziałem ciężko - Dlaczego to robisz?
- Bo jesteś moim przyjacielem.
- Idziemy - wtrącił się jeden z policjantów i pociągnął go za ramię.
- Ney on żyje - krzyknął za nim jeszcze zniknął za ścianą.
- Jak to żyje..?
Nie otrzymałem już żadnej odpowiedzi.
Ja muszę się przyznać.On nie może wziąć mojej kary na siebie.Obiecałem mu...i co z tego, że mu obiecałem!To niesprawiedliwe!Dlaczego on miałby być w więzieniu za moje winy, za moje błędy?To nie może być tak.
- Przepraszam potrzebuję Pan czegoś? - zapytała jakaś kobieta.
- Ja..nie.
- W takim razie proszę wyjść.
- Ee tak już wychodzę.
Kompletnie nie miałem co ze sobą zrobić.Leo w więzieniu, Liplit w szpitalu.Tu nie miałem czego szukać, więc skierowałem się w to drugie miejsce.
- Cześć Bru - powiedziałem do dziewczyny, która akurat siedziała przy łóżku Lip.
- Cześć Ney.Byłeś...?
- Tak byłem.Sparow żyje.
- Wiem.Przywieźli go tutaj.
- Co?!Jest tu?W tym szpitalu??
- Mhmm.Rodzice Lip u niego są, no i jej siostra.
- Porozmawiam z nimi.
- Okej.Ja tu z nią zostanę.
- Dzięki - uśmiechnęła się.
Ledwo wszedłem do sali obok, a rzuciła się na mnie Nadia.
- Co wy mu zrobiliście??!!!
- My?Mu?On omało co nie zabił Ci siostry!
- Nie prawda!Nie zrobiłby tego!To nie on!
- A niby kto??!
- Napewno nie on!
- Skarbie uspokój się.On z tego wyjdzie - wtrąciła się jej matka.
- Przepraszam, mam wrażenie, że państwo przyjechali tutaj tylko ze względu na niego, nie dla Lip.
- A Pan w ogóle kim jest?Niewdzięczny piłkarzyna.Wystarczy gazety poczytać, już wiadomo jaki z Ciebie typ.
- Pani wybaczy, pójdę już.
Nie ukrywam, że strasznie mnie zdenerwowała, ale nie chciałem obrażać mamy Liplit.Dlatego najlepszą decyzją było opuszczenie pomieszczenia.
- Dobra Bru, robimy zmianę.
- Tylko proszę Cię niedługo.Musisz się wyspać.
Uśmiechnąłem się tylko.
Usiadłem na podłodze, złapałem dziewczynę za rękę i nie robiłem nic.Tylko patrzyłem na nią.Patrzyłem na nią jak na najpiękniejszą rzecz, która mi się w życiu przytrafiła.
- Ney - ktoś obudził mnie delikatnym szturchnięciem.
- Bruna.
- Miałeś nie być długo.
- Chyba zasnąłem..
- Nawet napewno.Wracaj do domu.Wypocznij wreszcie.Dzisiaj masz mecz.A przed jeszcze ta rozprawa..
- Która jest godzina?
- 5 rano.
- Ty to się raczej też nie wysypiasz.
- Nie wyobrażam sobie, żeby obudziła się, a nikogo przy niej nie było.
- To tak samo jak ja.
- Spokojnie.Ogarnęłam to.Ty jedziesz do domu, ja tu teraz pobędę, potem zmieni mnie Chrissy, Shak, Anto, a wy dzisiaj macie odpocząć.
- Leo nie zagra...To będzie beznadziejny mecz jakiego jeszcze nie było.
- Nie mów tak.Wiem, że jest ciężko, ale musicie dać radę.Leć już.
- A poczekaj, co z Syriuszem?
- Wzięłam go do siebie.
- W pożądku.Jak coś to zawsze może być u mnie.I tak codziennie wychodzę z Pokerem, więc nic by mi się nie stało jakbym miał jeszcze jednego psa dodatkowo.
- Rozprawa przeciwko Lionelowi Messiemu.
Na sali były tłumy ludzi.Nie wszyscy nawet się pomieścili.Większość to rzecz jasna dziennikarze.Nie mogło się obyć bez tych licznych zdjęć i wywiadów.
Ja siedziałem w pierwszej linii, chciałem być jak najbliżej, żeby wszystko dobrze widzieć i słyszeć.Nie powołali mnie nawet na świadka.Leo rozegrał to tak, że wcale o mnie nie wspomniał w swoich zeznaniach, aby nie było nawet cienia podejrzeń w moją stronę.Choć odrobinę radości, o ile można to było tak nazwać, dawał mi jedynie fakt, że nie zamknął go na długo.Miały być jakieś 3 tygodnie, ale i tak skończyło się na 45 dniach i to bez zawieszenia.Półtora miesiąca za kratkami z ludźmi zupełnie innego pokroju niż Messi.W okół najlepszego piłkarza świata będą tylko mordercy, oszuści, złodzieje.To też świetne odizolowanie od świata.
Postanowiłem, że będę odwiedzał go conajmniej raz dziennie.Staraliśmy się to rozpracować tak, aby ani u Liplit ani u niego nigdy nie było pusto.Zawsze miał ktoś przy nich być.Z Lio było trochę ciężko, bo na począdku policjanci byli mało skłonni do pozwolenia na tak częste wizyty, ale jakoś, wspólnymi siłami, przedewszstkim dziewczyn udało nam się ich przekonać.
Mecz przegraliśmy 5-0.Żaden z nas w ogóle nie był w stanie grać.Robili z nami co chcieli.Kibice mogli na to tylko patrzeć ze zdziwieniem.Gdybyśmy w normalnych okolicznościach zaliczyli taką porażkę miałbym do siebie olbrzymie pretensje, ale teraz ani trochę mnie to nie obchodziło.Pojechałem do siebie, włączyłem telewizję z myślą, że może zacznę myśleć o czymś zupełnie innym, ale zamiast tego było jeszcze gorzej.
- Dzisiejsza gra Barcelony to totalna katastrofa.
- Nie pokazali nic ze swojej strony.My możemy się tylko zastanawiać dlaczego.
W dodatku na murawie nie pojawił się też Leo Messi.
- Słyszałeś o tym, że Messi siedzi w więzieniu?
- Pierwsze słyszę.Mów, niech widzowie dowiedzą się czegoś więcej o "mistrzu".
- Ponoć kogoś zabił.Morderca.
- Widzisz jak ta sława i pieniądze potrafią ludziom namieszać w głowie?
Wyłączyłem ten program, którego kiedyś tak miło mi się słuchało.Nie mogłem słuchać tych durnot.Ze zdenerwowania rzuciłem pilotem w szybę.Przy czym rozwaliłem sobie rękę odłamkami szkła.
- Kogo jeszcze do mnie niesie.. - burknąłem gdy usłyszałem dzwonek i natarczywe pukanie do drzwi.
- Hej, Ola - powiedziała blondynka stojąca przede mną.
- Znamy się?
- Poznaliśmy się po meczu z Realem.A w zasadzie to dałeś mi autograf, byłam ostatnia w kolejce.Napisałeś mi swój adres na koszulce i dodałeś żebym wpadła.Pamiętasz?Ja wtedy chciałam przyjść, ale zaraz miałam samolot do Polski, bo stamtąd pochodzę, a teraz znowu przyleciałam i jestem - uśmiechała się.
Czegoś takiego bym się nie spodziewał.
- Tak...pamiętam, ale słuchaj to było dawno.Spadaj stąd.
- Ale jak to??
- Po prostu stąd idź i najlepiej nie przychodź tu więcej, jasne??
- Jasne...ale jakbyś się jednak rozmyślił to dzwoń.Ja tu trochę zabawię.Masz mój numer telefonu - wręczyła mi karteczkę.
Kurwa jeszcze tego mi brakowało.Po cholere ja jej w ogóle dawałem ten adres?
~~~~ 2 miesiące później ~~~~
Dzisiaj każde z nas otrzymało telefon z wezwaniem do szpitala.To nie może znaczyć nic innego jak to, że Liplit się obudziła!Leo, który 2 tygodnie temu wyszedł z więzienia przyjechał po mnie razem z resztą.Wreszcie wszyscy będziemy w kąplecie.Strasznie długo musieliśmy na to czekać, ale nareszcie do tego dojdzie.Media też już sprostowały sprawy z Messim.Wszystko teraz musi wyjść na prostą.
- Wsiadaj stary!Jedziemy do naszego malucha! - krzyczał Leo.
- W końcu się wybudziła!
Każdy był w doskonałym humorze, co ostatnimi dniami żadko się zdarzało, a właściwie wcale.Nie mogliśmy się doczekać, aby z nią porozmawiać po tak długim czasie.
- Czekaj stój kupimy jej jakiś mega duży bukiet kwiatów! - odezwał się Alves w połowie drogi.
- Dani, ona nie lubi chwastów - wtrąciła się Bru.
"Chwasty" bo tak właśnie mówiła na nie Liplit.
- To nie wiem, kupmy jej jakieś olbrzymie czekoladki!
- Lepszy pomysł.
- Dobra ja pójdę!Kupię jej jeszcze coś specjalnie od siebie - powiedziałem.
- Ej ja też chcę jej kupić coś od siebie!
- I ja!
- No co wy ja też!
Skończyło się na tym, że rozeszliśmy się po wszystkich możliwych sklepach i każde z osobna musiało kupić własny prezent.Ja postawiłem na kolejnego niedźwiedzia, bo tamtego już przecież nie ma, a wiem, że bardzo jej się podobał.Ten będzie jeszcze większy, o ile to w ogóle możliwe.Liplit uwielbiała pluszaki.To takie malutkie dziecko w ciele dorosłego, choć w sumie miała 19 lat, dzieli nas 5 lat różnicy.Małe niewinne...nie, niewinne to zdecydowanie nie to określenie.Była raczej mało grzeczna.No w każdym razie dziecko niższe ode mnie o prawie dwie głowy.Według mnie bardzo słodka i urocza, według niej raczej niekoniecznie.Wręcz denerwowało ją kiedy mówiłem o tym jaka jest słodka gdy paradowała w dwuch warkoczykach, przez co ku mojej rozpaczy coraz żadziej je robiła.Zadziorna, uparta jednak dalej dla nas pozostawał małą, zabawną dziewczynką.Nie mogłoby jej zabraknąć.Widzieliśmy to już przez te całe dwa miesiące.Wiele nam bez niej brakuje, ale to się już skończy.
Zaraz zabierzemy ją do domu i będzie jak dawniej.
Nabyłem misiaka i ruszyłem do auta.O proszę, okazuję się, że najdłużej mi zeszło wybieranie prezentu.To w sumie nie dziwne bo dosyć krytycznie go wybierałem.
"- Nie ten nie, on ma za duży nos.
- To może ten?
- Za chudy.
- Ten jest świetny.
- Tak?To chyba Pan gustu nie ma.
- Ten? - mówił już wyraźnie poddenerwowany.
- Nie widzi Pan jakie ma krzywe nogi?!
- Panie bierz Pan tego i nie zawracaj mi głowy!
- Oo widzę, że się rozumiemy.Biorę."
Wypadło na brązowego niedźwiedzia z czerwoną kokardą, o dużych czekoladowych oczach i małym nosku.
Hmm podobny do niej.Jest idealny.
- Możemy jechać!
- No w końcu!Długo Ci to zajęło ale podarunek niezły, niepowiem - zażartował Leo.
- Wysiadka.Jesteśmy na miejscu.
Po kolei weszliśmy do budynku i wręcz popędziliśmy na piętro.
- O jest ta pielęgniarka!
- Dzień dobry.
- Idźmy już.Nie mogę się doczekać, żeby z nią porozmawiać - mówiła Chrissy z radością w głosie.
Strasznie ją polubiła w dość krutkim czasie.
- Państwo chyba źle zrozumieli mój telefon.Ona się już nie wybudzi.


--------------------
A o to trzynastka, również dosyć pechowa jak to z trzynastkami bywa.
Jest też taka nie za długa, no ale.
Jak myślicie, sporo się teraz pozmienia?Wszystkimi swoimi wrażeniami dzielcie się ze mną i z innymi w komentarzach.
A co do następnego rozdziału, to powinien pojawić się jakoś na dniach, więc dla tych bardziej ciekawskich radzę codziennie wpadać i sprawdzać czy coś przypadkiem się nie ukazało.

20 komentarzy:

  1. Ta końcówka powinna być inna :) czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jak to :o ? Czekam na next , cudny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zszokowałaś mnie tym zakończeniem! Cudowny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakto się nie wybudzi???! ;( Niee to nie może być prawda!Boże jak ja kocham twoje rozdziały;(<3 /Zuza

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie. Oby to tylko ta 13 taka pechowa, w kolejnym niech się obudzi. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zapraszam na kolejny rozdział, który niebawem się ukaże :)

      Usuń
  6. Jejku mega <3 kocham <3 czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam przypadkiem, a teraz zamieniam się w wierną czytelniczkę :) napisałam na meila :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział! Namieszałaś okropnie. Mam nadzieję,ze jakimś cudem ona jednak się wybudzi :D czekam na next i jak chcesz to wpadnij do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Błagam ja chcę już nowy rozdział :') <3

    OdpowiedzUsuń
  10. http://magiajestwbarcelonie.blogspot.com/2016/05/rozdzia-19.html- Do mnie i to już :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz :)