5/29/2016

Rozdział 15

*2 miesiące później*

Obudziłem się z okropnym bólem głowy i jeszcze lekko pijany.Pewnie myślicie, że znowu zapiłem się z bólu, tęsknoty i rozpaczy.Zaskoczę was, otóż nie.Rafaninha miał wczoraj urodziny, trzeba było to oblać, oczywiście nie mogło się obyć bez porządnej imprezy.Od jakiegoś czasu staramy się robić ich jak najwięcej, żeby jakoś wrócić do dawnego stanu i chyba jest coraz lepiej.Podniosłem się z łóżka, wziąłem zimny prysznic i stwierdziłem, że pójdę trochę pobiegać.To powinno dobrze mi zrobić.
- Poker!Syriusz! - krzyknąłem na psy.
Jednak ani jeden, ani drugi nie okazywał dzisiaj żadnego zachwytu na słowo "spacer".Syriusz teraz jest u mnie.Przypomina mi czasem o Lip, ale przywykłem już do tego.
- Nie to nie, idę sam.Spaślaki..
Czworonogi gwałtownie się oburzyły i zaczęły szczekać.
- No co?Prawdę mówię.
Chwyciłem butelkę wody, zamknąłem dom i już mnie nie było.
- Oh przepraszam - powiedziała dziewczyna, która przypadkowo, a może i nie, na mnie wpadła.
- Mhmm, cześć Olu - uśmiechnąłem się.
- Neymar! - zorientowała się w kogo wbiegła i mocno mnie przytuliła.
Jestem w stu procentach pewny, że właśnie zastanawiacie się o co chodzi.Jakiś czas temu znowu złożyła mi wizytę, więc zdecydowałem, że w końcu ją wpuszczę i okazała się bardzo miłą dziewczyną.
- Wpadniesz do mnie?
- Wiesz co?Teraz nie mogę, ale może wieczorem, co ty na to?
- Będę czekał.
*Messi*
Właśnie przygotowywałem sobie śniadanie, kiedy do mojej kuchni wparował brazylijczyk.
- O siema Ney.
- Cześć, co pichcisz? - zapytał zdyszany.
- Coś na szybko, a Ciebie co sprowadza?
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że zawitam.
- Siadaj, napijesz się czegoś?
- Sok.
- Co u Oli? - zapytałem od niechcenia podając mu szklankę z sokiem pomarańczowym.
Nie polubiłem jej ani trochę.Nie wiem dlaczego, niby była miła, sympatyczna i tak dalej, ale nie przypadła mi do gustu.Wszystkich jakoś do siebie przekonała, no z wyjątkiem Bru, ta to jej nie znosi.Często przychodzi tu do mnie i gadamy jaka to ona nie jest.
- A w porządku, właśnie przed chwilą się widzieliśmy.
- To fajnie.
- Zagramy w coś?Fifa?
- Jestem za, raz, dwa na kanapę i czekaj aż cię zniszczę.
- Ha!To dowaliłeś.
- O ile zakład?
- O tą kiełbe co ją masz na stole, w sumie to już trochę zgłodniałem.
- W takim razie mogę spokojnie zrobić sobie z nią kanapkę - stwierdziłem, wpakowałem kawałek mięsa w bułkę i zacząłem się opychać.
- Ej!Ona miała być moja!
- Bierz pada i graj!
Podczas naszej 'walki' ktoś, wpadł do mojego mieszkania i raptownie wyskoczył zza ściany.
- Robię dzisiaj ognisko!I będzie bez O.. - li... - dokończyła cicho kiedy zobaczyła Neymara.
To Bru oczywiście.
- Hej Ney...
- Co ty do niej masz?
- My..mamy - starałem się obronić koleżankę.
- Ahaa, wy macie.Wszyscy ją polubili, wszyscy!Tylko wy nie możecie jej zaakceptować, zrobiła wam coś?!Rozumiem, że ja jestem zaproszony, tak?W takim razie przyjdę razem z nią.Ciał i do zobaczenia wieczorem - poszedł do drzwi i za chwilę się wrócił.
- A i moja wygrana - powiedział podnosząc ostatni kęs, gdyż wygrywał ze mną 1-0.
- No to się wpakowaliśmy... - oznajmiłem po wyjściu przyjaciela.
- Mhmm..i będzie Ola - skrzywiła się.
- I od razu beznadziejne ognisko..
- To miała być moja biba!I to ja miałam zapraszać gości!Wezmę przykład z..Zamknę jej drzwi przed nosem - powiedziała hardo.
- Pomóc ci w przygotowaniach czy poradzisz sobie?
- Dam radę, to widzimy się o 17.
- To do zobaczenia.
*W tym samym czasie*
- Wreszcie wyszedłeś z tego szpitala
- Trochę tam posiedziałem, ale warto było.Rodzice Nadii przynosili mi wszystko co sobie tylko zażyczyłem - zaśmiał się.
- Trochę inaczej to miało wyglądać.
- Grunt, że stamtąd zwiałem.
- I jak to sobie teraz wyobrażasz?Wszędzie powywieszane są listy gończe z twoim zdjęciem.
- Przeczekamy.
- A co zamierzasz zrobić z tą dziunią?
- Wyciągnę od niej jeszcze trochę kasy i kopnę ją w dupę.
- Mam nadzieję, że jak najszybciej.Nie jest nam do niczego potrzebna.
- Trzeba jeszcze tylko załatwić Neymara i Bartre.
- Ciekawe w jaki sposób, przecież to taka sama gangsta jak i my.
- Była.
- Była czy jest, co za różnica?Kto raz w to wszedł to już nie wyjdzie.Z resztą sam widziałeś, że z bronią się dalej nie rozstali.Zostawiamy ich na razie w spokoju.
- Jak sobie chcesz.
*Bruna*
Zbliżała się już 17.Latałam to od kuchni do ogrodu, to od ogrodu do kuchni, bo chciałam, żeby wszystko było super.No przynajmniej w pewnej części.Stawiałam właśnie szklanki na stole kiedy ktoś prawie, że na mnie skoczył.
- BU!
- Marc!Idioto!
- Spokojnie - zaśmiał się ze mnie.
- Odkupujesz - wskazałam na kawałki szkła.
- Jakie szczęście, że na to mnie jeszcze stać.Jestem pierwszy? - zapytał rozglądając się po otoczeniu.
- Tak, tylko ty przychodzisz przed czasem.
- Pomóc Ci?
- Napraw to co nabroiłeś.
- Nie ma problemu - pobiegł po zmiotkę i za chwilę był z powrotem pogwizdując sobie pod nosem.
- W ogóle gdzie Chris?Myślałam, że przyjdzie z Tobą.
- Jest u Shak, przyjdą razem.
O godzinie 17:20 byli już prawie wszyscy.Nie czekaliśmy na tą dwójkę tylko rozpoczęliśmy grilla.Tradycyjnie przygotowywaniem smakołyków na ogniu zajęli się Pique i Leo.Nasi najlepsi kucharze.Anto i partnerka Geriego zaczęły spotkanie od ploteczek, które tak uwielbiały, a chłopcy oczywiście nie mogli odbiec od tematu piłki.Ja w sumie nie wiedziałam kogo mam słuchać.Interesowało mnie i to kto kiedy strzelił bramkę jak i to co dziewczyny sobie ostatnio kupiły.
- Komu szaszłyka? - krzyczał do nas Leoś.
Jednak jego głos lekko zakłucały śmiechy dobiegające z drugiej strony mojego mieszkania.Już wiadomo kto przyszedł.
- Witamy - przywitał się Ney zdejmując kapelusz z głowy i kłaniając się wszystkim.
- Cześć spóźnialski - wyszczerzył szereg swych śnieżnobiałych zębów Dani.
Aleksandra obleciała każdą dziewczynę obsypując je całusami (na kilometr śmierdzi, że chcę się przylizać) aż w końcu poszła zając miejsce.
- Nie siadaj tam! - krzyknęłam.
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Tu zawsze siedziała Liplit.
- To co mam sobie znaleźć inne miejsce? - uśmiechnęła się nadwyraz grzecznie.
- Tak.
- Co ty siadaj - wtrącił się da Silva.
Odwróciłam się od nich i z niesmakiem weszłam do budynku pod pretekstem przyniesienia napoju, choć na stole było go pełno.
- Tylko się nie denerwuj - odparł Messi, który najwyraźniej przyszedł za mną.
- Mhm.
- Myślisz, że oni razem będą? - wypaliłam sama nie wiem dlaczego.
- Kto?
- Ola i Neymar.
- Nie wiem, ale i na to powinniśmy być gotowi.Przecież Ney nie będzie do końca życia sam.
- No tak..ale czemu akurat ona?Czemu akurat ta?Wtargnęła po między naszą paczkę nie wiadomo skąd i nie wiadomo poco i próbuje skraść serca wszystkich.
- Właściwie to już to zrobiła..widziałaś chyba jak ciepło ją przywitali.
- To mnie najbardziej martwi, traktują ją jakby była z nami od paru lat! - nie mogłam powstrzymać emocji.
Kompletnie nie potrafiłam pogodzić się z tym, że pojawił się ktoś nowy i do tego próbuje zająć miejsce Lip.Przynajmniej ja to tak widziałam.Ale nie, do mnie się nie wkupi, mam jeszcze swój rozum i nie pozwolę jej na to, żeby na wszystko sobie pozwalała.Niech wie, że nasza ekipa nie potrzebuje żadnych nowych ludzi, a już na pewno nie takiej idiotki jak ona.
- Leć już bo Geri sobie tam nie poradzi - powiedziałam powoli polepszając sobie humor.
- Masz racje - uśmiechnął się do mnie i pociągnął na taras.
Rozmawiali akurat o przyszłym meczu.Jak słyszałam jej teksty to aż mnie mdliło.Głupia blondi.Widać, że nie miała kompletnego pojęcia o tym o czym mówi."Jesteście najlepsi", "Wygracie, bo jesteście cudowni"...Tyle komplementów w jednej wypowiedzi, a oni łykali to jak kaczki chleb.
- Śliczna bluzka Bru - zwróciła się do mnie z przemiłym wyrazem twarzy.
Posłałam jej najsztuczniejszy uśmiech jaki tylko można, wcale nie kryjąc tego, że jest udawany.
- Może wybierzemy się kiedyś razem na zakupy?Chciałabym bliżej Cię poznać - dalej mówiła przyjaźnie.
- Mam strasznie mało czasu, wybacz.
Po tym poczułam szturchnięcie przy moich żebrach.To mój ukochany Dani, który siedział obok mnie i mierzwił mnie wzrokiem.
- Ale może kiedyś - dodałam.
- Było by super!Naprawdę świetnie się ubierasz.
Taa teraz jeszcze mi praw komplementy.
Spoko laska, jestem wystarczająco dowartościowana.
- Może potańczymy?! - zaproponował Sergi włączając muzykę i ciągnąc mnie i Rafę do tańca.
- Co słabeusze?Ja już mam dwie, a was żadna nie chce? - zabawiał się dalej.
Ach ten Sergi, doskonały żartowniś i dusza towarzystwa.
Po takich słowach chłopcy najwyraźniej poczuli się urażeni i od razu wzięli swoje partnerki, lub też nie, w obroty.Tańczyliśmy we trójkę z dobre 5 minut, ale nie mogłam już patrzeć na ten jakże cudowny taniec jedenastki i Oli.
- Odbijamy - krzyknęłam i popędziłam w ich kierunku.
'Biała' dołączyła się teraz do reszty,a ja tańczyłam z brazylijczykiem.
- Jak się bawisz?
- Fenomenalnie! - zaczął mną kręcić 240 na minute.
Tak, był pijany.No może nie aż tak jak to potrafił, ale był.Można to jednoznacznie stwierdzić.
- Cieszę się bardzo.
Przy naszym szalonym tańcu wpadliśmy w grilla przez co delikatnie sfajczyłam sobie szorty.No takiego Neya to ja lubię!Wiecznie szalony, z którym zawsze można się dobrze bawić.Pewnie byłoby tak długo gdyby znowu nie przypałętała się ta kicia..
- Zbierajmy się już co? - powiedziała.
- Chcesz to już idź.On się dobrze bawi - wskazałam na Neymara.
- Wybacz Bru, ale też już pójdę.Super impreza - przytulił mnie i zaczął żegnać się z resztą.
Majewska poszła w jego ślady.Musiałam długo wycierać swoje policzki po jej krwisto czerwonej szmince.Ona ode mnie nie dostała ani jednego całuska i niech tak pozostanie.Nie będę się fatygować.
Poza tym moje szminki na pewno są o wiele droższe, nie będę ich marnować na jakąś tam lafiryndę.
- Co to miało być? - zapytał Alves po wyjściu ostatnich gości.
- Co masz na myśli? - pociągnęłam łyk wody z butelki.
- Doskonale wiesz co mam na myśli.
- Em nie wiem - włączyłam telewizje i nic nie robiłam sobie z tego co do mnie mówił.
Długo jednak nie nacieszyłam się tępym serialem, gdyż 'ktoś' mi go wyłączył.
- Słuchasz mnie? - powiedział chyba delikatnie zirytowany.
- Słucham, słucham - odburknęłam.
- Ona jest miła, chcę się zaprzyjaźnić, a ty nawet w najmniejszy sposób nie potrafisz tego docenić.
- Docenić?Docenić to, że próbuje się wkupić do naszej paczki?
- Jakie wkupić, o czym ty mówisz?!
- Och jacy wy jesteście cudowni, a jacy wspaniali.. - naśladowałam blondynkę.
- Po prostu jest miła.W przeciwieństwie do ciebie.
- Ciesz się, że nie mówiłam tego co bardzo chciałam powiedzieć, bo by dziewczyna wyszła stąd z płaczem.
- Ale mogłaś się chociaż odrobinę wysilić na jakieś miłe słowo.
- I tak dałam wystarczająco dużo od siebie.Zaczynając od tego, że jej w ogóle miało tutaj nie być.
- Nie zaprosiłaś jej? - zapytał z niedowierzaniem.
- To takie dziwne?Byłoby o niebo lepiej gdyby tutaj nie przychodziła i ty nie miał byś wtedy do mnie pretensji, że jestem nie miła.
Stwierdziłam, że wystarczy już tej wymiany zdań, więc podniosłam się z kanapy i poszłam na górę.Denerwowało mnie to, że robi mi wyrzuty.
*Aleksandra*
- Masz naprawdę przesympatycznych przyjaciół - mówiłam wracając ze spotkania.
- Prawda?
- Wszyscy tak ciepło mnie przyjęli.Dziewczyny są takie dobre i uczynne, a chłopcy tacy przyjacielscy.Nigdy bym nawet nie pomyślała, że poznam piłkarzy mojej ukochanej drużyny, a tu proszę.Do tego panuje u was taka wspaniała atmosfera.
- To też dzięki Tobie.To ty jesteś taka miła, przyjazna i grzeczna - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech.
- Jednak ty przyjąłeś mnie chyba najlepiej.
- Cóż jesteś wspaniałą osobą, jak miałbym Cię przyjąć?
Dogadywałam się z nim świetnie.Był cudowny.Niespodziewałabym się, że aż tak.Każdy z osobna traktował mnie w niesamowity sposób.Chyba Bruna jeszcze nie zdążyła mnie zaakceptować, ale będę się starać znaleźć z nią wspólny język, ona na pewno też jest bardzo wartościowa.
- Mogłabym dzisiaj u Ciebie zostać?Trochę źle się czuję, a jestem jak zwykle sama w domu - spytałam niepewnie.
- Jasne, nie ma problemu.Czyli co nie odprowadzam Cię tylko idziemy do mnie?
- Tak - odpowiedziałam.
- W porządku.
Przeszliśmy jeszcze kawałek cały czas rozmawiając aż doszliśmy na posesję piłkarza.Otworzył mi drzwi i zaprosił do środka.
- Jesteś już zmęczona?
- Odrobinę.
- W takim razie zaraz przyniosę Ci jakąś pidżamę.Moja siostra czasami jest u mnie, więc mam trochę takich rzeczy - zaśmiał się.
- Okej, zaczekam.
- Możesz pójść wybrać sobie, któryś z pokoi gościnnych, a ja zaraz do Ciebie przyjdę.
Byłam już tu kilka razy, ale nigdy jeszcze nie widziałam całego domu.Zawsze byłam tylko w kuchni, salonie czy w ogrodzie.Bardzo ciekawiło mnie to jak mieszka, ale było mi głupio pytać czy mnie oprowadzi.To przecież nie na miejscu.Teraz miałam okazję trochę pozwiedzać.Weszłam na górne piętro i lekko mnie zatkało.W głowie mi się nie mieściło, że można mieć aż tyle pokoi gościnnych.I jak tu teraz wybrać jeden.Ja mieszkałam raczej dosyć skromnie, a w tej chwili znajdowałam się w nie byle jakim mieszkaniu, jednak czemu się dziwić to światowej klasy piłkarz.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie właśnie gospodarz.
- Może być ta? - zapytał pokazując mi długą szarą koszulkę i spodnie w kotki.
- Pewnie - powiedziałam z uśmiechem.
- Powinna być dobra.
- A Rafaella nie będzie zła?
- No co ty, leć się przebierz, a ja może zrobię Ci jeszcze herbatę jeśli masz ochotę.
- Poproszę.
Skierowałam się do łazienki i postanowiłam, że wezmę jeszcze szybki prysznic.Umyłam się, ubrałam i zeszłam na dół gdzie czekał już na mnie gorący napój.
- Chyba jednak odrobinę za mała - zachichotał.
Spojrzałam na dół i faktycznie, nogawki kończyły mi się sporo przed kostkami.Tak samo było z resztą z rękawami.
- No trudno - odpowiedziałam i poczułam, że chyba się czerwienie.
W sumie sama nie wiem dlaczego.
- No nieważne, siadaj.
Obydwoje wypiliśmy po kubku ciepłej herbaty oglądając przy tym powtórkę jakiegoś wywiadu.
- Halo co się tak zapatrzyłaś - śmiał się ze mnie.
Cały czas wpatrywałam się w niego w telewizji i słuchałam tego co mówi.
- To tylko wywiad.
- Przepraszam, dla ciebie to tylko wywiad, a dla mnie..
- A dla Ciebie?
- No wiesz, jestem waszą fanką, twoją fanką - mówiłam zmieszana, a on tylko się uśmiechnął.
- Ja się już może położę.
- Dobrze się już czujesz? - zapytał kiedy byłam na schodach.
- Co..?Aa tak, lepiej - odpowiedziałam, gdy zrozumiałam o co mu chodziło.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
*W tym samym czasie.Szpital*
Z sali numer 26 zaczął dochodzić charakterystyczny pisk z aparatów.Co to mogło oznaczać?Tylko to, że czyjś oddech i bicie serca zaczęło się znacznie zmieniać, że ktoś właśnie wraca do żywych.Lekarze zerwali się na równe nogi.Wiedzieli, że to co się w tej chwili dzieje jest wręcz niemożliwe.Ona miała się już nie obudzić, miała przespać tak już resztę swojego życia.
- Obudziła się!
- Jak to się obudziła?!
- Halo, słyszysz mnie? - pytali stercząc nad nią i świecąc jej w oczy.
- Słyszę - odpowiedziała na początek ledwo słyszalnie.
- Jak się nazywasz??
- Liplit..Sejfl.
- Ile masz lat?
- 19.
- Pamięta!
- Jaki mamy dzisiaj dzień?
- Piątek, dziecko piątek - wszyscy tryskali radością.
To w końcu lekarze.To nie zwykła praca, a powołanie.Cieszą się z każdego uratowanego życia, a takie przypadki to jak cud.
- Jak się czujesz?
- Dobrze, bardzo dobrze, ale chce już do domu.
Pytaniom nie było końca, badania też były rzeczą niezbędną.
- Zadzwonię po twoich rodziców.
- Nie, po nich nie.
- W takim razie po twoich przyjaciół.
- Nie, niech Pani nie dzwoni, chcę im zrobić niespodziankę.Jutro sama złoże im wizytę - uśmiechnęła się.
- No dobrze, a teraz śpij.Wypocznij, a jutro skoro tak bardzo chcesz wypuścimy Cię, bo badania są dobre.
Następnego dnia, z samego rana ze szpitala wyszła dziewczyna, która spędziła tam prawie pół roku i do tego cały ten czas była zmuszona przeznaczyć na sen.Nikt by się nawet nie spodziewał, że w ogóle stamtąd wyjdzie.
*Liplit* 
Schodząc z ostatniego stopnia schodów zaczęłam krzyczeć jak oszalała i śmiać się jak ktoś kto usłyszał najśmieszniejszy żart na świecie o ile istnieje taki, który rozbawiłby do takiego stopnia.Pewnie dziwi was taka reakcja, ale ludzie, ja od 6 miesięcy nie widziałam światła dziennego!Jak tu jest pięknie, to słońce, ten lekki wiatr, ta ziemia, po której wreszcie stąpam.Przyklękłam na chodniku i po moich policzkach zaczęły spływać łzy.Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Miałam olbrzymie szczęście, że nikt tędy nie przechodził i mogłam dać ponieść się emocjom.Nie chciałam zamawiać taksówki.Chciałam przejść się o własnych nogach nie ważne czy metr czy 3 kilometry, ale po prostu poczuć, że idę, poczuć, że żyje.Nie będę wracać do domu, pójdę do nich, do moich najlepszych na świecie przyjaciół, ale pierwszy będzie chłopak o tych cudownych oczach i z tym szczerym, rozbrajającym wszystkich uśmiechem.Sami chyba wiecie o kim mówię.
Idąc tak obserwowałam z wielkim skupieniem wszystko co spotkałam na swojej drodze, aż znalazłam się pod jego drzwiami.I co ja mam powiedzieć?Boże nie wiem..może się przestraszy, może pomyśli, że ma jakieś zwidy, że mu się przyśniło.Kolejne pytanie, zadzwonić?Zapukać?Czy wparować jak zwykle? - zaśmiałam się.Ja cię dziewczyno!To jak zwykle było dawno temu!Może jednak zapukam..
Zrobiłam jak pomyślałam i czekałam na otworzenie drzwi.10 sekund, 20 nie to już dla mnie za długo.Sami wiecie, że z reguły jestem mało cierpliwa.Wchodzę!
Wchodzę, a na schodach widzę..jakąś blondynkę, nie Neya.
- Em przepraszam chyba pomyliłam..nie no to jest dom Neymara..
- Tak to dom Neymara - powiedziała zdziwiona, ale uśmiechała się.
- Ty tutaj..
- Spałam.
Do moich oczu napłynęły łzy, ale czego się spodziewałam, że będzie czekał?Na co?
Poczułam pierwszą kroplę na moim policzku i wybiegłam z mieszkania.Nienawidzę, kiedy ktoś widzi jak płacze.
- JEZU LIPLIT!! - usłyszałam krzyk.
Wiem czyj krzyk, doskonale pamiętam ten głos.
- Jak to..przecież ty...
- Żyje.
- Ale dlaczego pła...Zaraz posłuchaj mnie ja z nią nie jestem.To koleżanka.
- Nie spokojnie, ze mną też nie byłeś.To łzy szczęścia.Wiesz po prostu cieszę się, że żyje.
*Narrator*
W tym momencie dziewczyna trzasnęła furtką i wsiadła do taksówki, która na jej szczęścia akurat była w pobliżu.
- Kto to był? - spytała Ola.
- Idź już.
- Ale..
- Proszę Cię idź już!
- Już wychodzę..
Jak to możliwe?Przecież miała się już nie wybudzić..A teraz myśli, że..że już o niej nie pamiętam, że pocieszyłem się inną.Chociaż miała rację, tak naprawdę nigdy nie byliśmy parą.Wszystkie jego myśli były tak zagmatwane, że ciężko jest to sobie wyobrazić.Z jednej strony zaskoczenie, ale i szczęście, że ją zobaczył, a z drugiej złość i żal, że był to akurat taki moment.Postanowił jednak pójść do niej i porozmawiać, zamknął dom i ruszył w jej kierunku.
A Lip?Lip siedzi teraz w parku i z olbrzymią złością uświadamia sobie, że znowu musi tam pójść po swojego psa.
Neymar zauważając, że jej nie ma siada na schodach jakby miał płakać, a Lip patrząc na jego dom, w którym kiedyś się śmiali, robi dokładnie to samo co on, a kiedy po godzinie uświadamiają sobie, że nie ma sensu już dłużej czekać wracają innymi drogami nawet nie wiedząc o tym, że gdyby skręcili w inną ulicę spotkaliby się i mogli jeszcze raz powiedzieć sobie o swoich uczuciach.

--------------------
 
Tak wiem, że musieliście długo czekać na ten rozdział, ale mam nadzieję, że chociaż odrobinę się opłacało. :)
Jak wrażenia?Podejrzewam, że wiele osób uszczęśliwiłam tym, że 'przywróciłam' główną bohaterkę.Z resztą..siebie też :D
A teraz proszę o komentarze, też chcę coś sobie poczytać :D

---------------
Rozdział z dedykacją dla mojej ukochanej siostry Julci i drugiej, w zasadzie też siostry Weroniki, które są czytelniczkami :D <3 i oczywiście dla wszyystkich, którzy to czytają. ♥

17 komentarzy:

  1. Cuuudny ❤ jakby ci się nudziło to wpadnij http://elamoresciego.blox.pl/2016/05/Rozdzial-5-Jestes.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie musi mi się nudzić, żebym wpadła ;* super blog i dziękuję :)

      Usuń
  2. Boże dziewczyno ogarnij dupe! Takie zakończenie? No fajnie xd ja mam nadieje, że szybko ich pogodzisz, będzie wszystko ok i nie knuj z tą gangstą za duzo. Już czekam na next i zapraszam do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jajku cudowny!Teraz chcę tylko, żeby sobie wszystko wyjaśnili i wreszcie ze sobą byli <3 :) /Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudnie !!! Dawaj next !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju. Co to się działo. Lip żyje :3 Rozdział świetny, mam nadzieję, że będziesz dalej pisać. Nie zostawisz tego tak. W takim momencie. Jestem pod wielkim wrażeniem. Pisz szybciutko kolejny :*
    Fajnie by było jakbyś wyjaśniła sytuację między Neyem a Lip, żeby znowu byli razem :D /Natalia

    OdpowiedzUsuń
  6. JEZUUU💕💕🔫🔫 ZABIJE CIE za ten rozdział normalnie😭😭 Piękny i smutny jednocześnie z tą końcówką😭💕🔫🔫

    OdpowiedzUsuń
  7. http://magiajestwbarcelonie.blogspot.com/2016/06/rozdzia-20.html-Zapraszam na nowy :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze nie mam konta ani na bl ani na google i nwm kiedy są rozdziały..:/ jak napiszę do ciebie to bd ok?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za twój komentarz :)