Bardzo proszę o przeczytanie notki na końcu :)
Następnego ranka obudziły mnie mocne promienie słońca wpadające do mojego pokoju.Poczułam jakąś pozytywną energię bez względu na to co wydarzyło się wczoraj.Nie wiem, może to dlatego, że po prostu znowu mam życie?"Po prostu" to w sumie chyba słabe określenie, przydałoby się może "aż".Tak czy inaczej wiedziałam, że to będzie cudowny dzień.Na pewno dla mnie, bo mam zamiar nawiedzić wszystkich moich przyjaciół.Najlepiej zrobić to tak, żeby ich za bardzo nie przestraszyć, ale to może być trudne.Trochę mi to pewnie zajmie, dlatego staczanie się z łóżka czas zacząć.Postanowiłam, że najpierw coś zjem.Nie mam zbyt dużego wyboru, bo jak na razie mogę jeść tylko lekkie rzeczy, więc postawię na jogurt czy coś w tym rodzaju.Założyłam kapcie o podobiźnie niedźwiedzi i w samej pidżamie zeszłam na dół.W kuchni czekała mnie pewna niespodzianka..
- Co ty tu..?
- Mam jeszcze kluczę.
- Rozumiem, że przyszedłeś mi je oddać, łącznie z psem.
- Nie do końca.Chciałbym coś wyjaśnić.
Wstał i znowu poczułam jak jestem mała.
- Nie musisz - słabo się uśmiechnęłam - Jest jak jest i tak jest dobrze.Nikt Ci nie zabrania mieć dwuch przyjaciółek na raz.Dziewczynę też możesz mieć.Co w tym złego?
- To dlaczego wczoraj płakałaś?
- Nie płakałam.
- Płakałaś.
- Nie.
- Nie kłam.
Doskonale wiedziałam, że brnę w coś co i tak jest oczywiste.Wiem, że z moich oczu wczoraj popłynęło kilka łez.
- Wcale nie płakałam.
Odeszłam od niego i zajrzałam do lodówki.Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że świeci ona pustkami.
- Możesz już iść, bo właśnie wychodzę na zakupy.
Nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak jakbym chciała go wygonić, bo wcelę tego nie chciałam, więc posłałam mu coś podobnego do uśmiechu i otworzyłam drzwi.
- Emm pidżama..
- Ughh.. - westchnęłam spoglądając na siebie.
- Miałem nadzięję, że obudziłaś się trochę bardziej ogarnięta - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne - skarciłam go wzrokiem.
- Wiesz, to może ty się przebierz, a ja w tym czasie pójdę kupić ci coś do żarcia.
- Jogurt.
- Na jednym jogurcie to ty raczej długo nie pożyjesz.
- To dwa.
- Dobra, dobra już ja się o Ciebie zatroszczę.
- A ktoś przypadkiem na Ciebie nie czeka...?
- Ty na mnie czekasz - pocałował mnie w czoło - Zaraz będę i nie burmusz się tak.
Po jego wyjściu skoczyłam na górę po ciuchy i poszłam pod prysznic.Kiedy zeszłam na dół czekało już na mnie śniadanko.
- Dzięki.
- Jedz, a ja pójdę już do siebie.
- Ney - zatrzymałam go - Mogę mieć prośbę? - spytałam niepewnie.
- Pewnie.
- Mógłbyś obdzwonić wszystkich, żeby wpadli do Ciebie za jakiś czas?Nie bardzo chcę mi się wpadać do każdego do domu.Oczywiście nie mów im o co chodzi.
- No jasne.Za 2 godzinki u mnie?
- Mhm - uśmiechnęłam się.
- To na razie.Łap kluczę - krzyknął zza drzwi rzucając mi moją własność.
Siadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie.Po posiłku zostało mi jeszcze jakieś półtorej godziny.Postanowiłam pobawić się z Syriuszem, stęskniłam się za nim.
- Syri, piesku - przywołałam czworonoga, który zaraz przybiegł z kijem.
- A więc tak się dzisiaj bawimy?To leć. Wyrwałam mu badyl z paszczy, rzuciłam daleko do ogrodu i tak parę razy.Byłam pewna, że na tym się nie skończy.Pies przybiegł do mnie, pociągnął za koniec kijka i zaczął zbliżać się do basenu.Nie mogłam mu odmówić, wskoczyłam razem z nim.Wychodząc z wody spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 13:58.
- No wystarczy na dzisiaj, idę się wysuszyć.
Ściągnęłam przemoczone ubrania, wysuszyłam się i założyłam nowe, tysiąc razy sprawdzając czy aby na pewno nie mam czegoś tył na przód lub dwóch różnych skarpetek na przykład.Gdy uznałam, że wszystko jest świetnie mogłam wyjść z domu.Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę willi piłkarza.Na miejscu zobaczyłam 2 samochody, jeden należący do Messiego, jeden do Sergiego i motor, nie mam pojęcia czyj.Stanęłam przed mieszkaniem i zastanawiałam się jak by tu wejść.Hmm no może normalnie?Drzwiami?Nie, nie to za proste.To może oknem?W duchu zaczęłam się śmiać, ale jednak sięgnęłam po tę pierwszą opcję.
- DZIEŃ-DO-BRY - przesylabowałam jak to robią dzieci w przedszkolu i weszłam do salonu, a wszystkim dosłownie opadły szczęki.
- Co ty tu..?
- Mam jeszcze kluczę.
- Rozumiem, że przyszedłeś mi je oddać, łącznie z psem.
- Nie do końca.Chciałbym coś wyjaśnić.
Wstał i znowu poczułam jak jestem mała.
- Nie musisz - słabo się uśmiechnęłam - Jest jak jest i tak jest dobrze.Nikt Ci nie zabrania mieć dwuch przyjaciółek na raz.Dziewczynę też możesz mieć.Co w tym złego?
- To dlaczego wczoraj płakałaś?
- Nie płakałam.
- Płakałaś.
- Nie.
- Nie kłam.
Doskonale wiedziałam, że brnę w coś co i tak jest oczywiste.Wiem, że z moich oczu wczoraj popłynęło kilka łez.
- Wcale nie płakałam.
Odeszłam od niego i zajrzałam do lodówki.Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że świeci ona pustkami.
- Możesz już iść, bo właśnie wychodzę na zakupy.
Nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak jakbym chciała go wygonić, bo wcelę tego nie chciałam, więc posłałam mu coś podobnego do uśmiechu i otworzyłam drzwi.
- Emm pidżama..
- Ughh.. - westchnęłam spoglądając na siebie.
- Miałem nadzięję, że obudziłaś się trochę bardziej ogarnięta - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne - skarciłam go wzrokiem.
- Wiesz, to może ty się przebierz, a ja w tym czasie pójdę kupić ci coś do żarcia.
- Jogurt.
- Na jednym jogurcie to ty raczej długo nie pożyjesz.
- To dwa.
- Dobra, dobra już ja się o Ciebie zatroszczę.
- A ktoś przypadkiem na Ciebie nie czeka...?
- Ty na mnie czekasz - pocałował mnie w czoło - Zaraz będę i nie burmusz się tak.
Po jego wyjściu skoczyłam na górę po ciuchy i poszłam pod prysznic.Kiedy zeszłam na dół czekało już na mnie śniadanko.
- Dzięki.
- Jedz, a ja pójdę już do siebie.
- Ney - zatrzymałam go - Mogę mieć prośbę? - spytałam niepewnie.
- Pewnie.
- Mógłbyś obdzwonić wszystkich, żeby wpadli do Ciebie za jakiś czas?Nie bardzo chcę mi się wpadać do każdego do domu.Oczywiście nie mów im o co chodzi.
- No jasne.Za 2 godzinki u mnie?
- Mhm - uśmiechnęłam się.
- To na razie.Łap kluczę - krzyknął zza drzwi rzucając mi moją własność.
Siadłam do stołu i zabrałam się za jedzenie.Po posiłku zostało mi jeszcze jakieś półtorej godziny.Postanowiłam pobawić się z Syriuszem, stęskniłam się za nim.
- Syri, piesku - przywołałam czworonoga, który zaraz przybiegł z kijem.
- A więc tak się dzisiaj bawimy?To leć. Wyrwałam mu badyl z paszczy, rzuciłam daleko do ogrodu i tak parę razy.Byłam pewna, że na tym się nie skończy.Pies przybiegł do mnie, pociągnął za koniec kijka i zaczął zbliżać się do basenu.Nie mogłam mu odmówić, wskoczyłam razem z nim.Wychodząc z wody spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 13:58.
- No wystarczy na dzisiaj, idę się wysuszyć.
Ściągnęłam przemoczone ubrania, wysuszyłam się i założyłam nowe, tysiąc razy sprawdzając czy aby na pewno nie mam czegoś tył na przód lub dwóch różnych skarpetek na przykład.Gdy uznałam, że wszystko jest świetnie mogłam wyjść z domu.Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę willi piłkarza.Na miejscu zobaczyłam 2 samochody, jeden należący do Messiego, jeden do Sergiego i motor, nie mam pojęcia czyj.Stanęłam przed mieszkaniem i zastanawiałam się jak by tu wejść.Hmm no może normalnie?Drzwiami?Nie, nie to za proste.To może oknem?W duchu zaczęłam się śmiać, ale jednak sięgnęłam po tę pierwszą opcję.
- DZIEŃ-DO-BRY - przesylabowałam jak to robią dzieci w przedszkolu i weszłam do salonu, a wszystkim dosłownie opadły szczęki.
- LIP!! - krzyknęli równocześnie Bruna i Leo rzucając się na mnie.
Po chwili, kiedy już się uspokoił dołączył do nich Marc, potem Dani.Po jego 'naskoku' leżałam już na ziemi.Wszyscy mówili coś w stylu "Jak to możliwe" "Ty żyjesz", ale byłam trochę odcięta od świata, więc nie bardzo słyszałam.
- Zejdźcie ze mnie!Błagam..Pliiis!!
Zeszli jedni, weszli drudzy.Taka mała wymiana.
- Dajcie jej odetchnąć - zaśmiał się Ney, kiedy widział, że już nie wytrzymuję.
Wszyscy usiedli na kanapie, krzesłach czy fotelach i zwyczajnie się na mnie patrzyli.
- Co się tak gapicie? - zarechotałam.
- Aj lof ju Lip - powiedział Sergi.
- Aj lof ju tuu - zaśmiałam się.
Każdy rzecz jasna musiał wypytać mnie kiedy się obudziłam, jak się czuję i tak dalej.Oczywiście odpowiedziałam na ich pytania.
- Jak Ci się spało?
- A wiesz, śniłam o Tobie Sergi.
- My się właściwie jeszcze nie znamy - powiedziała blondynka, którą widziałam tu wczoraj.
Nawet nie zauważyłam jej obecności.
- Znaczy ja Ciebie znam, ale ty mnie raczej nie - kontynuowała - Majewska Aleksandra, dla przyjaciół Ola - uśmiechnęła się.
Bez obaw, nie będę nazywać Cię Ola, nie zamierzam się z Tobą przyjaźnić.Nie musiałaś dodawać - pomyślałam.
- Skoro już mnie znasz chyba nie muszę się przedstawiać.
Nie podałam jej ręki, choć ona ją do mnie wyciągnęła.
- A czyja to ta granatowa fura co stoi przed wejściem? - zapytałam z radością.
Uwielbiałam motory.
- Kupiłem nową - powiedział Bartra.
- Aaaa Marcuś kupił nowy motor!! - zaczęłam piszczeć - Dasz się przejechać?! - krzyknęłam wskakując mu na kolana.
- Dam, ale najpierw ja prowadzę.
- Dobra, stoi - przybiliśmy piątkę i wylecieliśmy na zewnątrz.
Właściwie to ja wyleciałam zabierając mu kluczę, a on szedł za mną.
- Kask.
- Już zakładam.
- No, a teraz trzymaj się mocno - powiedział, gdy już siedziałam za nim.
- Tylko uważać tam! - krzyknął Leo.
- Tak jest! - zasalutowaliśmy oboje.
Marc nie jechał zbyt szybko, bo jak to wcześciej ujął w słowa, nie chcę mnie znowu w szitalu, ale i tak było super.
- Czekaj, zaparkuje w garażu.
- Czyja jest ta maszyna?! - krzyknęłam na widok następnego ścigacza.
- To Neya.
- Też chcę się przejechać.
- To już jego proś.
Wystrzeliłam jak z procy z powrotem do mieszkania i rzuciłam się właścicielowi na szyję.
- Przewieziesz mnie? - zapytałam ze słodką minką.
- Już widziałaś? - westchnął.
Zachichotałam.
- Prooooszę.
- A co będę z tego miał?
- A co chcesz?
- Buziaka - uśmiechnął się łobuzersko i odrobinę się schylił.
- No dooobra..
Weszłam na jego buty, stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta.Oczywiście była to tylko forma przekupstwa, nic więcej.
- Chodź - pociągnęłam go za rękę i wybiegłam.
- No wskakuj.
Teraz siedziałam już na czarno-czerwonym, idealnym ścigaczu.
Jechaliśmy ulicami miasta w średnim tempie, wolałam jednak szybką jazdę.
- Teraz ja.
- Marc też Ci pozwolił?
- Tak - skłamałam.
- No to masz - zamienił się ze mną miejscami.
Jechałam coraz szybciej i szybciej, to mnie właśnie kręciło.
- Mała zwolnij.
- Już zwalniam.
Zamiast zwolnić przyspieszyłam.
W końcu dojechaliśmy na miejsce, gdzie rozpalano ognisko.
- Dałeś jej prowadzić? - spytał Neya Bartra.
- Mówiła, że ty też jej pozwoliłeś - spojrzał się na mnie - O ty cwaniaro!
Tym razem to ja cwaniacko się uśmiechnęłam.
- Kłamczucha! - zaczął mnie ganiać do o koła ustawionych krzeseł.
- Co za dziecko - westchnął Leo, kiedy się za nim schowałam.
- Neymar upieczesz mi kiełbaskę? - zapytała milutko Aleksandra.
- Nie mogę, teraz jestem zajęty - i zaczął dalej za mną biegać.
Byłam bardzo zadowolona, że tak ją potraktował i wolał zająć się mną.Niech zjeżdża ta wyblakła blondyna.
- Dobra Lipliś, wystarczy tego, idę coś zjeść.
- No okej, okej.Wygrałam.
- Niech Ci będzie - zaśmiał się.
W czasie, kiedy on poszedł do chłopaków coś zjeść ja skoczyłam do Bruny.
- A upieczesz mi kiełbaskę?? - zaczęła naśladować Majewską.
- Ty też jej nie lubisz??Jacie kocham Cię! - przybiłyśmy żółwika.
Bru opowiadała mi co się działo pod moją nieobecność i powiem szczerze, że jeszcze bardziej znienawidziłam tą laskę.
- Dziewczyny, jeść coś! - zawołał nas Geri.
- Spoko wielkoludzie!
Zerwałam z miejsca przyjaciółkę i pobiegłyśmy po talerzyki.Po chwili miałyśmy na nich również kiełbaski.
- To teraz siądźcie wszyscy, bo mamy coś do powiedzenia - zaczął Pique, a po chwili dołączył do niego Marc, Neymar, Leo i Dani.
- Wszyscy z chłopakami ustaliliśmy, że pojedziemy sobie na wspólne wakacje.
Czyli musi być koniec sezonu - pomyślałam sobie.
- I teraz tak, są 3 opcje Grecja, wyspy Kanaryjskie i Meksyk.
- Kto chcę Grecję?! - krzyknął Dani.
Widziałam jak mu się oczy świeciły, to znaczy, że chcę Grecje.Ja w sumie też, dlatego podniosłam rękę, a Bruna razem ze mną.
- Kto chcę wyspy?! - tym razem wrzasnął Leo.
- A kto Meksyk?
Do Meksyku chciały tylko Shak i Anto, nie licząc Geriego, którego zmusiła jego partnerka.Wychodzi na to, że te wakacje spędzamy w Grecji!Juhuuu!
- Kiedy wyjazd? - zapytała Marquezine.
- Jutro, godzina trzecia.
- Coo?!!
- Rano - zaśmiał się Rafaninha.
- Także, za góra 2 godziny się zbieramy, żeby trochę odpocząć, a jutro spotykamy się na stacji o trzeciej, żeby sobie zatankować.Stwierdziliśmy, że pojedziemy na 5 samochodów.Kieruje ja, Neymar, Leo, Rafaninha i Luis - skończył Pique.
- Ja, Dani, Lip, Bruna i Sergi jedziemy z Neyem! - krzyknął Marc - zmieścimy się, nie grubasy?
- Pewnie!
- Z kim mogę pojechać? - zapytała Majewska.
- Z nami - uśmiechnęły się Shak i Anto, które miały jechać razem z Messim.
On najwyraźniej nie wydawał aż takiej chęci jak dziewczyny, ale niestety nie miał nic do gadania.
- Wszystko obgadane? - zapytałam.
Chłopaki pokiwali głowami co oznaczało, że tak.
- To idziemy tańczyć!
Porwałam pierwszego z brzegu chłopaka jakim był Munir i zaraz ruszaliśmy się w rytm muzyki.Szybko dołączyła do nas Bruna i Sergi, aż w końcu wszyscy bawiliśmy się na całego.Po 2 godzinach zostałam tylko ja i kilku chłopaków, ośmiu dokładniej.
- Co, a ty nie idziesz już spać? - zapytał Sergi.
- Coo ty, ja będę jutro spać, w czasie drogi - machnęłam ręką.
- W tej chwili do domu!Już!Do łóżka! - zaczął mnie pchać w kierunku swojego auta.
- O co Ci chodzi?
- Ty masz jutro ze mną żarty odstawiać, odpały, przypały, a nie spać! - wpakował mnie do środka.
- Zaraz wracam chłopaki tylko odstawie tego dzieciaka pod dom.
- Siedź tu i nie ruszaj się nigdzie.
- No nie bardzo mam jak, bo drzwi mi zamknąłeś.
- Pod kołdrę! - powiedział już w moim pokoju i popchnął mnie na moje legowisko.
- Dobra, dobra..
- Śpij.
Już kierował się do wyjścia, kiedy nagle go zatrzymałam.
- Bajkę chcę - odparłam głosem małego dziecka.
- Co chcesz?? - zapytał zdziwiony.
- Baaajkeee.
Roberto westchnął tylko ciężko i zaczął zmyślać jakieś głupoty, które nawet kupy się nie trzymały tylko po to, żebym zasnęła.
Chyba lekko przysnęłam bo nie pamiętałam końcówki, jednak obudziły mnie jego kroki.
- Seergi.
- NO NIE!Spałaś przecież!
Ja tylko się zaśmiałam.
- Śpię już, śpię tylko poproszę jeszcze cmok w czółko.
Dostałam to o co prosiłam i faktycznie odpłynełam.
Po chwili, kiedy już się uspokoił dołączył do nich Marc, potem Dani.Po jego 'naskoku' leżałam już na ziemi.Wszyscy mówili coś w stylu "Jak to możliwe" "Ty żyjesz", ale byłam trochę odcięta od świata, więc nie bardzo słyszałam.
- Zejdźcie ze mnie!Błagam..Pliiis!!
Zeszli jedni, weszli drudzy.Taka mała wymiana.
- Dajcie jej odetchnąć - zaśmiał się Ney, kiedy widział, że już nie wytrzymuję.
Wszyscy usiedli na kanapie, krzesłach czy fotelach i zwyczajnie się na mnie patrzyli.
- Co się tak gapicie? - zarechotałam.
- Aj lof ju Lip - powiedział Sergi.
- Aj lof ju tuu - zaśmiałam się.
Każdy rzecz jasna musiał wypytać mnie kiedy się obudziłam, jak się czuję i tak dalej.Oczywiście odpowiedziałam na ich pytania.
- Jak Ci się spało?
- A wiesz, śniłam o Tobie Sergi.
- My się właściwie jeszcze nie znamy - powiedziała blondynka, którą widziałam tu wczoraj.
Nawet nie zauważyłam jej obecności.
- Znaczy ja Ciebie znam, ale ty mnie raczej nie - kontynuowała - Majewska Aleksandra, dla przyjaciół Ola - uśmiechnęła się.
Bez obaw, nie będę nazywać Cię Ola, nie zamierzam się z Tobą przyjaźnić.Nie musiałaś dodawać - pomyślałam.
- Skoro już mnie znasz chyba nie muszę się przedstawiać.
Nie podałam jej ręki, choć ona ją do mnie wyciągnęła.
- A czyja to ta granatowa fura co stoi przed wejściem? - zapytałam z radością.
Uwielbiałam motory.
- Kupiłem nową - powiedział Bartra.
- Aaaa Marcuś kupił nowy motor!! - zaczęłam piszczeć - Dasz się przejechać?! - krzyknęłam wskakując mu na kolana.
- Dam, ale najpierw ja prowadzę.
- Dobra, stoi - przybiliśmy piątkę i wylecieliśmy na zewnątrz.
Właściwie to ja wyleciałam zabierając mu kluczę, a on szedł za mną.
- Kask.
- Już zakładam.
- No, a teraz trzymaj się mocno - powiedział, gdy już siedziałam za nim.
- Tylko uważać tam! - krzyknął Leo.
- Tak jest! - zasalutowaliśmy oboje.
Marc nie jechał zbyt szybko, bo jak to wcześciej ujął w słowa, nie chcę mnie znowu w szitalu, ale i tak było super.
- Czekaj, zaparkuje w garażu.
- Czyja jest ta maszyna?! - krzyknęłam na widok następnego ścigacza.
- To Neya.
- Też chcę się przejechać.
- To już jego proś.
Wystrzeliłam jak z procy z powrotem do mieszkania i rzuciłam się właścicielowi na szyję.
- Przewieziesz mnie? - zapytałam ze słodką minką.
- Już widziałaś? - westchnął.
Zachichotałam.
- Prooooszę.
- A co będę z tego miał?
- A co chcesz?
- Buziaka - uśmiechnął się łobuzersko i odrobinę się schylił.
- No dooobra..
Weszłam na jego buty, stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta.Oczywiście była to tylko forma przekupstwa, nic więcej.
- Chodź - pociągnęłam go za rękę i wybiegłam.
- No wskakuj.
Teraz siedziałam już na czarno-czerwonym, idealnym ścigaczu.
Jechaliśmy ulicami miasta w średnim tempie, wolałam jednak szybką jazdę.
- Teraz ja.
- Marc też Ci pozwolił?
- Tak - skłamałam.
- No to masz - zamienił się ze mną miejscami.
Jechałam coraz szybciej i szybciej, to mnie właśnie kręciło.
- Mała zwolnij.
- Już zwalniam.
Zamiast zwolnić przyspieszyłam.
W końcu dojechaliśmy na miejsce, gdzie rozpalano ognisko.
- Dałeś jej prowadzić? - spytał Neya Bartra.
- Mówiła, że ty też jej pozwoliłeś - spojrzał się na mnie - O ty cwaniaro!
Tym razem to ja cwaniacko się uśmiechnęłam.
- Kłamczucha! - zaczął mnie ganiać do o koła ustawionych krzeseł.
- Co za dziecko - westchnął Leo, kiedy się za nim schowałam.
- Neymar upieczesz mi kiełbaskę? - zapytała milutko Aleksandra.
- Nie mogę, teraz jestem zajęty - i zaczął dalej za mną biegać.
Byłam bardzo zadowolona, że tak ją potraktował i wolał zająć się mną.Niech zjeżdża ta wyblakła blondyna.
- Dobra Lipliś, wystarczy tego, idę coś zjeść.
- No okej, okej.Wygrałam.
- Niech Ci będzie - zaśmiał się.
W czasie, kiedy on poszedł do chłopaków coś zjeść ja skoczyłam do Bruny.
- A upieczesz mi kiełbaskę?? - zaczęła naśladować Majewską.
- Ty też jej nie lubisz??Jacie kocham Cię! - przybiłyśmy żółwika.
Bru opowiadała mi co się działo pod moją nieobecność i powiem szczerze, że jeszcze bardziej znienawidziłam tą laskę.
- Dziewczyny, jeść coś! - zawołał nas Geri.
- Spoko wielkoludzie!
Zerwałam z miejsca przyjaciółkę i pobiegłyśmy po talerzyki.Po chwili miałyśmy na nich również kiełbaski.
- To teraz siądźcie wszyscy, bo mamy coś do powiedzenia - zaczął Pique, a po chwili dołączył do niego Marc, Neymar, Leo i Dani.
- Wszyscy z chłopakami ustaliliśmy, że pojedziemy sobie na wspólne wakacje.
Czyli musi być koniec sezonu - pomyślałam sobie.
- I teraz tak, są 3 opcje Grecja, wyspy Kanaryjskie i Meksyk.
- Kto chcę Grecję?! - krzyknął Dani.
Widziałam jak mu się oczy świeciły, to znaczy, że chcę Grecje.Ja w sumie też, dlatego podniosłam rękę, a Bruna razem ze mną.
- Kto chcę wyspy?! - tym razem wrzasnął Leo.
- A kto Meksyk?
Do Meksyku chciały tylko Shak i Anto, nie licząc Geriego, którego zmusiła jego partnerka.Wychodzi na to, że te wakacje spędzamy w Grecji!Juhuuu!
- Kiedy wyjazd? - zapytała Marquezine.
- Jutro, godzina trzecia.
- Coo?!!
- Rano - zaśmiał się Rafaninha.
- Także, za góra 2 godziny się zbieramy, żeby trochę odpocząć, a jutro spotykamy się na stacji o trzeciej, żeby sobie zatankować.Stwierdziliśmy, że pojedziemy na 5 samochodów.Kieruje ja, Neymar, Leo, Rafaninha i Luis - skończył Pique.
- Ja, Dani, Lip, Bruna i Sergi jedziemy z Neyem! - krzyknął Marc - zmieścimy się, nie grubasy?
- Pewnie!
- Z kim mogę pojechać? - zapytała Majewska.
- Z nami - uśmiechnęły się Shak i Anto, które miały jechać razem z Messim.
On najwyraźniej nie wydawał aż takiej chęci jak dziewczyny, ale niestety nie miał nic do gadania.
- Wszystko obgadane? - zapytałam.
Chłopaki pokiwali głowami co oznaczało, że tak.
- To idziemy tańczyć!
Porwałam pierwszego z brzegu chłopaka jakim był Munir i zaraz ruszaliśmy się w rytm muzyki.Szybko dołączyła do nas Bruna i Sergi, aż w końcu wszyscy bawiliśmy się na całego.Po 2 godzinach zostałam tylko ja i kilku chłopaków, ośmiu dokładniej.
- Co, a ty nie idziesz już spać? - zapytał Sergi.
- Coo ty, ja będę jutro spać, w czasie drogi - machnęłam ręką.
- W tej chwili do domu!Już!Do łóżka! - zaczął mnie pchać w kierunku swojego auta.
- O co Ci chodzi?
- Ty masz jutro ze mną żarty odstawiać, odpały, przypały, a nie spać! - wpakował mnie do środka.
- Zaraz wracam chłopaki tylko odstawie tego dzieciaka pod dom.
- Siedź tu i nie ruszaj się nigdzie.
- No nie bardzo mam jak, bo drzwi mi zamknąłeś.
- Pod kołdrę! - powiedział już w moim pokoju i popchnął mnie na moje legowisko.
- Dobra, dobra..
- Śpij.
Już kierował się do wyjścia, kiedy nagle go zatrzymałam.
- Bajkę chcę - odparłam głosem małego dziecka.
- Co chcesz?? - zapytał zdziwiony.
- Baaajkeee.
Roberto westchnął tylko ciężko i zaczął zmyślać jakieś głupoty, które nawet kupy się nie trzymały tylko po to, żebym zasnęła.
Chyba lekko przysnęłam bo nie pamiętałam końcówki, jednak obudziły mnie jego kroki.
- Seergi.
- NO NIE!Spałaś przecież!
Ja tylko się zaśmiałam.
- Śpię już, śpię tylko poproszę jeszcze cmok w czółko.
Dostałam to o co prosiłam i faktycznie odpłynełam.
*Neymar*
- Sory, że tak długo, ale Liplit chciała bajkę - wyjaśnił nasz towarzysz.
- Co chciała? - zaskoczyliśmy się.
- Bajeczkę, ale mam chyba słaby talent, bo zaraz się obudziła.
- Która godzina?
- 23:46.
- Chodźcie się na tą chwilę położyć, żeby się jutro nie pozabijać - zaproponowałem i skierowałem się do środka.
- Dobry plan.
Następnego dnia około godziny 2 zszedłem na dół i zrobiłem nam kawę, trochę nas pobudzi.Z resztą i tak nie jestem zmęczony, nie potrzebowałem nawet budzika.Podejrzewam jednak, że Sejfl śpi sobie teraz jak zabita i nie ma opcji, że się obudzi.Zwołałem chłopaków, a sam pojechałem po dziewczynę.
Nie pukałem nawet, bo byłem pewien, że i tak nikt mi nie otworzy.Na szczęście Roberto zatroszczył się o to, żeby zamknąć mieszkanie i włożył kluczę do doniczki.
- Halo robaczku wstajemy - szturchnąłem ją lekko.
Ta ziewnęła tylko i kopnęła mnie wynurzając nogę z pod koca.
- Nie mów do mnie robaczku!To tak jak byś nazywał mnie dżdżownicą.. - burknęła zaspanym głosem.
- Luzik, luzik w żartach tylko - zaśmiałem się.
- No tak czy inaczej wstawaj skarbie.
- Która jest godzina?
- Po 2.
- Wstaje, wstaje..
- Dobra to ty wstawaj, a ja zaniosę twoją walizkę do samochodu.
- Co chciała? - zaskoczyliśmy się.
- Bajeczkę, ale mam chyba słaby talent, bo zaraz się obudziła.
- Która godzina?
- 23:46.
- Chodźcie się na tą chwilę położyć, żeby się jutro nie pozabijać - zaproponowałem i skierowałem się do środka.
- Dobry plan.
Następnego dnia około godziny 2 zszedłem na dół i zrobiłem nam kawę, trochę nas pobudzi.Z resztą i tak nie jestem zmęczony, nie potrzebowałem nawet budzika.Podejrzewam jednak, że Sejfl śpi sobie teraz jak zabita i nie ma opcji, że się obudzi.Zwołałem chłopaków, a sam pojechałem po dziewczynę.
Nie pukałem nawet, bo byłem pewien, że i tak nikt mi nie otworzy.Na szczęście Roberto zatroszczył się o to, żeby zamknąć mieszkanie i włożył kluczę do doniczki.
- Halo robaczku wstajemy - szturchnąłem ją lekko.
Ta ziewnęła tylko i kopnęła mnie wynurzając nogę z pod koca.
- Nie mów do mnie robaczku!To tak jak byś nazywał mnie dżdżownicą.. - burknęła zaspanym głosem.
- Luzik, luzik w żartach tylko - zaśmiałem się.
- No tak czy inaczej wstawaj skarbie.
- Która jest godzina?
- Po 2.
- Wstaje, wstaje..
- Dobra to ty wstawaj, a ja zaniosę twoją walizkę do samochodu.
- Co jak...O BOŻE JA SIĘ NIE SPAKOWAŁAM!!
- Żartujesz?
- Nie!
W tym momencie zerwała się z łóżka i zdjęła, a w zasadzie próbowała ściągnąć walizkę z szafy.Pomogłem jej odrobinę, to znaczy zdjąłem to co chciała i przyglądałem się z uwagą temu co robi.Otworzyła olbrzymią szafę, gdzie nic nie było poukładane i wyrzuciła wszystko na podłogę.Chwila, chwila to już ja mam większy porządek.Gdyż ubrania nie mieściły jej się w torbie zaczęła upychać rzeczy, a na koniec usiadła na zamknięciu i zapięła to jakoś z trudem.
- Gotowa - powiedziała dumnie.
- Nie bierzesz żadnego ręcznika, szczoteczki do zębów?
- O szit..
Momentalnie otworzyła pokrywę na której przed chwilą siedziała i pobiegła do łazienki, ale zaraz była z powrotem z kilkoma drobiazgami.
- Pomóc?
- Nie, nie.Dam radę.
W końcu jakoś sobie poradziła i mogliśmy jechać.
- Śniadanie zjesz u mnie.
- Yhm.
- To może teraz pomóc? - zaoferowałem się widząc jak świetnie radzi sobie ze znoszeniem bagażu po schodach.
Nie czekając na odpowiedź zabrałem jej go z rąk i zniosłem na dół.
- Wskakuj.
Pojechaliśmy jeszcze po chłopaków i Brunę i ruszyliśmy na stację, gdzie byli już wszyscy.
- 3:14, spóźniliście się.
- To wina tego śpiocha - wskazałem na zaspaną jeszcze Sejfl.
- Niech się prześpi w trakcie jazdy.
- Oo tak to dobry pomysł - ziewnęła.
- Nie!Ona nie będzie spać! - wtrącił się Sergi.
- A właśnie, że będę.
- Nie!
- Zamknij się Sergi i daj mi tą kanapkę, bo ja jeszcze nic nie jadłam!
- Dobra słuchajcie - odezwał się Leo - przystanki robimy mniej - więcej co 2 godziny.My jedziemy pierwsi.
Wszyscy na znak naszego 'kierownika wycieczki' powsiadali do aut i zaczęliśmy naszą podróż.
Lip i Bru spały przez jakąś połowę drogi, a my zmienialiśmy się co jakiś czas, aby można było odpocząć od kierownicy.
Na miejscu stwierdziliśmy, że najpierw rozpakujemy rzeczy, a potem pójdziemy pozwiedzać okolicę.
Byłem w stu procentach pewny, że pierwsi, którzy rzucą się do drzwi będą Roberto i Sejfl.Nie pomyliłem się.Przepychali się tylko od ściany do ściany, żeby znaleźć jak najlepszy pokój.
- Żartujesz?
- Nie!
W tym momencie zerwała się z łóżka i zdjęła, a w zasadzie próbowała ściągnąć walizkę z szafy.Pomogłem jej odrobinę, to znaczy zdjąłem to co chciała i przyglądałem się z uwagą temu co robi.Otworzyła olbrzymią szafę, gdzie nic nie było poukładane i wyrzuciła wszystko na podłogę.Chwila, chwila to już ja mam większy porządek.Gdyż ubrania nie mieściły jej się w torbie zaczęła upychać rzeczy, a na koniec usiadła na zamknięciu i zapięła to jakoś z trudem.
- Gotowa - powiedziała dumnie.
- Nie bierzesz żadnego ręcznika, szczoteczki do zębów?
- O szit..
Momentalnie otworzyła pokrywę na której przed chwilą siedziała i pobiegła do łazienki, ale zaraz była z powrotem z kilkoma drobiazgami.
- Pomóc?
- Nie, nie.Dam radę.
W końcu jakoś sobie poradziła i mogliśmy jechać.
- Śniadanie zjesz u mnie.
- Yhm.
- To może teraz pomóc? - zaoferowałem się widząc jak świetnie radzi sobie ze znoszeniem bagażu po schodach.
Nie czekając na odpowiedź zabrałem jej go z rąk i zniosłem na dół.
- Wskakuj.
Pojechaliśmy jeszcze po chłopaków i Brunę i ruszyliśmy na stację, gdzie byli już wszyscy.
- 3:14, spóźniliście się.
- To wina tego śpiocha - wskazałem na zaspaną jeszcze Sejfl.
- Niech się prześpi w trakcie jazdy.
- Oo tak to dobry pomysł - ziewnęła.
- Nie!Ona nie będzie spać! - wtrącił się Sergi.
- A właśnie, że będę.
- Nie!
- Zamknij się Sergi i daj mi tą kanapkę, bo ja jeszcze nic nie jadłam!
- Dobra słuchajcie - odezwał się Leo - przystanki robimy mniej - więcej co 2 godziny.My jedziemy pierwsi.
Wszyscy na znak naszego 'kierownika wycieczki' powsiadali do aut i zaczęliśmy naszą podróż.
Lip i Bru spały przez jakąś połowę drogi, a my zmienialiśmy się co jakiś czas, aby można było odpocząć od kierownicy.
Na miejscu stwierdziliśmy, że najpierw rozpakujemy rzeczy, a potem pójdziemy pozwiedzać okolicę.
Byłem w stu procentach pewny, że pierwsi, którzy rzucą się do drzwi będą Roberto i Sejfl.Nie pomyliłem się.Przepychali się tylko od ściany do ściany, żeby znaleźć jak najlepszy pokój.
*Liplit*
- Ten jest mój!
Krzyknęłam, kiedy znalazłam się na łóżku czteroosobowego pokoju, który miałam dzielić z Bruną, Rafaellą i Chrissy.Balkon, 2 łazienki, wygodne łóżka, telewizor i ładne umeblowanie.To jasne, że musi być mój.
- Ej no!A ja?!
- Leć szukać dalej - zachichotałam.
Ten szybko wyskoczył z pomieszczenia i po chwili słyszałam już głośne stukanie na schodach.
Zawiesiłam na drzwiach karteczkę z napisem "NIE WCHODŹ NAWET TU JUŻ ZAJĘTE" i poszłam po dziewczyny.
- No laski jak wam się podoba?
- Ty to umiesz polować - powiedziała z uznaniem Welow.
- Rozpakujmy się i chodźmy na dół - zaproponowała siostra klubowej 11.
Plan był taki, że całą grupą połazimy po mieście, aby zapoznać się z terenem, jednak wyszło nieco inaczej.Dziewczyny oprócz mnie, Bru i Chrissy poszły szukać najciekawszych galerii handlowych, gdyż zamierzały wybrać się w najbliższych dniach na zakupy, a resztą wybraliśmy się na spacer.
Znaleźliśmy kilka fajnych klubów, do których na pewno się wybierzemy, rozpracowaliśmy też sporo miejsc, które koniecznie musimy zwiedzić.
W drodze powrotnej spostrzegłam na wiecznie wesołej twarzy Neymara smutek.Nie lubiłam tego.W ogóle nie lubiłam, kiedy ktoś z moich bliskich był przygnębiony.
- Stało się coś? - spytałam cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie, dlaczego?
- Ja nie jestem już na Ciebie zła...nawet nie byłam - wyjaśniłam mu.
- Nie dałaś mi niczego wytłumaczyć.Skąd mogę wiedzieć co sobie teraz o mnie myślisz?Że jestem tępym frajerem, szukającym sobie pocieszenia w pierwszej, lepszej lasce?
- Że jesteś przecudownym i troskliwym facetem - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Ja?
- Ty.
- Na prawdę tak myślisz?
- Tak, właśnie tak myślę.Chodź ze mną na gofra.
Pociągnęłam go za rękę w kierunku budki, bo niespecjalnie lubiłam takie długie, szczere rozmowy.
- 2 gofry z dżemem, bitą śmietaną, owocami, czekoladą i polewą truskawkową.A i niech Pani nie żałuje tej bitej śmietany - powiedział Ney.
Po paru minutach dostałam gofra wzbogaconego o dodatki na pół metra.
- Żartujesz sobie ze mnie?Jak ja mam się teraz do tego zabrać? - zapytałam robiąc olbrzymie oczy na widok jedzenia.
- Sama chciałaś - wyszczerzył się - Pomóc Ci może?
- Pomóc.
Szybko tego pożałowałam, gdyż miałam cały ubabrany nos i koszulkę.
- Głupku!
Pędziłam za nim z gofrem w ręku, a ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów.Jedynie nasi znajomi traktowali to za całkowicie normalne, gdyż byli już przyzwyczajeni do tego widoku.
- To się spierze! - krzyczał błagalnym głosem.
- Żebym ja zaraz Ciebie nie sprała!
Do hotelu dotarliśmy obydwoje cali brudni, ale uśmiechnięci od ucha do ucha.
- Idę się umyć - powiedziałam śmiejąc się.
- To ja też pójdę - zrobił to samo.
Poszłam powoli do swojego pokoju, zabrałam czyste ubrania i wzięłam szybki prysznic.Po wyjściu z łazienki usłyszałam wibracje mojego telefonu.
Krzyknęłam, kiedy znalazłam się na łóżku czteroosobowego pokoju, który miałam dzielić z Bruną, Rafaellą i Chrissy.Balkon, 2 łazienki, wygodne łóżka, telewizor i ładne umeblowanie.To jasne, że musi być mój.
- Ej no!A ja?!
- Leć szukać dalej - zachichotałam.
Ten szybko wyskoczył z pomieszczenia i po chwili słyszałam już głośne stukanie na schodach.
Zawiesiłam na drzwiach karteczkę z napisem "NIE WCHODŹ NAWET TU JUŻ ZAJĘTE" i poszłam po dziewczyny.
- No laski jak wam się podoba?
- Ty to umiesz polować - powiedziała z uznaniem Welow.
- Rozpakujmy się i chodźmy na dół - zaproponowała siostra klubowej 11.
Plan był taki, że całą grupą połazimy po mieście, aby zapoznać się z terenem, jednak wyszło nieco inaczej.Dziewczyny oprócz mnie, Bru i Chrissy poszły szukać najciekawszych galerii handlowych, gdyż zamierzały wybrać się w najbliższych dniach na zakupy, a resztą wybraliśmy się na spacer.
Znaleźliśmy kilka fajnych klubów, do których na pewno się wybierzemy, rozpracowaliśmy też sporo miejsc, które koniecznie musimy zwiedzić.
W drodze powrotnej spostrzegłam na wiecznie wesołej twarzy Neymara smutek.Nie lubiłam tego.W ogóle nie lubiłam, kiedy ktoś z moich bliskich był przygnębiony.
- Stało się coś? - spytałam cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Nie, dlaczego?
- Ja nie jestem już na Ciebie zła...nawet nie byłam - wyjaśniłam mu.
- Nie dałaś mi niczego wytłumaczyć.Skąd mogę wiedzieć co sobie teraz o mnie myślisz?Że jestem tępym frajerem, szukającym sobie pocieszenia w pierwszej, lepszej lasce?
- Że jesteś przecudownym i troskliwym facetem - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Ja?
- Ty.
- Na prawdę tak myślisz?
- Tak, właśnie tak myślę.Chodź ze mną na gofra.
Pociągnęłam go za rękę w kierunku budki, bo niespecjalnie lubiłam takie długie, szczere rozmowy.
- 2 gofry z dżemem, bitą śmietaną, owocami, czekoladą i polewą truskawkową.A i niech Pani nie żałuje tej bitej śmietany - powiedział Ney.
Po paru minutach dostałam gofra wzbogaconego o dodatki na pół metra.
- Żartujesz sobie ze mnie?Jak ja mam się teraz do tego zabrać? - zapytałam robiąc olbrzymie oczy na widok jedzenia.
- Sama chciałaś - wyszczerzył się - Pomóc Ci może?
- Pomóc.
Szybko tego pożałowałam, gdyż miałam cały ubabrany nos i koszulkę.
- Głupku!
Pędziłam za nim z gofrem w ręku, a ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów.Jedynie nasi znajomi traktowali to za całkowicie normalne, gdyż byli już przyzwyczajeni do tego widoku.
- To się spierze! - krzyczał błagalnym głosem.
- Żebym ja zaraz Ciebie nie sprała!
Do hotelu dotarliśmy obydwoje cali brudni, ale uśmiechnięci od ucha do ucha.
- Idę się umyć - powiedziałam śmiejąc się.
- To ja też pójdę - zrobił to samo.
Poszłam powoli do swojego pokoju, zabrałam czyste ubrania i wzięłam szybki prysznic.Po wyjściu z łazienki usłyszałam wibracje mojego telefonu.
Od : Neymar
Wpadnij do mnie jak Ci się nudzi :)
Wpadnij do mnie jak Ci się nudzi :)
Do : Neymar
Może potem na 20 jestem umówiona na 'ploteczki' z dziewczynami.
Może potem na 20 jestem umówiona na 'ploteczki' z dziewczynami.
Włożyłam komórkę do kieszeni i zrobiłam sobie 2 dobierane warkoczyki.Zeszłam na dół do pokoju Shakiry, Antonelli i Aleksandry z nadzieją, że tej ostatniej może jednak nie będzie.Nie przepadałam za czymś takim jak plotki lecz dziewczyny jak to większość dziewczyn lubiły tego typu rzeczy, więc musiałam się trochę dostosować.Okazało się, że były już wszystkie, łącznie z blondyną.
- No jesteś wreszcie - odezwały się.
- Sory, musiałam się trochę ogarnąć.
- Spoko rozumiemy, siadaj.
Usiadłam rzecz jasna obok Bruny, która właśnie przeglądała instagrama i chichotała pod nosem.
- Co tam masz skarbie? - zapytałam wpakowując się jej na kolana.
- A popatrz tylko.
Podała mi urządzenie, na którym widać było zdjęcie opublikowane przez Aleksandrę wraz z dziewczynami z podpisem "Nowe przyjaciółki na zawsze <3".Supi, znają się zaledwie z 2 tygodnie, a już takie przemyślenia.Zaczęłam śmiać się wraz z przyjaciółką na co reszta szybko zwróciła uwagę.
- Co tam macie?
- Nic, nic - mówiłam przez śmiech.
- W porządku.
Za chwilę zaczęły się rozmowy na temat tutejszych galerii i tego co każda kupiła sobie na te wakacje.Osobiście mało mnie to interesowało, więc postanowiłam po jakiejś godzinie się stamtąd zmyć.
- Słuchajcie trochę boli mnie głowa także jeśli nie będziecie miały nic przeciwko to wrócę już do siebie.
- Jasne idź, wypocznij, ale na pewno nic Ci nie jest? - zaniepokoiła się Anto.
- Nie, nie.Jest okej.
Puściłam jeszcze oczko do Bru, żeby wiedziała o co chodzi i wyszłam.Wyszłam tuż po pannie Majewskiej, która musiała zadzwonić do mamusi.Hehe to nawet całkiem śmieszne.Miałam wpaść do Neya i wpadnę.
Wchodząc do jego pokoju wpadłam na ową dziewczynę, która akurat z niego wychodziła.
- Co ona tu robiła? - zapytałam bez przywitania.
- Ty jesteś zazdrosna - uśmiechnął się przekornie.
- Śmieszne - prychnęłam.
- Spokojnie, przyszła tylko na chwile.Myślałem, że jeszcze jesteś u dziewczyn.
- Wyrwałam się pod pretekstem bólu głowy.
- Aż tak chciałaś do mnie przyjść?
- Mogę sobie pójść, lajt.
- Ej, ej nie - zerwał się z kanapy.
- Na razie - skierowałam się do wyjścia.
- Obawiam się, że nigdzie się nie ruszysz.
Wyprzedził mnie i zamknął drzwi na klucz zabierając go ze sobą.
- Co ty robisz?Otwórz!
- Nie.
- Oddaj mi klucz.
- Zaraz go nie będzie - powiedział wyciągając rękę za okno.
- Nie zrobisz tego..
- Zrobię.
- Nie.
- Chcesz się przekonać?To patrz.
- Nie! - krzyknęłam widząc, że nie trzyma już nic w ręce.
Wychyliłam się i widać było klucz leżący w trawie.
- Hej hej, bo wypadniesz - chwycił mnie w biodrach.
- Puść mnie!
Wyrwałam się z jego objęć i wyciągnęłam telefon.Chciałam napisać do kumpeli, żeby mnie ratowała.
- Błagam Cię - zaśmiał się i zabrał mi komórkę.
- Ney no weź!
- Nie chcę Ci niszczyć telefonu, więc wyrzucę samą baterię.
- Ty jesteś chory!
- Tak, chory na Ciebie.
- No jesteś wreszcie - odezwały się.
- Sory, musiałam się trochę ogarnąć.
- Spoko rozumiemy, siadaj.
Usiadłam rzecz jasna obok Bruny, która właśnie przeglądała instagrama i chichotała pod nosem.
- Co tam masz skarbie? - zapytałam wpakowując się jej na kolana.
- A popatrz tylko.
Podała mi urządzenie, na którym widać było zdjęcie opublikowane przez Aleksandrę wraz z dziewczynami z podpisem "Nowe przyjaciółki na zawsze <3".Supi, znają się zaledwie z 2 tygodnie, a już takie przemyślenia.Zaczęłam śmiać się wraz z przyjaciółką na co reszta szybko zwróciła uwagę.
- Co tam macie?
- Nic, nic - mówiłam przez śmiech.
- W porządku.
Za chwilę zaczęły się rozmowy na temat tutejszych galerii i tego co każda kupiła sobie na te wakacje.Osobiście mało mnie to interesowało, więc postanowiłam po jakiejś godzinie się stamtąd zmyć.
- Słuchajcie trochę boli mnie głowa także jeśli nie będziecie miały nic przeciwko to wrócę już do siebie.
- Jasne idź, wypocznij, ale na pewno nic Ci nie jest? - zaniepokoiła się Anto.
- Nie, nie.Jest okej.
Puściłam jeszcze oczko do Bru, żeby wiedziała o co chodzi i wyszłam.Wyszłam tuż po pannie Majewskiej, która musiała zadzwonić do mamusi.Hehe to nawet całkiem śmieszne.Miałam wpaść do Neya i wpadnę.
Wchodząc do jego pokoju wpadłam na ową dziewczynę, która akurat z niego wychodziła.
- Co ona tu robiła? - zapytałam bez przywitania.
- Ty jesteś zazdrosna - uśmiechnął się przekornie.
- Śmieszne - prychnęłam.
- Spokojnie, przyszła tylko na chwile.Myślałem, że jeszcze jesteś u dziewczyn.
- Wyrwałam się pod pretekstem bólu głowy.
- Aż tak chciałaś do mnie przyjść?
- Mogę sobie pójść, lajt.
- Ej, ej nie - zerwał się z kanapy.
- Na razie - skierowałam się do wyjścia.
- Obawiam się, że nigdzie się nie ruszysz.
Wyprzedził mnie i zamknął drzwi na klucz zabierając go ze sobą.
- Co ty robisz?Otwórz!
- Nie.
- Oddaj mi klucz.
- Zaraz go nie będzie - powiedział wyciągając rękę za okno.
- Nie zrobisz tego..
- Zrobię.
- Nie.
- Chcesz się przekonać?To patrz.
- Nie! - krzyknęłam widząc, że nie trzyma już nic w ręce.
Wychyliłam się i widać było klucz leżący w trawie.
- Hej hej, bo wypadniesz - chwycił mnie w biodrach.
- Puść mnie!
Wyrwałam się z jego objęć i wyciągnęłam telefon.Chciałam napisać do kumpeli, żeby mnie ratowała.
- Błagam Cię - zaśmiał się i zabrał mi komórkę.
- Ney no weź!
- Nie chcę Ci niszczyć telefonu, więc wyrzucę samą baterię.
- Ty jesteś chory!
- Tak, chory na Ciebie.
--------------------------------------------------
Mam nadzieję, że miło się czytało. :)
Teraz pytanie do was WAŻNE!




Nie mam ulubionej postaci ,ale napewno nie lubie Oli :) rozdział świetny jestem ciekawa co jeszcze wydarzy się na tych wakacjach :)
OdpowiedzUsuńNY
Aa dziękuję :)
UsuńBruna, ale tylko w opowiadaniu xd Dlatego, że nie lubi tej Oli tak jak ja haha
OdpowiedzUsuńWidzę podobne poglądy :D
UsuńSuper rozdział, jestem pod wrażeniem :)
OdpowiedzUsuńA co do pytania to lubię sporo postaci :D ale wybieram Marca Bartre, cudowny jest <3 /Zuza ;*
Wielkie dzięki Zuziu :) ;*
UsuńGenialny! Bardzo się cieszę,że między Lip a Neyem jest dobrze. Mam nadzieję, że wymyślisz coś szalnego w hotelowym pokoju tylko żeby Lip się nie złościła :D jak znajdziesz chwilę to zapraszam do siebie na nowy rozdział. Niestety nie jest tak wspaniały jak twój http://neymarjrff.blogspot.com/2016/06/rozdzia-8.html?m=1 Kochana życzę duużo weny :*
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana ;* I co ty wygadujesz??Jak to nie tak wspaniały!Twoje opowiadanie jest świetne i nie kłam mi tu! :D Już lecę czytać ;**
UsuńZapomniałam napisać XDDD Lubię Marca i Rafe tylko nic nie knuj!
OdpowiedzUsuńA z tym knuciem to się jeszcze zobaczy haha :D
UsuńGenialny rozdział (zresztą jak zwykle), a jeśli chodzi o moją ulubioną postać to chyba najbardziej lubię Brunę. A zaraz za nią Chrissy i Leo :-)
OdpowiedzUsuńOjeej, dziękuję! ♥
UsuńFajowyyy <3
OdpowiedzUsuńDzieeki <3
UsuńTy y co to takie super ach no tak to twoje opowiadanie ♥♥ Super a tak końcówka ugh ♥ ♥
OdpowiedzUsuńOjeju kochana! ♥
UsuńAaa!!! Super rozdzial!😍😍😍 Hmm...Marc i Rafa😀😀
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! 😚
UsuńOo :') Cieszę się 😘😘
OdpowiedzUsuńhttp://magiajestwbarcelonie.blogspot.com/2016/06/rozdzia-21.html- Zapraszam wszystkich ciebie też kochana ♥
OdpowiedzUsuńWpadamy, ze mną na czele ♥
Usuńhttp://magiajestwbarcelonie.blogspot.com/2016/06/rozdzia-22.html-Znowu :* Wbijajcie :*
OdpowiedzUsuńWbijamy ludziska! <3
UsuńCuuudny 😍 moja ulubiona postać? Hmmm... Marc i Leo .
OdpowiedzUsuńW wolnej chwili wpadnij do mnie http://elamoresciego.blox.pl/2016/06/Rozdzial-8-Bede-szczesliwa-kiedy-pokocham-go.html (drugi blog w menu tego, jeśli też czytasz)
Oo super już wpadam :) i dziękuję ;*
UsuńŚwietny!!! <3 zapraszam do siebie :D
OdpowiedzUsuńhttp://bedziejeszczelepiej.blogspot.com/
są dopiero bohaterowie ale już niedługo pojawi się pierwszy rozdział :D
Dzięki <3 wpadam :D
UsuńProszę zmień ustawienia , żehym mogła komentować anonimowo :) czytałam pierwszy rozdział
UsuńNY
Jest opcja komentowania anonimowo :)
UsuńNadal nie mogę skomentować :(
UsuńNY
LID'ASS nie chodziło mi o ciebie tylko o SYLWIA JR :) u niej nie opcji anonimowej
UsuńNY
Uwielbiam Marca <3 ale Leo i Bru też są świetni ♥
OdpowiedzUsuńA rozdział suuuper!
Baardzo dziękuję :*
UsuńMarc jest nawet spoko. :D Tak w ogóle to przez przypadek weszłam i zaczęłam czytać. Dobra jesteś xd
OdpowiedzUsuńhttp://myfantasticobook.blogspot.com/
Cieszę się, że wpadłaś w moje skromne progi :D Dzięki wielkie ;3
UsuńJeśli uwielbiasz literaturę i nie boisz się epickich dziwolągów to zapraszam do siebie! Może moje wyimaginowane wizje umilą Ci niejeden wieczór. Nawet jeśli nie, to możesz pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza. ;)
OdpowiedzUsuńhttp://pustaliteratka.blogspot.com