- Liplit? - powiedziałem cicho widząc na swoim łóżku dziewczynę.
Nie odpowiedziała.Niech śpi, nie będę jej budził.
Usiadłem obok i bez słowa wpatrywałem się w nieruchomą istotę o ciemnych włosach.Aniołka to ona nie przypomina - pomyślałem i w duchu się zaśmiałem.Chociaż, kiedy śpi wygląda na prawdę uroczo.Jednak należało by podkreślić "kiedy śpi".
Często zastanawiałem się dlaczego właściwie to właśnie ona tak strasznie namieszała mi w głowie.Miła nie jest, taktowna też raczej nie, ani uczuciowa, a nie ma co ukrywać chyba żaden facet nie marzy o 165 cm czystej zawiści i wrednośći.
Widocznie ja potrzebuję kogoś takiego jak ona i choć ludzie mówili mi wcześniej, że potrzebuję grzecznej i wychowanej dziewczyny, która miałaby mnie zmienić to ja chyba powinienem teraz zmieniać ją.Jednak co najlepsze pod jej wpływem ja też się zmieniłem.Jak to zabawnie brzmi, osoba która jest prawie tak samo 'zepsuta' jak jeszcze ja nie dawno zmieniła mnie na lepsze..To chyba dla niej chciałem się poprawić, żeby teraz to samo zrobić z nią, nie wiem.Po prostu sam nie wiem jak to określić.
Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, co więcej nie mojego. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Psiapsi". Od razu wiedziałem, że to Bruna.Postanowiłem odebrać.Było już późno, więc mogła się martwić.
- Ney z tej strony, Lip jest u mnie.Zasnęła.
- Oh to dobrze - westchnęła z ulgą.
- Bez obaw, nie zrobię jej krzywdy.
- Już myślałam, że będę musiała po nią pójść.No dobra dobranoc.
- Kolorowych Bru.
Rozłączyłem się i odłożyłem komórkę na szafkę.Robiłem się zmęczony, dlatego przykryłem kocem mojego skarba, a sam położyłem się obok niej.
Nie odpowiedziała.Niech śpi, nie będę jej budził.
Usiadłem obok i bez słowa wpatrywałem się w nieruchomą istotę o ciemnych włosach.Aniołka to ona nie przypomina - pomyślałem i w duchu się zaśmiałem.Chociaż, kiedy śpi wygląda na prawdę uroczo.Jednak należało by podkreślić "kiedy śpi".
Często zastanawiałem się dlaczego właściwie to właśnie ona tak strasznie namieszała mi w głowie.Miła nie jest, taktowna też raczej nie, ani uczuciowa, a nie ma co ukrywać chyba żaden facet nie marzy o 165 cm czystej zawiści i wrednośći.
Widocznie ja potrzebuję kogoś takiego jak ona i choć ludzie mówili mi wcześniej, że potrzebuję grzecznej i wychowanej dziewczyny, która miałaby mnie zmienić to ja chyba powinienem teraz zmieniać ją.Jednak co najlepsze pod jej wpływem ja też się zmieniłem.Jak to zabawnie brzmi, osoba która jest prawie tak samo 'zepsuta' jak jeszcze ja nie dawno zmieniła mnie na lepsze..To chyba dla niej chciałem się poprawić, żeby teraz to samo zrobić z nią, nie wiem.Po prostu sam nie wiem jak to określić.
Z moich głębokich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, co więcej nie mojego. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Psiapsi". Od razu wiedziałem, że to Bruna.Postanowiłem odebrać.Było już późno, więc mogła się martwić.
- Ney z tej strony, Lip jest u mnie.Zasnęła.
- Oh to dobrze - westchnęła z ulgą.
- Bez obaw, nie zrobię jej krzywdy.
- Już myślałam, że będę musiała po nią pójść.No dobra dobranoc.
- Kolorowych Bru.
Rozłączyłem się i odłożyłem komórkę na szafkę.Robiłem się zmęczony, dlatego przykryłem kocem mojego skarba, a sam położyłem się obok niej.
Następnego dnia
Obudziłem się wcześnie, gdyż zegar wskazywał godzinę 7:32.Liplit jeszcze spała i nie chciałem tego zmieniać.Rozejrzałem się po pomieszczeniu i co dziwne był pusty.Żadnych moich współlokatorów nie było.Chociaż ja wiem, może nie aż tak dziwne.Pewnie weszli tu w środku nocy i poszli spać gdzieś indziej widząc nas razem.W sumie też bym tak zrobił.
Nagle usłyszałem ciche "cześć".Spojrzałem na swoje ramie i zobaczyłem otwarte już oczy dziewczyny.
- O cześć kochanie - powitałem ją uśmiechem - Jak się spało?
- Hmm dobrze, a tobie?
- No przyznam, że nie miałem jeszcze tak dobrej maskotki do spania jak ty - wyszczerzyłem się.
- A ja tak dobrej poduszki.
Poleżeliśmy razem tak jeszcze z dobrą godzinę, aż w końcu trzeba było zejść na śniadanie.
- Głodna?
- Odrobinę, ale najpierw pójdę do siebie się ogarnąć.Widzimy się na dole.
Cmoknęła mnie w policzek i już jej nie było.
Nagle usłyszałem ciche "cześć".Spojrzałem na swoje ramie i zobaczyłem otwarte już oczy dziewczyny.
- O cześć kochanie - powitałem ją uśmiechem - Jak się spało?
- Hmm dobrze, a tobie?
- No przyznam, że nie miałem jeszcze tak dobrej maskotki do spania jak ty - wyszczerzyłem się.
- A ja tak dobrej poduszki.
Poleżeliśmy razem tak jeszcze z dobrą godzinę, aż w końcu trzeba było zejść na śniadanie.
- Głodna?
- Odrobinę, ale najpierw pójdę do siebie się ogarnąć.Widzimy się na dole.
Cmoknęła mnie w policzek i już jej nie było.
*Liplit*
Weszłam do pokoju i skierowałam się do szafy.Wyciągnęłam z niej czarne szorty i szarą koszulkę i nie zważając na to, że są wymięte poszłam z tym do łazienki.Zmyłam wczorajszy makijaż, który uległ już całkowitemu zniszczeniu, a następnie poszłam pod prysznic.
Stróżki ciepłej wody delikatnie spływały po moim ciele, a do po mojej głowie dopiero zaczęło świtać, po co wczoraj poszłam do Neymara.Wspaniale, że sobie w ogóle przypomniałam.No cóż, tę rozmowę trzeba będzie przełożyć na później, albo..na jutro.
Owinęłam się ręcznikiem i chciałam wysuszyć włosy, jednak zorientowałam się, że suszarkę zostawiłam na łóżku.Gdy otworzyłam drzwi do pokoju wparował Marc.
- Przepraszam, chciałem cię tylko zawołać na śniadanie - wytłumaczył się.
- Luz, w końcu nie wpakowałeś mi się do łazienki, a po za tym widzisz mnie codziennie w bikini.Nie widzę wielkiej różnicy - powiedziałam obojętnie.
- Zejdź zaraz - uśmiechnął się.
- Jasne, dajcie mi tylko chwilę.
Wróciłam z powrotem do swoich czynności i po założeniu ubrań oraz wysuszeniu włosów nie chciało mi się zbytnio malować.Pociągnęłam tylko rzęsy tuszem i nałożyłam korektor na moje sińce pod oczami, które są moją odwieczną zmorą po każdym przebudzeniu.
Kurde ta koszulka wygląda jakby była wyciągnięta spod pociągu - zauważyłam.No ale nie ważne nie mam już czasu na zmiany, z resztą jak ta tak wygląda to każda inna też.
- Cześć wszystkim! - krzyknęłam na powitanie.
- Cześć, to jakaś nowa moda? - powiedział Gerard wskazując na mój T-shirt.
- Jestem nowym arbitrem elegancji, radziłabym brać przykład.
Po wysłuchaniu jeszcze kilku jego uwag postanowiłam go olać i usiąść do stołu.
Przy odsuwaniu krzesła zupełnie niechcący zrzuciłam dżem, który jak się później okazało wylądował na sukience panny Majewskiej.
O kurde ja to wiem gdzie celować.
- Co ty narobiłaś?! - zaczęła panikować.
- Nie przesadzaj, sukienka i tak jest czerwona - podniosłam ręce w geście kapitulacji.
- Zrobiłaś to specjalnie!
- Masz racje, wszystko w czym robię ci na złość robię specjalnie, ale cholera to akurat było niechcący - oznajmiłam smarując sobie bułkę masłem.
- Ej co tu się dzieję? - wtrącił się Luis.
- Oblała mnie dżemem!
- Już od razu oblała..Przybrudziła tylko lekko.Do tego mówiłam już, nie specjalnie, ale w sumie gdybym na to wpadła wcześniej to chętnie bym to zrobiła tylko, że wybrałabym ten porzeczkowy.Trudniej się spiera - uśmiechnęłam się sarkastycznie, wzięłam sok i poszłam
Stróżki ciepłej wody delikatnie spływały po moim ciele, a do po mojej głowie dopiero zaczęło świtać, po co wczoraj poszłam do Neymara.Wspaniale, że sobie w ogóle przypomniałam.No cóż, tę rozmowę trzeba będzie przełożyć na później, albo..na jutro.
Owinęłam się ręcznikiem i chciałam wysuszyć włosy, jednak zorientowałam się, że suszarkę zostawiłam na łóżku.Gdy otworzyłam drzwi do pokoju wparował Marc.
- Przepraszam, chciałem cię tylko zawołać na śniadanie - wytłumaczył się.
- Luz, w końcu nie wpakowałeś mi się do łazienki, a po za tym widzisz mnie codziennie w bikini.Nie widzę wielkiej różnicy - powiedziałam obojętnie.
- Zejdź zaraz - uśmiechnął się.
- Jasne, dajcie mi tylko chwilę.
Wróciłam z powrotem do swoich czynności i po założeniu ubrań oraz wysuszeniu włosów nie chciało mi się zbytnio malować.Pociągnęłam tylko rzęsy tuszem i nałożyłam korektor na moje sińce pod oczami, które są moją odwieczną zmorą po każdym przebudzeniu.
Kurde ta koszulka wygląda jakby była wyciągnięta spod pociągu - zauważyłam.No ale nie ważne nie mam już czasu na zmiany, z resztą jak ta tak wygląda to każda inna też.
- Cześć wszystkim! - krzyknęłam na powitanie.
- Cześć, to jakaś nowa moda? - powiedział Gerard wskazując na mój T-shirt.
- Jestem nowym arbitrem elegancji, radziłabym brać przykład.
Po wysłuchaniu jeszcze kilku jego uwag postanowiłam go olać i usiąść do stołu.
Przy odsuwaniu krzesła zupełnie niechcący zrzuciłam dżem, który jak się później okazało wylądował na sukience panny Majewskiej.
O kurde ja to wiem gdzie celować.
- Co ty narobiłaś?! - zaczęła panikować.
- Nie przesadzaj, sukienka i tak jest czerwona - podniosłam ręce w geście kapitulacji.
- Zrobiłaś to specjalnie!
- Masz racje, wszystko w czym robię ci na złość robię specjalnie, ale cholera to akurat było niechcący - oznajmiłam smarując sobie bułkę masłem.
- Ej co tu się dzieję? - wtrącił się Luis.
- Oblała mnie dżemem!
- Już od razu oblała..Przybrudziła tylko lekko.Do tego mówiłam już, nie specjalnie, ale w sumie gdybym na to wpadła wcześniej to chętnie bym to zrobiła tylko, że wybrałabym ten porzeczkowy.Trudniej się spiera - uśmiechnęłam się sarkastycznie, wzięłam sok i poszłam
*Luis*
- Ona jest po prostu bezczelna!Tolerowałam ją cały czas, choć nie była miła, nawet myślałam, że może się w końcu do mnie przekona, ale tego już jest za wiele.. - widziałem w jej oczach łzy.
- Posłuchaj strasznie cię za nią przepraszam.Zachowała się okropnie wiem, ale daj jej jeszcze szansę. Pogłaskałem ją lekko po plecach z troską i pobiegłem za Sejfl.
- Co ty wyrabiasz?!
- To poważnie było niechcący - powiedziała nawet się nie odwracając.
- I mam ci w to uwierzyć??
- Nie musisz - tym razem już się obróciła.
- Dobrze.Okej to było niechcący..ale po co jeszcze były te gadki?Nie mogłaś zwyczajnie przeprosić?
- Nie będę jej za nic przepraszać.Powiedziałam przecież, że chętnie zrobiłabym to samo z własnej woli, więc po co mam kłamać?
- Żeby być miłym.Czy ty wiesz co to znaczy?
- Wylałam kiedyś na ciebie dżem?
- Nie? - zapytałem ze zdziwieniem.
- No właśnie.Czyli wiem.
- Liplit uwielbiam cię, ale czasami zwyczajnie nie wiem jak mam z tobą rozmawiać..
- To kontaktuj się ze mną przez mojego adwokata - wzruszyła ramionami.
- Skończ na chwilę z tą ironią! - zaczynałem się denerwować.
- Jestem na wakacjach i po prostu dobrze się bawię.Też cię uwielbiam Luis! - machnęła mi ręką i zniknęła.
Ależ ona jest trudna.Nie mogę powiedzieć, że jest jakaś okrutna bo dla przyjaciół wcale taka nie jest.Już nie raz czy dwa mi pomogła, wspierała, z resztą nie tylko mi.Każde z nas wie, ze tak na prawdę ma dobre serce i dla ważnych dla niej osób jest w stanie zrobić wiele.Taki ma charakter, że nie potrafi być sztucznie miła, do tego jest to bólu szczera, ale bardzo w niej to cenie.
- O Neymar! - krzyknąłem - Akurat miałem do ciebie iść.
- Co jest stary?
- Chodzi o Lip..ja sam próbowałem z nią pogadać, ale wiesz jak z nią jest.Bo przed chwilą zaszła taka mało przyjemna sytuacja..Oblała Olę jakąś konfiturą czy czymś.Niby niespecjalnie, ale to co jej nagadała to..ja wiem, że ona jej strasznie nie lubi, ale mogła by chociaż odrobinę przyhamować.
Neymar tylko ciężko wypuścił powietrze i bez zbędnych komentarzy skierował się do mieszkania swojej dziewczyny.
Było mi go trochę szkoda.Lubił Olę, jednak miał też do siebie pewne wyrzuty, bo to w końcu on ją do nas 'sprowadził' i dlatego Liplit jest dla niej taka zła.
Co do Oli, nie jestem jej jakimś wielkim wielbicielem, ale nie mogę też pozwolić, żeby w czasie wypoczynku musiała przeżywać takie akcję.Nikt by tak nie chciał.
- Posłuchaj strasznie cię za nią przepraszam.Zachowała się okropnie wiem, ale daj jej jeszcze szansę. Pogłaskałem ją lekko po plecach z troską i pobiegłem za Sejfl.
- Co ty wyrabiasz?!
- To poważnie było niechcący - powiedziała nawet się nie odwracając.
- I mam ci w to uwierzyć??
- Nie musisz - tym razem już się obróciła.
- Dobrze.Okej to było niechcący..ale po co jeszcze były te gadki?Nie mogłaś zwyczajnie przeprosić?
- Nie będę jej za nic przepraszać.Powiedziałam przecież, że chętnie zrobiłabym to samo z własnej woli, więc po co mam kłamać?
- Żeby być miłym.Czy ty wiesz co to znaczy?
- Wylałam kiedyś na ciebie dżem?
- Nie? - zapytałem ze zdziwieniem.
- No właśnie.Czyli wiem.
- Liplit uwielbiam cię, ale czasami zwyczajnie nie wiem jak mam z tobą rozmawiać..
- To kontaktuj się ze mną przez mojego adwokata - wzruszyła ramionami.
- Skończ na chwilę z tą ironią! - zaczynałem się denerwować.
- Jestem na wakacjach i po prostu dobrze się bawię.Też cię uwielbiam Luis! - machnęła mi ręką i zniknęła.
Ależ ona jest trudna.Nie mogę powiedzieć, że jest jakaś okrutna bo dla przyjaciół wcale taka nie jest.Już nie raz czy dwa mi pomogła, wspierała, z resztą nie tylko mi.Każde z nas wie, ze tak na prawdę ma dobre serce i dla ważnych dla niej osób jest w stanie zrobić wiele.Taki ma charakter, że nie potrafi być sztucznie miła, do tego jest to bólu szczera, ale bardzo w niej to cenie.
- O Neymar! - krzyknąłem - Akurat miałem do ciebie iść.
- Co jest stary?
- Chodzi o Lip..ja sam próbowałem z nią pogadać, ale wiesz jak z nią jest.Bo przed chwilą zaszła taka mało przyjemna sytuacja..Oblała Olę jakąś konfiturą czy czymś.Niby niespecjalnie, ale to co jej nagadała to..ja wiem, że ona jej strasznie nie lubi, ale mogła by chociaż odrobinę przyhamować.
Neymar tylko ciężko wypuścił powietrze i bez zbędnych komentarzy skierował się do mieszkania swojej dziewczyny.
Było mi go trochę szkoda.Lubił Olę, jednak miał też do siebie pewne wyrzuty, bo to w końcu on ją do nas 'sprowadził' i dlatego Liplit jest dla niej taka zła.
Co do Oli, nie jestem jej jakimś wielkim wielbicielem, ale nie mogę też pozwolić, żeby w czasie wypoczynku musiała przeżywać takie akcję.Nikt by tak nie chciał.
*Neymar*
- Co ty znowu wyrabiasz? - powiedziałem najspokojniej jak tylko umiałem, siadajac obok niej.
Wiedziałem, że krzykiem nic nie załatwię.Nawet nie próbowałem podnosić głosu.
- Majewska ci podkablowała tak? - obruszyła się.
- Nie, nikt mi nie podkablował.Luis zwyczajnie zareagował.
- Frajer.
- Wiem, że tak nie myślisz.
- Ja jej nic nie zrobiłam!
- Nie krzycz.Usiądź.Posłuchaj mnie, nie możesz zachowywać się w ten sposób względem Oli i ja nie mówię o tym, że przypadkowo ją pobrudziłaś.Ty cały czas jej dokuczasz.Zachowaj się porządnie i pójdź ją przeprosić, to będzie pierwszy dobry krok.
- Chyba sobie żartujesz.
- Wyglądam jak bym sobie żartował?
- Bez znaczenia.Nie przeproszę jej.
- Bo?Duma ci na to nie pozwala?
- Brawo.Trafiłeś w sedno.
- Dobrze.W takim razie jej chociaż nie dokuczaj, najlepiej wcale się do niej nie odzywaj.
Musiałem pójść na kompromis.Wiedziałem, że inaczej do niczego nie dojdziemy.
- Tyle jesteś w stanie zrobić?
- Taa...
- Jesteś?? - zapytałem jeszcze raz oczekując na lepszą odpowiedź.
- Tak jestem!
- Cieszę się i nie rozmawiajmy już o niej.
- Przykro mi, jeszcze jedną rozmowę na jej temat będziesz musiał przeżyć, ale to raczej nie teraz.
- Dobrze.Zostawiam cię samą i przemyśl to sobie.Za godzinę idziemy na spacer.
Szczerze nie oczekuję od niej zbyt wiele, bo wiem jaka jest.Jednak liczę na to, że może odrobinę przyhamuje.Jednego jestem pewien, rozmowa na pewno nie poszła na marne.
Wiedziałem, że krzykiem nic nie załatwię.Nawet nie próbowałem podnosić głosu.
- Majewska ci podkablowała tak? - obruszyła się.
- Nie, nikt mi nie podkablował.Luis zwyczajnie zareagował.
- Frajer.
- Wiem, że tak nie myślisz.
- Ja jej nic nie zrobiłam!
- Nie krzycz.Usiądź.Posłuchaj mnie, nie możesz zachowywać się w ten sposób względem Oli i ja nie mówię o tym, że przypadkowo ją pobrudziłaś.Ty cały czas jej dokuczasz.Zachowaj się porządnie i pójdź ją przeprosić, to będzie pierwszy dobry krok.
- Chyba sobie żartujesz.
- Wyglądam jak bym sobie żartował?
- Bez znaczenia.Nie przeproszę jej.
- Bo?Duma ci na to nie pozwala?
- Brawo.Trafiłeś w sedno.
- Dobrze.W takim razie jej chociaż nie dokuczaj, najlepiej wcale się do niej nie odzywaj.
Musiałem pójść na kompromis.Wiedziałem, że inaczej do niczego nie dojdziemy.
- Tyle jesteś w stanie zrobić?
- Taa...
- Jesteś?? - zapytałem jeszcze raz oczekując na lepszą odpowiedź.
- Tak jestem!
- Cieszę się i nie rozmawiajmy już o niej.
- Przykro mi, jeszcze jedną rozmowę na jej temat będziesz musiał przeżyć, ale to raczej nie teraz.
- Dobrze.Zostawiam cię samą i przemyśl to sobie.Za godzinę idziemy na spacer.
Szczerze nie oczekuję od niej zbyt wiele, bo wiem jaka jest.Jednak liczę na to, że może odrobinę przyhamuje.Jednego jestem pewien, rozmowa na pewno nie poszła na marne.
*Liplit*
O co im właściwie chodzi?Przecież mam prawo kogoś nie lubić i przecież nie będę udawać, że jest inaczej.Po jakiego grzmota miałabym się do niej mindrzyć tak jak to ona ma w zwyczaju skoro tak na prawdę, kiedy ją widzę mam ochotę wydłubać jej oczy!
- Hej co tu robisz? - do pokoju weszła Marquezine.
- Jeju jak dobrze, że jesteś...
Wreszcie osoba, która nie będzie mi robić żadnych wyrzutów.Ba, pewnie nawet mnie poprze.
- Co jest?
Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami od zdarzenia z Aleksandrą po rozmowę z Neymarem.Przyjaciółka oczywiście wysłuchała mnie od początku do końca przy czym obie wyśmiewałyśmy się z blondyny.
- Ty to masz jednak szczęście.Niby niechcący, ale w osobę, w którą trzeba - mówiła.
- Uwierz mi sama się dziwię.
- Ale z tym to się nie martw.Na razie jej odpuścisz, ale jak tylko wrócimy do Barcelony...damy jej w kość!
- Zawsze wiedziałam, że na ciebie to można liczyć.
Przybiłyśmy sobie piątkę, a potem cyknęłyśmy parę zdjęć.
Jedno trafiło nawet na mojego instagrama z dopiskiem.
"Podobne...może nie z wyglądu ale podobne<3"
Ten opis w stu procentach nas odzwierciedla.Z zewnątrz wyglądamy właściwie zupełnie inaczej, ale w środku bliźniaczki normalnie.Strasznie ją kocham i to moja jedyna prawdziwa przyjaciółka.Może was to zdziwić, że nie zaliczam o nich reszty dziewczyn, ale dla mnie przyjaciel to ktoś komu ufam w STU procentach.Nawet nie w 99.Prawda jest taka, że tą pełną liczbę zaufania osiąga tylko ona.Kiedyś była jeszcze Dorcas, ale teraz nie utrzymuje z nią żadnego kontaktu.Ponoć ani razu nie odwiedziła mnie w szpitalu.Raz tylko zadzwoniła zapytać czy ze mną w porządku.I to ma być przyjaciółka?Pisała do mnie kilka razy po moim wyjściu, ale jakoś nie miałam najmniejszej ochoty jej odpisywać.W sumie nie wiem nawet skąd dowiedziała się, że nie jestem już w szpitalu.
Po upływie niecałej godziny przyszedł po mnie mój chłopak i faktycznie chciał zabrać mnie na spacer.
- To co idziemy? - zapytał.
- A gdzie konkretnie mamy iść? - jak zwykle ciekawość przeważała.
- Gdziekolwiek, po prostu się przejść - uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę.
Podałam mu swoją i wyszliśmy.
Spacerując dużo rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, ale na same przyjemne tematy.Jak zwykle nie zabrakło śmiechu i żartów.Znowu czułam się przy nim jak kiedyś.Jak na początku naszej znajomości.Właśnie w tej chwili przed oczami przebiegły mi wszystkie te wspaniałe wspomnienia.Gala, na której się poznaliśmy, nasz pierwszy taniec, moja urodziny, pobudki, które mi fundował, nocne przejścia po mieście, wypady do kina czy nad wodę i to jak zrzucał mnie do wody, to jak chowaliśmy się przed wścipskimi fotoreporterami, mecze, na których dedykował mi bramki, albo wspólne oglądanie filmów.Każda spędzona z nim chwila była niesamowita i niepowtarzalna.
- O czym tak myślisz? - przywołał mnie do rzeczywistości.
- O nas - uśmiechnęłam się - Kocham Cię - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Mogłabym godzinami się w nie wpatrywać, kiedy to robiłam wręcz odpływałam.Widać w nich było takie szczere iskierki radości.Od niego samego aż tryskała taka pozytywna energia.
- Też cię kocham słońce - złożył na moim czole delikatny pocałunek.
- Ale muszę cię o coś zapytać.. - zaczęłam kiedy znaleźliśmy się przy plaży.
Usiadłam na piasku i poprosiłam go o to samo.Odruchowo chwyciłam do ręki kamyk i przerzucałam go sobie w dłoniach.Zawsze, gdy miałam rozmawiać o czymś ciężkim musiałam czymś zająć ręce.
Nie wiem dlaczego tak było.Było mi jakoś łatwiej.
- Jak poznałeś Olę? - wreszcie się przełamałam.
Po wydobyciu z siebie tych zaledwie kilku słów najzwyczajniej w świecie mi ulżyło.Poczułam, ze mam już to za sobą.
Teraz wystarczyło już tylko zaczekać na jego odpowiedź.
Usłyszałam drugi raz to samo co wcześniej.Dokładnie ro samo co powiedział mi Leo.Przynajmniej mam pewność, że mnie nie okłamał.
- Nigdy nic do niej nie poczułem - powiedział sam z siebie, choć o nic więcej go nie pytałam.
- Przecież nic nie..
- Wystarczy, że wiem o czym teraz myślisz - przerwał mi.
- Ja po prostu chciałam się upewnić..
- Wiem, rozumiem to.Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza i nikt ani nic tego nie zmieni.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko i nie mówiłam już nic.Chciałam tylko czuć, że jest blisko, czuć że jestem kochana.
- Zaraz przyjdzie reszta - odezwał się po paru minutach ciszy - to już ostatni dzień tutaj, wieczorem wyjazd.
Właściwie to byłam już prawie spakowana.Znam siebie i wiem, że odwlekała bym z tym na ostatnią chwilę, aż w końcu zrobiłabym to 5 minut przed odjazdem.W dodatku zostawiając jakieś rzeczy.To były świetne wakacje.Po mimo paru niedociągnięć (głównie z mojej winy) były na prawdę udane.Trochę szkoda, że już się kończą, ale z drugiej strony wracam do siebie.Znowu będę musiała zadomowić się w swoim własnym domu.Pierwsza noc od długiego czasu w moim łóżku.Trochę się za tym stęskniłam.
Po niedługim czasie faktycznie wszyscy do nas dołączyli.Po raz ostatni tutaj razem, całą naszą paczką bawiliśmy się cudownie.Na odchodne zrobiliśmy olbrzymi napis "WARIACI Z BARCELONY TU BYLI" i każde z nas zostawiło odcisk swojej dłoni.
Zrobiliśmy jeszcze jedno wspólne zdjęcie i powoli wróciliśmy do hotelu.
Każdy dopakowywał swoje walizki, aż wreszcie powsiadaliśmy do aut i ruszyliśmy w podróż powrotną.Przez całą drogę spałam.Byłam tak niemiłosiernie zmęczona, że nie było mowy o niczym innym.
To dziwne ale śniła mi się moja rodzina.Ja, rodzice i siostra.Wszyscy razem szczęśliwi kibicowaliśmy na Camp Nou.Rozmawialiśmy ze sobą, żartowaliśmy, a rodzice nie robili mi żadnych wyrzutów, że jestem Cule, a nie Madritiste.Wszystko w tym śnie było takie piękne i niewiarygodnie prawdziwe...
- Malutka wstajemy, jesteśmy na miejscu - usłyszałam.
- Tata? - wypowiedziałam otwierając oczy.
- No jeszcze nim nie zostałem - rozbawił się Neymar.
- Przepraszam, to tylko sen.. - wytłumaczyłam całkowicie już rozbudzona.
Szkoda, że to tylko sen...Czasami chciałabym, żeby było dokładnie tak jak w nim.No ale..nie jest tak i muszę się cieszyć tym co mam, a mam dużo.Cudownych przyjaciół, chłopaka, jest dobrze i nie ma na co narzekać.
- Już wysiadam - powiedziałam z uśmiechem stawiając stopę na chodniku.
Uściskałam wszystkich.. (No może prawie wszystkich..)
- A my się jutro widzimy - powiedziała radosna Bru.
- Zakupy? - odpowiedziałam także entuzjastycznie.
- Zakupy!Buźka.
Przytuliłam ją także bardzo mocno i został mi już tylko Ney.
- Jesteś pewna, że chcesz być tą pierwszą noc sama w domu? - zapytał z troską.
- Tak, jestem pewna.Dziękuję - cmoknęłam go w policzek i wzięłam od niego walizkę - poradzę sobie - zaśmiałam się, kiedy ten chciał mi pomóc.
- Dobranoc! - krzyknął.
- Kolorowych snów kochanie.
Opróżniłam tylko swoją skrzynkę na listy i weszłam do domu.Najpierw rzecz jasna otwierając drzwi.Tak, były zamknięte.
- No sporo się tego nazbierało - powiedziałam sama do siebie przeglądając koperty, gazety i ulotki.
Wzięłam pierwsze, lepsze czasopismo i rzuciłam się na kanapę.
Nie miałam w zwyczaju czytać takich gazet jednak z ciekawości ją otworzyłam.
Szybko pożałowałam, że w ogóle wpadłam na taki pomysł.
- Hej co tu robisz? - do pokoju weszła Marquezine.
- Jeju jak dobrze, że jesteś...
Wreszcie osoba, która nie będzie mi robić żadnych wyrzutów.Ba, pewnie nawet mnie poprze.
- Co jest?
Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami od zdarzenia z Aleksandrą po rozmowę z Neymarem.Przyjaciółka oczywiście wysłuchała mnie od początku do końca przy czym obie wyśmiewałyśmy się z blondyny.
- Ty to masz jednak szczęście.Niby niechcący, ale w osobę, w którą trzeba - mówiła.
- Uwierz mi sama się dziwię.
- Ale z tym to się nie martw.Na razie jej odpuścisz, ale jak tylko wrócimy do Barcelony...damy jej w kość!
- Zawsze wiedziałam, że na ciebie to można liczyć.
Przybiłyśmy sobie piątkę, a potem cyknęłyśmy parę zdjęć.
Jedno trafiło nawet na mojego instagrama z dopiskiem.
"Podobne...może nie z wyglądu ale podobne<3"
Ten opis w stu procentach nas odzwierciedla.Z zewnątrz wyglądamy właściwie zupełnie inaczej, ale w środku bliźniaczki normalnie.Strasznie ją kocham i to moja jedyna prawdziwa przyjaciółka.Może was to zdziwić, że nie zaliczam o nich reszty dziewczyn, ale dla mnie przyjaciel to ktoś komu ufam w STU procentach.Nawet nie w 99.Prawda jest taka, że tą pełną liczbę zaufania osiąga tylko ona.Kiedyś była jeszcze Dorcas, ale teraz nie utrzymuje z nią żadnego kontaktu.Ponoć ani razu nie odwiedziła mnie w szpitalu.Raz tylko zadzwoniła zapytać czy ze mną w porządku.I to ma być przyjaciółka?Pisała do mnie kilka razy po moim wyjściu, ale jakoś nie miałam najmniejszej ochoty jej odpisywać.W sumie nie wiem nawet skąd dowiedziała się, że nie jestem już w szpitalu.
Po upływie niecałej godziny przyszedł po mnie mój chłopak i faktycznie chciał zabrać mnie na spacer.
- To co idziemy? - zapytał.
- A gdzie konkretnie mamy iść? - jak zwykle ciekawość przeważała.
- Gdziekolwiek, po prostu się przejść - uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę.
Podałam mu swoją i wyszliśmy.
Spacerując dużo rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, ale na same przyjemne tematy.Jak zwykle nie zabrakło śmiechu i żartów.Znowu czułam się przy nim jak kiedyś.Jak na początku naszej znajomości.Właśnie w tej chwili przed oczami przebiegły mi wszystkie te wspaniałe wspomnienia.Gala, na której się poznaliśmy, nasz pierwszy taniec, moja urodziny, pobudki, które mi fundował, nocne przejścia po mieście, wypady do kina czy nad wodę i to jak zrzucał mnie do wody, to jak chowaliśmy się przed wścipskimi fotoreporterami, mecze, na których dedykował mi bramki, albo wspólne oglądanie filmów.Każda spędzona z nim chwila była niesamowita i niepowtarzalna.
- O czym tak myślisz? - przywołał mnie do rzeczywistości.
- O nas - uśmiechnęłam się - Kocham Cię - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Mogłabym godzinami się w nie wpatrywać, kiedy to robiłam wręcz odpływałam.Widać w nich było takie szczere iskierki radości.Od niego samego aż tryskała taka pozytywna energia.
- Też cię kocham słońce - złożył na moim czole delikatny pocałunek.
- Ale muszę cię o coś zapytać.. - zaczęłam kiedy znaleźliśmy się przy plaży.
Usiadłam na piasku i poprosiłam go o to samo.Odruchowo chwyciłam do ręki kamyk i przerzucałam go sobie w dłoniach.Zawsze, gdy miałam rozmawiać o czymś ciężkim musiałam czymś zająć ręce.
Nie wiem dlaczego tak było.Było mi jakoś łatwiej.
- Jak poznałeś Olę? - wreszcie się przełamałam.
Po wydobyciu z siebie tych zaledwie kilku słów najzwyczajniej w świecie mi ulżyło.Poczułam, ze mam już to za sobą.
Teraz wystarczyło już tylko zaczekać na jego odpowiedź.
Usłyszałam drugi raz to samo co wcześniej.Dokładnie ro samo co powiedział mi Leo.Przynajmniej mam pewność, że mnie nie okłamał.
- Nigdy nic do niej nie poczułem - powiedział sam z siebie, choć o nic więcej go nie pytałam.
- Przecież nic nie..
- Wystarczy, że wiem o czym teraz myślisz - przerwał mi.
- Ja po prostu chciałam się upewnić..
- Wiem, rozumiem to.Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza i nikt ani nic tego nie zmieni.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko i nie mówiłam już nic.Chciałam tylko czuć, że jest blisko, czuć że jestem kochana.
- Zaraz przyjdzie reszta - odezwał się po paru minutach ciszy - to już ostatni dzień tutaj, wieczorem wyjazd.
Właściwie to byłam już prawie spakowana.Znam siebie i wiem, że odwlekała bym z tym na ostatnią chwilę, aż w końcu zrobiłabym to 5 minut przed odjazdem.W dodatku zostawiając jakieś rzeczy.To były świetne wakacje.Po mimo paru niedociągnięć (głównie z mojej winy) były na prawdę udane.Trochę szkoda, że już się kończą, ale z drugiej strony wracam do siebie.Znowu będę musiała zadomowić się w swoim własnym domu.Pierwsza noc od długiego czasu w moim łóżku.Trochę się za tym stęskniłam.
Po niedługim czasie faktycznie wszyscy do nas dołączyli.Po raz ostatni tutaj razem, całą naszą paczką bawiliśmy się cudownie.Na odchodne zrobiliśmy olbrzymi napis "WARIACI Z BARCELONY TU BYLI" i każde z nas zostawiło odcisk swojej dłoni.
Zrobiliśmy jeszcze jedno wspólne zdjęcie i powoli wróciliśmy do hotelu.
Każdy dopakowywał swoje walizki, aż wreszcie powsiadaliśmy do aut i ruszyliśmy w podróż powrotną.Przez całą drogę spałam.Byłam tak niemiłosiernie zmęczona, że nie było mowy o niczym innym.
To dziwne ale śniła mi się moja rodzina.Ja, rodzice i siostra.Wszyscy razem szczęśliwi kibicowaliśmy na Camp Nou.Rozmawialiśmy ze sobą, żartowaliśmy, a rodzice nie robili mi żadnych wyrzutów, że jestem Cule, a nie Madritiste.Wszystko w tym śnie było takie piękne i niewiarygodnie prawdziwe...
- Malutka wstajemy, jesteśmy na miejscu - usłyszałam.
- Tata? - wypowiedziałam otwierając oczy.
- No jeszcze nim nie zostałem - rozbawił się Neymar.
- Przepraszam, to tylko sen.. - wytłumaczyłam całkowicie już rozbudzona.
Szkoda, że to tylko sen...Czasami chciałabym, żeby było dokładnie tak jak w nim.No ale..nie jest tak i muszę się cieszyć tym co mam, a mam dużo.Cudownych przyjaciół, chłopaka, jest dobrze i nie ma na co narzekać.
- Już wysiadam - powiedziałam z uśmiechem stawiając stopę na chodniku.
Uściskałam wszystkich.. (No może prawie wszystkich..)
- A my się jutro widzimy - powiedziała radosna Bru.
- Zakupy? - odpowiedziałam także entuzjastycznie.
- Zakupy!Buźka.
Przytuliłam ją także bardzo mocno i został mi już tylko Ney.
- Jesteś pewna, że chcesz być tą pierwszą noc sama w domu? - zapytał z troską.
- Tak, jestem pewna.Dziękuję - cmoknęłam go w policzek i wzięłam od niego walizkę - poradzę sobie - zaśmiałam się, kiedy ten chciał mi pomóc.
- Dobranoc! - krzyknął.
- Kolorowych snów kochanie.
Opróżniłam tylko swoją skrzynkę na listy i weszłam do domu.Najpierw rzecz jasna otwierając drzwi.Tak, były zamknięte.
- No sporo się tego nazbierało - powiedziałam sama do siebie przeglądając koperty, gazety i ulotki.
Wzięłam pierwsze, lepsze czasopismo i rzuciłam się na kanapę.
Nie miałam w zwyczaju czytać takich gazet jednak z ciekawości ją otworzyłam.
Szybko pożałowałam, że w ogóle wpadłam na taki pomysł.

Świetny! :) czekam na kolejny !
OdpowiedzUsuńCudo <3
OdpowiedzUsuńWspaniały. I takie pytanko jesteś brumar, camar czy happymar? XD
OdpowiedzUsuńZdecydowanie happymar! XDD
UsuńJej!😍 wreszcie się doczekalam😂😍 było warto czekać😇😍😍 cudnowny rozdział!😇😇😍❤ czekam na next😘😇
UsuńDziękuję bardzo serdecznie ! <3
UsuńCudowne <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: http://icecreamandchocolatee.blogspot.com/
Dziękuję Ci bardzo! ;*
UsuńChętnie wpadnę <3
Wspaniały rozdział!Jak ja kocham charakterek Lip haha <3
OdpowiedzUsuńI z niecierpliwością czekam na 21 ;***
UsuńJak zwykle przeecudowny <3 Jednak dalej pozostaję zwolenniczką Marc&Liplit :D <3
OdpowiedzUsuńThank you <3 Widzę, że ni wszyscy są za Neymarem haha :D
UsuńJejku wspaniale piszesz!Mówię to już któryś raz wiem, ale twojego talentu po prostu nie da się opisać! /Twoja wieerna czytelniczka Zuza ;* (tak to znowu ja XD)
OdpowiedzUsuńJejuuu dziękuję ci <3 taak to prawda, najwierniejsza :D<3
UsuńNie wiem czy nadal tu jesteś ale piszesz cudownie :-) jakby co to czekam na next :-) i zapraszam do siebie ale nie narzucam się
OdpowiedzUsuńJestem tu jeszcze :)
UsuńI nawet nie wiesz ile ten komentarz dał mi motywacji..Dziękuję! <3
Proszeeee cieee napisz wreszcie nowy rozdzial!!!!Ja kocham to opowiadanie a od ponad 3 miesiecy nie ma nowych rozdzialow;(((
OdpowiedzUsuń