1/23/2016

Rozdział 4



Obudziłam się jakoś koło 10 lecz postaniwiłam, że nie będę jeszcze wstawać.Wzięłam telefon z szafki i zaczęłam przeglądać instagrama.Suaréz wstawił przed chwilą nowe zdjęcie z Messim.Nawet je skomentowałam. "Ugryź go :D"
Zawsze tak pisałam pod każdym zdjęciem Luisa zrobionym z kimś, bo wiedziałam, że go to denerwuje.Lubimy się przekomarzać.
Po tym poszłam pod prysznic, założyłam spodnie dresowe, bluze z kapturem, a włosy zczepiłam w luźnego, roztrzepanego koka.Kiedy miałam się malować usłyszałam dzwonek mojego telefonu.Pobiegłam do pokoju i odebrałam połączenie od Bruny.

*Rozmowa telefoniczna*

- Słucham, słucham - powiedziałam.
- Hej, idziemy dzisiaj na trening chłopaków.
- To pytanie czy stwierdzenie?
- Zdecydowanie to drugie, za 15 minut pod stadionem.
Nawet nie dała mi odpowiedzieć tylko się rozłączyła.
Zarówno ja jak i ona miałyśmy Camp Nou prawie na wyciągnięcie ręki, więc spokojnie się pomalowałam i po 4 minutach drogi byłam już pod stadionem.Tam zamiast Bruny spotkałam Neymara, który miał właśnie wchodzić, jednak gdy mnie zobaczył zmienił zdanie.Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć.Po jego minie wywnioskowałam, że chyba chciał mi coś wytłumaczyć, przeprosić, albo coś, ale ja go wyprzedziłam.
- Ktoś tu się chyba spóźnił - zaśmiałam się.
Zobaczyłam ulgę na jego twarzy.
- A ktoś tu chyba ma inne skarpetki - również się zaśmiał.
Spojrzałam w dół i faktycznie jedna skarpetka była czerwona, a druga zielona.
Często mi się zdarzały takie pomyłki.Inna skarpetka, koszulka założona na złą stronę, źle nałożona czapka, a nawet dwa różne buty.
- Znowu - westchnęłam.
- Znowu?
- Ja już tak mam.
Chłopak zaczął się ze mnie śmiać.
- Widzisz, a ja już tak mam, że spóźniam się na trening. - i oboje się śmialiśmy.
- Cześć wam.
- O jesteś Bru - powiedziałam.
- Dobra, to ja lecę na trening, a wy na trybuny.
Tak też zrobiliśmy.
Neymar za spóźnienie musiał przebiec 5 dodatkowych kółek.Zapewne robił to bardzo często.
Po skończonym treningu zbiegłam z trybun i skoczyłam Messiemu na plecy.
- No ciężka to ty nie jesteś, możesz sobie siedzieć - odezwał się Leo.
- To sobie posiedzę.
- Ogólnie to idziesz dzisiaj ze mną na calusieńki dzień do wesołego miasteczka.
- Czemu wcześniej nic nie mówiłeś? - spytałam z uśmiechem, bardzo lubiłam wesołe miasteczka.
- Bo dopiero teraz na to wpadłem.Leć już do mnie do auta, a ja zaraz do Ciebie przyjdę - uśmiechnął się w moją stronę.
- Okej.

*Messi*

- Dobra chłopaki..
- I dziewczyny - wtrąciła się Bruna.
- I dziewczyny - zaśmiałem się.
- Na nasz powrót wszystko ma być gotowe, jasne?
- Jasne! - krzykneli chórem.
- No to widzimy się o 19 - pożegnałem się i poszedłem na parking.
Tam czekała już na mnie brunetka.
- O jesteś wreszcie - powiedziała jak zwykle uśmiechnięta.
- Jestem, jestem.Wskakuj.
Po jakiś 15 minutach byliśmy już na miejscu.Niestety nasze wejście trochę się opuźniło, bo zarówno ja, jak i ona musieliśmy rozdać pare autografów.
W końcu, po jakiś 20 minutach kupiłem bilety i wkroczyliśmy na olbrzymi plac z różnymi atrakcjami.
- To co, gdzie najpierw idziemy?
- Najpierw to kup mi watę - wyszczerzyła się.
Podszedłem do butki i poprosiłem o największą watę jaka może być.Faktycznie była spora.
- Proszę bardzo, jeszcze sobie coś panienka życzy?
- To by było na tyle, a teraz chodź - chwyciła mnie za rękę i pobiegła w kierunku karuzeli.
Po chwili zaczeliśmy się unosić ku górze i kręcić do okoła kolorowego filara.Przez cały czas opychaliśmy się watą i wołaliśmy, żeby przyspieszyli.
Po karuzeli poszliśmy jeszcze, na kulki, dmuchane zjeżdżalnie, wielkiego młota, wyścigi, straszący tunel i tak dalej.Aż przyszedł czas na zestrzeliwanie nagród.Wygrałem tam wielkiego, pluszowego misia, którego oczywiście dałem Liplit.
- Oh dziękuję, ale sama też potrafię takiego zdobyć.
- Tak?To pokaż co potrafisz!
Dziewczyna bez problemu sobie poradziła i miała już dwa niedźwiedzie.
Trochę się śmiałem, bo były większe od niej i kiedy je niosła w ogóle nie było jej widać.
- Głodna? - zapytałem.
- Odrobinę.
- W takim razie idziemy coś zjeść.
Była dopiero 17, więc posiedzieliśmy w restauracji jakieś 2 godziny.
Po skończonym posiłku poszliśmy na krótki spacer, a potem musieliśmy już się zbierać.

*Liplit*

- To jak, odwozisz mnie już do siebie?
- Tak.
- To był wspaniały dzień - westchnęłam.
- Dzień się jeszcze nie skończył.
- Co masz na myśli?
- Nic, nic - uśmiechnął się pod nosem.
Gdy byliśmy już pod moim domem, Leo otworzył mi drzwi i stwierdził, że mnie odprowadzi.Już miałam sięgać po kluczyk, kiedy ten zadzwonił dzwonkiem.Trochę się zdziwiłam, bo przecież nikogo tam nie było, po za moim psem rzecz jasna.Jednak za chwilę zdziwiłam się zdecydowanie bardziej.Drzwi otworzyła Bruna wraz z Alvesem.Wciągneli nas do środka i usłyszałam głośne "Sto lat" śpiewane przez wszystkich tam zgromadzonych.Piłkarze Barcy i ich dziewczyny, kilka moich kumpeli z fotomodelingu, pare blogerek, Dora.
- Kurde przecież dzisiaj są moje urodziny - powiedziałam cicho sama do siebie.
Ktoś musiał to usłyszeć, bo zaraz usłyszałam głos za moim ramieniem.
- Strasznie zakręcona jesteś, wiesz?
Odwróciłam się i od razu się uśmiechnęłam.
- Wiem. - powiedziałam do Neymara.
Gdy skończyli śpiewać każdy z kolei podszedł złożyć mi życzenia, a prezenty leżały na jednej, wysokiej kopiczce.
Dopiero po złożeniu życzeń mogłam sobie spokojnie usiąść, a Messi wygłosił przemówienie.Było naprawdę piękne aż łezka sama zakręciła się w oku.
Skończyłam wreszcie 19 lat.
- No staruszko, otwieraj prezenty - zarehotał Pique.
- Ej, ej starszy jesteś - śmialiśmy się z siebie na wzajem.
Prezenty były wspaniałe, ale już sam fakt, że przygotowali dla mnie coś takiego jest niesamowity.
Ludzie, tańczyli, jedli, żartowali i po prostu dobrze się bawili.Nie wspominając o mnie.Ja szalałam jak tylko mogłam.Nie dziwne, że po paru godzinach przysiadłam sobie na kanapie ze zmęczenia.Piłam drinka, a nagle Ney się do mnie dosiadł.
- Zmęczona?
- Trochę - uśmiechałam się.
- Nie ważne i tak idziesz ze mną tańczyć. - stwierdził z rozbawieniem w głosie i byliśmy już na parkiecie.
Przetańczyliśmy razem chyba 10 utworów i w końcu dał mi odetchnąć.Rzuciłam się na stół i zwyczajnie sobie leżałam, rozbiłam przy tym kilka szklanek, ale wcale mnie to nie interesowało.
- Ktoś tu się naprawdę zmachał - hihotał Neymar.
- Jak widać.
- Chodź się przejść.Świeże powietrze dobrze Ci zrobi.
Spacerowaliśmy po okolicy, rozmawiając to o jednym, to o drugim czy opowiadając jakieś żarty.Szybko znaleźliśmy się spowrotem pod moją willą, a ja zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy.
- Co tam widzisz? - spytał nagle.
- Chcę wyliczyć 19 gwiazd, tyle ile mam lat.
Liczyłam tak, liczyłam i doszłam do 18..
- A tu jest 19 - powiedział, spojrzał na mnie i podniósł mnie do góry.Z wysokości patrzyłam mu w oczy.Po chwili zaczął mnie po woli opuszczać, aż moja twarz była na przeciwko jego twarzy, zbliżył mnie do siebie i wtedy....
- Liplit! - krzyknęła któraś z dziewczyn, rozglądając się po ogrodzie.Ney opuścił mnie na ziemie,a ja pobiegłam w kierunku koleżanki.
- Jesteś!Szukałam Cię.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Jak to co?Świeczki na torcie - zaśmiała się i wepchnęła mnie do pokoju przez drzwi od balkonu.
Tam stał wielgaśny tort, jakiego jeszcze nie widziałam z 19 kolorowymi świeczkami.
- Mam zdmuchnąć je wszystkie? - zaśmiałam się, a reszta razem ze mną.
- Sama, nikt Ci nie pomoże - mówił Alves.
Wzrokiem szukałam Neymara i znalazłam go stojącego obok Leo i Bartry.Wtedy pomyślałam życzenie, wzięłam głęboki wdech i zdmuchnęłam świeczki.Z każdej strony bili brawo, Antonella przyniosła talerzyki i obie zaczęłyśmy kroić tort.Trochę nam to zajęło, ale jakoś się udało.Był pyszny, wszyscy migiem zjedli i trzeba było kroić od nowa.Jednak ja się już za to nie zabierałam.
- Jakie życzenie pomyślałaś? - zapytał da Silva z uśmiechem.
- No co ty, nie mogę Ci powiedzieć, bo się nie spełni! 


------------------------

Jak wam się podoba? :)

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ :D

11 komentarzy:

Dziękuję za twój komentarz :)