Z samego rana Dani razem z Marciem i Sergim poszli do siebie, żeby się przebrać.Całą noc spędzili u reszty chłopaków na grze w fife, piciu piwa i różnych, innych rzeczach.
- Ma ktoś klucz?Bo zamknięte - odezwał się Marc.
- Ja mam - wyjął klucz z kieszeni i otworzył im drzwi.
- A kogo ja tu widzę! - krzyknął cały w skowronkach na widok Neya i Lip.
- Co się tu dzieje?! - wyskoczył Sergi.
- Ciii... - No i co zrobiliście! - krzyknął Neymar gdy dziewczyna się obudziła.
- Boże nie mogliście wcześniej?!On mnie tu zamknął!
Chłopaki zaczęli się śmiać jak najęci, jednak Lip nie podzielała rozbawienia.Zabrała swój niepełny telefon i wyszła.Zbiegła jeszcze na dwór po baterię i wróciła do siebie.
- Ma ktoś klucz?Bo zamknięte - odezwał się Marc.
- Ja mam - wyjął klucz z kieszeni i otworzył im drzwi.
- A kogo ja tu widzę! - krzyknął cały w skowronkach na widok Neya i Lip.
- Co się tu dzieje?! - wyskoczył Sergi.
- Ciii... - No i co zrobiliście! - krzyknął Neymar gdy dziewczyna się obudziła.
- Boże nie mogliście wcześniej?!On mnie tu zamknął!
Chłopaki zaczęli się śmiać jak najęci, jednak Lip nie podzielała rozbawienia.Zabrała swój niepełny telefon i wyszła.Zbiegła jeszcze na dwór po baterię i wróciła do siebie.
*Liplit*
- Gdzie ty byłaś przez całą noc? - wyparowały.
- Mogłyście mnie poszukać.
- Myślałyśmy, że jesteś u Neya, więc...
- Bo byłam!Tylko, że ten idiota mnie tam zamknął!
- To słodkie - rozmarzyła się Chrissy.
- Oo tak to bardzo słodkie, kiedy ktoś zamyka pokój na klucz i wyrzuca go przez okno razem z twoją baterią od telefonu.
Moje towarzyszki powiedziały jeszcze parę rzeczy od siebie aż w końcu udałyśmy się na śniadanie.
- Zła jesteś? - ktoś mnie zatrzymał, gdy nakładałam sobie owoce.
- Wiesz gdybyś był kimś innym miałbyś już w mordę.
- Ale jestem zbyt cenny?
- Po prostu nie biję słabszych.
Ten uśmiechnął się tylko i pokręcił głową.Ja zabrałam swoją tackę i poszłam do stolika.
- Dzień dobry - powiedziałam do chłopaków obok.
- Jak się spało?
- Wspaniale.
- To wspaniale, bo za chwilę wybieramy się popływać - oznajmił Gerard.
- Super, jestem za.
Poszliśmy na plażę całą naszą grupką przy okazji podziwiając mijające miejsca.Pięknie tu, na prawdę tu pięknie.Ja i Bru tradycyjnie musiałyśmy sobie pyknąć parę fotek i wrzucić na kilka portali społecznościowych.Lubiłyśmy uwieczniać wspólne chwile.Mamy już miliony, a może miliardy wspólnych zdjęć.Chłopcy oczywiście też musieli wciąć się na parę ujęć.
- Dziewczyny, tylko nie opalamy się godzinami, a idziemy popływać - nakazał Pique.
- Nam nie musisz dwa razy powtarzać - wyszczerzyłam się.
- Oj do was to nawet nie mówiłem.
- Sugerujesz coś??
- Nie skąd...
Znalazłyśmy właśnie pierwszy pretekst, żeby zrobić z kimś bitwę i zaczęłyśmy obrzucać go piaskiem.Olbrzym choć był sam doskonale sobie radził.Szybko nasza 'wojna' przeniosła się na tereny wodne.
Z Gerim nad wodą zawsze było fajnie.Był o wiele, wiele od nas wyższy, więc robiłyśmy sobie z niego wyskocznie lub inne podobne atrakcje.Tak, to może brzmieć dosyć zabawnie.Zdaję sobie z tego sprawę.
- Kurde zapomniałam płetw! - wypaliłam po wyjściu na piach.
- Nie możesz się obyć bez nich?
- Akurat dzisiaj chciałam popływać w nich.Wybaczcie ale skocze po nie do hotelu.
- Sama? - zapytał Leo, tak jakby nie chciał mnie nigdzie samej wypuścić.
- Ja z nią pójdę - wtrącił się Da Silva.
- Nie jestem małym dzieckiem, a po za tym to nie jest daleko.
- Idź z nią.
Tradycyjnie wszyscy starsi ode mnie muszą się zachowywać jak matki do specjalnej troski.Ja też jestem już pełnoletnia jeśli nie zauważyli!
- Ktoś tu chyba nie bardzo miał chęci iść ze mną.
Z moich wrzasków w swojej własnej głowie, nie wiadomo na kogo wyrwał mnie mój 'opiekun'.
- Ależ skąd, przecież ktoś musi się o mnie zatroszczyć na wypadek...hmmm...no nie wiem, gdyby ktoś chciał mnie zgwałcić, przejechać, porwać, okraść?Właściwie po co ty ze mną idziesz? - wymieniałam z irytacją.
- No właśnie po to.
- To wyobraź sobie, że sama potrafię o siebie zadbać.
- No czasem pokazujesz tego dowody.
- Masz coś konkretnego na myśli??
- Idź już po te płetwy - powiedział, kiedy staliśmy już przed budynkiem.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale prawie każda nasza wspólna rozmowa kończy się czymś mało przyjemnym.
Drogę powrotną spędziliśmy w całkowitej ciszy.Nie lubię tego, ale tak się składało, że jakiś nie miałam ochoty tego zmieniać.
- Jestem i nic mi się nie stało - oznajmiłam głośno, tak aby Pan Messi usłyszał to z daleka.
- Świetnie.Mamy lody, masz ochotę? - zapytał.
- Nie, dziękuję.Popływam.
Oddaliłam się trochę od tej całej zgrai, z którą tu przyjechałam i w spokoju się zrelaksowałam.
Pływanie to dla mnie kompletny relaks, a w samotności to już nic dodać nic ująć.
Na moje oko minęła już jakaś dobra godzina, dlatego postanowiłam wracać do reszty, żeby znowu się nie martwili.
Wszyscy dalej bawili się doskonale, także pewnie nie zauważyli nawet, że mnie nie ma.
- O jesteś Lip!Chodź do nas, budujemy zameczek z piasku - zawołał mnie Sergi, bawiący się razem z Marciem.
Od razu szeroko się uśmiechnęłam na widok ich obok czegoś przypominającego początek budowli.
- W takim razie się przyłączam!
- Wy kończcie bramę, a ja przyniosę fundamentu do naszej wieży.
Tak więc ja i Bartra zajęliśmy się bramą.W trakcie doszła do nas jeszcze Bruna.Ona również zajęła się budową, a reszta dziewczyn patrzyła na nas z szerokim uśmiechem.
Szybko uporaliśmy się z całością i powiem szczerze, że w jakimś tam stopniu przypominało to zamek.
Dla dobra ogółu Roberto poszedł jeszcze po muszle, które miały robić za smoki obronne.
- Na krzywą mordę Neya co to było?!
To Dani, który wyłożył się jak długi potykając się o koc i przewracając w nasze dzieło.A "na krzywą mordę Neya" to jego typowy tekst, tacy sobie przyjaciele.
- Co ty narobiłeś?!! - zaczął krzyczeć Sergi, który właśnie wrócił - Zniszczyłeś nasz zamek!!
Zaczął bić go łopatką jak małe dziecko, któremu rozwaliło się zamek z piasku.Yy nie, to słabe porównanie, przecież właśnie rozwalono mu zamek z piasku.
- Spokojnie Sergi!Mamy zdjęcie - uspokajał go Marc.
- Tak?!Pokaż!
- A masz jeszcze z lewego profilu?A prawego?A z tyłu?? - No dobra wybaczam Ci - poklepał Daniego po ramieniu, kiedy upewnił się, że ma zdjęcia od każdej strony.
- Dobra dzieciaki zbieramy się! - zawołała nas Anto.
Zebraliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się do hotelu.Sergi wziął jeszcze odrobinę piasku z zamku "Na pamiątkę" - powiedział.
- Przecież jeszcze tu wrócimy - stwierdził Marc.
- Ale ktoś mógłby go rozdeptać, a to musi być dokładnie ten piasek.
Doskonale rozumiałam co teraz czuje...
Dobra starczy bo mówimy tak jakby co najmniej stracił kota.
Po powrocie przebrałam się i zeszłam na obiad, gdzie byli już wszyscy.
- Co dobrego dzisiaj? - zapytałam schodząc z ostatniego stopnia schodów.
- Krewetki.
- O fuuuu...
Nienawidziłam krewetek czy jakichkolwiek innych owoców morza.
- A zupa?
- Jakaś nieznana - powiedział Rafinha.
Okazało się, że ta ' nieznana zupa' była całkiem smaczna i można było się najeść.Po skończonym posiłku mieliśmy dwu godzinną siestę i zamierzałam ją spędzić w naszym pokoju.Okazało się jednak, że wszystkie się gdzieś rozeszły, więc stwierdziłam, że nie będę przez tyle czasu siedziała tu sama.Tym bardziej, że nie lubię, a nawet nie potrafię spać w środoku dnia.Po dłuższym namyśle postanowiłam wybrać się do Neya.Nie rozmawialiśmy już potem na plaży, dlatego można by to zmienić.Zapukałam lekko i uchyliłam drzwi.
- To ja nie będę przeszkadzać - powiedziałam cicho i chciałam zamknąć drzwi widząc u niego Olę.
- Nie przeszkadzasz!Wejdź - wyszedł w moją stronę.
- Ola po prostu się nudziła i wpadła.
- W takim razie ja z tego samego powodu też wpadnę, ale do kogoś innego.
Odwróciłam się i chciałam już iść w kierunku pokoju Munira i Rafinhy, gdy poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- Zamierzasz tak cały czas uciekać to z tego powodu, to z tamtego i tak w kółko?
- Jakie uciekać?Przecież właśnie do ciebie przyszłam, a to że masz innych gości to już nie moja wina.
- A to, że mam innych gości nie oznacza, że ty nie możesz wejść.Z resztą nie chcę mi się wierzyć, że gdyby zamiast Oli był tu dajmy na to Leo lub Bru to byś wyszła.
- Brawo za spostrzegawczość, punkt dla ciebie, a teraz wybacz, ale mam już zamiary na inne pomieszczenie, po za tym ktoś tam chyba na ciebie czeka - skończyłam swoją wypowiedź i ruszyłam tam gdzie miałam ruszyć już kilka minut wcześniej.
Tam spotkałam już zdecydowanie lepszy widok.Wraz z właścicielami pokoju byli jeszcze Sergi, Marc, Dani i Bru.
- Same vipy jak widzę - pokazałam szereg swoich ząbków.
- Jak już przekroczysz próg to będzie w całości - odezwał się Alves.
Wszyscy rozłożyli się na obu łóżkach, a ja dołączyłam się kładąc na brzuchu Bartry i Roberto.
- Wygodnie? - zapytałam.
- Od kąt tu leżysz zdecydowanie wygodniej.
Doskonale minęły mi te 2 godziny.W takim składzie opowiadaliśmy sobie śmieszne historie z naszego życia, których uwierzcie mi, było mnóstwo i słuchaliśmy dobrej muzyki.
- O tu jesteście - wszedł Leo - za półtorej godziny wszyscy na dole i lecimy do klubu.
- Tak jest!
Ja i Bru nie potrzebujemy zbyt dużo czasu, żeby się wyszykować, dlatego zostałyśmy jeszcze pół godziny.Z resztą Raf i Chrissy na pewno zajęły już łazienki, więc co za różnica czy zaczekamy tam, czy zaczekamy tu.
W końcu każde z nas wróciło do siebie i za niecałą już godzinę mieliśmy wychodzić.
Wzięłam bardzo szybki prysznic, przebrałam się w coś bardziej odpowiedniego na tego typu wyjście, a zarazem wygodnego, także możecie byś pewni, że nie jest to sukienka ani szpilki, zrobiłam lekki makijaż, podkręciłam włosy i opuściłam toaletę.
- Bru odwróć się! - rozkazałam jej widząc coś podobnego do koszulki jaką miałam na sobie.
- Czy my zawsze musimy założyć to samo? - zaśmiała się na mój widok.
- Mogłaś chociaż jeszcze pokręcić włosy - skarciłam ją.
- Już się robi szef.
Wróciła do mnie można powiedzieć jako moja bliźniaczka.
- Idealnie?
- Idealnie.
Dotarłyśmy pod drzwi hotelu jak zwykle ostatnie.Nasze spóźnienie wynosiło 12 minut, a dlaczego skoro szykowałyśmy się o wiele krócej niż reszta dziewczyn przed nami?A dlatego, że dziewczynki musiały sobie zrobić zdjęcie.Poprawka - dużo zdjęć.
Tak czy inaczej weszłyśmy do klubu jako pierwsze.Leo i Geri jako najodpowiedzialniejsi zarezerwowali dla nas loże, do której zmierzyłyśmy tuż po zamówieniu czegoś do picia.
- My idziemy tańczyć - podniosłyśmy się obie.
- Ney, my też - wyciągnął do niego rękę Dani.
- My tańczymy same.
- My też tańczymy sami.
W stu procentach stwierdzam, że tańczyłyśmy o niebo lepiej i każdy by to przyznał.
Według Alvesa nadszedł czas na odbijanie i tańczył teraz razem z Bru, a ja miałam iść spowrotem się napić.
- Hej nie tańczysz ze mną?
- A nie ma koło ciebie jakiejś innej laski?
Rozejrzał się.
- Nie ma.
- To tańczę.
Specjalnie zaczęłam deptać mu po stopach.
- Co ty odstawiasz?
- Nic, po prostu nie umiem tańczyć.
- Bruna jakoś nie ma całych podeptanych butów - wskazał na dziewczynę.
- A tobie nikt nie kazał ze mną tańczyć.
Uwielbiałam się z nim tak przekomarzać, nie ma nic piękniejszego.
- Trudno, przeżyje.Tylko tańcz ze mną dalej.
- Cóż za poświęcenie.
- AŁAA!! - syknął z bólu, bo właśnie, skoczyłam mu jedną nogą na but.Chyba można to tak nazwać.
- O co ci chodzi?
- O nic, o nic, tańczmy dalej.
Ja chichotałam już pod nosem, bo nie mogłam się opanować.
- O co ci chodzi? - pomałpował mnie.
- O nic, o nic, tańczmy dalej - nie mogłam być gorsza i zrobiłam to samo.
- Przepraszam - powiedział mężczyzna, który chciał tędy przejść.
- Kochanie, przepuść pana.
- Jakie kochanie?!
Ten się tylko zaśmiał i tańczył dalej.Ja natomiast chciałam się odegrać.
- Oj, oj przepraszam za mojego brata.On jest po prostu innej orientacji, a pan mu się bardzo spodobał - udałam niewinną po tym jak popchnęłam Neya na jakiegoś faceta.
- Co to miało być??
- Nic kochanie - posłałam mu słodki uśmiech i poszłam do reszty.
- Skarbie zatańcz ze mną jeszcze.
Widzę, że bawimy się w skarbie, kotku i te inne słodkości.Nie ma problemu.
- Zatańcz teraz z siostrą a ja idę się przejść kochanie - przyciągnęłam do niego Rafkę i zeszłam z pola widzenia.
- Mogłyście mnie poszukać.
- Myślałyśmy, że jesteś u Neya, więc...
- Bo byłam!Tylko, że ten idiota mnie tam zamknął!
- To słodkie - rozmarzyła się Chrissy.
- Oo tak to bardzo słodkie, kiedy ktoś zamyka pokój na klucz i wyrzuca go przez okno razem z twoją baterią od telefonu.
Moje towarzyszki powiedziały jeszcze parę rzeczy od siebie aż w końcu udałyśmy się na śniadanie.
- Zła jesteś? - ktoś mnie zatrzymał, gdy nakładałam sobie owoce.
- Wiesz gdybyś był kimś innym miałbyś już w mordę.
- Ale jestem zbyt cenny?
- Po prostu nie biję słabszych.
Ten uśmiechnął się tylko i pokręcił głową.Ja zabrałam swoją tackę i poszłam do stolika.
- Dzień dobry - powiedziałam do chłopaków obok.
- Jak się spało?
- Wspaniale.
- To wspaniale, bo za chwilę wybieramy się popływać - oznajmił Gerard.
- Super, jestem za.
Poszliśmy na plażę całą naszą grupką przy okazji podziwiając mijające miejsca.Pięknie tu, na prawdę tu pięknie.Ja i Bru tradycyjnie musiałyśmy sobie pyknąć parę fotek i wrzucić na kilka portali społecznościowych.Lubiłyśmy uwieczniać wspólne chwile.Mamy już miliony, a może miliardy wspólnych zdjęć.Chłopcy oczywiście też musieli wciąć się na parę ujęć.
- Dziewczyny, tylko nie opalamy się godzinami, a idziemy popływać - nakazał Pique.
- Nam nie musisz dwa razy powtarzać - wyszczerzyłam się.
- Oj do was to nawet nie mówiłem.
- Sugerujesz coś??
- Nie skąd...
Znalazłyśmy właśnie pierwszy pretekst, żeby zrobić z kimś bitwę i zaczęłyśmy obrzucać go piaskiem.Olbrzym choć był sam doskonale sobie radził.Szybko nasza 'wojna' przeniosła się na tereny wodne.
Z Gerim nad wodą zawsze było fajnie.Był o wiele, wiele od nas wyższy, więc robiłyśmy sobie z niego wyskocznie lub inne podobne atrakcje.Tak, to może brzmieć dosyć zabawnie.Zdaję sobie z tego sprawę.
- Kurde zapomniałam płetw! - wypaliłam po wyjściu na piach.
- Nie możesz się obyć bez nich?
- Akurat dzisiaj chciałam popływać w nich.Wybaczcie ale skocze po nie do hotelu.
- Sama? - zapytał Leo, tak jakby nie chciał mnie nigdzie samej wypuścić.
- Ja z nią pójdę - wtrącił się Da Silva.
- Nie jestem małym dzieckiem, a po za tym to nie jest daleko.
- Idź z nią.
Tradycyjnie wszyscy starsi ode mnie muszą się zachowywać jak matki do specjalnej troski.Ja też jestem już pełnoletnia jeśli nie zauważyli!
- Ktoś tu chyba nie bardzo miał chęci iść ze mną.
Z moich wrzasków w swojej własnej głowie, nie wiadomo na kogo wyrwał mnie mój 'opiekun'.
- Ależ skąd, przecież ktoś musi się o mnie zatroszczyć na wypadek...hmmm...no nie wiem, gdyby ktoś chciał mnie zgwałcić, przejechać, porwać, okraść?Właściwie po co ty ze mną idziesz? - wymieniałam z irytacją.
- No właśnie po to.
- To wyobraź sobie, że sama potrafię o siebie zadbać.
- No czasem pokazujesz tego dowody.
- Masz coś konkretnego na myśli??
- Idź już po te płetwy - powiedział, kiedy staliśmy już przed budynkiem.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale prawie każda nasza wspólna rozmowa kończy się czymś mało przyjemnym.
Drogę powrotną spędziliśmy w całkowitej ciszy.Nie lubię tego, ale tak się składało, że jakiś nie miałam ochoty tego zmieniać.
- Jestem i nic mi się nie stało - oznajmiłam głośno, tak aby Pan Messi usłyszał to z daleka.
- Świetnie.Mamy lody, masz ochotę? - zapytał.
- Nie, dziękuję.Popływam.
Oddaliłam się trochę od tej całej zgrai, z którą tu przyjechałam i w spokoju się zrelaksowałam.
Pływanie to dla mnie kompletny relaks, a w samotności to już nic dodać nic ująć.
Na moje oko minęła już jakaś dobra godzina, dlatego postanowiłam wracać do reszty, żeby znowu się nie martwili.
Wszyscy dalej bawili się doskonale, także pewnie nie zauważyli nawet, że mnie nie ma.
- O jesteś Lip!Chodź do nas, budujemy zameczek z piasku - zawołał mnie Sergi, bawiący się razem z Marciem.
Od razu szeroko się uśmiechnęłam na widok ich obok czegoś przypominającego początek budowli.
- W takim razie się przyłączam!
- Wy kończcie bramę, a ja przyniosę fundamentu do naszej wieży.
Tak więc ja i Bartra zajęliśmy się bramą.W trakcie doszła do nas jeszcze Bruna.Ona również zajęła się budową, a reszta dziewczyn patrzyła na nas z szerokim uśmiechem.
Szybko uporaliśmy się z całością i powiem szczerze, że w jakimś tam stopniu przypominało to zamek.
Dla dobra ogółu Roberto poszedł jeszcze po muszle, które miały robić za smoki obronne.
- Na krzywą mordę Neya co to było?!
To Dani, który wyłożył się jak długi potykając się o koc i przewracając w nasze dzieło.A "na krzywą mordę Neya" to jego typowy tekst, tacy sobie przyjaciele.
- Co ty narobiłeś?!! - zaczął krzyczeć Sergi, który właśnie wrócił - Zniszczyłeś nasz zamek!!
Zaczął bić go łopatką jak małe dziecko, któremu rozwaliło się zamek z piasku.Yy nie, to słabe porównanie, przecież właśnie rozwalono mu zamek z piasku.
- Spokojnie Sergi!Mamy zdjęcie - uspokajał go Marc.
- Tak?!Pokaż!
- A masz jeszcze z lewego profilu?A prawego?A z tyłu?? - No dobra wybaczam Ci - poklepał Daniego po ramieniu, kiedy upewnił się, że ma zdjęcia od każdej strony.
- Dobra dzieciaki zbieramy się! - zawołała nas Anto.
Zebraliśmy swoje rzeczy i skierowaliśmy się do hotelu.Sergi wziął jeszcze odrobinę piasku z zamku "Na pamiątkę" - powiedział.
- Przecież jeszcze tu wrócimy - stwierdził Marc.
- Ale ktoś mógłby go rozdeptać, a to musi być dokładnie ten piasek.
Doskonale rozumiałam co teraz czuje...
Dobra starczy bo mówimy tak jakby co najmniej stracił kota.
Po powrocie przebrałam się i zeszłam na obiad, gdzie byli już wszyscy.
- Co dobrego dzisiaj? - zapytałam schodząc z ostatniego stopnia schodów.
- Krewetki.
- O fuuuu...
Nienawidziłam krewetek czy jakichkolwiek innych owoców morza.
- A zupa?
- Jakaś nieznana - powiedział Rafinha.
Okazało się, że ta ' nieznana zupa' była całkiem smaczna i można było się najeść.Po skończonym posiłku mieliśmy dwu godzinną siestę i zamierzałam ją spędzić w naszym pokoju.Okazało się jednak, że wszystkie się gdzieś rozeszły, więc stwierdziłam, że nie będę przez tyle czasu siedziała tu sama.Tym bardziej, że nie lubię, a nawet nie potrafię spać w środoku dnia.Po dłuższym namyśle postanowiłam wybrać się do Neya.Nie rozmawialiśmy już potem na plaży, dlatego można by to zmienić.Zapukałam lekko i uchyliłam drzwi.
- To ja nie będę przeszkadzać - powiedziałam cicho i chciałam zamknąć drzwi widząc u niego Olę.
- Nie przeszkadzasz!Wejdź - wyszedł w moją stronę.
- Ola po prostu się nudziła i wpadła.
- W takim razie ja z tego samego powodu też wpadnę, ale do kogoś innego.
Odwróciłam się i chciałam już iść w kierunku pokoju Munira i Rafinhy, gdy poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- Zamierzasz tak cały czas uciekać to z tego powodu, to z tamtego i tak w kółko?
- Jakie uciekać?Przecież właśnie do ciebie przyszłam, a to że masz innych gości to już nie moja wina.
- A to, że mam innych gości nie oznacza, że ty nie możesz wejść.Z resztą nie chcę mi się wierzyć, że gdyby zamiast Oli był tu dajmy na to Leo lub Bru to byś wyszła.
- Brawo za spostrzegawczość, punkt dla ciebie, a teraz wybacz, ale mam już zamiary na inne pomieszczenie, po za tym ktoś tam chyba na ciebie czeka - skończyłam swoją wypowiedź i ruszyłam tam gdzie miałam ruszyć już kilka minut wcześniej.
Tam spotkałam już zdecydowanie lepszy widok.Wraz z właścicielami pokoju byli jeszcze Sergi, Marc, Dani i Bru.
- Same vipy jak widzę - pokazałam szereg swoich ząbków.
- Jak już przekroczysz próg to będzie w całości - odezwał się Alves.
Wszyscy rozłożyli się na obu łóżkach, a ja dołączyłam się kładąc na brzuchu Bartry i Roberto.
- Wygodnie? - zapytałam.
- Od kąt tu leżysz zdecydowanie wygodniej.
Doskonale minęły mi te 2 godziny.W takim składzie opowiadaliśmy sobie śmieszne historie z naszego życia, których uwierzcie mi, było mnóstwo i słuchaliśmy dobrej muzyki.
- O tu jesteście - wszedł Leo - za półtorej godziny wszyscy na dole i lecimy do klubu.
- Tak jest!
Ja i Bru nie potrzebujemy zbyt dużo czasu, żeby się wyszykować, dlatego zostałyśmy jeszcze pół godziny.Z resztą Raf i Chrissy na pewno zajęły już łazienki, więc co za różnica czy zaczekamy tam, czy zaczekamy tu.
W końcu każde z nas wróciło do siebie i za niecałą już godzinę mieliśmy wychodzić.
Wzięłam bardzo szybki prysznic, przebrałam się w coś bardziej odpowiedniego na tego typu wyjście, a zarazem wygodnego, także możecie byś pewni, że nie jest to sukienka ani szpilki, zrobiłam lekki makijaż, podkręciłam włosy i opuściłam toaletę.
- Bru odwróć się! - rozkazałam jej widząc coś podobnego do koszulki jaką miałam na sobie.
- Czy my zawsze musimy założyć to samo? - zaśmiała się na mój widok.
- Mogłaś chociaż jeszcze pokręcić włosy - skarciłam ją.
- Już się robi szef.
Wróciła do mnie można powiedzieć jako moja bliźniaczka.
- Idealnie?
- Idealnie.
Dotarłyśmy pod drzwi hotelu jak zwykle ostatnie.Nasze spóźnienie wynosiło 12 minut, a dlaczego skoro szykowałyśmy się o wiele krócej niż reszta dziewczyn przed nami?A dlatego, że dziewczynki musiały sobie zrobić zdjęcie.Poprawka - dużo zdjęć.
Tak czy inaczej weszłyśmy do klubu jako pierwsze.Leo i Geri jako najodpowiedzialniejsi zarezerwowali dla nas loże, do której zmierzyłyśmy tuż po zamówieniu czegoś do picia.
- My idziemy tańczyć - podniosłyśmy się obie.
- Ney, my też - wyciągnął do niego rękę Dani.
- My tańczymy same.
- My też tańczymy sami.
W stu procentach stwierdzam, że tańczyłyśmy o niebo lepiej i każdy by to przyznał.
Według Alvesa nadszedł czas na odbijanie i tańczył teraz razem z Bru, a ja miałam iść spowrotem się napić.
- Hej nie tańczysz ze mną?
- A nie ma koło ciebie jakiejś innej laski?
Rozejrzał się.
- Nie ma.
- To tańczę.
Specjalnie zaczęłam deptać mu po stopach.
- Co ty odstawiasz?
- Nic, po prostu nie umiem tańczyć.
- Bruna jakoś nie ma całych podeptanych butów - wskazał na dziewczynę.
- A tobie nikt nie kazał ze mną tańczyć.
Uwielbiałam się z nim tak przekomarzać, nie ma nic piękniejszego.
- Trudno, przeżyje.Tylko tańcz ze mną dalej.
- Cóż za poświęcenie.
- AŁAA!! - syknął z bólu, bo właśnie, skoczyłam mu jedną nogą na but.Chyba można to tak nazwać.
- O co ci chodzi?
- O nic, o nic, tańczmy dalej.
Ja chichotałam już pod nosem, bo nie mogłam się opanować.
- O co ci chodzi? - pomałpował mnie.
- O nic, o nic, tańczmy dalej - nie mogłam być gorsza i zrobiłam to samo.
- Przepraszam - powiedział mężczyzna, który chciał tędy przejść.
- Kochanie, przepuść pana.
- Jakie kochanie?!
Ten się tylko zaśmiał i tańczył dalej.Ja natomiast chciałam się odegrać.
- Oj, oj przepraszam za mojego brata.On jest po prostu innej orientacji, a pan mu się bardzo spodobał - udałam niewinną po tym jak popchnęłam Neya na jakiegoś faceta.
- Co to miało być??
- Nic kochanie - posłałam mu słodki uśmiech i poszłam do reszty.
- Skarbie zatańcz ze mną jeszcze.
Widzę, że bawimy się w skarbie, kotku i te inne słodkości.Nie ma problemu.
- Zatańcz teraz z siostrą a ja idę się przejść kochanie - przyciągnęłam do niego Rafkę i zeszłam z pola widzenia.
*Neymar*
- Kochanie?
- Oj chodź w balet.
- No już idę - wzruszyła ramionami.
Odtańczyłem jeden symboliczny utwór z własną siostrą i poszedłem szukać Lip.Znalazłem ją na pobliskiej plaży puszczającą kaczki na wodzie.Sam już nie wiedziałem czy woli towarzystwo czy raczej samotność.W ogóle trudno jest odkryć ile ma w sobie tajemnic.Może właśnie to tak do niej ciągnie.
- Słaba jesteś, tylko 2 za jednym razem.
- Łap i mnie przebij - rzuciła mi kamień.
- 3.
- Spokojnie, ja się dopiero rozgrzewam.
- Dobra remis i może pozostańmy na tym - powiedziałem, kiedy udało jej się zrównać mój rekord.
Ta jednak rzecz jasna nie odpuściła i rzuciła jeszcze raz.Dla niej nie ma czegoś takiego jak remis.
- A teraz chodź, mam dla ciebie niespodziankę.
- No zaskoczyłaś mnie troszeczkę - uśmiechnąłem się.
- Gdzie ty właściwie idziesz? - zapytałem, gdy byliśmy już daleko od plaży.
- Nigdzie, po prostu bez wody nie pobijesz już mojego rekordu kotku, a przypominam, że mam o 1 więcej - wyszeptała mi do ucha.
- Jesteś niemożliwa...
- Ale i tak mnie kochasz - powiedziała obojętnie idąc na przód.
- A ty i tak jesteś już moja.
- Śmieszne - prychnęła, przeskoczyła schodki i weszła do klubu.
- Długo masz zamiar się tak jeszcze ze mną przekomarzać? - zapytałem juz w środku.
- Tak długo jak będę chciała, ale jak byś chciał kogoś tak wiesz, szybciej to tam jest jedna chętna - wskazała palcem na siedzącą z tyłu Aleksandrę.
- Tak się składa, że akurat to baaardzo miła, sympatyczna i do tego piękna osóbka.
Chciałem ją odrobinkę wkurzyć, bo z daleka widać, że za nią nie przepada, nie przepada to nawet mało powiedziane, ona jej nie znosi.
- Z tą piękną to bym tak nie przesadzała.
Krzywe i grube nogi, które stawia jak jakaś pokraka, ręka jedna dłuższa od drugiej, do tego te niesymetryczne palce.Twarz jak jakieś niesformowane warzywo, usta jak u karpia, widać, że trochę wydała na botox, z resztą nie tylko na tą część ciała, a o jej wyblakło-białych, farbowanych z milion razy włosach to już nie wspomnę.
Przez całą jej wypowiedź ledwo co powstrzymywałem śmiech.Myślę, że zdajecie sobie sprawę, że Ola wcale tak nie wygląda.
- Zabawne?Dodać coś jeszcze?
- Nie, nie.To ja już do niej pójdę.
Nie zaszkodzi jak trochę ją podenerwuje.
- Na razie.Tylko jak już będziesz miał ją całować to uważaj, masa chemikalji nie sprzyja zdrowiu - puściła mi oczko.
Ależ to małe potrafi być wredne.Dobrze, że nie mówi jej takich rzeczy prostu w twarz, ale doskonale wiem, że i do tego jest zdolna.
- Kochani spadamy, bo już po trzeciej - zarządził Leo.
Wszyscy byli już gotowi do wyjścia.Przez drogę rozmawiałem z Olą, którą później odprowadziłem do pokoju.Rozglądając się po pensjonacie nigdzie nie zobaczyłem Lip, co oznaczało, że musi być na zewnątrz.
- Zdaje się, że rzuciłaś jeszcze dwa tygodnie przed twoim pobytem w szpitalu - powiedziałem zabierając jej papierosa z ręki.
- Stęskniłam się za swoimi przyjaciółmi.
- Zrozum wreszcie, że to ci szkodzi.
- I szkodzi także osobom w moim otoczeniu, także możesz już stąd iść - oznajmiła wskazując na napis na opakowaniu i wyjęła sobie drugiego.
- Ile jeszcze?Jeden?Dwa?Trzy?
- Skończyło by się na jednym gdybyś pozwolił mi go skończyć.
- I jak do ciebie dotrzeć... - westchnąłem po minucie ciszy.
- Nikt cię o to nie prosi, a teraz dobranoc - wypuściła dym prosto w moją twarz i weszła do hotelu.
Mogłem jednak nie zaczynać z denerwowaniem jej, bo teraz ciężko będzie to stłumić.A przecież nie tak dawno rozmawialiśmy normalnie.Jak to łatwo można wszystko zepsuć i to czasem zwykłym gadaniem.Do tego jak jeszcze natrafi się na taką osobę jak Sejfl to już w ogóle nie polecam.
Przeszedłem się kawałek na lepsze samopoczucie i za chwilę byłem spowrotem.W lażdym oknie nie było już ani jednego promienia światła.Wszyscy śpią.Może ja też powinienem.Wchodząc do środka usłyszałem skrzypienie dochodzące z drugiej strony.To nie kto inny jak znowu ta sama dziewczyna huśtająca się na huśtawce.Czyli nie tylko ja nie śpię.Stwierdziłem, że nie ma sensu tam iść i jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bo pewnie nic innego bym nie zrobił.Zwyczajnie wróciłem do siebie.
- Oj chodź w balet.
- No już idę - wzruszyła ramionami.
Odtańczyłem jeden symboliczny utwór z własną siostrą i poszedłem szukać Lip.Znalazłem ją na pobliskiej plaży puszczającą kaczki na wodzie.Sam już nie wiedziałem czy woli towarzystwo czy raczej samotność.W ogóle trudno jest odkryć ile ma w sobie tajemnic.Może właśnie to tak do niej ciągnie.
- Słaba jesteś, tylko 2 za jednym razem.
- Łap i mnie przebij - rzuciła mi kamień.
- 3.
- Spokojnie, ja się dopiero rozgrzewam.
- Dobra remis i może pozostańmy na tym - powiedziałem, kiedy udało jej się zrównać mój rekord.
Ta jednak rzecz jasna nie odpuściła i rzuciła jeszcze raz.Dla niej nie ma czegoś takiego jak remis.
- A teraz chodź, mam dla ciebie niespodziankę.
- No zaskoczyłaś mnie troszeczkę - uśmiechnąłem się.
- Gdzie ty właściwie idziesz? - zapytałem, gdy byliśmy już daleko od plaży.
- Nigdzie, po prostu bez wody nie pobijesz już mojego rekordu kotku, a przypominam, że mam o 1 więcej - wyszeptała mi do ucha.
- Jesteś niemożliwa...
- Ale i tak mnie kochasz - powiedziała obojętnie idąc na przód.
- A ty i tak jesteś już moja.
- Śmieszne - prychnęła, przeskoczyła schodki i weszła do klubu.
- Długo masz zamiar się tak jeszcze ze mną przekomarzać? - zapytałem juz w środku.
- Tak długo jak będę chciała, ale jak byś chciał kogoś tak wiesz, szybciej to tam jest jedna chętna - wskazała palcem na siedzącą z tyłu Aleksandrę.
- Tak się składa, że akurat to baaardzo miła, sympatyczna i do tego piękna osóbka.
Chciałem ją odrobinkę wkurzyć, bo z daleka widać, że za nią nie przepada, nie przepada to nawet mało powiedziane, ona jej nie znosi.
- Z tą piękną to bym tak nie przesadzała.
Krzywe i grube nogi, które stawia jak jakaś pokraka, ręka jedna dłuższa od drugiej, do tego te niesymetryczne palce.Twarz jak jakieś niesformowane warzywo, usta jak u karpia, widać, że trochę wydała na botox, z resztą nie tylko na tą część ciała, a o jej wyblakło-białych, farbowanych z milion razy włosach to już nie wspomnę.
Przez całą jej wypowiedź ledwo co powstrzymywałem śmiech.Myślę, że zdajecie sobie sprawę, że Ola wcale tak nie wygląda.
- Zabawne?Dodać coś jeszcze?
- Nie, nie.To ja już do niej pójdę.
Nie zaszkodzi jak trochę ją podenerwuje.
- Na razie.Tylko jak już będziesz miał ją całować to uważaj, masa chemikalji nie sprzyja zdrowiu - puściła mi oczko.
Ależ to małe potrafi być wredne.Dobrze, że nie mówi jej takich rzeczy prostu w twarz, ale doskonale wiem, że i do tego jest zdolna.
- Kochani spadamy, bo już po trzeciej - zarządził Leo.
Wszyscy byli już gotowi do wyjścia.Przez drogę rozmawiałem z Olą, którą później odprowadziłem do pokoju.Rozglądając się po pensjonacie nigdzie nie zobaczyłem Lip, co oznaczało, że musi być na zewnątrz.
- Zdaje się, że rzuciłaś jeszcze dwa tygodnie przed twoim pobytem w szpitalu - powiedziałem zabierając jej papierosa z ręki.
- Stęskniłam się za swoimi przyjaciółmi.
- Zrozum wreszcie, że to ci szkodzi.
- I szkodzi także osobom w moim otoczeniu, także możesz już stąd iść - oznajmiła wskazując na napis na opakowaniu i wyjęła sobie drugiego.
- Ile jeszcze?Jeden?Dwa?Trzy?
- Skończyło by się na jednym gdybyś pozwolił mi go skończyć.
- I jak do ciebie dotrzeć... - westchnąłem po minucie ciszy.
- Nikt cię o to nie prosi, a teraz dobranoc - wypuściła dym prosto w moją twarz i weszła do hotelu.
Mogłem jednak nie zaczynać z denerwowaniem jej, bo teraz ciężko będzie to stłumić.A przecież nie tak dawno rozmawialiśmy normalnie.Jak to łatwo można wszystko zepsuć i to czasem zwykłym gadaniem.Do tego jak jeszcze natrafi się na taką osobę jak Sejfl to już w ogóle nie polecam.
Przeszedłem się kawałek na lepsze samopoczucie i za chwilę byłem spowrotem.W lażdym oknie nie było już ani jednego promienia światła.Wszyscy śpią.Może ja też powinienem.Wchodząc do środka usłyszałem skrzypienie dochodzące z drugiej strony.To nie kto inny jak znowu ta sama dziewczyna huśtająca się na huśtawce.Czyli nie tylko ja nie śpię.Stwierdziłem, że nie ma sensu tam iść i jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bo pewnie nic innego bym nie zrobił.Zwyczajnie wróciłem do siebie.
---------------------------------
Wreszcie jest ta 17 :D
Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że musieliście tak długo czekać, ale wakacje, wyjazdy, sami rozumiecie.Rozdział też taki średni, ale chociaż zebrałam się i coś napisałam :D
DO NASTĘPNEGO!
Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że musieliście tak długo czekać, ale wakacje, wyjazdy, sami rozumiecie.Rozdział też taki średni, ale chociaż zebrałam się i coś napisałam :D
DO NASTĘPNEGO!
Super rozdzial! Pisz szybko nastepny!😍
OdpowiedzUsuńDziękuję! :*
UsuńRodział jak zwykle obłędny! :)
OdpowiedzUsuńAhh te przekomarzania Neya i Lip :D <3
Informuj mnie o kolejnych ;* /Zuzaa
Dzięki Zuzka ;**
UsuńGenialny!!! Ney i Lip, uwielbiam tę dwójkę, są świetni. Czekam na next 💓💓💓
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana! ♥
UsuńNiesamowicie piszesz! Trafiłam tu dosłownie jakieś 2 godziny temu i bez żadnej przerwy w czytaniu dotarłam aż tu!Chcę sobie przewinąć a tu się okazuje, że nic już dalej nie ma!Pisz szybciutko nowy!NO BOMBA <3 opowiadanie zuuupełnie inne niż reszta :)
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to bardzo Ci dziękuję! :)♥
UsuńWoo :D Jak fajnie stworzyłaś postaci <3 I dialogi też są okay.
OdpowiedzUsuńPs. Też nie cierpię krewetek xD
Pozdrawiam, Martyna :*
http://magia-ksiazek-recenzje.blogspot.com/
Również pozdrawiam :*
UsuńNo Super♥ Neymar i Lip awww♥ Neymar taki opiekuńczy i tak nikt nie lubi Oli xD ♥ Czekam na next ♥
OdpowiedzUsuńNiesamowicie mi miło! ♥♥
UsuńŚwietny rozdział :) Neymar i Lip to byłaby cudowna para :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńTo już robi się nudne. Dobra rozumiem można być wrednym itd. Ale bez przesady! Zachowanie Lip mi się nie podoba. Mogłaby trochę odpuścić. Rozdział super! ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za szczerą opinię :)
UsuńAkurat według mnie nudne są opowiadania gdzie tylko się całują i wątek skupia się tylko i wyłącznie na ich miłości:/ po za tym Liplit wcale nie jest non stop przedstawiana jako wredna, tylko teraz kiedy pojawiła się Ola, a jakoś trzeba pokazać to, że jej nie lubi.Ja bardzo lubię charakterek Lip :) i no nie wiem takie jest moje zdanie :)
UsuńBardzo dziękuję, jednak każdy ma prawo do własnego zdania :)
UsuńCudowny rozdział!!! Uwielbiam twoje opowiadania, robi się coraz bardziej ciekawie jednak chce aby było coś więcej między Lip a Neyem :D nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, życzę weny i zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńJejku dziękuję! ;* a wena się teraz przyda :D
UsuńJa juz zdycham z tęsknoty za Twoimi rozdziałami. Dodasz coś? Proszę ;)
OdpowiedzUsuńTak strasznie przepraszam, że przez tak długi czas nic nie dodaję:( byłam na wyjeździe, a teraz niby zaczęłam, ale wciąż nie mogę się zebrać, żeby go skończyć.Coraz gorzej z weną;/ Jednak mogę Ci obiecać, że dzisiaj się za to wezmę.Nie wiem czy uda mi się napisać cały rozdział, ale chociaż część :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń