- Gdzie ty znowu spałaś? - dopytywała Bruna, kiedy wróciłam nad ranem do swojego pokoju.
- U Neymara, nic szczególnego.
- Spałaś u, a raczej z Neymarem i mówisz, że nic szczególnego??
- No fajnie było - zaśmiałam się.
- Fajnie? - zrobiła to samo co ja - z ciebie to się niczego nie da wyciągnąć.
- Daj mi pójść pod prysznic.
- No idź, ale potem mi opowiesz!
- Masz szczęście, że jesteś moją psiapsi.
Wzięłam szybki i zimny prysznic, który automatycznie pobudził mnie do życia, wskoczyłam w czyste ubrania i byłam gotowa.Pogadałam jeszcze z dobrą godzinkę z Bruną, po czym stwierdziłyśmy, że zejdziemy na śniadanie.
- A gdzie Rafka i Chrissi?
- Już od dawna na dole - odpowiedziała mi przyjaciółka.
Przy pierwszym stoliku zastałyśmy pijących kakao Neymara, Marca i Daniego, którzy chyba byli zajęci jakąś dyskusją.
- Cześć chłopaki!
- Dzień dobry!Jak się spało? - puścił mi oczko Dani.
Czyli już wie.
- Ymm...słabo - skrzywiłam się specjalnie.
- Ej! - oburzył się Ney.
Ja z Bru chichotałyśmy jak najęte.
- Żartowałam, żartowałam - powiedziałam i upiłam łyk z jego kubka, a Marquazine zrobiła to samo z napojem Alvesa.
- Jak ja bym chciał, żeby mi ktoś tak upijał kakao.. - westchnął Marc.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - zapytałam siedząc już na kolanach klubowej 11.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - powtórzyła Bruna, a za nami Ney i Dani.
- Nie mogę znaleźć tej odpowiedniej.
- Wracamy do Barcelony i zaraz ci kogoś znajdziemy, nie Bru? - kiwnęłam głową w jej stronę.
- Będzie casting, nie bój się dla ciebie wszystko co najlepsze.
- A propo, wy już jesteście razem prawda? - wskazał na nas.
- Tak.
- Nie - powiedziałam równocześnie razem z nim.
Ten spojrzał się na mnie pytająco.
- Zdecydujcie się - chyba trochę się rozbawił.
- Wykorzystał mnie seksualnie, a nawet nie zapytał czy będę jego dziewczyną - udawałam zawiedzioną.
Cała reszta wybuchła śmiechem.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał, kiedy zeskoczyłam z jego kolan.
- Poczekaj, muszę wykonać telefon do przyjaciela.
- Tu masz całe grono przyjaciół.
- Świetnie.Oszczędze kase na koncie.
- My ci pozwalamy - powiedzieli prawie chórkiem.
- Skoro oni się zgadzają, no to ja też się zgadzam.
- Stawiasz flaszkę - powiedział Dani.
- Stawiasz dwie - dodał Bartra.
- I sok pomarańczowy, będzie na popitkę.
Boże jak ja ich kocham.Nie dość, że mam wspaniałego chłopaka to jeszcze skorzystam na tym w sprawach alkocholowych.I czego chcieć więcej?
- Dobra moi mili ja lecę spakować torbę i idziemy na plażę.Mam olbrzymią ochotę na słońcę i wodę - oznajmiłam i już mnie nie było.
Coś czuje, że to będzie dobry dzień.Ba.. To już jest dobry dzień.Ostatnio to trochę mało ich było, ale może teraz wreszcie się to zmieni.Przynajmniej tak mi się wydaje.Podczas mojego szacowania jak to teraz wszystko będzie wyglądać, moje myśli wpadły na Olę.Hmm ciekawe co zrobi, kiedy dowie się, że NEYMAR jest ZE MNĄ.W sumie jest pare opcji.Albo będzie udawać jak nam to życzy szczęścia, zdrowia i radości, albo w końcu pokaże pazurki, o ile w ogóle to potrafi.
- Liplit - usłyszałam za mną ten cudowny, troskliwy głos mojego przyjaciela.
- Tak? - odwróciłam się do niego z promiennym uśmiechem.
- Po pierwsze życzę szczęścia i gratuluję nareszcie pobudzonego zapłonu do związku z Neyem - aż się zaśmiałam - a po drugie, rozumiem twój 'napięty grafik' dlatego pytam, kiedy znajdziesz czas dla przestarzałego kumpla?
Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie jak mało czasu ostatnio mu poświęcam..Właściwie pod czas tych wakacji nie spędziłam z nim chyba ani razu żadnej chwili sam na sam, a przecież przyjaźń nie polega tylko na zabawach grupowych.Trzeba też chociaż czasami porozmawiać w cztery oczy.Tego niestety zabrakło.
- Strasznie Cię przepraszam Lio..
- Nie przepraszaj.
- Wtrącasz mi się, akurat wtedy kiedy zebrałam słowa na bardzo dobre wytłumaczenie.
- Wybacz, ale w zasadzie chętnie bym posłuchał jak się jąkasz - mówił przez śmiech.
- Bardzo śmieszne.
- Kino dzisiaj wieczorem?
- A potem kakao i pogaduszki?
- Plan doskonały.
- Jestem za.
- No, a teraz idź gdzie miałaś iść.
Wyszczerzyliśmy się do siebie i obydwoje poszliśmy każde w swoją stronę.
Wparowałam do pokoju, wyciągnęłam torbę i zaczęłam pakować do niej wszystkie potrzebne rzeczy, śpiewając przy tym jakąś piosenkę, którą usłyszałam w radiu.Jednak szybko się uciszyłam słysząc głos Aleksandry rozmawiającej...Z TER STEGENEM??!
- Przykro mi Ola, ale nie przejmuj się masz jeszcze szansę.Lubię Lip, ale ona nie pasuje do Neymara.On potrzebuje jakiejś cichej i miłej dziewczyny.Właśnie takiej jak ty, a ona zupełnie się różni.
Co?!Czyżby on wolał tą lafiryndę, którą zna raptem kilka miesięcy ode mnie?!Myślałam, że się przyjaźnimy a tymczasem widzę, że Majewska w niesamowicie szybkim tępie zdobywa sobie sympatię moich znajomych.
- O hej Lip - powiedział, po tym jak wyszłam z za drzwi, a jego towarzyszka wróciła do siebie.
- Hej Marc! - powiedziałam z uśmiechem.
Nie chciałam kompletnie nic po sobie poznać.
- Co słychać? - zapytałam.
- W porządku.Ogólnie chciałbym ci życzyć dużo szczęścia.
- Dziękuję, na bank się przyda.Miło z twojej strony.
- To co ja idę, widzimy się na plaży.
- Do zobaczenia.
Co za dwulicowy i fałszywy idiota!Nie chciałam tak o nim myśleć, nigdy nawet nie przyszło by mi do głowy, żeby coś takiego pomyśleć.Jednak sytuacja mnie do tego zmusiła.Ewidętnie.Czasami tak już jest, że robicie coś wbrew sobie, bo po prostu coś, a w tym przypadku ktoś was do tego zmusza.Do tego wyobraźcie sobie, że nie mam z tego powodu jakich kolwiek wyrzutów sumienia.Jest mi jedynie strasznie przykro...no chyba, że to ta złość tak namieszała mi w głowie i wydaję mi się, że tak bardzo to przeżywam.
Nie ważne, nie będzie mi psuł humoru.Miałam iść na plaże to idę na plażę.
Zbiegłam radośnie ze schodów jakby nic się nie stało i zobaczyłam Neya.
Czy ja na prawdę do niego nie pasuję?Patrzyłam na niego wzrokiem przemokniętego kundla i czekałam tylko na to jak się odwróci.A serio to nie, wcale nie chciałam, żeby się odwrócił, bo pewnie jak zwykle czymś walnę swoim nie wyparzonym językiem.
- O jesteś, czekałem ma ciebie.
Oj nie masz szczęścia Sejfl.
- No to jestem.Idziemy?
- Teraz już tak.
- Właściwie to jadłaś coś dzisiaj? - zapytał tuż po naszym wyjściu.
- Wypiłam tylko twoje kakao.
- Raczej się napiłaś bo większość wypilem ja - zaśmiał się.
- Pomińmy ten fakt, ale spokojnie nie jestem głodna.
- Mam nadzieję, że nie jesteś umówiona na żadne pogaduszki z dziewczynami dzisiaj wieczorem.
- Tak się składa, że jestem, ale nie z dziewczynami tylko z Leo - zahihotałam.
- O ile mnie wyprzedził?
- O jakieś 15 minut.
- Uduszę go, przysięgam.
- Żeby tylko w tym cię znowu nie wyprzedził.
- Bardzo zabawne Liplit.
- Bardzo dziękuje Neymar.
- Ja to bym ci radził być dla mnie miłą, bo zaraz ci przypomnę jak skakałem z tobą z rampy.
- Już się boję.
- Tak?To popatrz co tam jest - powiedział wskazując na...rampę właśnie.
Ooo cholera.
- Nie Neymar, nie..!Ja już będę grzeczna.No proszę cię noo! - zaczęłam histeryzować, a ten tylko się ze mnie naśmiewał.
- No to do zobaczenia na dole malutka.
Właśnie w tym momencie zaczęłam jeszcze raz przeżywać to samo wydarzenie.Tylko, że tym razem już nieco bardziej emocjonalnie, bo wtedty miałam jeszcze nadzieję, że żartuje.Teraz już tej nadziei nie było.
- Nee..ney... - jąkałam się - aaale..tu jest dwwa razy wywyżej...
- Tak skarbie i dwa razy niebezpieczniej, ahaaa i woda jest tez dwa razy głębsza.
- Nienawidzę cię.
Mówiąc to słyszałam jak mój głos się roznosi.Chyba nie muszę mówić dlaczego.Dokładnie, właśnie spadaliśmy CO?!Ja leciałam sama!
- Neymar!!! - krzyczałam spadając jak oszalała.
On mnie zrzucił.Samą!
Tyle myśli przewijało mi się przez głowę, że nie wiedziałam nawet, że coś takiego jest możliwe.
Umiesz pływać przecież.Kurde ale nie po 'skoku' z takiej wysokości.
- Żyjesz? - usłyszałam głos, nie wiedząc do kogo należy.
To mnie w tej chwili akurat najmniej interesowało.Jeszcze nawet nie zdążyłam się ocudzić, że tak powiem, bo wciąż dławiłam się wodą.
- Gdzie jest ten psychopata?! - zaczęłam krzyczeć, gdy udało mi się dotrzeć na brzeg.
- Ręcznik - uśmiechnął się do mnie owijając kolorowym materiałem.
- Nawet nie będę na ciebie wrzeszczeć.
Jesteś nienormalny.
- I bardzo mocno cię kocham - przytulił mnie, a ja choć wcale tego nie chciałam, zostałam w jego uścisku, bo było mi po prostu cieplej.
- Jesteś zła? - zapytał.
- Nie, nie jestem.Czuję, że muszę przywyknąć.W sumie to chyba jest dość bezpieczne, bo nic mi się nie stało.
- Kochanie, rampy są po to, żeby z nich skakać - oznajmił z pełną ironią.
- No właśnie skakać, nie być z nich zrzucanym.
- Ty lepiej zdejmij te przemoczone ubrania bo się jeszcze przeziębisz.
- A co ty się taki troskliwy zrobiłeś?
- Zrobiłeś?
- Najpierw mnie zrzucasz z wysokości do wody, a teraz się martwisz, że się przeziębie.
- Będę ci później robił ciepłe herbatki i przynosił leki do łóżka.
- Yhmm jasne już to widzę.
- Dobra przestań się już ze mną przekomarzać tylko się przebierz.
- Tak jest..
- Będę musiał cię trochę przytemperować, bo z tobą się nie da wytrzymać - zaśmiał się.
- Kazał ci ktoś?
Pokręcił przecząco głową - serce nie sługa.
- Skoro już o tym mówimy to muszę cię o coś zapytać - wykrztusiłam niepewnie.
I powoli zaczynałam żałować, że się na to zebrałam.Żebym później tylko nie żałowała.
- Pytaj - uśmiechnął się, chyba po to, żeby dodać mi otuchy.
- Hej chodźcie do nas! - krzyknęła Rafa z wody.
To chyba znak.Dobrze się stało.
- Chwila, idziemy się przejść - odpowiedział jej brat.
- Co? - zapytałam.
- Chciałaś o coś zapytać, a wnioskuje, że na krótkiej odpowiedzi się nie skączy.
- To może w sumie zaczekać..
- Jak mówisz, że może zaczekać to już wiem, że to coś poważnego.Chodź - wziął mnie za rękę i pociągnął delikatnie, abym zrobiła krok do przodu.
- No więc?
- Neymar czy ja jestem dla ciebie odpowiednia?
Walnęłam prosto z mostu i powiem szczerze, że mi ulżyło.Teraz tylko czekać na to co powie on.
- Skąd to pytanie? - zdziwił się.
- Nie ważne skąd.Po prostu mi odpowiedz.
- Tak jesteś.
Odetchnęłam z ulgą gdzieś tam w środku, jednak nie wiem dlaczego czułam niepewność.
- A teraz ty mi odpowiedz.Czy ty mi nie ufasz?
- Dlaczego miałabym...
- Posłuchaj.Kocham cię, dlatego z tobą jestem i nie zadawaj głupich pytań.
- Przepraszam..
- Nie masz mnie za co przepraszać.Decydując się na ten związek, wiedziałem na co się decyduję i wiem, że nie będzie lekko.
- Z Olą pewnie byłoby ci lepiej..
- Zamknij się już.
Zbliżył swoje usta do moich i w ten sposób mnie uciszył choć miałam jeszcze wiele do powiedzenia.
- U Neymara, nic szczególnego.
- Spałaś u, a raczej z Neymarem i mówisz, że nic szczególnego??
- No fajnie było - zaśmiałam się.
- Fajnie? - zrobiła to samo co ja - z ciebie to się niczego nie da wyciągnąć.
- Daj mi pójść pod prysznic.
- No idź, ale potem mi opowiesz!
- Masz szczęście, że jesteś moją psiapsi.
Wzięłam szybki i zimny prysznic, który automatycznie pobudził mnie do życia, wskoczyłam w czyste ubrania i byłam gotowa.Pogadałam jeszcze z dobrą godzinkę z Bruną, po czym stwierdziłyśmy, że zejdziemy na śniadanie.
- A gdzie Rafka i Chrissi?
- Już od dawna na dole - odpowiedziała mi przyjaciółka.
Przy pierwszym stoliku zastałyśmy pijących kakao Neymara, Marca i Daniego, którzy chyba byli zajęci jakąś dyskusją.
- Cześć chłopaki!
- Dzień dobry!Jak się spało? - puścił mi oczko Dani.
Czyli już wie.
- Ymm...słabo - skrzywiłam się specjalnie.
- Ej! - oburzył się Ney.
Ja z Bru chichotałyśmy jak najęte.
- Żartowałam, żartowałam - powiedziałam i upiłam łyk z jego kubka, a Marquazine zrobiła to samo z napojem Alvesa.
- Jak ja bym chciał, żeby mi ktoś tak upijał kakao.. - westchnął Marc.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - zapytałam siedząc już na kolanach klubowej 11.
- Dlaczego ty jeszcze nie masz dziewczyny? - powtórzyła Bruna, a za nami Ney i Dani.
- Nie mogę znaleźć tej odpowiedniej.
- Wracamy do Barcelony i zaraz ci kogoś znajdziemy, nie Bru? - kiwnęłam głową w jej stronę.
- Będzie casting, nie bój się dla ciebie wszystko co najlepsze.
- A propo, wy już jesteście razem prawda? - wskazał na nas.
- Tak.
- Nie - powiedziałam równocześnie razem z nim.
Ten spojrzał się na mnie pytająco.
- Zdecydujcie się - chyba trochę się rozbawił.
- Wykorzystał mnie seksualnie, a nawet nie zapytał czy będę jego dziewczyną - udawałam zawiedzioną.
Cała reszta wybuchła śmiechem.
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytał, kiedy zeskoczyłam z jego kolan.
- Poczekaj, muszę wykonać telefon do przyjaciela.
- Tu masz całe grono przyjaciół.
- Świetnie.Oszczędze kase na koncie.
- My ci pozwalamy - powiedzieli prawie chórkiem.
- Skoro oni się zgadzają, no to ja też się zgadzam.
- Stawiasz flaszkę - powiedział Dani.
- Stawiasz dwie - dodał Bartra.
- I sok pomarańczowy, będzie na popitkę.
Boże jak ja ich kocham.Nie dość, że mam wspaniałego chłopaka to jeszcze skorzystam na tym w sprawach alkocholowych.I czego chcieć więcej?
- Dobra moi mili ja lecę spakować torbę i idziemy na plażę.Mam olbrzymią ochotę na słońcę i wodę - oznajmiłam i już mnie nie było.
Coś czuje, że to będzie dobry dzień.Ba.. To już jest dobry dzień.Ostatnio to trochę mało ich było, ale może teraz wreszcie się to zmieni.Przynajmniej tak mi się wydaje.Podczas mojego szacowania jak to teraz wszystko będzie wyglądać, moje myśli wpadły na Olę.Hmm ciekawe co zrobi, kiedy dowie się, że NEYMAR jest ZE MNĄ.W sumie jest pare opcji.Albo będzie udawać jak nam to życzy szczęścia, zdrowia i radości, albo w końcu pokaże pazurki, o ile w ogóle to potrafi.
- Liplit - usłyszałam za mną ten cudowny, troskliwy głos mojego przyjaciela.
- Tak? - odwróciłam się do niego z promiennym uśmiechem.
- Po pierwsze życzę szczęścia i gratuluję nareszcie pobudzonego zapłonu do związku z Neyem - aż się zaśmiałam - a po drugie, rozumiem twój 'napięty grafik' dlatego pytam, kiedy znajdziesz czas dla przestarzałego kumpla?
Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie jak mało czasu ostatnio mu poświęcam..Właściwie pod czas tych wakacji nie spędziłam z nim chyba ani razu żadnej chwili sam na sam, a przecież przyjaźń nie polega tylko na zabawach grupowych.Trzeba też chociaż czasami porozmawiać w cztery oczy.Tego niestety zabrakło.
- Strasznie Cię przepraszam Lio..
- Nie przepraszaj.
- Wtrącasz mi się, akurat wtedy kiedy zebrałam słowa na bardzo dobre wytłumaczenie.
- Wybacz, ale w zasadzie chętnie bym posłuchał jak się jąkasz - mówił przez śmiech.
- Bardzo śmieszne.
- Kino dzisiaj wieczorem?
- A potem kakao i pogaduszki?
- Plan doskonały.
- Jestem za.
- No, a teraz idź gdzie miałaś iść.
Wyszczerzyliśmy się do siebie i obydwoje poszliśmy każde w swoją stronę.
Wparowałam do pokoju, wyciągnęłam torbę i zaczęłam pakować do niej wszystkie potrzebne rzeczy, śpiewając przy tym jakąś piosenkę, którą usłyszałam w radiu.Jednak szybko się uciszyłam słysząc głos Aleksandry rozmawiającej...Z TER STEGENEM??!
- Przykro mi Ola, ale nie przejmuj się masz jeszcze szansę.Lubię Lip, ale ona nie pasuje do Neymara.On potrzebuje jakiejś cichej i miłej dziewczyny.Właśnie takiej jak ty, a ona zupełnie się różni.
Co?!Czyżby on wolał tą lafiryndę, którą zna raptem kilka miesięcy ode mnie?!Myślałam, że się przyjaźnimy a tymczasem widzę, że Majewska w niesamowicie szybkim tępie zdobywa sobie sympatię moich znajomych.
- O hej Lip - powiedział, po tym jak wyszłam z za drzwi, a jego towarzyszka wróciła do siebie.
- Hej Marc! - powiedziałam z uśmiechem.
Nie chciałam kompletnie nic po sobie poznać.
- Co słychać? - zapytałam.
- W porządku.Ogólnie chciałbym ci życzyć dużo szczęścia.
- Dziękuję, na bank się przyda.Miło z twojej strony.
- To co ja idę, widzimy się na plaży.
- Do zobaczenia.
Co za dwulicowy i fałszywy idiota!Nie chciałam tak o nim myśleć, nigdy nawet nie przyszło by mi do głowy, żeby coś takiego pomyśleć.Jednak sytuacja mnie do tego zmusiła.Ewidętnie.Czasami tak już jest, że robicie coś wbrew sobie, bo po prostu coś, a w tym przypadku ktoś was do tego zmusza.Do tego wyobraźcie sobie, że nie mam z tego powodu jakich kolwiek wyrzutów sumienia.Jest mi jedynie strasznie przykro...no chyba, że to ta złość tak namieszała mi w głowie i wydaję mi się, że tak bardzo to przeżywam.
Nie ważne, nie będzie mi psuł humoru.Miałam iść na plaże to idę na plażę.
Zbiegłam radośnie ze schodów jakby nic się nie stało i zobaczyłam Neya.
Czy ja na prawdę do niego nie pasuję?Patrzyłam na niego wzrokiem przemokniętego kundla i czekałam tylko na to jak się odwróci.A serio to nie, wcale nie chciałam, żeby się odwrócił, bo pewnie jak zwykle czymś walnę swoim nie wyparzonym językiem.
- O jesteś, czekałem ma ciebie.
Oj nie masz szczęścia Sejfl.
- No to jestem.Idziemy?
- Teraz już tak.
- Właściwie to jadłaś coś dzisiaj? - zapytał tuż po naszym wyjściu.
- Wypiłam tylko twoje kakao.
- Raczej się napiłaś bo większość wypilem ja - zaśmiał się.
- Pomińmy ten fakt, ale spokojnie nie jestem głodna.
- Mam nadzieję, że nie jesteś umówiona na żadne pogaduszki z dziewczynami dzisiaj wieczorem.
- Tak się składa, że jestem, ale nie z dziewczynami tylko z Leo - zahihotałam.
- O ile mnie wyprzedził?
- O jakieś 15 minut.
- Uduszę go, przysięgam.
- Żeby tylko w tym cię znowu nie wyprzedził.
- Bardzo zabawne Liplit.
- Bardzo dziękuje Neymar.
- Ja to bym ci radził być dla mnie miłą, bo zaraz ci przypomnę jak skakałem z tobą z rampy.
- Już się boję.
- Tak?To popatrz co tam jest - powiedział wskazując na...rampę właśnie.
Ooo cholera.
- Nie Neymar, nie..!Ja już będę grzeczna.No proszę cię noo! - zaczęłam histeryzować, a ten tylko się ze mnie naśmiewał.
- No to do zobaczenia na dole malutka.
Właśnie w tym momencie zaczęłam jeszcze raz przeżywać to samo wydarzenie.Tylko, że tym razem już nieco bardziej emocjonalnie, bo wtedty miałam jeszcze nadzieję, że żartuje.Teraz już tej nadziei nie było.
- Nee..ney... - jąkałam się - aaale..tu jest dwwa razy wywyżej...
- Tak skarbie i dwa razy niebezpieczniej, ahaaa i woda jest tez dwa razy głębsza.
- Nienawidzę cię.
Mówiąc to słyszałam jak mój głos się roznosi.Chyba nie muszę mówić dlaczego.Dokładnie, właśnie spadaliśmy CO?!Ja leciałam sama!
- Neymar!!! - krzyczałam spadając jak oszalała.
On mnie zrzucił.Samą!
Tyle myśli przewijało mi się przez głowę, że nie wiedziałam nawet, że coś takiego jest możliwe.
Umiesz pływać przecież.Kurde ale nie po 'skoku' z takiej wysokości.
- Żyjesz? - usłyszałam głos, nie wiedząc do kogo należy.
To mnie w tej chwili akurat najmniej interesowało.Jeszcze nawet nie zdążyłam się ocudzić, że tak powiem, bo wciąż dławiłam się wodą.
- Gdzie jest ten psychopata?! - zaczęłam krzyczeć, gdy udało mi się dotrzeć na brzeg.
- Ręcznik - uśmiechnął się do mnie owijając kolorowym materiałem.
- Nawet nie będę na ciebie wrzeszczeć.
Jesteś nienormalny.
- I bardzo mocno cię kocham - przytulił mnie, a ja choć wcale tego nie chciałam, zostałam w jego uścisku, bo było mi po prostu cieplej.
- Jesteś zła? - zapytał.
- Nie, nie jestem.Czuję, że muszę przywyknąć.W sumie to chyba jest dość bezpieczne, bo nic mi się nie stało.
- Kochanie, rampy są po to, żeby z nich skakać - oznajmił z pełną ironią.
- No właśnie skakać, nie być z nich zrzucanym.
- Ty lepiej zdejmij te przemoczone ubrania bo się jeszcze przeziębisz.
- A co ty się taki troskliwy zrobiłeś?
- Zrobiłeś?
- Najpierw mnie zrzucasz z wysokości do wody, a teraz się martwisz, że się przeziębie.
- Będę ci później robił ciepłe herbatki i przynosił leki do łóżka.
- Yhmm jasne już to widzę.
- Dobra przestań się już ze mną przekomarzać tylko się przebierz.
- Tak jest..
- Będę musiał cię trochę przytemperować, bo z tobą się nie da wytrzymać - zaśmiał się.
- Kazał ci ktoś?
Pokręcił przecząco głową - serce nie sługa.
- Skoro już o tym mówimy to muszę cię o coś zapytać - wykrztusiłam niepewnie.
I powoli zaczynałam żałować, że się na to zebrałam.Żebym później tylko nie żałowała.
- Pytaj - uśmiechnął się, chyba po to, żeby dodać mi otuchy.
- Hej chodźcie do nas! - krzyknęła Rafa z wody.
To chyba znak.Dobrze się stało.
- Chwila, idziemy się przejść - odpowiedział jej brat.
- Co? - zapytałam.
- Chciałaś o coś zapytać, a wnioskuje, że na krótkiej odpowiedzi się nie skączy.
- To może w sumie zaczekać..
- Jak mówisz, że może zaczekać to już wiem, że to coś poważnego.Chodź - wziął mnie za rękę i pociągnął delikatnie, abym zrobiła krok do przodu.
- No więc?
- Neymar czy ja jestem dla ciebie odpowiednia?
Walnęłam prosto z mostu i powiem szczerze, że mi ulżyło.Teraz tylko czekać na to co powie on.
- Skąd to pytanie? - zdziwił się.
- Nie ważne skąd.Po prostu mi odpowiedz.
- Tak jesteś.
Odetchnęłam z ulgą gdzieś tam w środku, jednak nie wiem dlaczego czułam niepewność.
- A teraz ty mi odpowiedz.Czy ty mi nie ufasz?
- Dlaczego miałabym...
- Posłuchaj.Kocham cię, dlatego z tobą jestem i nie zadawaj głupich pytań.
- Przepraszam..
- Nie masz mnie za co przepraszać.Decydując się na ten związek, wiedziałem na co się decyduję i wiem, że nie będzie lekko.
- Z Olą pewnie byłoby ci lepiej..
- Zamknij się już.
Zbliżył swoje usta do moich i w ten sposób mnie uciszył choć miałam jeszcze wiele do powiedzenia.
*5 godzin później*
- Liplit wyłaź z tej łazienki, Leo dzwoni do ciebie już 6 raz! - krzyczała Bru.
- Już - powiedziałam otwierając drzwi od toalety, jednocześnie susząc włosy.
- Muszę jakoś wyglądać bo Lio ostatecznie wybrał teatr, a to miejsce dla przyzwoitych ludzi przecież jest - sprostowałam.
- Dlatego dalej zastanawiam się dlaczego ty tam idziesz.
- Dobry żart Marquezine, punkt dla ciebie.
- Mogę coś jeszcze powiedzieć?
- Wal śmiało.
- Nie włączyłaś suszarki.
- 2:0 dla ciebie - pstryknęłam palcami w jej kierunku i podłączyłam sprzęt do prądu.
- Coś jeszcze chciałabyś dodać?
- Nie.
- A ja tak.Umówiłaś się z Danim na 19:30, a jest 19:48.
- 2:1.Cześć - zabrala kurtkę i wybiegła.
- Na razie bejbe.
- No to już mnie nikt nie będzie pośpieszał - powiedziałam sama do siebie i uśmiechnęłam się w lustrze do swojej osoby.
- Pięknie wyglądasz Liplit.
- Ymym.. - usłyszałam za sobą chrząknięcie - Ile można się do ciebie dobijać o piękna?
- Cześć brat, już idę.A i dzięki za piękna.
- Tylko szybko idź, bo mamy już tylko pół godziny do spektaklu.
- Jasne, spoko.
- Mówiłem ci kiedyś, że jesteś dziwna?
- Milion razy, możemy iść - dałam mu symbolicznego buziaka w policzek i poszłam do wyjścia.
Na zewnątrz czekała już na nas taksówka, która zawiozła nas prosto na miejsce.Weszliśmy dosłownie minutę przed rozpoczęciem, także można powiedzieć, że mieliśmy szczęście.
Teraz chwila szczerości.Nie to, że nie lubię teatru, ale to było tak nudne, że tylko patrzyłam na drzwi, z nadzieją, że zaraz się otworzą i ktoś mnie stamtąd zabierze.Nawet nie mogłam się odezwać, bo Leo był tak zapatrzony, że brak słów.Z resztą zaczęło mi się nawet wydawać, że to ze mną jest coś nie tak, bo cała sala wykazywała tak głębokie zainteresowanie, że ja nie wiem czy serio to im się podobało czy tylko udawali.
- W życiu nie byłem na tak dobrej sztuce - odezwał się Messi, gdy wyszliśmy z budynku.
- Nooo ja tak samo.To było świetne.
- A co sądzisz o scenie z figurą? - wypytywał.
- O to była chyba najlepsza scena.. - starałam się udawać na maksa wkręconą i zachwyconą.
- Daj spokój, przecież wiem, że nie oglądałaś - zaśmiał się.
- Nie no, tylko na tym jakoś tak się zamyśliłam.Rozumiesz.
- Jasne, rozumiem.
- Dobra, a tak serio to o czym to było, bo nic nie ogarniałam..
- Następnym razem pójdziemy klasycznie, do kina.
Po powrocie poszliśmy się przebrać w jakieś luźniejsze rzeczy i zeszliśmy na dół do głównego pokoju naszego hotelu.Ja zajęłam się wybieraniem filmu, a Leo przygotowywaniem kakao i popcornu.
No to jest już coś bliższego memu sercu.
- Może być to? - zapytałam wskazując na płytę.
- Jest okej.Odpalaj.
Tradycyjnie zajęliśmy się bardziej rozmową, a nie oglądaniem filmu, ale coś tam w tle musi lecieć.
Opowiedziałam mu nawet o tym co usłyszałam i o mojej rozmowie z Neymarem.
- Jak na to patrze to wyglądam jak bym miała jakiś kompleks z jej powodu, a wcale tak nie jest.
- Doskonale cię rozumiem.Pewnie też cały czas bym o niej nawijał gdyby tak truła mi życie, a wszysvy w okół byliby jej zwolennikami.
- W ogóle możesz mi powiedzieć jak to się stało, że ona poznała Neya?
- To się stało kompletnie nie spodziewanie.Właściwie sam do końca nie wiem jak to tam było, ale powiem ci to co wiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Pewnie pamiętasz ten wyjątkowy mecz z Realem..
- A co ma z tym wspólnego mecz z Realem?
- Mogłabyś nie przerywać?
- Dobrze, już dobrze..
- No więc, wtedy chyba trochę się pokłóciliście i Neymar był trochę podbity stąd jakoś tak wyszło, że podczas rozdawania autografów podał jej swój numer czy tam adres.To było pod wpływem chwili, on potem sam o tym zapomniał.I któregoś dnia, kiedy ty już byłaś..no wiesz.. To ona przyszła do niego.Na początku ją wyrzucił, ale potem doszło do kolejnego spotkania i tak to właśnie było.
- Czyli, ze on sam...
- Tak, ale nie możesz myśleć, że on coś wtedy do niej poczuł.Rozmawiałem z nim wiele razy na ten temat i wież mi on ani razu nie pomyślał, że mógłby nią ciebie zastąpić.Po za tym uważam, że to z nim powinnaś o tym porozmawiać.
- Tyle, że ja nie wiem jak..
- Najlepiej jak najprościej.Przedewszystkim się nie bój, bo coś mi się wydaję, że obawiasz się tego co ci powie.Musisz o czymś pamiętać, gdyby Neymar czuł coś do Oli, cokolwiek, nie ważne co, nie byłby teraz z tobą.
- No dobrze w tej chwili może i miałabym odwagę ale ale co z tego jak jutro już jej nie będzie..
- Więc zrób to teraz
- Jak to teraz?Jest po północy.
- Normalnie, teraz.Nie obawiaj się jeszcze nie śpi.
Choć strasznie się wahałam w końcu skierowałam się na górę, gdzie znajdował się pokój chłopaków.
- Neymar u siebie? - zapytałam Daniego wchodzącego właśnie do pomieszczenia obok.
- Wyszedł na chwilę się przejść, ale powinien zaraz wrócić.Wejdź jest otwarte i chyba nawet nikogo nie ma - powiedział obdarowując mnie promiennym uśmiechem.
- Dzięki - odpowiedziałam mu tym samym.
Usiadłam na łóżku piłkarza i po upływie jakiś 20 minut najzwyczajniej zasnęłam.
- Już - powiedziałam otwierając drzwi od toalety, jednocześnie susząc włosy.
- Muszę jakoś wyglądać bo Lio ostatecznie wybrał teatr, a to miejsce dla przyzwoitych ludzi przecież jest - sprostowałam.
- Dlatego dalej zastanawiam się dlaczego ty tam idziesz.
- Dobry żart Marquezine, punkt dla ciebie.
- Mogę coś jeszcze powiedzieć?
- Wal śmiało.
- Nie włączyłaś suszarki.
- 2:0 dla ciebie - pstryknęłam palcami w jej kierunku i podłączyłam sprzęt do prądu.
- Coś jeszcze chciałabyś dodać?
- Nie.
- A ja tak.Umówiłaś się z Danim na 19:30, a jest 19:48.
- 2:1.Cześć - zabrala kurtkę i wybiegła.
- Na razie bejbe.
- No to już mnie nikt nie będzie pośpieszał - powiedziałam sama do siebie i uśmiechnęłam się w lustrze do swojej osoby.
- Pięknie wyglądasz Liplit.
- Ymym.. - usłyszałam za sobą chrząknięcie - Ile można się do ciebie dobijać o piękna?
- Cześć brat, już idę.A i dzięki za piękna.
- Tylko szybko idź, bo mamy już tylko pół godziny do spektaklu.
- Jasne, spoko.
- Mówiłem ci kiedyś, że jesteś dziwna?
- Milion razy, możemy iść - dałam mu symbolicznego buziaka w policzek i poszłam do wyjścia.
Na zewnątrz czekała już na nas taksówka, która zawiozła nas prosto na miejsce.Weszliśmy dosłownie minutę przed rozpoczęciem, także można powiedzieć, że mieliśmy szczęście.
Teraz chwila szczerości.Nie to, że nie lubię teatru, ale to było tak nudne, że tylko patrzyłam na drzwi, z nadzieją, że zaraz się otworzą i ktoś mnie stamtąd zabierze.Nawet nie mogłam się odezwać, bo Leo był tak zapatrzony, że brak słów.Z resztą zaczęło mi się nawet wydawać, że to ze mną jest coś nie tak, bo cała sala wykazywała tak głębokie zainteresowanie, że ja nie wiem czy serio to im się podobało czy tylko udawali.
- W życiu nie byłem na tak dobrej sztuce - odezwał się Messi, gdy wyszliśmy z budynku.
- Nooo ja tak samo.To było świetne.
- A co sądzisz o scenie z figurą? - wypytywał.
- O to była chyba najlepsza scena.. - starałam się udawać na maksa wkręconą i zachwyconą.
- Daj spokój, przecież wiem, że nie oglądałaś - zaśmiał się.
- Nie no, tylko na tym jakoś tak się zamyśliłam.Rozumiesz.
- Jasne, rozumiem.
- Dobra, a tak serio to o czym to było, bo nic nie ogarniałam..
- Następnym razem pójdziemy klasycznie, do kina.
Po powrocie poszliśmy się przebrać w jakieś luźniejsze rzeczy i zeszliśmy na dół do głównego pokoju naszego hotelu.Ja zajęłam się wybieraniem filmu, a Leo przygotowywaniem kakao i popcornu.
No to jest już coś bliższego memu sercu.
- Może być to? - zapytałam wskazując na płytę.
- Jest okej.Odpalaj.
Tradycyjnie zajęliśmy się bardziej rozmową, a nie oglądaniem filmu, ale coś tam w tle musi lecieć.
Opowiedziałam mu nawet o tym co usłyszałam i o mojej rozmowie z Neymarem.
- Jak na to patrze to wyglądam jak bym miała jakiś kompleks z jej powodu, a wcale tak nie jest.
- Doskonale cię rozumiem.Pewnie też cały czas bym o niej nawijał gdyby tak truła mi życie, a wszysvy w okół byliby jej zwolennikami.
- W ogóle możesz mi powiedzieć jak to się stało, że ona poznała Neya?
- To się stało kompletnie nie spodziewanie.Właściwie sam do końca nie wiem jak to tam było, ale powiem ci to co wiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Pewnie pamiętasz ten wyjątkowy mecz z Realem..
- A co ma z tym wspólnego mecz z Realem?
- Mogłabyś nie przerywać?
- Dobrze, już dobrze..
- No więc, wtedy chyba trochę się pokłóciliście i Neymar był trochę podbity stąd jakoś tak wyszło, że podczas rozdawania autografów podał jej swój numer czy tam adres.To było pod wpływem chwili, on potem sam o tym zapomniał.I któregoś dnia, kiedy ty już byłaś..no wiesz.. To ona przyszła do niego.Na początku ją wyrzucił, ale potem doszło do kolejnego spotkania i tak to właśnie było.
- Czyli, ze on sam...
- Tak, ale nie możesz myśleć, że on coś wtedy do niej poczuł.Rozmawiałem z nim wiele razy na ten temat i wież mi on ani razu nie pomyślał, że mógłby nią ciebie zastąpić.Po za tym uważam, że to z nim powinnaś o tym porozmawiać.
- Tyle, że ja nie wiem jak..
- Najlepiej jak najprościej.Przedewszystkim się nie bój, bo coś mi się wydaję, że obawiasz się tego co ci powie.Musisz o czymś pamiętać, gdyby Neymar czuł coś do Oli, cokolwiek, nie ważne co, nie byłby teraz z tobą.
- No dobrze w tej chwili może i miałabym odwagę ale ale co z tego jak jutro już jej nie będzie..
- Więc zrób to teraz
- Jak to teraz?Jest po północy.
- Normalnie, teraz.Nie obawiaj się jeszcze nie śpi.
Choć strasznie się wahałam w końcu skierowałam się na górę, gdzie znajdował się pokój chłopaków.
- Neymar u siebie? - zapytałam Daniego wchodzącego właśnie do pomieszczenia obok.
- Wyszedł na chwilę się przejść, ale powinien zaraz wrócić.Wejdź jest otwarte i chyba nawet nikogo nie ma - powiedział obdarowując mnie promiennym uśmiechem.
- Dzięki - odpowiedziałam mu tym samym.
Usiadłam na łóżku piłkarza i po upływie jakiś 20 minut najzwyczajniej zasnęłam.
--------------
Wiem, że 3 miesiące to bardzo długo na czekanie na nowy rozdział.Przepraszam, że trwało to aż tyle.
Dziękuję, że jesteście :*
Dziękuję, że jesteście :*
Jezuu cudny <3
OdpowiedzUsuńWarto było czekać ;*
Dziękuje bardzo! ����
UsuńMiło mi :*
OdpowiedzUsuńŁaaaadny! Oby rano nie zapomniała z nim porozmawiać i wgl cudowny rozdział. Super ze w końcu coś dodalas i nie mg doczekać się kolejnego rozdziału ❤
OdpowiedzUsuńDzięki kochana! ❤
UsuńSuper rozdział!😍❤ czekam na next!😍😍❤
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki! 😙❤
OdpowiedzUsuńMyślałam, że się nie doczekam..ale przysięgam WARTO BYŁO CZEKAĆ! :) <3
OdpowiedzUsuńDziękuję! ;*
OdpowiedzUsuńDziewczyno!Jak ty niesamowicie piszesz<3
OdpowiedzUsuńWreszcie mamy pieeekny i wartościowy związek ♥ i niech się rozwija.Dużo weny ci życzę i nie zaniedbuj tego bloga, bo na prawdę to co robisz wychodzi ci w stu procentach!
Jejku tak strasznie ci dziękuję! ♥ to kochane:)
UsuńDziękuję za motywację!
Świetny, świetny :) tylko dlaczego jeszcze nie ma nowego??Chyba muszę cie dorwać na fejsie;/
OdpowiedzUsuńCieszę się :) A za dorwanie na fejsie także dziękuję, chyba się przydało :D Mam ferie z czym idzie trochę czasu wolnego wiec za coś się wezmę:) Dziękuję! ;*
Usuń